Bożena i Stanisław i ich pogotowie rodzinne.


Data dodania: 12-12-2019 r.
Ilość wejść: 929.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

Z założenia w Pogotowiu Rodzinnym nie powinno być więcej niż 3 dzieci.  Ja mam teraz 5 i jest w porządku, bo bywało, że miałam 9, cały przekrój wiekowy w tym np. 2 mocno upośledzonych, wtedy człowiek nie wie, w co ręce włożyć. Jak sięgam pamięcią, przez te 17 lat, kiedy funkcjonujemy jako Pogotowie Rodzinne, nie miałam nigdy 3 dzieci, zawsze więcej. Ale lubię tą pracę, bardzo lubię. Teraz jak MOPR chce przywieźć jakieś dziecko z interwencji muszą ze mną negocjować. Mam nadkomplet, muszę przede wszystkim zadbać o normalne funkcjonowanie tych, których już mam pod opieką, nie położę nowych dzieci na materacach na podłodze, bo wiem, że zostaną na tej podłodze na dłużej.

– Od czego zależy, że jednak ” łamie się „Pani i mówi „przywieźcie” ?

– Od uzyskanych informacji o dziecku. Jeżeli wiem, że dziecko dużo przeszło, że jest w kiepskim stanie psychicznym i  że jeżeli nie ja, to trafi do placówki, to przyjmuję. Jak MOPR przywozi  dziecko, od razu mamy dokumenty z wszystkimi niezbędnymi informacjami. Jest taka niepisana zasada, że dziecko zabrane z domu biologicznego zmienia dzielnicę. My z reguły od razu zmieniamy szkołę i lekarza rodzinnego, tak żeby weszło w nowe środowisko z „czystą kartą”. Dajemy mu parę dni wolnego od szkolnych obowiązków, żeby „ochłonęło”, poznało nowe miejsce, dom, otoczenie i i dopiero wypuszczamy w świat. Wkracza do szkoły jako nowe, czyste, najedzone, z drugim śniadaniem i w pełni wyposażone w przybory szkolne. Nie odstaje od rówieśników, nie ciągnie się za nim wstyd i upokorzenie. To dla dziecka w tej stresującej sytuacji wielki komfort.

– A jeżeli dziecko przywożą tylko na chwilę, bo rodzina incydentalnie zaniedbała swoje obowiązki. Po głośnej imprezie, sąsiedzi zawiadomili policję, rodzice byli pod wpływem alkoholu, a w domu dzieci ?

– Policja zabiera dzieci z domu zawsze na wniosek sądu. W mieście, w nocy zawsze jest dostępny dyżurny sędzia, który w trybie nagłym wydaje postanowienie o natychmiastowym zabezpieczeniu dzieci. Potem, już następnego dnia wszczynane jest postępowanie wyjaśniające okoliczności interwencji. Może być rzeczywiście tak, że był to przypadek incydentalny i dzieci w miarę szybko do nich wrócą. Niemniej to wyjaśnianie też trwa. To są posiedzenia Sądu, które muszą mieć wyznaczony termin, to są raporty dzielnicowego składane po wizytach w miejscu zamieszkania, opinie z miejsca zatrudnienia rodziców, MOPR zbiera swoje informacje i opiniuje rodzinę, jest ustanowiony kurator, który przeprowadza wywiad środowiskowy. To wszystko trwa. Dlatego, zanim dziecko trafi do pieczy zastępczej to policja stara się znaleźć spokrewnione osoby, które mogłyby przejąć na parę godzin opiekę nad dziećmi, do momentu wytrzeźwienia rodziców. Bo jak proceduralna machina ruszy, to zanim dzieci wrócą, trzeba dokładnie sprawdzić wydolność wychowawczą rodziny. Nie zdarza się, żeby dziecko zabrane z interwencji policyjnej, wróciło do domu w ciągu tygodnia.

Jak budować autorytet, kiedy przynajmniej z założenia dziecko trafia do Was tylko na chwilę?

Przede wszystkim mówić prawdę, nie mówić źle o rodzinie biologicznej, jasno określić sytuację w jakiej znalazło się dziecko i wyznaczyć cele do zrealizowania. Takie, które punkt po punkcie, będziemy mogli razem realizować , przybliżając się tym samym do określonego wcześniej  celu. Zaraz po przyjeździe dziecka, po pierwszym posiłku siadamy i na spokojnie, przedstawiam się, opowiadam o naszym Pogotowiu Rodzinnym, mówię , że długo już ten dom prowadzę i wiele dzieci  tu mieszkało. Zapewniam, że bez względu na to jak długo będziemy razem mieszkać to, przez ten czas będę się nim opiekować, będę o niego dbała, pomogę mu we wszystkim na miarę moich możliwości i że może do mnie przyjść, ze wszystkimi wątpliwościami.

Gdybym sobie pomyślała ” a nie przejmuję się nim i tak za miesiąc już go tu nie będzie”, to byłby ten moment, kiedy powinnam zakończyć działalność. W takiej sytuacji, nie miałabym prawa nazywać tego miejsca domem, to byłaby przechowalnia, prowadziłabym noclegownię, a nie pogotowie rodzinne. Dziecko od razu wyczułoby, że traktuję je przedmiotowo, że nie jest ważne, a wręcz jest niczyje i nikogo nie obchodzi. Bo, jeśli rodzina biologiczna się nim nie interesowała, a ludzie do których kolejno  trafiło, przekazywali je sobie z rąk do rąk, byle pozbyć się problemu, to nie wiadomo jak dziecko byłoby grzeczne czy niegrzeczne, to zostawi to w nim ślad na zawsze. Dziecko musi do kogoś przynależeć, musi wiedzieć, że jest osoba, która o nim myśli.

Miałam tak z Łukaszem, przyszedł, usiadł w kuchni, podałam obiad, a on założył nogi na stół. Poprosiłam, żeby zdjął te nogi, że u nas jest trochę inaczej, że będzie mu łatwiej, jak zaakceptuje nasze zwyczaje, w odpowiedzi usłyszałam „a co mi zrobisz, jutro już mnie tu nie będzie”. Zdjął nogi, zjadł, a potem zamknęliśmy się w pokoju i  siedliśmy do tej pierwszej, najważniejszej rozmowy. Opowiedział mi swoją historię, płakaliśmy razem . Dzieciak tułał się przez 12 lat. Ustaliliśmy cele i metody dojścia do nich. Od razu zrobiło się lepiej, obydwoje wiedzieliśmy na czym stoimy i w jakim kierunku idziemy, idziemy razem, ja idę z nim, obok niego, będę go wspierać, pomagać mu i bronić go.  Dziś, ten sam Łukasz dalej mieszka z nami (już ponad 3 lata) ma 16 lat,  180 cm wzrostu i nie dość, że już nigdy nie założył nóg na stół, to stał się wspaniałym dzieciakiem, świetnie gra w piłkę, nie ma problemów z nauką, nie sprawia kłopotów wychowawczych. Jest uczynny, uczuciowy i konsekwentnie zbliżamy się do ostatniego, najważniejszego celu, powrotu do mamy. Zagubiony, zbuntowany, nieszczęśliwy, nie wierzący w ludzi nastolatek po zyskaniu poczucia bezpieczeństwa, zrozumienia i akceptacji opuścił swoją skorupę i pokazał prawdziwą twarz. Stał się czującym, otwartym, współpracującym młodym człowiekiem z ambicjami na przyszłość. To jest sens naszej pracy. Niewymierny, a bezcenny.

cdn.

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz