Adam i Krzysztof Sikora Sikorscy


Data dodania: 10-11-2017 r.
Ilość wejść: 894.

 Redaktor/Autor: Małgorzata Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli:

 

Co spowodowało pana łzy? –  długa pauza jak na pełnego temperamentu mężczyznę nie zaskoczyła mnie. Krzysztof Sikora Sikorski już dość dużo powiedział o sobie, abym zrozumiała, że ta pauza, w tym momencie,  jest pauzą  jak najbardziej odpowiednią.

Żeby mieć jakiś znajomych  –  mówi cicho, potem dodaje coś o warunkach  –  nic mi więcej nie potrzeba do życia, żeby mieć znajomych, żeby ktoś nas po prostu  odwiedzał.

Czy dobrze rozumiem, że czuje się Pan samotny? – dopytuję

Tak, samotni się czujemy, samotny jestem…

Mimo, że jest brat?

– Nie, nie. Brat to nie. Musi być znajomy, ktoś kto będzie odwiedzał i mieć dziewczynę po prostu, tę drugą połowę – opuszcza wzrok. Jest jak miliony innych osób. Pragnie ciepła, bliskości. Miłości. Po prostu.

Bracia Sikora Sikorscy są barwnymi postaciami. Niepełnosprawni intelektualnie bliźniacy, lat 39, z przyjemnością uczestniczą w castingach do niemal wszystkich talent show polskich stacji telewizyjnych. Specjalizują się w disco polo, tańczą i śpiewają. I nawet przechodzili przez jakieś etapy eliminacji. Nie czują się gwiazdami, jak mówią, ale dzięki tym castingom zainteresowały się nimi media. Na pewno na jakiś czas. Teraz zainteresowanie jest mniejsze, ale bracia wciąż starają się tę „popularność” wskrzesić. W różny sposób.

Co z tego, że tańczymy śpiewamy, to nic nie da. Nic nie da – tłumaczy mi na swój sposób Adam Sikora Sikorski –  niech se tam tańczą śpiewają, nikomu nie zazdroszczę. Są takie gwiazdy, które tam tańczą śpiewają. Są gwiazdami. Ja się gwiazdą nie czuje, ja się czuję tylko sobą. To co umiem, to umiem. Chcę tylko, żeby warunki były, żeby kogoś mieć, wyjść do kogoś na balety, rozerwać się – obfitą gestykulację uzupełnia teraz głośny śmiech.

I właśnie to hasło „poprawa warunków”, postawiła nas na swojej drodze. To był jeden ze sposobów wzbudzenia zainteresowania mediów ich osobami. Rozesłali do kilku redakcji dramatyczny w treści list:

„Jesteśmy dwojgiem braci  bliźniaków Adam i Krzysztof Sikora Sikorscy.  Mamy 39 lat jestesmy niepełnosprawni umysłowo nasz tata Zdzisław ma 65  lat i  porusza sie na wozki inwalidzkim z powodu chorych bioder. Nasza mama nie zyje juz 10 lat (…)tatcie przysluguje zasilek opiekunczy 153 zl i ma zasilek staly my mamy renty i dorabiamy sobie bo jestesmy bardzo zadluzeni mammy komornikow i pozyczki nieiwiemy  jak z tego wybrnac jest nam bardzo ciezko zyc nasze mieszkanie jest bardzo zagrzybione i zawilgocone nie mamy zadnych funduszy aby moc cos z tym mieszkaniem zrobic  (…)” ( pisownia oryginalna. Przyp. autorka)

Rzeczywiście mieszkanie jest w fatalnym stanie. Oficyna. By dostać się do mieszkania panów Sikora Sikorskich trzeba wdrapać się,  to jest właściwe określenie, po krętych, wąskich schodach. Wchodzi się wprost do kuchni, gdzie czarna pleśń na ścianach zasłonięta jest kilkoma niewielkich rozmiarów obrazkami z wizerunkiem świętych i kalendarzem ściennym. Podobnie w dwóch pokojach. Ubikacja wygląda tak, jakby te płaty pleśni miały się zaraz oderwać ze ścian i spaść na podłogę.

Widać też świeże ślady po remoncie. W ramach programu „Kafka”  Zarząd Budynków i Lokali Komunalnych w Szczecinie zlikwidował piece w tym mieszkaniu i założone zostało centralne ogrzewanie. Wymieniona została też instalacja elektryczna. Bracia wygospodarowali również miejsce na coś w rodzaju łazienki. Jest wanna i prysznic.

Krzysztof chwali się, że to on sam poprosił robotników, aby ten prysznic założyli. Sam im zapłacił. Sam też oprowadza mnie po mieszkaniu. Pajęczyny i kurz. Czasami warstwa nawet kilku milimetrów.

Czemu nie sprzątacie? – pytam

Bo my tego nie potrafimy. Nie umiemy – odpowiada

Potrafi pani Bożenka. Sąsiadka.

Jak oni sie wprowadzili mieli 4 latka i tak pokochałam jak swoich – tłumaczy swoje zaangażowanie w życie bliźniaków Sikora Sikorskich ponad sześćdziesięcioletnia Bożena Jędrusik –  ja jestem teraz sama, dlatego przychodzę. Mam z kim porozmawiać, z dzieciakami, jakbym miała swoje… – znów wraca kwestia samotności. Dzieci pani Bożeny wyjechały po lepsze życie za granicę.

Ja też staję na drabinę i gdzie pająki to wszystko zbieram – wracamy do kwestii sprzątania w mieszkaniu trzech dorosłych mężczyzn.

Czemu oni tego nie robią?

Oni nie zrobią… – dla pani Bożeny jest to „oczywista oczywistość”

Ale dlaczego?

– Oni się boją w ogóle wejść na drabinę.

 – No to na wysięgniku – podpowiadam.

Ja też tak powiedziałam, ale nie – dla niej to jasne, ale widzi moją minę i próbuje „ratować reputację” braci.

– To tam kurze powycierają, umyją, Adaś zrobi u siebie,  a ja tu u ojca, łazienkę wszystko trzeba pomyć. A co mam zrobić, żeby oni w syfie siedzieli takim całkiem? – kończy retorycznym pytaniem.

Oni to niepełnosprawny ruchowo ojciec. Czeka na wózku inwalidzkim na operacje bioder. I niepełnosprawni intelektualnie  bracia bliźniacy. Orzeczona niepełnosprawność: „w stopniu umiarkowanym”. Nie są ubezwłasnowolnieni. Są „pełnoprawnymi obywatelami zdolnymi do podejmowania czynności prawnych”, to o tyle istotna formułka, że bracia, którzy są na rencie socjalnej, zaciągają pożyczki w parabankach i lombardach. Są wiarygodnymi klientami, bo wykazują dochody. To nie tylko renta socjalna, ale i wynagrodzenie z Międzygminnego Zakładu Aktywności Zawodowej Krzysztofa i z firmy sprzątającej w przypadku Adama. Jest więc z czego ściągać i komornicy już to robią.

Skąd się wzięły te długi – pytam Krzysztofa

Sam se narobiłem.

Jak?

Wziełem telefon komórkowy jeden, drugi, pożyczkę wziełem, z prowidenta tu, żeby przeżyć, z miesiąca na miesiąc, żeby przeżyć człowiek bierze.

Ile komornik teraz zabiera panu?

Jednemu 50 płacę, drugiemu stówę , zaraz będzie następny na 150, będzie trzeci za telefon, za pożyczkę jakąś tam, no przyszło mnie ostatnio już pismo.

Pożyczka była w jakimś banku czy instytucji?

– W firmie pożyczkowej.

– I nie mieli tam wątpliwości, żeby panu dać pieniądze?

– Nie jakoś dali.

– Bo pan wykazał się pewnie jakąś rentą socjalną?

– Tak i że pracuje jeszcze.

Podobnie jest w przypadki brata. Z tą różnicą, że on teraz zarabia w firmie sprzątającej. Z Zakładem Aktywności Zawodowej musiał się rozstać.

Tam raz nie przyszedłem. Tam nawet trzeci raz mnie przyjęli,  to kierownik przyjechał – tłumaczy powody zwolnienia Adam – ja nie słuchałem się. Byłem u ojca, by ojciec coś sobie nie zrobił, musiałem go pilnować. A ktoś tego nie rozumie, a jak by se coś zrobił to miałbym go na sumieniu. Nie oni, tylko ja.

Mówiąc wprost Adam miał sporo nieobecności. W ZAZ dawano mu kilka razy szansę, ale nie wykorzystał. Tłumaczy to opieką nad ojcem.  Mogła być taka sytuacja, bowiem ojciec ma problemy z alkoholem. Poważne problemy.

 

             17.11.2017

 

Był wniosek w sądzie o leczenia pana Zdzisława – tłumaczy Maciej Homis, rzecznik Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Szczecinie – leczenie uzależnienia. Synowie napisali prośbę do sądu o nie kierowanie go na przymusowe leczenie,  no bo muszą mieć swojego ojca blisko, nie chcą aby na pewien czas zniknął z tego mieszkania i trafił na leczenie. Także myślę, że ta więź jest tutaj bardzo duża i to rozdzielenie rodziny  mogłoby spowodować większy problem. 

 

Bracia mieli też propozycję, aby wyprowadzili się ze swojej oficyny i wprowadzili do mieszkania chronionego. To rozwiązało by problem skutecznego leczenia ojca, mieszkania w zawilgoconym lokalu i bieżącego utrzymania. Tu mieli by wsparcie w każdej kwestii i na pewno nie popadali by w długi. Odmówili. Obaj mówią zgodnie, że tam ludzie umierają.

Z jednej strony na pewno są to osoby, które są upośledzone umysłowo, to się nazywa niepełnoprawni intelektualnie – tłumaczy spokojnym głosem Maria Kurek z Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną, Koło w Szczecinie, którego bracia byli i wciąż są podopiecznymi. Rozmów były setki – o ich problemach i o tym jak wspólnie mogą je rozwiązać – ja, też  z nimi rozmawiałam, próbowałam im wytłumaczyć  konsekwencje tego wszystkiego, co oni robią i wtedy oceniałam ich procesy umysłowe. Jestem pedagogiem więc potrafię sposób rozumowania, analizowania nie tylko nazwać, ale też ocenić i wydawało mi się że to jest stopień, taki, który nie potrafi, nie przewiduje konsekwencji swoich działań, czyli znaczny stopień niepełnosprawności intelektualnej.

I to wtedy pojawiła się ta sugestia, aby braciom zmienić stopień niepełnosprawności intelektualnej.

Ponieważ mówiłam, że jeżeli zrobicie w ten sposób, jeżeli weźmiecie następną pożyczkę, to znowu przyjdzie komornik, to komornik zabierze wam część waszych dochodów i to niesie określone efekty, rozumiecie, tak rozumiemy, ale wie pani w „Prowidencie” jeszcze dają.

Bo społecznie, w pewnym zakresie,  bracia funkcjonują, można powiedzieć,  jak każdy z normą intelektualną. Wiedzą do kogo zwrócić się o pomoc, jak o tą pomoc zadbać, czego oczekiwać. Jeśli nie pozna się zasad ich funkcjonowania, wtedy ta pomoc jest nieefektywna Stowarzyszenie uważa, że braciom potrzebna jest „wędka” nie „ryba”. Bo ryba doprowadziła ich do sytuacji, w której są dziś. Długi, nieradzenie sobie z ojcem, nieradzenie sobie z drobnymi, ale ważnymi czynnościami na co dzień. Potrafią na przykład umówić wizytę ojca w przychodni czy  zabieg w szpitalu, ale nie posprzątają, a kanapki do pracy robi im ojciec, który ma ponad sześćdziesiąt lat i porusza się na wózku inwalidzkim. On też robi pranie, większe zakupy czy dba o zapłacenie bieżących rachunków… ale on też wysyła synów po alkohol do sklepu.

 

Na pewno są momenty lepsze i gorsze w tej rodzinie – mówi Maciej Homis – nie ma co ukrywać, że momentami pan Zdzisław i jego synowie nie dogadują się, nie potrafią się porozumieć, dochodzi do tego alkohol, uzależnienie pana Zdzisława, które nie ukrywajmy daje się we znaki i możemy zakładać, że list – rzecznik MOPR wraca do początku mojej znajomości z braćmi Sikora Sikorscy –  był pisany  w takim momencie gorszym. Dzisiaj akurat jesteśmy   w takiej sytuacji, kiedy wszystko wygląda w porządku z pozoru, bardzo fajnie i mimo wszystko ta rodzina funkcjonuj. Funkcjonuje na miarę swoich możliwości.

Ale rzecznik dodaje, że rodzina wymaga dużego wsparcia i dużej pomocy od MOPR. To zarówno usługi opiekuńcze dla niepełnosprawnego ojca, ciepły posiłek dla niego dostarczany codziennie, ale także koordynowanie spraw w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych czy napisanie podania do Zarządu Budynków i Lokali Komunalnych w Szczecinie z prośbą o remont mieszkania.

Jak można żyć w takich warunkach – zniecierpliwionym głosem tłumaczy Krzysztof Sikora Sikorski – Jak się przeżyje w takich warunkach? Człowiek nie zna  nikogo. Dziewczyn nie ma, jak tak można żyć?

Panie Krzysztofie,  ale chociażby umycie tych ścian  by wam pomogło – mówię coś, co po kilku godzinach pobytu w tym mieszkaniu wydaje mi się oczywiste

Ale my nie umiemy tego, robić – pada krótka odpowiedź 

Ale obaj panowie pracujecie w firmach sprzątających, przy sprzątaniu – podaję argument najbardziej oczywisty i w mojej ocenie logiczny.

No i co z tego? – to z kolei oczywiste dla Krzysztofa pytanie.

Nie możecie tego zrobić?

– My nie umiemy tego.

– Posprzątać?

– Nie umyjemy tych ścian, jak?

– Potrzebna jest pomoc, żeby powiedzieć wam jak to zrobić?

22.11.2017

Bliźniacy to kolejne dzieci pana Zdzisława i jego żony. To nie była miłość szalona i płomienna, tylko spokojna i rozważna. Pierwszy syn miał poważny wypadek za granicą i jest w śpiączce. To wydarzyło się, gdy bracia byli już na świecie, ale dla rodziny zaczął się trudny czas. Ich matka nie radziła sobie z problemami. Rozwiązywała je alkoholem. Do tego doszły jakieś inne choroby. Zmarła.

Dziesięć lat temu mi żona zmarła. Nie żyje – pan Zdzisław mówi cicho. Często przerywa. Często zmienia wątki      –  I dajemy radę, dajemy, co zrobić…

– Pani Bożena powiedziała, że pan załamał się po śmierci żony? – wykorzystuję wiedzę od sąsiadki, która mówi, że to po śmierci żony pan Zdzisław zaczął pić.

No trochę się załamałem, no.

Stąd te problemy z alkoholem?

– No tak. No, 45 lat przeżyłem,  no to przecież  dużo jest, to nie jest dwa trzy lata.

Trudno ocenić, kto kim bardziej się opiekuje. Łatwiej ocenić,  że ta wzajemna opieka nie jest zbyt skuteczna. Zawsze coś szwankuje, zawsze ktoś na kogoś się denerwuje, zawsze ktoś ma pretensje, o coś, do kogoś. Są moment spokojnej rozmowy, są podniesione głosy.

Układając w całość życie tej rodziny, trudno o prosty wniosek. Oczywiście, że rodzina potrzebuje wsparcia, czasami wręcz poprowadzenia za rękę. Więc tu najlepszym rozwiązaniem, wydaje się,  byłoby mieszkanie chronione. Bracia, jednak  odmawiają.

Ja już  tam byłem u kolegi, wiem jak tam jest – Adam jest zniecierpliwiony moim kolejnym pytaniem na ten temat – Mają elegancko, ale to nie jest tak ładnie. Teraz nie chcę mówić,  ale to nie jest ładnie, pięknie. Każdy się może pokłócić, ja wiem, ale mój kolega też tam był i wiem,  był zdrowy i zmarł, też miał chorobę i zmarł, jeden zmarł, drugi zmarł, dwie osoby byli w porządku, też sie z nim kłóciłem i dopiero ktoś mi powiedział,  kolega przyszedł i powiedział ten zmarł, ten zmarł, chodziłem na zajęcia i zawsze powiedział, Adam co tam u ciebie, taki w porządku był i też zmarł,  był w ośrodku i zmarł, w mieszkaniu chronionym i też  zmarł.

Chcą być razem. W swoim domu. Z ojcem. Może bez wielkiej miłości, ale jednak u siebie. Tylko ten remont… i ta samotność. Dlatego marzą o jednym:

– Żeby był remont, w końcu remont, po tylu latach, żeby to sie zmieniło – Adam aż promienieje jak to mówi – pokaże, o wreszcie bracia mają remont wymyślony. Wreszcie elegancko mają i żyją.

Gdyby była taka potrzeba, pomożecie przy remoncie? – pytam Krzysztofa

No… – długa pauza i brak przekonania w głosie – pomożemy.

Potrzebny jest fachowiec, który pokieruje, pokaże, poradzi i naprawi ewentualne szkody po tym, jak bracie coś zepsują lub zrobią niewłaściwie. Potrzebna jest ekipa, która pomoże. Potrzebne są farby i to wszystko, co służy usunięciu pleśni i wilgoci ze ścian. 

To wszystko, bracia Sikora Sikorscy są o tym przekonani, zmieni ich życie.

Żeby mieć znajomych, żeby ktoś nas po prostu odwiedzał – mówi Krzysztof – żeby  mieć dziewczynę po prostu tę drugą połowę  – mówi to wszystko na jednym oddechu.

A szuka pan?

Szukam, ale coś mnie nie chcą te kobiety…

Dlaczego pan tak myśli?

Bo tak jest. Nie chcą mnie. Jestem odrzucany przez kobiety. Ja się znam na tych kobietach, jakie są. Ja nawet na ulicy podchodzę, do jednej, drugiej, nic nie daje. Co to daje? Ile można samotnym być?

Sporo teraz w głosie złości na tę samotność. Wcześniej były łzy.

Bo boli.

Krzysztof jest jak miliony innych osób. Pragnie ciepła, bliskości. Miłości.

Po prostu.

 

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz