Adam Marcinek jak życie potrafi być nieprzewidywalne.


Historia została dodana: 08-06-2018 r.
Ilość wejść: 1 151.

 Redaktor/Autor: tekst oryginalny bohatera historii.

pomogli Pomogli:

Zapewne znasz uczucie, gdy po całym roku pracy wyczekujesz urlopu, który chcesz spędzić z rodziną. Znasz uczucie podekscytowania, które towarzyszy przygotowaniom, znasz radość, która rozpiera Cię gdy już na tych wymarzonych wakacjach jesteś. W 2014 z takimi właśnie uczuciami pojechałem na urlop, ale wróciłem już z zupełnie innymi.

 

Drugiego dnia pobytu nad morzem poczułem przeszywający ból brzucha i natychmiast trafiłem do lekarza. Tam podczas badania USG przeżyłem szok- w moim brzuchu był guz o wielkości 10 cm! Od razu dostałem skierowanie do szpitala w Szczecinie i to tam spędzam resztę swoich wakacji. Zostaję poddany operacji, lekarze wycinają fragment guza i zaczyna się oczekiwanie na wynik badania. Gdy ten w końcu nadchodzi nie pozostawia złudzeń: rzadki nowotwór złośliwy przewodu pokarmowego GIST. Wraz z rodziną wracamy do domu- tego samego, z którego wyjechaliśmy na urlop- ale, do innej już rzeczywistości. Mimo, iż wielu lekarzy uważa, że tego guza nie da się zoperować to my znajdujemy takiego, który się tego podejmuje i przechodzę skomplikowaną operację w Warszawie, zakończoną sukcesem. Udaje się usunąć nowotwór w całości i zaczynam kolejne leczenie- chemioterapię, dzięki której, przez jakiś czas utrzymuje remisje.

Życie po diagnozie już nigdy nie jest takie same jak przed. Choć wykonuje się te same czynności, zupełnie inne myśli im towarzyszą. Do pracy nie idzie się już z zapałem, idzie się po to, żeby choć na chwilę zapomnieć. Na spacer nie wychodzi się, by się zrelaksować, wychodzi się po to, by móc się w samotności wypłakać. Jak się całuje dziecko na dobranoc, to nie tylko z miłością, ale też z potężnym strachem, którego często nie można przegonić długo po tym, gdy dziecko już zaśnie. Wszystko cokolwiek się robi, planuje czy myśli – podszyte jest chorobą. Nasza rodzina musi się z tym zmierzyć. Przyznajemy, że najbardziej tęsknimy za normalnością. Za tym wszystkim, czego będąc zdrowym często się nie zauważa. Bardzo brakuje mi mojej kochanej pracy, kierowcy Taxi, a Dorocie mojej żonie wyczekiwania na mój powrót, gdy miałem dłuższy wyjazd. Tęskni za tym, że kiedyś codziennie mogła zapytać się mnie „jak w pracy?” zamiast „jak się czujesz?”. Tęsknimy też za czasem, kiedy nasze wspólne plany nie ograniczały się tylko do wyjazdów do szpitala i na kolejne konsultacje.

Półtora roku po operacji, w sierpniu 2017 roku, kiedy wraz z rodziną znowu pakujemy się na wakacje, wyczuwam  w brzuchu guza. Myślałem, chciałem myśleć, że to przepuklina, bo tak bardzo bałem się, że to może być wznowa. Jedziemy jednak do lekarza i kiedy podczas USG okazuje się, że to guz w okolicach wątroby proszę  o przerwanie badania. Nie jestem w stanie tego słuchać.

Na urlop już nie pojechaliśmy. Kilka dni później tomografia komputerowa wykonana w Szczecinie wykazała, że w mojej jamie brzusznej jest nie jeden, a dwa guzy- jeden o średnicy 10 cm, a drugi większy 15 cm.

Przyznajemy, że druga diagnoza była dla nas znacznie trudniejsza niż pierwsza.  Bezradność i lęk przygniotły nas ze zdwojoną siłą. Już wiedzieliśmy, co nas czeka, wiedzieliśmy, że będzie trudniej, że w moim przypadku nowotwór wraca, wraca silniejszy, a ja niestety jestem dużo słabszy. Walka zaczynała być nierówna. Zaczyna się robić gorąco.

Obecnie przyjmuje kolejny i ostatni już rodzaj chemioterapii, po nim możliwości leczenia refundowanego w Polsce się kończą. Jednak  nie składamy broni. Szansą dla mnie jest nierefundowany lek – miesięczny koszt to ok. 10 tys.zł, ale także zagraniczne leczenie. Chciałbym wyjechać do C.H.I.P.S.A  Therapy Hospital w Meksyku, gdzie mógłbym się dalej leczyć.. Klinika zakwalifikowała mnie i  wyceniła terapię na 140 000 zł . Kwota ta znacznie przewyższa  nasze możliwości .  Pracuje tylko żona Dorotka, bo ja sam ze względu na stan zdrowia co raz mniej mogę już jeździć , a mamy jeszcze na utrzymaniu nastoletnią córkę Klaudię. Ogromną część dochodów pochłaniają dojazdy do szpitala, lekarzy, koszty badań i konsultacji lekarskich.

Zapytani o marzenia?  Mamy tylko jedno –  moje zdrowie i życie.

Jestem  wielbicielem  zespołu Dżem i moim życiowym mottem są słowa „ W życiu piękne są tylko chwile”. Tak bardzo chciałbym wierzyć,  że przede mną  nie tylko piękne chwile, ale także przepiękne życie!

Dzielę się z Wami moją historią, moimi lękami, rozpaczą mojej rodziny, bo potrzebujemy Waszej pomocy. Bez  finansowego wsparcia życzliwych ludzi, moje szanse na życie są znikome. Mam 44 lata i po raz pierwszy nie jestem panem własnego losu.

 

cdn.



		Chcę pomóc 
 
		

Dodaj komentarz