Adam, Paulina i Wiktoria – ich pierwsze wakacje.


Data dodania: 28-10-2019 r.
Ilość wejść: 887.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

To były ich pierwsze wspólne wakacje. Wiktoria jest z nimi od marca.  Nie mogli pozwolić sobie na szaleństwa, na jakieś pełne 2 tygodnie, ale to, jak spędzali krótsze wakacyjne wypady, dobrze, bardzo dobrze rokuje. Wszystko wskazuje na to, że pod względem sposobu spędzania wolnego czasu, Wiktoria idealnie wpasowała się w swoich rodziców zastępczych. Im więcej, im szybciej, ty lepiej. Adam i Paulina są zachwyceni, pokochała góry, kocha aktywność fizyczną, czyli nie będą musieli rezygnować ze swoich pasji, malutki człowieczek, którym się opiekują polubił to, co dla nich, też jest ważne.

Pojechaliśmy w Karkonosze i w nasze ukochane skałki Sokoliki. Zabrałam Wiktorię w miejsca, w które mnie w dzieciństwie zabierała mama. Wyjątkowe urokliwe miejsca, nad strumykiem. Było pięknie, słonecznie, Wiktoria skakała po kamieniach, a ja patrzyłam jak zahipnotyzowana i widziałam siebie sprzed lat. Okazało się, że tak jak ja przed laty, tak Wiktoria teraz, pokochała góry.  

– Myśleliśmy, że jedziemy na taką bardziej turystyczną, niż aktywną wyprawę. Tymczasem dziecko było niespożyte, zaskoczyła nas swoją wytrzymałością, ciekawością, radością. Radziła sobie nadspodziewanie dobrze, jak na takiego nowicjusza.

Oprócz długich wędrówek, basenów, jazdy konnej, zabraliśmy Wiktorię jeszcze na wspinaczkę skalną.
Adam ją asekurował, mówił jak ma iść, uczył ją, a ja wspinałam się obok, żeby być przy niej, pomagać jej i kontrolować każdy ruch. Czułam ogromną radość, mogąc jej pilnować. Wreszcie poczułam się bardziej rodzicem, niż tylko opiekunem. Chętnie zrezygnowałam z własnej frajdy, żeby dać to jej.  Na siłę ściągaliśmy ją z tej skałki, tak jej się spodobało. Cudownie było pokazywać jej nasz świat i obserwować, jak wciąga ją, jak zaskakuje i zachwyca.

– W sumie dopiero tam w górach, tak namacalnie uświadomiliśmy sobie, jak idealnie dobrano dziecko do nas. Patrzyliśmy na nią, jak zachłannie wszystkiego próbowała i byliśmy nią, coraz bardziej zauroczeni.

Wcześniej było trochę zawirowań z biologiczną rodziną Wiktorii.  Na własnej skórze przekonaliśmy się, jak dorosły może manipulować dzieckiem, jak obiecuje i nie dotrzymuje słowa, jak dziecko czeka, odlicza dni, zbiera kwiatki, rysuje laurki, a potem okazuje się, że nie ma odwiedzin.

Wiktoria jest u nas już pół roku, stała się przez ten czas bardziej pewna siebie, ma już poczucie bezpieczeństwa. No i oczywiście zaczęła broić, jest bardziej krnąbrna i nieposłuszna. Wiemy, że to normalne dziecięce zachowanie.
Ma jeszcze problemy z rozpoznawaniem swoich uczuć, czasem jest niegrzeczna, choć sama nie wie, o co jej chodzi. Dopiero jak porozmawiamy, to dochodzimy do sedna problemu, do uczuć, które nią targają, a których nie umie jeszcze nazwać. Ma ogromne zaniedbania wyniesione z domu biologicznego, nad którymi na bieżąco pracujemy. Uczymy ją jak radzić sobie w sytuacjach dla niej trudnych. Mimo, że dużo zrobiono w pogotowiu rodzinnym, gdzie wcześniej przebywała przez rok, to nie zna rzeczy, zachowań, które dla dzieci w jej wieku, wychowujących się we własnych, normalnych rodzinach, są automatyczne.

System kar i nagród. Wypracowaliśmy własny. U nas najlepiej sprawdza się, w sytuacji kiedy musimy ją przywołać do porządku, poproszenie, żeby poszła do swojego pokoju pokoju i zamknęła drzwi. Wraca jak się uspokoi i bez histerii powie o co chodzi. Odseparowanie od nas, od psa i naszych 2 kotów,  jest dla niej najbardziej uciążliwe i trudne. Zakazy na komputer, słodycze, czy bajki nie działają. Za to wachlarz nagród mamy bardzo rozwinięty. Jak na razie, nie są to rzeczy materialne, a wspólnie spędzony, aktywnie czas.

– Mieszkamy w pięknym miejscu, na przeciwko okien mamy szeroki trakt spacerowy. Tam Adam uczył Wiktorię jeździć na rowerze. Stoję w oknie i przyglądam się im, raz upadła , wstała otrzepała się i próbuje dalej, złości się, denerwuje, ale konsekwentnie wsiada na ten rower i w końcu jedzie sama . Pomyślałam wtedy: „to jest chwila do zapamiętania na całe życie”.  Słyszę przez okno, jak sąsiadka, która akurat pracowała w ogrodzie, krzyczy do męża ” zobacz , zobacz, Wiktoria pojechała sama”. To było bardzo miłe.

Ważne, żeby popróbowała różnych rzeczy, żeby zobaczyła co lubi, a czego nie.  Żeby wiedziała, że może chodzić na tańce i na hokeja, ale jednocześnie musi wiedzieć, że każdy sukces jest poprzedzony pracą i porażkami. Musi nauczyć się podnosić po porażkach, godnie je przyjmować i wiedzieć, że każdemu się zdarzają nie tylko jej.

– Miałam w pewnym momencie trudniejszy emocjonalnie okres, takie zawirowanie uczuciowe, za sprawa jej biologicznej rodziny. Mącili Wiktorii w głowie, że będą razem mieszkać, że wróci do swojego domu, że ją zabiorą. Dziecko było zupełnie zdezorientowane. To był trudny moment też dla mnie. Czułam się odrzucona, bałam się, że rzeczywiście może wrócić do biologicznej rodziny i czułam do siebie żal, że gdzieś w środku, chciałam ją zawłaszczyć dla siebie. Wiedziałam, że lepiej byłoby, gdyby rodzina biologiczna uporała się ze swoimi problemami i żeby dziecko mogło do nich wrócić. Wiem, czym jest rodzina zastępcza, na jaką formę opieki się zdecydowałam i zdeklarowałam. Teraz wiem, że te moje obawy były zupełnie niepotrzebne. Rodzina bardzo szybko wróciła do swoich patologicznych zachowań, starych nawyków przez które, stracili dziecko.  Mama potrafi przez cały miesiąc nie zadzwonić.

Chcę pomóc

Komentarz do “Adam, Paulina i Wiktoria – ich pierwsze wakacje.”.

Dodaj komentarz