Agnieszka Tkacz 5.07.2017


Data dodania: 05-07-2017 r.
Ilość wejść: 1 132.

 Redaktor/Autor: Małgorzata Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli:

Pani Agnieszka choruje. Ma ataki epilepsji. Przyczyną są dziury w mózgu. Dosłownie. Jak miała dwa latka spadła w przedszkolu z drabinki. Tuż po tym upadku nic się specjalnego nie działo. Minęło jednak kilka lat i wystąpił pierwszy atak.  Gdy diagnozowano panią Agnieszkę z wykorzystaniem precyzyjnego sprzętu – tomografem komputerowym – zobrazowano w jej mózgu dwie dziury.

Takie jak koniec tego małego palca – pokazuje pani Agnieszka na swojej chudej dłoni. Pod wpływem stresu, zdenerwowania te dziury jakby nieco się powiększają i zbliżają do siebie. Wtedy następuje utrata świadomości.

Zaczyna się od nóg – opisuje pani Agnieszka – wykręcają się mi jakoś tak do środka, są  miękkie, jakby z waty i idzie to wszystko do góry. Nie mogę ustać. Tracę przytomność.

Po takim ataku pani Agnieszka musi odpocząć. To nie kilka czy kilkanaście minut. Bywa, że śpi dobę. Jeszcze kilka lat temu takie ataki miała co tydzień, czasami dwa razy w tygodniu. Teraz, gdy bierze Gabitril, ataki pojawiają się co drugi, co trzeci miesiąc.  Chyba, że wcześniej pojawi się stres czy zdenerwowanie… Lek ma też swoje skutki uboczne: zawroty głowy, uczucie zmęczenia i nadmierna senność, niepokój, drżenia, zaburzenia koncentracji.

Takie już nie raz załamanie mam – mówi pani Agnieszka nie patrząc na mnie, bezwiednie głaszcząc siedzącego na jej kolanach chudego kota – że nie raz już siedzę i płaczę, i mówię, że nie dam sobie rady. Już nie raz myślałam… – zawiesza głos – Ale powiem pani, że coś mi wchodzi w serce, jak to się mówi, że jeszcze nie. No muszę, muszę dać sobie radę, bo jeszcze są dzieci. Bo jeszcze są rodzice. Muszę. Muszę mieć siłę.

 

Ojciec pani Agnieszki trzy lata temu miał rozległy zawał. Nie może dziś nic dźwigać, nawet kilograma. Ciężko mu się poruszać z powodu nadwagi i cukrzycy. Pani Agnieszka pomaga mu się ubierać, zakłada skarpety. Ojciec ma też nadciśnienie i nie ma renty. Zabrakło kilku przepracowanych lat do emerytury.

Mama pani Agnieszki to też lista chorób. Od nadciśnienia po… no właśnie,  nie wiadomo co. Jakiś czas temu obie kobiety zauważyły, że noga mamy Pani Agnieszki jest zimna. Do tego jeden z paznokci zrobił się jak jakaś dziwna narośl. Zawieźli ją do szpitala. Wtedy jeszcze do samochodu szła sama, jednak jak ją odbierali chodzić już nie mogła. Lekarze stwierdzili, że prawa noga nie ma dotlenienia i niewykluczone, że potrzebna będzie amputacja, bo nie ma dopływu krwi do kończyny. Kobieta dostała leki. Wrócili do domu. Teraz porusza się za pomocą wózka inwalidzkiego. Paznokieć ma  już swój normalny kształt i kolor, natomiast noga wciąż jest zimna. Oboje rodzice wymagają stale opieki pan Agnieszki. W tym mycia.  Robią to, zresztą nie tylko rodzice, ale wszyscy domownicy  w misce. Pani Agnieszka obmywa matkę gąbką, ojciec stara się być w tej kwestii bardziej samodzielny. Dlatego łazienka jest kolejną pilną potrzebą dla rodziny.

Jest ładne pomieszczenie tutaj, z oknem – tłumaczy pan Mariusz – ale jest tylko toaleta.

Pan Mariusz prowadzi mnie do pomieszczenia, gdzie mogłaby być łazienka.  Nie ma nawet drzwi. Od pozostałych pomieszczeń, a dokładnie od kuchni oddziela ją  purpurowa zasłona. Pani Agnieszka wślizguje się w niewielką szczelinę między zasłoną a ścianą i odsłania cała zawartość pomieszczenia. Fakt, jest całkiem duże jak na potencjalną łazienkę i to wszystko, co dobrego można powiedzieć o tym pomieszczeniu. Jakieś deski, jakieś rzeczy, które trudno mi zidentyfikować i sedes. Patrzę na tę porcelanę i myślę o kuchni, która jest za cienką, purpurową zasłoną.

Tu też wszędzie był grzyb, dlatego musiałam pozbijać tynki – tłumaczy pani Agnieszka, gdy mój wzrok przesuwa się po nagich cegłach. A ja natychmiast wyobrażam sobie tę drobną kobietą zbijającą zagrzybiony tynk, by za chwilę wyobrazić sobie,  jak z miską wody idzie myć niepełnosprawną matkę.

– Obmyję, posmaruję, żeby się nie odparzyła – przypomina mi się szczegółowy opis zabiegów pielęgnacyjnych.

Ten obraz także poruszył pana Mariusza, dlatego na jego portalu INFO Szczecin pojawił się kolejny wpis zatytułowany: „Dach już mają… teraz walczymy o łazienkę”.   Na dach zostało zebrane 5 700 złotych i dach jest.

Ja jestem szczęśliwa i moje dzieci tak samo – na hasło „dach” uśmiech z twarzy pani Agnieszki nie znika – mówią, mamuś  będziemy bezpieczni, bo chociaż ta dziura się na nas nie zawali. Ja to w nocy nieraz wstawałam i zerkałam, jak jakiś szmer czy coś, aby zobaczyć tylko, czy coś nie spadło.

Pan Paweł, który remontował dach ze swoją ekipą obiecał też, że po wakacjach zewnętrzne ściany  zostaną ocieplone i otrzymają piękny wygląd.

Mój szwagier przy grillu majowym powiedział, że ma styropian, no to ciągniemy to dalej – tłumaczy pan Paweł ciąg dalszy swojego  udziału w życiu rodziny pani Agnieszki – będzie styropian, a jak wrócę z Holandii i przywiozę kleje, to zrobimy elewacje i w trakcie elewacji, jak będzie zła pogoda to można będzie robić w środku. 

By jednak „robić w środku” potrzebna jest pomoc. Trochę materiałów na łazienkę jest już zebranych, jednak to wciąż za mało. Potrzebne jest wszytko: płytki, sedes, krany,  umywalka, farby, regipsy, wata izolacyjną, płyty podłogowe, futryna 80 z drzwiami, cement, kable do położenia instalacji i całe mnóstwo innych rzeczy.

Potrzebne są też ręce do roboty. Najchętniej  elektryka, hydraulika, płytkarza/glazurnika. Można też pójść krok dalej i… zaproponować remont pokoju, kuchni, korytarza, strychu… Bo tu naprawdę potrzebne jest wszystko.  Dom w którym mieszkają to właściwie mieszkanie w popegeerowskim szeregowcu. To stare poniemieckie budynki, których nikt nie remontował, a potem za grosze sprzedano najemcom na własność. Za grosze, bo wszystkie były w fatalnym stanie. Kogo było stać, zrobił remont.  Pani Agnieszka nie miała na to szans.

–  Ja jestem katoliczką, ale nieraz są takie sytuacje, że siedzę i mówią : „Boże, czy ty jesteś czy ciebie nie ma? Czy ty mi pomożesz?”. Ta już nie raz takie sytuacje mam… Wierzyć, no wierzę, ale już nieraz takie sytuacje są… – oddech jest głębszy dłuższy. Powstrzymuje łzy.

Teraz jednak, po tym co stało się z dachem, to tak, jakby dar od Boga – prowadzę ją w kierunku lepszych myśli.

– To może być tak – podchwytuje myśl – To może być dar od Pana Boga. Może. To jest nawet możliwe. Tak sobie teraz pomyślałam, że to teraz może być tak, że Bóg mnie w końcu usłuchał. Nie raz siedziałam i modliłam się o pomoc… Może Bóg mnie usłuchał, może  tak jest i idzie po naszej myśli. Nowy rozdział zaczniemy w naszym życiu.

 

 

Za parę tygodni odwiedzimy znowu panią Agnieszkę, może i nasi czytelnicy przyłączą się do szlachetnej akcji pomocy rodzinie państwa Tkacz i prace w Lubanowskim domu ruszą ze zdwojoną siłą.

 

 

 

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz