Agnieszka Tkacz – mamusia odeszła…


Historia została dodana: 05-11-2018 r.
Ilość wejść: 513.

 Redaktor/Autor: Małgorzata Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli:

…przebyty udar, miażdżyca uogólniona, martwica podudzia –  Agnieszka Tkacz z Lubanowa powoli czyta informacje z aktu zgonu mamy. Barbara Śmigielska zmarła 18 lipca. Trzy tygodnie czekała na przyjęcie do szpitala w Gryfinie.  Nie było miejsc. „Tak bardzo mi jej brakuje” – mówi pani Agnieszka.

W grudniu ubiegłego roku  wszystko szło  w dobrym kierunku.  Dzięki  pieniądzem zebranym w akcji Mariusza  Stępnia ( portal INFO Szczecin) i jego osobistemu zaangażowaniu, udało się wyremontować dach skromnego domu, zorganizować pomieszczenie na łazienkę i wygospodarować maleńki kącik dla synów pani Agnieszki – pierwszy raz w życiu mieli własny pokój.

Teraz przejęła go Wiktora – mówi Agnieszka Tkacz  – chłopcy śpią w moim pokoju razem ze mną, a tata, jest tam, gdzie był razem z mamą. Teraz sam tam jest… – głos trochę się łamie.  Śmierć mamy to wciąż świeża rana.

Pani Barbara, mama pani Agnieszki, od lat miała problem z nogą. Puchła, robiły się na niej rany, które paskudnie się goiły i trwało to miesiącami, jeśli w ogóle udało się maściami i lekarstwami spowodować by się goiły. Nie pomagała w tym cukrzyca, na którą chorowała pani Barbara.  Wymagała całodobowej opieki i coraz więcej czasu spędzała na wózku inwalidzkim. W tym roku kłopoty z nogą  nasiliły się na tyle, że lekarze podjęli decyzję o przyjęciu kobiety do szpitala i kompleksowej diagnozie.

Trafiła na szpitalną salę po trzech tygodniach oczekiwania. Zawsze było coś. Najczęściej brak miejsc, a stan zapalny w nodze robił swoje. Gdy pani Barbara trafiła w końcu do szpitala, trafiła też na stół operacyjny.  Nogę amputowano.

Jak u niej byłam po operacji, to nawet dobrze się czuła, była pogodna, ładnie wyglądała – mówi pani Agnieszka – troszkę zjadła. Potem była u niej siostra i już było gorzej. Miałam do niej pojechać na drugi dzień, nastawiłam sobie budzik i proszę mi uwierzyć, jakieś fatum, nie usłyszałam go w ogóle.

Pani Agnieszka i jej siostra kontaktowały się ze szpitalem. Nie było dobrze, ale to kolejny telefon, kolejnego dnia był tym najtragiczniejszym.

Pani Agnieszka Tkacz? Zadał mi pytanie lekarz – opowiada pani Agnieszka . To był właśnie ten telefon z informacją: „pani mama zmarła dziś o godzinie jedenastej dziesięć’ –  nie wierzyłam, ja mu do słuchawki mówiłam, że to nie prawda, że to niemożliwe, że to jakaś pomyłka…

Ale oczywiście to nie była pomyłka. Organizm był osłabiony licznymi chorobami, począwszy od udaru, który przeszła pani Barbara, poprzez miażdżycę, martwicę, w końcu wdała się sepsa.

Pani Barbara miałaby dziś 70 lat.

– Mam takie zdjęcia mamusi, poukładałam  je na półce, no będę szczera,  zrobiłam sobie taki mały ołtarzyk – mówi pani Agnieszka.

Jak dzieci radzą sobie  z tą zmianą w domu? Pustką po babci? One jakoś sobie radzą, gorzej z ojcem pani Agnieszki. Zawsze razem, w każdej chwili i szczęśliwej i trudnej. Do tego jego zdrowie też wymaga stałej opieki lekarskiej.  Pani Agnieszka opiekuje się nim w miarę swoich możliwości, a przecież sama też choruje. Na epilepsję. O ile jeszcze w ubiegłym roku ataki były raz na dwa trzy miesiące, to teraz są dwa, trzy razy w miesiącu.

Stres to powoduje, cały czas się czymś martwię – mówi pani Agnieszka. A jej ataki bywają tak wyczerpujące, że czasami śpi po nich 24 godziny. Domem nikt się wtedy nie opiekuje, bo ojciec jest chory, a dzieci jeszcze niesamodzielne –  Wiktoria ma piętnaście lat, Olivier dwanaście, a najmłodszy Michał – dziesięć. On jest najbardziej związany z mamą i on też najszybciej reaguje, gdy zbliża się atak epilepsji pani Agnieszki. Każe się wtedy mamie położyć. Podaje poduszkę.

Przyczyną ataków są dziury w mózgu. Dosłownie. Jako dwulatka pani Agnieszka spadła w przedszkolu z drabinki. Tuż po tym upadku nic się specjalnego nie działo. Minęło jednak kilka lat i wystąpił pierwszy atak.  Gdy diagnozowano panią Agnieszkę z wykorzystaniem precyzyjnego sprzętu – tomografem komputerowym – zobrazowano w jej mózgu dwie dziury.

Takie jak koniec tego małego palca – opowiadała mi w ubiegłym roku pani Agnieszka   pokazując wielkość dziur na swojej chudej dłoni. Pod wpływem stresu, zdenerwowania te dziury jakby nieco się powiększały i zbliżały do siebie. Wtedy następuje utrata świadomości.

Zaczyna się od nóg – opisuje pani Agnieszka – wykręcają mi się jakoś tak do środka, są  miękkie, jakby z waty i idzie to wszystko do góry. Nie mogę ustać. Tracę przytomność.

A to w sytuacji, gdy wszystko jest na jej głowie, dla rodziny staje się bardzo poważnym problemem.

Do tego jeszcze z tej padaczki to pamięć tracę, jest coraz gorzejmówi pani Agnieszka– idę do sklepu i wracam z połową tego, co miałam kupić. Tata pyta: a kupiłaś to? A kupiłaś tamto? A ja nie kupiłam, bo zapomniałam. Nie wiem jak sobie z tym radzić.

Nie wie też jak dźwignąć sytuacje finansową rodziny. Utrzymują się teraz z rodzinnego, 500+ i jej renty. To około dwóch tysięcy złotych na pięcioosobową rodzinę. Jej tata nie wypracował emerytury, nie dostał też  renty rodzinnej po śmierci żony, więc budżet domowy uszczuplony jest o niemal tysiąc złotych.

Tata stara się teraz z Pomocy Społecznej, może dostaniemówi pani Agnieszka, ale pieniędzy brakuje na buty dla dzieci, na ciepłe ubrania, na naprawę kanalizacji. Nowa łazienka, która miała ułatwić im życie, niestety je skomplikowała. Sieć kanalizacyjna i wodociągowa nie była przygotowana na takie zmiany, więc wszystko leci do piwnicy.

Nie wiem co z tym zrobić, musiałam wszystko podłączaćmówi pani Agnieszka ale jakoś tam dam radę, najgorzej to z tymi butami dla dzieci, powyrastały, a ja nie mam za co kupić….

cdn.

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz