Aleksandra


Historia została dodana: 31-05-2017 r.
Ilość wejść: 639.

 Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli:

 

Nie ma ludzi idealnych, ale czy jeżeli człowiek popełnia błędy to znaczy, że jest zły?           Ola popełniła ich mnóstwo, niekończący się ciąg złych decyzji, złych wyborów, źle ulokowanych uczuć. Nie mogło być inaczej, bo jeśli  przez całe życie szuka się miłości i akceptacji, szuka się rozpaczliwie i dobry jest każdy, kto przygarnie, kto obieca, że będzie obok, jeżeli jedynym kryterium jest tylko to, żeby był,  to nie wróży niczego dobrego. Kobieta ma 32 lata, 3 dzieci, od 11 lat mieszka w schroniskach dla bezdomnych i w końcu, pomalutku wychodzi na prostą.

Rodzinny dom Oli , może nie idealny, ale patologia też chyba nie mimo, że owszem ojciec pił, awanturował się, ale mama trzymała wszystko w ryzach. Głodni nie chodzili, skończyła liceum, ale matury już nie zdała. Nie chce mówić o dzieciństwie, nie nie wstydzi się go, raczej jest jej smutno, była dzieckiem niekochanym, odtrącanym, wyśmiewanym. Nie miała koleżanek, chłopcy z niej szydzili. Od dzieciństwa była tęga, nie żeby była łasuchem, po operacji serca przyjmowała sterydy, na efekty nie trzeba było długo czekać. Nic nie dawały diety, głodówki, waga ani drgnęła, za to poczucie własnej wartości spadało lawinowo.

Zaraz po  niezdanej maturze uciekła do przypadkowo poznanego chłopaka, na melinę jak się później okazało.       Przez 3 miesiące nie trzeźwiała.  Zaszła w ciążę, przeniosła się do Domu Samotnej Matki. Pierwsze jej miejsce dla osób bezdomnych.

W placówce urodziła synka, chwilę tam pomieszkali. Wygodnie było, posiłki o stałych porach, zapewnione w zasadzie wszystko od środków czystości po ubranka dla dziecka. Siostry pilnowały, żeby należycie dbały o swoje maluchy, motywowały, uczyły, tłumaczyły, ale w takich miejscach nie można być bezterminowo.

Kiedy zbliżał się termin opuszczenia placówki  Ola zarejestrowała się na wszystkich możliwych portalach randkowych, chciała znaleźć mężczyzną chętnego przygarnąć ją z dzieckiem. Nie miała specjalnych wymagań czy oczekiwań, w końcu sama też niewiele mogła dać ze swojej strony.  Znalazła na drugim końcu Polski, młodszy o 4 lata, niepracujący 21 latek mieszkający z matką i bratem. Pojechała do Białegostoku, wprowadziła się do nich, wszyscy, cała 5 żyła z renty matki chłopaka. Tylko w dniu wypłaty w domu było cokolwiek do jedzenia, w pozostałe dnie żebrała. Tak, chodziła po sąsiadach, do kościoła i prosiła o jedzenie. Czy było jej wstyd ? Było… ale nie miała wyboru, u siebie w Szczecinie wiedziałaby, gdzie pójść po pomoc, tam była obca, za nim poznano by jej sytuację trochę czasu by minęło, a jeść trzeba było już. Za możliwość mieszkania z nimi, czuła się zobowiązana, żeby zdobycznym jedzeniem dzielić się z całą 5 domowników, a panowie potrafili zjeść ! Nie lubiła kiedy chłopak dorywczo pracował, wtedy znikał z domu na kilka dni, aż nie skończyły mu się zarobione pieniądze.  No i okazało się, że znowu jest w ciąży.

Po raz kolejny Dom Samotnej Matki, tam rodzi córeczkę i po pół roku cała trójka przenosi się do Schroniska dla Bezdomnych Kobiet i Samotnych Matek z Dziećmi. Mieli dach nad głową, jednak opieka nad 2 malutkich dzieci przerosła Olę.

                                                                          20.06.2017

Aleksandra straciła dzieci. Decyzją sądu maluchy zostały umieszczone w Rodzinnym Domu Dziecka. Od 6 lat mieszkają osobno.

– Jak rodziłam córkę, mama namawiała mnie, żebym oddała ją do adopcji, nie mogłam. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że stracę ją z oczu na zawsze mimo, że z początku była mi obojętna, nie potrafiłam jej kochać, dbać o nią.  Z synem z kolei byłam bardzo związana emocjonalnie, dużo razem przeszliśmy, jest niepełnosprawny, ma zespół FAZ, kochaliśmy się.  Zabrano mi je 22 grudnia, tuż przed Wigilią.  Jeszcze dzień wcześniej byłam z synkiem na zabawie mikołajkowej w Klubie XIII Muz . Wróciliśmy wieczorem i dowiedziałam się, że następnego ranka przyjedzie po niego pracownica MOPR-u i odwiezie do Domu Dziecka. Mieliśmy dla siebie ostatnią noc, córka była w tym czasie w szpitalu. Starałam się go przygotować, mówiłam, że pojedzie z panią sam do przedszkola, że będzie dużo zabawek, ale on czuł, że się żegnamy. Płakał. Nie byłam przykładną matką, ale to rozstanie było straszne. Dałam sobie 3 miesiące na to, że je odzyskam. Nie odzyskałam.

Aleksandra wiedziała, że żeby dzieci wróciły do niej musi pójść na terapię, sama nie da rady poukładać sobie swojego życia. Zgłosiła się na terapię, poszła do pracy w Centrum Integracji Społecznej, sprzątała klatki schodowe i tereny zielone. Mimo to, dwa razy trafiła do szpitala na oddział psychiatryczny, bo chciała odebrać sobie życie. Stała się apatyczna, nieobecna, w nic się nie angażowała, było jej wszystko jedno. Nie wypełniała też swoich obowiązku w schronisku, przez jakiś czas koleżanki ją wyręczały w końcu wyrzucono ją i stamtąd. Przeniosła się do koedukacyjnego schroniska dla bezdomnych. Musiała zdecydować co dalej.

– W Schronisku dla bezdomnych poznałam ojca mojego 3 dziecka. Był ode mnie starszy o ponad 20 lat i jeździł na wózku inwalidzkim, był niepełnosprawny. Do dziś zastanawiam się czy go kochałam, czy potrzebowałam kogoś, kto mnie w końcu nie zostawi, komu będzie na mnie zależało. Wydawało mi się, że będę dla niego atrakcyjna, będzie o mnie dbał i zabiegał w końcu byłam młoda, pełnosprawna, wierna i opiekowałam się nim. Zgadzałam się na wszystko byleby ze mną był, a to laptopa na raty wzięłam na siebie, telefon komórkowy. Myślałam, że będzie ze mną na zawsze. Kiedy okazało się, że jestem w ciąży  zaczął pić, a w Schronisku to niedozwolone, no i wyrzucili go. Znowu zostałam sama w ciąży i z ratami, które uczciwie spłacałam. Po raz kolejny przeniosłam się do Domu Samotnej Matki, wtedy też chciano mi zabrać dziecko, ale dostałam szansę, której już nie zmarnuję. Adrianek ma 3 lata i cały czas jesteśmy razem, staram się bardzo, żeby wszystkim udowodnić, że nadaję się na matkę, że jestem dobrym człowiekiem, że nie zawiodę.

Kiedy Ola urodziła 3 dziecko jak poprzednio mama namawiała ją na oddanie synka do adopcji. Rodzice uważali, że jeżeli Adrian zostanie przy niej zrobi  tym krzywdę  starszym dzieciom, które nie zrozumieją dlaczego mały jest z nią a one nie.  Aleksandra  po raz kolejny postanowiła zawalczyć o swoje dzieci. Zaczęła kilka razy w tygodniu jeździć do Domu Dziecka wozić synka na zajęcia dodatkowe, oswajać je z malutkim braciszkiem, być z nimi. Teraz jeździ w każdą sobotę, dzieci za każdym razem cieszą się na ich widok. Córka, mimo, że Aleksandra jej nie wychowuje, regularnie dopytuje się, kiedy mama zabierze je do swojego domu. Adrianek wie, że ma większą rodzinę, że jest brat i siostra, czeka na spotkania z nimi.

– Teraz cieszę się, że starsza dwójka mieszka w Rodzinnym Domu Dziecka, że mają lepiej niż ich młodszy brat. Mają stałe miejsce zamieszkania, nic w ich życiu się nie zmienia, chodzą do szkół, to dla dzieci bardzo ważne. Może przy mnie wstydziłyby się, że mieszkamy w Schronisku dla Bezdomnych, że nie mamy domu. Adrian jeszcze tego nie rozumie.

Od momentu, kiedy dzieci pojawiły się na świecie  Aleksandra nie pije alkoholu, nie ma też kontaktu z narkotykami. Nienagannie opiekuje się 3 letnim Adrianem, a w sądach trwa batalia o dzieci. Ola ma coraz większe szanse na odzyskanie swoich pociech, na bycie z tymi, którzy są w nią wpatrzeni, którzy kochają i nie zostawią.

11.05.2018        Aleksandra opuszcza Schronisko dla Bezdomnych Kobiet.

Do Aleksandry los w końcu uśmiechnął się, wyczekała, dotrwała. Po 16 latach w schroniskach dla bezdomnych, dostała klucze do własnego mieszkania. 16 lat tułaczki, zależności od ludzi, których spotykała na swojej drodze, nieporadnego szukania własnego miejsca na ziemi. 2 pokoje z kuchnią, bez łazienki, bez ubikacji to spełnienie jej marzeń. I nie szkodzi, że oficyna, że gołe ściany, że absolutnie puste, no bo co może mieć  bezdomna dziewczyna. Nie ma wyprawki, nie ma niczego własnego, z każdego miejsca wychodziła z walizką i kolejnym dzieckiem. Nie szybko też zapełni to swoje gniazdko, pieniądze będą teraz potrzebne na utrzymanie siebie, synka i mieszkania. Aleksandra w wieku 33 lat, mama 3 dzieci wkracza w samodzielne życie.

Przyjmie każdą pomoc, przyda się wszystko od sztućców po żyrandol czy stół. Gdyby ktoś miał, gdyby ktoś mógł, gdyby ktoś chciał …

Mieszkanie socjalne, na szczecińskim Niebuszewie dostała od miasta.  Nie za duże, 2 pokoje i kuchnia, bez łazienki, z ubikacją na półpiętrze, wspólną dla paru rodzin, z piecem do ogrzewania zimą, ale czyściutkie, świeżo odmalowane dla niej i dla synka idealne. Oficyna, podwórko to tradycyjna betonowa studnia, ale po drugiej stronie ulicy, najpiękniejszy miejski park z jeziorkiem i Teatrem Letnim. Wymarzone miejsce na spacery i zabawy z synkiem, a może kiedyś wszystkie dzieci Oli , będą tu razem biegały. Nareszcie mają swój dom, swój dach nad głową, w końcu są u siebie.

– Mam klucze do własnego domu, mam swój adres, nie placówki, jeszcze nie wierzę, że to się stało. Wszystko zawdzięczam  pani Magdzie Wiśniewskiej, która jest pracownikiem socjalnym i pani Dyrektor Schroniska dla Bezdomnych Kobiet w Płoni . To one zmobilizowały mnie, żebym zaczęła układać swoje życie. One nakłoniły, żebym złożyła podanie do ZBiLK-u o mieszkanie socjalne. Wydawało mi się, że takim ludziom jak ja, to mieszkanie się nie należy… a jednak dostałam, po 2 latach oczekiwania. Mam nadzieję, że przez ten czas pokazałam, że warto mi zaufać, że zasłużyłam na szansę. Dwoje starszych dzieci praktycznie straciłam, są w rodzinie zastępczej, ale odwiedzam je regularnie, raz w tygodniu, od lat. Adrianek najmłodszy jest ze mną i panie widziały, że dobrze się nim opiekuję, niczego mu nie brakuje z mojej strony.

Aleksandra

już planuje, a tych planów jest dużo, bardzo dużo żelaznych postanowień.

Będzie gotować obiady, jak tylko uda jej się znaleźć przedszkole dla synka od razu idzie do pracy. Ma już obiecaną, w drukarni od 8.00 do 15.00 idealnie jak dla samotnej matki. Musi też być konsekwentna, wobec ojców swoich dzieci, którzy bardzo chcieliby się do nich przytulić i wprowadzić do jej mieszkania.

– Obaj mieszkają w schroniskach dla bezdomnych, ojciec Artura starszego syna nawet zadeklarował, że jak pozwolę mu zamieszkać z nami to jedzenia nigdy nam nie zabraknie, ale nie, to mieszkanie jest tylko moje i dzieci, to nasz azyl. Obiecałam sobie, że nikt się tu nie wprowadzi, oczywiście chciałabym mieć przyjaciela, ale takiego dochodzącego. Tu nie będzie alkoholu ani papierosów. Sama nie piję już 13 lat i nikt mnie nie złamie. To mieszkanie może być początkiem nowego, szczęśliwego życia.

I rzeczywiście, chyba może tak być, Aleksandra zaczyna poprawiać relacje z rodziną.

– Mama bardzo się ucieszyła, że w końcu zaczynam samodzielne życie, zadeklarowała nawet, że na czas przeprowadzki zaopiekuje się Adriankiem. Ojciec z kolei powiedział, że pomoże przy przeprowadzce, a jest co wnosić. Mam 4 łóżka dla mnie i wszystkich moich dzieci, jak będą nas odwiedzać. Jedno piętrowe dla chłopców i dwa pojedyncze dla mnie i Dominiki. Nasze życie na razie będzie toczyło się na tych łóżkach i podłodze, bo niczego więcej nie mamy.

Aleksandra bardzo potrzebuje pomocy rzeczowej, przyda jej się praktycznie wszystko. Meble, żyrandole, garnki, talerze i sztućce, stół, krzesła, lodówka, pralka. Ze swoich oszczędności przez te dwa lata, jak czekała na mieszkanie, skompletowała sobie pościel na 4 łóżka i ręczniki. Odłożyła też trochę ubrań dla siebie i Adrianka z darów jakie przywozili darczyńcy do Schroniska dla Bezdomnych. I to cały majątek na start.

 

 

 

27.06.2018                                        Aleksandry nowe życie.

Aleksandra dziękuje, bardzo dziękuje. Jej, dziewczynie ze złą przeszłością ludzie uwierzyli, pomogli. Jej historia dla kogoś okazała się ważna, na tyle ważna, że zorganizowano zbiórkę najniezbędniejszych rzeczy potrzebnych do normalnego funkcjonowania.  Nie zawiedzie. Już 2 miesiące mieszka z synkiem w mieszkaniu socjalnym, które dostała z zasobów Gminy Miasta Szczecin. Okres Schronisk dla Bezdomnych Kobiet to zamknięty rozdział w jej życiu. Na początku maja wprowadziła się do czyściutkich, ale absolutnie pustych 2 pokoi z kuchnią na szczecińskim Niebuszewie.     Odzew internautów absolutnie ją zaskoczył.

–  Nie spodziewałam się, że kogoś obejdzie to, że nie mam mebli, że nie mam stołu, że wszystkie posiłki jemy na podłodze. I nagle do drzwi zapukali ludzie, którzy podarowali mi duży rozkładany, skórzany fotel, garnki, najprzeróżniejsze naczynia kuchenne, sztućce, obrusy, pościel, koce i mnóstwo zabawek dla Adrianka. Państwo nie dość, że przywieźli, to jeszcze wnieśli to wszystko do mnie do domu na pierwsze piętro i skręcili mebel.

Panie rozejrzały się i zapytały, czego najbardziej potrzebuję, tak na dziś. Powiedziałam, że gdyby miały, to bardzo byłabym wdzięczna za jakiekolwiek zasłony, bo okna ogromne wychodzą dokładnie na okna sąsiadów i to bardzo krępujące, być tak na widoku publicznym. Na razie przybiłam do okiem prześcieradła, ale wtedy w dzień jest ciemno.

 

 

 

Panie wymierzyły okna, wymierzyły wolną przestrzeń na stół i powiedziały, że wrócą. Za parę dni miałam karnisze i zasłony w oknach, stół i 4 składane krzesła. Zadbały o wszystko, nie tylko o to żeby kupić, ale też o to, żebym miała wygodnie i funkcjonalnie. Nigdy wcześniej nie spotkałam takich ludzi. Jestem zaskoczona i bardzo wdzięczna.

Aleksandra bardzo stara się stworzyć synkowi normalny dom. W Schronisku dla Bezdomnych Kobiet dzieliła pokój z inną kobietą i jej dziećmi. Adrian miał tam zawsze mnóstwo kompanów do zabawy, tutaj jest sam, tylko z nią. Nie wypuszcza go na podwórko, bo jest jeszcze za malutki i boi się.  Żeby zapewnić synowi towarzystwo, zdecydowała  przygarnąć pod swój dach psa. No i mieszka teraz z nimi 7 miesięczny szczeniak Gucio. Pies czyściutki, wesoły i nie spuszczający 4- latka z oczu, zresztą z wzajemnością, oni też są w niego wpatrzeni z uwielbieniem.

– Jak chodzimy na spacery z psem do parku wyglądamy jak zwyczajna, szczęśliwa rodzina. Lubię bardzo to swoje życie teraz. Ostatnio byliśmy całą 4 u Arturka na zakończeniu roku. Ja , Adrianek i 6-letnia Dominika siedzieliśmy dumni w pierwszym rzędzie, kiedy Artur dostawał promocję do następnej klasy. Ja, jak zawsze w takich sytuacjach płakałam jak bóbr.

– A rodzice zastępczy twoich dzieci też byli z wami na zakończeniu roku szkolnego u Artura ?

–  Nie, byliśmy sami, oni chodzą na zakończenie roku szkolnego do swoich dzieci. Ale to dobrze, bo potem mieliśmy dla siebie całe 2 godziny. 

–  No i podstawowa nowina. Adrian od 1 sierpnia będzie chodził do przedszkola. Takiego prawdziwego, z innymi dziećmi. Już cieszę się, a jednocześnie boję, czy sobie poradzi. Przecież, my jesteśmy od jego urodzenia cały czas razem. Ja nie chodziłam do pracy, nie prowadziłam domu, byłam tylko dla niego, teraz będziemy musieli się rozdzielić. Zobaczymy, kto bardziej to przeżyje. Mam jeszcze jedną prośbę… czy mogłaby pani napisać, poprosić… może ktoś miałby po swoim synku porządniejsze buty dla Adrianka, rozmiar 27, żeby nie czuł się gorszy w przedszkolu. Na zmianę , kapciuszki ma, ale te normalne na ulicę są już bardzo zniszczone i zdarte. Bylibyśmy bardzo wdzięczni.

Aleksandra, a w zasadzie jej mama zrobiła też porządek z ojcem Adrianka, który bywał bardzo częstym gościem w ich domu. Mężczyzna, od lat mieszkaniec Schroniska Dla Bezdomnych, był bardzo zainteresowany wprowadzeniem się do Oli i Adriana. Kobiecie nie starczyło asertywności, żeby stanowczo i nieodwołalnie odmówić,  więc poprosiła o pomoc mamę. Ta stanęła na wysokości zadania i wszyscy rozstali się w zgodzie. Aleksandra nie szuka nowych znajomości, nie przyjmuje koleżanek w domu, musi wszystko poukładać, tak żeby żyć na własny rachunek, skupić się na synku i 2 pozostałych swoich dzieciach, które wychowują się w rodzinie zastępczej. A ona, ma 33 lata, kiedyś przyjdzie czas i na jej potrzeby, ale to jeszcze nie teraz.

 

cdn.

 

 

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz