Babcia Irma i jej wnuczki – rodzina zastępcza spokrewniona.


Data dodania: 07-09-2019 r.
Ilość wejść: 204.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli:

Mamy XXI wiek,  centrum dużego miasta, cywilizowanego kraju, a w nim 5 osobowa rodzina żyje na 10 metrach kwadratowych, z czego połowa to inwencja własna córki, czyli antresola o wysokości 1 metra, na której 7 latka chodzi na czworaka , bo nie jest w stanie się wyprostować. Nazywają to pokojem dziewczynek 7 letniej Kayli i 16 letniej Wiktorii.  Jak Wiktoria tam funkcjonuje …  nie śmiałam prosić, żeby wdrapała się na górę. Od czasu do czasu pomieszkuje tam z nimi na górze ciocia Pola z córeczką.  Babcia nie była tam od lat, już nie ma tyle sprytu, żeby pokonać bardzo strome schodki o szerokości 40 centymetrów, bez poręczy, oczywiście również wyrób własny, zrobione z tego co akurat było pod ręką. Ale, na moje pytanie

– Czy nie lepiej byłoby im w Domu Dziecka ? Wiktoria patrzy na mnie z niedowierzaniem.

– Gdybyśmy mogły przeprowadzić się tam z babcią, to może i lepiej ! Babcia to wszystko co mamy, to nasz cały świat. W życiu, nigdy nie zostawię babci, jak tylko się usamodzielnię, jak tylko będę miała swój pokój, od razu zabieram babcię i przepisuję na siebie Kaylę. Jak skończę szkołę i zacznę zarabiać, babci niczego nie będzie brakowało, na wycieczki będę ją zabierała, do fryzjera pójdzie, wszystko będzie miała! Babcia to złoty człowiek, każdy może mi jej pozazdrościć.

I tak patrzyłam na tą cudną rodzinę, na 7 letnią dziewczynkę, która do młodszej kuzynki mówiła ” kochanie, nie ruszaj tego „, do 16 latki przytulonej do babci, żyjących od zawsze w warunkach urągających ludzkiej godności. Zdałam sobie sprawę, tak dokładnie, namacalnie, jaką wartość mają więzi, jak miłość sprawia, że nie tak istotne jest to, co obok. Jasne, że wstyd, że dominuje poczucie niesprawiedliwości, bo przecież, nie ich to wina, że tak się poukładało w życiu. Babcia odwieczny wróg alkoholu i wszelkich używek, od zawsze pracująca, przemiła kobieta i jej wnuczki, dziewczyny grzeczne, uczące się, nie sprawiające kłopotów, za to z bagażem godnym paru ponurych życiorysów.

Pytam Wiktorię,

– Czy będąc młodą osóbką, wchodzącą w dorosłość, która przeżyła tyle huraganów w swoim życiu, widzącą rzeczy, sytuacje, które w najmniejszym nawet stopniu nie są przeznaczone dla dziecięcych oczu i psychiki, nie miała ochoty spróbować takiego życia, z czystej ciekawości, o co to chodzi?

– Powiem pani, w okresie młodzieńczego buntu, miałam taki okres, zaczęłam palić papierosy. Nie trwało to długo, posmakowałam i rzuciłam. Teraz jestem czyściutka, nie palę, a alkoholu, narkotyków i dopalaczy boję się jak ognia, widziałam co zrobiły z mojej mamy, z pierwszego męża cioci. Widziałam rzeczywiście dużo, ale też czynnie walczyłam z nałogami mamy, oczywiście w tych momentach , kiedy mama wracała i pomieszkiwała tu z nami. Walczyłam, jak wracała w sztok pijana i chciała brać Kaylę z łóżeczka na ręce, jak wracała nie sama nad ranem, jak przyprowadzałam, a w zasadzie przynosiłam ją do domu z ulicy, bo sama nie była w stanie iść, a ona przez cały czas wykrzykiwała, ze żałuje, że mnie urodziła. Czy się jej wstydziłam … chyba nie, to babcia była zawsze moją mamą i ciocia, a one nigdy nie były pijane, były jak mamy innych dzieci. Nasza mama często znikała, na całe lata nieraz, to był spokój. Na przykład teraz, też nie wiemy gdzie jest, czy żyje … nie widziałyśmy jej ze 2 lata.

– To dlaczego babcia pozwalała mamie tu mieszkać skoro, mama taką destrukcję wprowadzała w wasze życie.

– Nieraz babcię o to pytałam i zawsze mi odpowiadała, że kocha swoją córkę mimo wszystko, że to jej dziecko i nie umie inaczej. I ja to chyba rozumiem, przecież też bym nie wygoniła Kayli, gdyby była rozrabiarą i sprawiała kłopoty.

Starsza Pani siedzi z boku i się przysłuchuje. Wnuczki odziedziczyły dobre serduszka po niej, dobrze je wychowała, choć nigdy nie pogodzi się z utratą starszej córki. Doszukuje się winy w sobie, jak każda matka. Gdyby w młodości nie związała się ze złym człowiekiem, gdyby szybciej odeszła od męża, córka nie naoglądała by się przemocy w domu. Gdyby nie wyszła drugi raz za mąż tyle, że wtedy nie było młodszej Poli, jej radości i podpory… No , ale przecież dziewczynki wychowywały się razem, dorastały w tych samych warunkach, otaczali je ci sami ludzie, ten sam system wartości , a są jak ogień i woda. Starsza, pierwszy raz zaszła w ciążę jak miała 19 lat, urodziła, chwilę była matką, a potem poszła w świat, a dziecko do domu dziecka. Po trzech latach wróciła w kolejnej ciąży, urodziła Wiktorię i zniknęła, potem z Irlandii przywiozła Kaylę. 2 młodszymi wnuczkami zajęła się już pani Irmina, babcia dziewczynek. Nie pozwoliła zabrać ich do domu dziecka, została dla wnuczek rodziną zastępczą spokrewnioną.  Nie było łatwo, bo w tym samym czasie młodsza córka wyszła za mąż. Wszyscy zamieszkali na tych paru metrach, anteresoli jeszcze nie było. 6 metrów kwadratowych, babcia, córka z mężem i 2 malutkie wnuczki, same łóżka, nóg nie było gdzie rozprostować. Pola zdecydowała o rozbudowie pokoiku, mikroskopijne schody i antersola do której dorosły człowiek musi się niemal wczołgiwać. Jakoś by trwali, gdyby tylko mąż Poli nie zaczął pić, kobiety aż nadto dobrze wiedziały co to znaczy. Pola rozwiodła się, mąż wyprowadził się, zostawił zadłużone mieszkanko, a na jego miejsce natychmiast weszła starsza córka. Nie, nie żeby zająć się własnymi dziećmi, pomóc matce, nie zmieniła trybu życia tylko okresowo nie miała się gdzie podziać.

– Trochę zaczął usuwać mi się grunt pod nogami.  Starszej córce nie umiałam pomóc, ciągałam ją, dorosłą kobietę po jakichś spotkaniach dla anonimowych alkoholików, prowadzałam na terapie, ale uciekała, nie była zainteresowana. Pogubiła się, zatraciła, myślę, że jest bardzo nieszczęśliwa, nigdy nie widziała sensu życia, nawet dzieci nie mobilizowały jej do walki o siebie. W sumie, gdyby nie ten alkohol i narkotyki to, to była bardzo dobra dziewczyna. Za dużo, za ciężko i te 2 malizny, moje wnusie, co z nimi będzie, jak nie dam rady. Najpierw dopadł mnie rozległy zawał, po roku zachorowałam na raka. Było kiepsko, wycięli mi całą krtań, ciężko mi oddychać, nie mogę mówić, od lat gdziekolwiek idziemy wnuczki mnie tłumaczą, uciążliwe to i krępujące, ale mogło być jeszcze gorzej, więc nie narzekam No i te żylaki, nieoperacyjne uniemożliwiające chodzenie. Pękają, rozlewają się, ostatnie leczenie ran żylakowych trwało 6 miesięcy, ale się udało. Wcześniej był moment, kiedy tak popękały, że lekarze ledwo nogę uratowali, już mnie przygotowywali na amputację, tylko tego mi brakowało. Jest jak jest byle gorzej nie było, tylko to mieszkanie, boję się , że ono nas zabije.

 

Pani Irmina od lat walczy o zamianę mieszkania. Dawniej mieszkały normalnie, ale był czas, wiele lat temu, kiedy nieuczciwi ludzie tylko czekali na mieszkania tych, którzy mieli okresowe kłopoty z płaceniem czynszu. Tak stało się w przypadku pani Irminy, pijący mąż przepuszczał wszystkie pieniądze, więc ona nie zawsze na czas regulowała należności. Zabrali więc mieszkanie i dali to, w którym mieszkają do tej pory. Na początku nawet toalety nie było, zaproponowano pani Irminie, żeby korzystała ze wspólnej  toalety w innej klatce schodowej. Kuchni też nie było, a ona z 2 dzieci  i wnuczką. Wstawiła szafkę, kupiła malutką 2 palnikową kuchenkę elektryczną i kuchnia jest. Z czasem doszła lodówka i zlewozmywak.

Na toaletę wykorzystały maleńki schowek … jest też mini wanna, która w ciągu dnia służy za miejsce na środki czystości, wieczorem wszystko się wynosi, stawia na środku pokoju, domownicy się myją i miotły, mop, wiadro, odkurzacz wracają na swoje miejsce, czyli pod  prysznic.

I tak już 17 lat, całe dzieciństwo i młodość Wiktorii i Kayli, one nie znają innych warunków, tu spędzają święta, ważne dla nich wydarzenia, imieniny, urodziny, wakacje i zimowe wieczory. Tu się uczą, tu śmieją się i płaczą, tu marzą o innym świecie. Tyle, że to mieszkanie to śmiertelne niebezpieczeństwo dla babci i poważne zagrożenie dla zdrowia jej wnuczek. O tyle, o ile udało się załatać dziurę w podłodze, taką, że prawie można było zajrzeć do sąsiadów poniżej, tak wszechobecnego grzyba pod tapetami i boazerią nie można wyplenić. Do instalacji elektrycznej, żaden elektryk nie chce się dotknąć, bo nie chce brać na siebie odpowiedzialności za prawie pewne nieszczęście. Cały dom funkcjonuje na 1 gniazdku elektrycznym i kilku przedłużaczach, wybrzuszenia na suficie pod antersolą jednoznacznie świadczą o zużyciu materiału budowlanego. Kominiarz w protokole pokontrolnym napisał, że nie ma w lokalu żadnej wentylacji w związku z tym to miejsce nie nadaje się do zamieszkania. I nikogo to nie obchodzi i nikt nie ma czasu dla starszej kobiety, nikt nie  przyjdzie, nie sprawdzi, nie podejmie jakiejś decyzji. Nie mają siły przebicia, nie chcą sprawiać kłopotu, nie awanturują się, nie piją i nie przeszkadzają swoim zachowaniem sąsiadom, w związku z tym nie ma nikogo, kto stanąłby w ich obronie, kto pomógłby.  Płaczą i cichutko czekają. Gdyby nie dociekliwość, zaangażowanie, determinacja i prawdziwa empatia pana Michała,  pracownika socjalnego MOPR-u, nikt nie wiedziałby o dramacie małej, kochającej się, nikomu nie wadzącej rodziny.

Żeby móc zgłosić mieszkanie do zamiany, musi być ono wolne od długów, pani Irminie zostało do spłaty 6 tysięcy złotych ( od lat spłaca zadłużenie, ma doliczane po 100 złotych miesięcznie do czynszu. W tym tempie za 5 lat, będzie mogła formalnie poprosić o zamianę na większe). Czy w tych warunkach przeżyje kolejne 5 lat?

Są ludzie, którzy przez to, że starają się być niekłopotliwi, nieroszczeniowi, rozumiejący, zawsze odsuwani są na koniec kolejki. Pani Irmina należy to tych osób, patrzą na to dwie wnuczki, czy z takim przekazem pójdą dalej w swój świat.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz