Basia Staroń 22.08.2017


Data dodania: 22-08-2017 r.
Ilość wejść: 510.

 Redaktor/Autor: Halina Pytel – Kapanowska

pomogli Pomogli: Milena Kaniewska.

 

Basia wraz z Marcinem od początku sierpnia przebywa w Krajowym Ośrodku Mieszkalno-Rehabilitacyjnym dla Chorych na SM w Dąbku koło Mławy. Szesnastomiesięczna Zuzia jest w tym czasie u rodziców Marcina pod Częstochową. Wszyscy spotkają się dopiero pod koniec miesiąca i razem wrócą do Szczecina, do swojego mieszkanka blisko Manhattanu. Basia tęskni, to oczywiste, ale wie, że Zuzia ma dobrą opiekę. Dziadkowie Ula i Jurek mieszkają bowiem w domku z ogródkiem i starają się zapewnić dziewczynce jak najwięcej atrakcji.

Basia doskonale wie także, że ten wyjazd na rehabilitację był konieczny i dla niej i dla Marcina. –Musimy zebrać siły, by dawać sobie radę z codziennością przez cały rok, także wtedy, gdy trudniej, czyli jesienią i zimą – komentuje Basia. – Zuzia jest bardzo żywa i wymaga dużo uwagi. A my musimy sprostać wszystkim wyzwaniom.

Dla Basi i Marcina Dąbek to magiczne miejsce. Tu się zresztą poznali, tu także poznali wielu wspaniałych ludzi, z którymi rozumieją się bez słów. Nazwali to miejsce Nibylandią, bo tu życie toczy się inaczej. Nie trzeba się spinać i trudzić gotując, prasując, sprzątając. Można wypoczywać i zajmować się tylko sobą. Życie toczy się wolniej, w tempie odpowiednim dla chorych.  Basia twierdzi zdecydowanie, że ten ośrodek, to ich Eldorado i Wyspy Kanaryjskie,  choć Dąbek to wieś, w której właściwie nie ma nic więcej.

Basia cieszy się z tegorocznych spotkań z kilkoma osobami, których nie widziała długo. W ubiegłym roku przecież nie była w Dąbku, bo przecież urodziła się Zuzia.

Ten ośrodek jest dla nich wyjątkowy, bo całkowicie dostosowany do potrzeb chorych na SM. Windy, poręcze i wiele innych udogodnień. Melexy do dyspozycji. Można wsiąść do pojazdu i pojechać do ogrodu, albo nad staw. Do tego wyspecjalizowany personel medyczny, świetna rehabilitacja. Dużo dają na przykład zajęcia na basenie  ze specjalnymi poręczami pozwalającymi na wejście do wody.  Niestety, w Szczecinie nie ma możliwości ich kontynowania, bo tu baseny nie są dostosowane dla potrzeb chorych. No i ważne – instruktorzy specjaliści.

Marcin jak zawsze bardzo lubi jeździć nad staw i łowić ryby.

Nie przeszkadza mu, że na ten czas musi zasiąść na wózku, by było wygodnie (choć na szczęście na co dzień wózka nie potrzebuje, kule wystarczą). W stawie są karasie. Zazwyczaj udaje się złowić jakąś dorodną sztukę. Marcin złowione ryby wpuszcza z powrotem do stawu. Najważniejsza jest bowiem sama przyjemność wędkowania.

 

Basia przyznaje się, że cały czas myśli o Zuzi. Planuje już jak to będzie jesienią po powrocie do domu. – Myślę, że dobrze by było, aby Zuzia chodziła do żłobka – mówi Basia. – Ona lubi kontakty z dziećmi i jest pełna energii. My nie jesteśmy w stanie zapewnić jej tyle ruchu, ile potrzebuje, więc posiłkujemy się pomocą mojej mamy, sąsiadki, kogo się da. Żłobek byłby więc lepszym rozwiązaniem. Złożyłam podanie do tego, który znajduje się blisko naszego domu i ma dobrą opinię. Na razie nie ma jednak szans na przyjęcie Zuzi, może w nowym roku, jeśli zwiększy się liczba miejsc.

To jest obecnie największa potrzeba i marzenie Basi. Bo najważniejsze przecież, aby Zuzia miała jak najlepsze warunki do rozwoju.

 

Zuzia ma w te wakacje bardzo dużo wrażeń. Już w połowie czerwca pojechała z mamą i babcią Ewą do pradziadka Tadeusza, który mieszka w Darnowie, niewielkiej wsi niedaleko nadmorskiego Darłówka. Dom pradziadka znajduje się na uboczu, tuż przy lesie. Zuzia często więc chodziła z babcią na spacery do lasu. Zazwyczaj towarzyszył im ich pies Gacek. On także zasmakował kąpieli w tutejszym strumyku. Zuzia jeszcze nie, bo woda była zbyt zimna. Za to po raz pierwszy zobaczyła już morze. Babcia  Ewa pochodzi z tych stron i ma tutaj rodzinę. W okolicy mieszkają bracia  z rodzinami i młodsza siostra Beata, z którą pojechały na plażę do Darłówka. Zuzia bardzo się cieszyła, moczyła stópki w wodzie, lepiła swoje pierwsze babki z mokrego piasku.

– Myślę, że ten pobyt u pradziadka była dla Zuzi bardzo ciekawy – ocenia Basia. – On ma już 91 lat, ale jeszcze dobrze się trzyma, choć  chodzi o kuli. Pokazywał Zuzi zwierzęta, krowy, świnie, kury. Jej jednak najbardziej spodobała się kózka, którą widziała u jednego z gospodarzy.

Wrażeń było więc bardzo wiele. Zuzia nauczyła się też wielu nowych słów. Miło jak mówi wciąż coś nowego, choć niekiedy są to określenia inne od prawidłowych. Według Zuzi na przykład  ogórek to „agu”, a pomidor „mini”.  Jest jednak jeszcze wiele słów, z których wymową Zuzia ma wyjątkowe kłopoty. Bardzo trudne jest na przykład „dziękuję”. Na razie „dziaki” musi wystarczyć. Ale już bardzo dobrze brzmią te najważniejsze słowa: mama, tata, baba, dziadzia…

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz