Bożena i Stanisław – rodzina zastępcza pełniąca funkcję pogotowia rodzinnego.


Data dodania: 07-05-2019 r.
Ilość wejść: 758.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli:

Bożena i Stanisław od 15 lat są rodziną zastępczą pełniącą funkcję pogotowia rodzinnego. Syn  z synową poszli jeszcze dalej, od 5 lat są rodziną zastępczą specjalistyczną również pełniącą funkcję pogotowia rodzinnego, mają 2 własnych biologicznych dzieci 6 i 7 lat i  3 dzieci niepełnosprawnych od 1,5 do 2 latek w pieczy zastępczej.

– Synowa przez lata podpatrywała to nasze przedszkole, z praktycznych względów zrobili kursy na rodzinę zaprzyjaźnioną, żebyśmy my rodzice, od czasu do czasu mogli odetchnąć i uciec od nieustającego świergotu. Wiadomo było, że to tylko kwestia czasu, kiedy i oni zdecydują się przyjąć pod swój dach opuszczone dzieciaczki. I tak walczymy od lat na 2 domy. Chce Pani posłuchać jak wyglądają u nas święta ? Nigdy nie wiadomo, ile osób zasiądzie przy stole, wiadomo, że stół na pewno musi być bardzo długi i nakryć dla niezapowiedzianych gości dużo więcej niż jedno. W trakcie Wigilii potrafi się do tego stołu dosiąść parę dzieci… zupełnie nam nieznanych, albo naszych, urlopowanych, dla których świąteczna kolacja skończyła się zdecydowanie wcześnie.

Opierają się stereotypom. Przez długie lata byli „normalną” rodziną.  Ona była nauczycielką nauczania początkowego, potem był czas  dyrektorowania  w Przedszkolu Publicznym, mąż był kierownikiem administracyjnym w szwedzkiej spółce, syn nie sprawiał kłopotów. Ale życie nie lubi monotonii, zachorował ojciec pani Bożeny, dostał udaru, był niechodzący, wymagał stałej opieki.

– A kto miał się nim zająć jak nie ja? Wzięłam roczny urlop dla podratowania zdrowia i zaszyłam się z nim w domu. O dziwo, mimo, że jestem wulkanem energii, bardzo spodobała mi się taka aktywność. Tata szybko się pozbierał i stał się samodzielny , a ja z wyrzutami sumienia i tęsknotą  kombinowałam, czym by się tu zająć, żeby móc zostać w domu? Do emerytury zostały mi 2 lata, chciałam jeszcze czegoś w życiu spróbować. Trafiłam  na ogłoszenie o rozpoczynającym się kursie na rodziny zastępcze. Dzieci zawsze lubiłam, miałam odpowiednie wykształcenie, wieloletnią praktykę, własnego syna wychowałam na porządnego człowieka, no jednym słowem byłam we własnej ocenie idealnym kandydatem.

Mimo wysokich kwalifikacji, merytorycznego przygotowania , dyrektorowania w placówce oświatowej i praktycznej znajomości pracy z różnymi dziećmi musieli przejść całe szkolenie od podstaw po końcowe kwalifikacje. Kurs robili w ówczesnym Miejskim Ośrodku Adopcyjnym w Szczecinie i mimo swoich 50 lat wcale nie byli najstarszą parą.

– Kursy są niezwykle ważne, ale jeszcze ważniejsza jest najpierw świadomość, a potem gotowość na to, że założenia teoretyczne to jedno, a praktyka i prawdziwe życie tu i teraz to drugie. Nie na wszystkie pytania i wątpliwości dostaniemy odpowiedz, potrzebna jest empatia, intuicja, odwaga i morze cierpliwości. Trzeba mieć w sobie życzliwość i zrozumienie dla drugiego człowieka, często większe dla tego pogubionego dorosłego niż dziecka, które mu zabrano i przekazano nam. Decyzja o założeniu rodziny zastępczej była najbardziej odpowiedzialną decyzją jaką w życiu podjęliśmy i to nie tylko ja z mężem, ale wtedy jeszcze niepełnoletni nasz syn.

A syn, wtedy 16 latek do sprawy podszedł z dystansem i dużym zrozumieniem. Emocje odłożył na bok i pomagał jakby robił to całe swoje młode życie.

– Mieliśmy dziewczynkę , Olę, spastyczną, lejącą się przez ręce, nie chodziła, nie jadła samodzielnie, nic przy sobie nie była w stanie zrobić i pluła, strasznie pluła, oczywiście nieświadomie. Czekała u nas na miejsce w Ośrodku Rehabilitacyjnym w Stargardzie Szczecińskim. Któregoś dnia mąż poszedł z 4 dzieci na spacer, a ja karmiłam Olę. Dziecko było mojego wzrostu i mojej wagi i nagle Ola zaczęła się krztusić. Wpadłam w panikę , wołam syna na pomoc, przybiegł, złapał ją w pół i wytrząsł z niej dokładnie pamiętam ziemniaki i buraczki. Ja przerażona , a Michał spokojnie do mnie mówi ” no, zobacz jak teraz wygląda twoja kuchnie, tyle sprzątania, a Ola dalej głodna.”

Ola dostała miejsce w Ośrodku w Stargardzie i pięknie ją tam wyprowadzili, do tego stopnia, że zaczęła sama chodzić. Obok było Technikum Ogrodnicze w którym uczył się Michał. Ola codziennie na niego czekała, wypatrywała go, poznawała, a on zawsze ją odwiedzał, zawsze znalazł dla niej czas i bawił się z nią. Nie wstydził się przed kolegami, był chyba jej jedynym kolegą.

– Wracając do naszych początków. W tym samym dniu, kiedy podpisaliśmy dokumenty kwalifikacyjne i zgodę na otwarcie pogotowia rodzinnego odbieraliśmy z synem ze szpitala, pierwsze powierzone nam dziecko, 6 dniowego Bartka. Miałam prawie 50 lat, a tu taki noworodek, cofnęłam się do czasów swojej młodości i to dosłownie. Wszystkiego się bałam, czy nie zrobię mu krzywdy, co parę minut zaglądałam do łóżeczka sprawdzając czy oddycha, jak za długo był nieruchomy to ciągnęłam za śpioszki sprawdzając czy żyje. Po 3 dniach policja przywiozła nam z interwencji 3 letniego Jaśka i 9 letnią Dorotkę. To było prawdziwe trzęsienie ziemi. My pogotowie mamy od 3 dni, oni pierwszy raz w życiu zabrani przez policję z domu. Nikt nikogo nie zna, nikt o nikim nic nie wie. Jak wilki z owcami, stoimy na przeciwko siebie i się sobie przyglądamy. Na pewno dzieci były mniej przerażone niż my. Nie było wyjścia, trzeba było usiąść do stołu i porozmawiać, przedstawić sytuacje w jakiej się znaleźliśmy, przeanalizować ją, zapewnić dzieci, że jak tylko rodzice pozałatwiają swoje sprawy to po nie wrócą i przystąpić do codzienności. W sytuacjach tak ekstremalnych jak zabranie dziecka z interwencji, chociaż chyba w każdej sytuacji, kiedy dziecko musi opuścić dom rodzinny, najważniejszym jest nie odbierać mu nadziei, że niedługo tam wróci, nawet jeśli wiemy, że rodzina nie rokuje i niewielkie są szanse na ten powrót. Nie wolno dziecku mówić złych rzeczy na rodziców, nawet jeżeli ono samo gdzieś podskórnie to czuje. Dom w którym było, z którego je zabrano, to jedyne co zna, wie jak się w tej rzeczywistości poruszać, nie można od razu pozbawić go tego świata. Po czasie, kiedy zacznie przyzwyczajać się do nowego otoczenia, do poczucia bezpieczeństwa, do sytego brzuszka i czystych ubrań, wtedy często dziecko się otwiera i dopiero wtedy, dowiadujemy się jakie piekło przeszło. I wtedy często dzieci nie chcą już odwiedzać swoich rodziców, albo po prostu  z radością wracają do nas.

Jasiek miał ewidentny FAZ, za to Dorotka była bardzo dobrą, pilną uczennicą. Jeszcze  będąc w rodzinnym domu szła do komunii, żeby mieć białą sukienkę, jak inne dziewczynki, zrywała bez i sprzedawała, żeby móc zapłacić za tą komunijną sukienkę. Sama zadbała o siebie, na tyle na ile 9-letnie dziecko jest w stanie.

– Jak zamieszkała z nami najbardziej bała się, czy w nowej szkole będzie miała koleżanki, w starej nie miała, bo nie miała gdzie się myć i brzydko pachniała. Zapewniłam ją, że w nowej szkole będzie ubrana jak lalka i codziennie będzie szła w innym ubranku. Pojechałyśmy do Goleniowa na zakupy, miała sobie wybrać 5 zestawów ubrań. Nie wierzyła, że będzie miała ubranie ze sklepu, nowe, tylko dla niej i to aż tyle od razu. Naszym domem i naszymi dziećmi żyje nie tylko cała rodzina, ta dalsza również, ale i znajomi, wszystkie nasze dzieci z pogotowia traktują jak nasze własne. Mój brat, który w tamtych czasach pracował w Niemczech , któregoś razu przywiózł Dorotce cały karton jeansów i bluzek, rzeczywiście w szkole nie musiała się wstydzić. Mój syn co roku jeździł ze swoim chrzestnym do Karpacza na tydzień. Kiedy okazało się, że Dorotka nigdy nigdzie nie wyjeżdżała, zabrali i ją na koszt chrzestnego. Wbrew pozorom to ważne, bardzo ważne..

Rodzina zastępcza pełniąca funkcję pogotowia rodzinnego rządzi się swoimi prawami według ustawy dzieci mogą w niej przebywać do 8 miesięcy maksymalnie, ale jak nie ma gdzie dzieci umieszczać, a sytuacja jest podbramkowa bywa że dzieci przebywają tam dużo dłużej. Przez dom Bożeny i Stanisława przeszło 86 dzieci od 6 dniowego noworodka do 13 letniej dziewczynki, były potrójne rodzeństwa i nawet jedno poczwórne. 20 dzieci poszła do adopcji z czego z 15 rodzinami do dziś utrzymują kontakt, a to kartka na święta, a to jakieś zdjęcie z ważnej rodzinnej uroczystości. Do rodzin biologicznych wróciła przez ten czas tylko 8, cała reszta przeszła do innych form pieczy zastępczej prawie 60 – tka dzieci.

– Taka rzesza dzieci, a każda historia inna, każda przejmująca, każda zapadająca na zawsze w pamięci. Przy adopcji początek smutny, ale potem żyli długo i szczęśliwie, w rodzinach zastępczych, rodzinnych domach dziecka, tam najczęściej dzieci są do usamodzielnienia. My jesteśmy tym pierwszym ogniwem, takim plastrem na otwartej ranie, jak trochę się podgoi to przekazujemy dalej. Nie wiemy jak potem toczą się losy tych dzieci, dzieci, które pocieszamy, tulimy w najtrudniejszym momencie ich życia. Często wbrew ustawowym zapisom po prostu tęsknimy za nimi.

cdn.

Chcę pomóc

Komentarz do “Bożena i Stanisław – rodzina zastępcza pełniąca funkcję pogotowia rodzinnego.”.

  1. Wspaniali ludzie 🙂 my też prowadzimy pogotowie rodzinne 9 lat ,42 dzieci,21 adopcji,17 noworodków. Każde dziecko inne,różne historie .Pozdrawiam i życzę dużo sił

Dodaj komentarz