Dagmara Mroczkowska drugi miesiąc w szpitalu.


Historia została dodana: 07-08-2018 r.
Ilość wejść: 454.

Redaktor/Autor: Halina Pytel – Kapanowska

pomogli Pomogli:  Stowarzyszenie Progressum.

W ostatnią sobotę kolejny silny krwotok z ręki, kolejna operacja. Już chyba trzecia z kolei. Wcześniej sepsa dwukrotnie, gorączka około 40 stopni, do tego dializy, rany…

Dagmara jest słaba, schudła bardzo, nie ma apetytu. Traci też swoją dzielność i wytrwałość. Często płacze. Mama Grażyna bardzo się tym martwi. Czuwa przy córce ile się da. To już drugi miesiąc pobytu Dagmary w szpitalach; najpierw na Arkońskiej, później na nefrologii na Pomorzanach, a ostatnio znów na chirurgii inwazyjnej na Arkońskiej. Jak nie sepsa, dializy, to problemy z przetoką w ręce, krwotoki. Poprawy nie widać. Modlić się trzeba i warto. Prosi o to mama, proszę i ja.

Dagmara ma wsparcie duchowe od wielu osób, ma dużo życzliwości i dobrych myśli.  Wszyscy życzą, by jak najszybciej jej zdrowie się poprawiło, by mogła choć trochę cieszyć się słońcem tego lata. Na razie się to nie udało, choć akurat na początku lipca miała pojechać na wczasy rehabilitacyjne nad morze, co dla obu jest wielkim szczęściem, najlepszym czasem, wytchnieniem od cierpienia… Nie pojechały.

Bo życie Dagmary Mroczkowskiej, to od urodzenia wielkie cierpienie. Innego nie zna. I pewnie dlatego, potrafi się cieszyć drobiazgami, na które zazwyczaj nie mamy czasu zwracać uwagi. Jak słońce świeci, chmury układają się pierzaście na niebie w kształty rozmaite, morze szumi, a wkoło bawią się dzieci. To lubi najbardziej. Albo spacery po łące, kiedy to motyle wdzięcznie unoszą się ponad kwiatami. Śmieje się wtedy i chce te motyle łapać. Malować też je lubi, bo rysowane i malowanie, to ulubione zajęcia,  które dają jej wiele radości, wolności, spełnienia. To wszystko się dzieje w przerwach pomiędzy dializami, które od siedmiu już lat muszą być.

Z Dagmarą współcierpi rodzina: rodzice, brat. Zawsze blisko, a najbliżej mama. To właśnie ona najlepiej potrafi zrozumieć Dagmarę, pocieszyć, uspokoić.  Kiedy Dagmara trafiła do szpitala dzieliła dobę na pracę, dom,  pobyt w szpitalu u córki. Ale później wzięła urlop licząc, że Dagmara opuści szpital i w domu będzie się nią opiekować. Jednak nic z tego nie wyszło. Dwa tygodnie temu musiała wrócić do pracy. Dagmara się zgodziła, żeby w nocy zostawał z nią tata. – Myślałam, że już idzie ku dobremu, choć słabiutka jest cały czas – zwierza się Grażyna Mroczkowska. – A  tymczasem niespodziewanie ten krwotok, operacja.

A miało być inaczej. Po pierwsze wyjazd nad morze. A poza tym, tak na przyszłość, perspektywicznie – marzenie o przeszczepie nerki, by uratować Dagmarze życie. Bo jak długo wytrzyma dializy? To przecież już 7 lat…

Grażyna Mroczkowska bardzo liczyła na to, że jej marzenie o przeszczepie zweryfikują lekarze specjaliści i wszystko dobrze się skończy.

Tymczasem teraz marzeniem stało się po prostu przeżycie kolejnego dnia. Dagmara walczy, ale jest słaba.  – Co będzie dalej?  – z niepokojem myśli mama.

I pomyśleć, że  jeszcze całkiem niedawno Dagmara czuła się całkiem nieźle. 11 kwietnia obchodziła swojej 33 urodziny. Był tort i radość wielka z powodu wystawy jej prac plastycznych w Galerii „Pod fontannami”.

A teraz…  Szkoda gadać!

Dagmara jest podopieczną Stowarzyszenia Progressum. Nic dziwnego więc, że jego szefowa, Monika Dyker-Woźniak, zainteresowała się jej obecną sytuacją. Odwiedziła ją w szpitalu i postanowiła wspomóc.

– Tak naprędce wymyśliłam akcję charytatywnych urodzin – mówi – bo, akurat zbliżały się  moje urodziny, które w tym roku postanowiłam obchodzić w szerszym gronie w galerii dawnej Huty Szczecin, bo akurat północne dzielnice Szczecina znajdują się ostatnio w kręgu moich zainteresowań. Zaproponowałam wszystkim zaproszonym gościom, by zamiast przysłowiowego kwiatka wpłacali dowolną kwotę na rzecz Dagmary.

Charytatywne urodziny miały miejsce 7 lipca. Na razie na konto Dagmary nie wpłynęło zbyt wiele. Ale może jeszcze będą kolejne.

Dagmara słaba. Ale nie poddaje się. Dzielna kobieta.

cdn.

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz