Dorota Lisiczko – Zając jeszcze raz potrzebuję pomocy.


Data dodania: 13-04-2018 r.
Ilość wejść: 7 439.

 Redaktor/Autor: Małgorzata Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli :

„Chwalę się,  jest dalsza poprawa” – napisała do mnie Dorota załączając stosowny dokument z badań i dodając również do wiadomości,  zgodnie ze swoim zwyczajem i temperamentem, emotikony uśmiechniętej buzi, całuski, serduszka.

Choroba się cofa. Ostatnie wyniki z marca  wskazują, że w porównaniu do badań z maja ubiegłego roku jest istotna poprawa. We wnioskach z badań lekarz napisała: „regresja metaboliczna zmian w stawach kolanowych i nadgarstkach; pozostałe opisane zmiany bez istotnych różnic;  nie uwidoczniono nowych ognisk”. A w zeszłym roku, o tej porze walczyłam o życie.

 

Ale, by organizm wciąż walczył, by było lepiej lub chociaż by utrzymać aktualny stan zdrowia, Dorota potrzebuje suplementacji i rehabilitacji.

Pobudzony w szpitalu w Meksyku odpowiednią dietą organizm, potrzebuje utrzymać system odpornościowy (immunologiczny) na odpowiednim poziomie, w odpowiednim stanie gotowości. Tu nie może być przerwy, urlopu wypoczynkowego czy przepustki – jak w armii. Tu „żołnierze” są w pełnym rynsztunku. Cały czas, 24 na 366 lub 365 – całą dobę, każdego dnia. To wymaga odpowiedniej diety, a ta, cóż, kosztuje.

Jeszcze raz potrzebuję pomocy…

„Kochani! Bardzo mi niezręcznie ponownie prosić Was o pomoc, ale dla Was „klik” to sekunda – dla mnie to szansa na powrót do normalności… być może kiedyś uda mi się pobiegać… pojeździć na rowerze…” takim tekstem Dorota opatrzyła link do strony siępomaga.pl, gdzie trwa zbiórka na jej normalne życie.

Tak. Normalne, bo to, co dla większości zdrowych ludzi jest oczywiste – podbiegniecie do autobusu, relaks na rowerze, kebab czy pizza na kolacje dla Doroty to wciąż rzeczy z trochę innej bajki.

W sytuacji gdy Dorota wciąż nie ma pracy, tylko rentę, nie jest to łatwe. Do tego rehabilitacja. Operacja biodra w 2016 roku, pozostawiła ślady. Dorota z powody protezy biodra kuleje, nie może zbyt długo przebywać w jednej pozycji, nie może też biegać. Dla tego nie przyjęła propozycji pracy w przedszkolu,  jaką miała dla niej jej była szefowa, prezes Warsztatów Terapii Zajęciowej Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną Koło w Kamieniu Pomorskim. Przed chorobą Dorota pracowała tu jako doradca zawodowy.

W tym się spełniałam, to mi dawało radość – mówiła mi Dorota, a oczy jej świeciły radością. Tak jest, gdy robi się to, co się kocha.

Ciągle szukam,  tak na spokojnie,  bez szaleństw, ale składam dokumenty, aplikacyjne do biur i urzędów. Do końca sierpnia mam czas, więc z pewnością się wyrobie  – mówi z uśmiechem – Teraz potrzebuję trochę egoistycznie skupić się na sobie, odpocząć  – dodaje.

Fakt, marzec  i kwiecień to dla Doroty czas trudnych wspomnień.  29 marca ubiegłego roku, gdy wyjeżdżała do Meksyku na leczenie,  zmarł jej ukochany wujek.  Dorota jest przekonana, że odszedł, by ona mogła żyć. To taki dar od niego. Bóg zabrał jedno życie, by inne ocalało.

Twoja śmierć uświadomiła mi, jak cienka jest linia między życiem, a śmiercią. Choć od Twojej śmierci minął już rok, to ja nadal wspominam Cię ciepło, tak jakbyśmy widzieli się wczoraj (…) Pozostawiłeś po sobie ogromną pustkę i nikt i nic nie jest w stanie jej uzupełnić. Tak już będzie zawsze.

Pewnie jak zwykle teraz byś rozmawiał ze mną przez telefon i pytał co u mnie. Ale Ty już nigdy nie zadzwonisz. Nie spojrzysz na mnie, nie przytulisz(…). Chcę byś wiedział, że zawsze będziesz towarzyszył mi we wszystkich momentach mojego życia, będziesz gościł w moim sercu, w mojej głowie. Tak już będzie zawsze. (…)” – pisała Dorota w liście do wujka. W liście, który odczytała w kościele podczas mszy w rocznicę jego śmierci.

Gdy rodzina Doroty zmagała się z rocznicą jednej śmierci, 21 marca zmarł drugi wuj Doroty. Śmierć towarzyszyła zresztą Dorocie przez cały rok. Jako administratorka Bazarku – aukcji prowadzonych na FB, żegnała osoby, którym nie udało się pomóc, dla których było za późno, bo rak był już tak zaawansowany. To nie są łatwe chwile. Nawet dla niej, która zawsze powtarza: „pewnie tak miało być, Bóg miał taki plan”.

Jeśli chodzi o bazarek, to się trochę odsunęłam – mówi Dorota –  Potrzebuje odpocząć i trochę egoistyczne skupić się na sobie. Na szukaniu pracy… planowaniu rodziny… na spełnianiu swoich marzeń (jednym z nich jest mieszkanie i to być może wkrótce się zrealizuje. przyp. autorka). Nie mówię, że nie będę pomagać,  bo będę,  ale potrzebuje oddechu. To jednak zajmuje trochę czasu, trzeba się temu poświęcić, a ja potrzebuję czasu dla siebie, dla męża…

Pewnie też dla tego na stronie: siepomaga.pl, gdzie jest też artykuł o tym, dlaczego Dorota potrzebuje wsparcie,  na załączonej fotografii są oboje – ona i Grzegorz. „Ich miłość przeszła bardzo ciężką próbę. Miał być ślub, był oddział onkologii. Miał być welon, była chusta, zakrywająca łysą od chemioterapii głowę. Miała być przysięga, że zawsze razem, póki śmierć ich nie rozłączy – była świadomość, że śmierć może przyjść znacznie wcześniej niż myśleli. Dorotę i Grzesia rozdzielił ten trzeci – rak… Dziś doceniają każdy dzień, bo wiedzą, że kolejnego może nie być” – piszą we wstępie do zbiórki. Dorota potrzebuje 36 tysięcy. Tyle na dziś kosztuje jej zdrowie i szczęście.

Wyniki mam bardzo dobre, rzekłabym idealne. Zmiany cofnęły się, kości zaczęły się regenerować. Samopoczucie też bardzo dobre. Żyję pełnią życia – mówi portalowi szczęśliwa Dorota. I dodaje, że walka o życie jest wygrana. Została walka o sprawność i o normalność –  by przeprowadzić się z Grzesiem do własnego domu, by rozległ się w nim płacz dziecka, a potem  tupot małych stóp… Ale, jak biegać za rozbrykanym maluchem, gdy sztuczne biodro to utrudnia?

Pamiętam, gdy na ślubie Doroty ksiądz Janusz Mieszkowski mówił o małżeństwie jako dawaniu sobie siebie nawzajem i tworzeniu nowego życia, Dorota mocniej ściskała rękę Grzegorza i  jakoś tak bardziej głęboko parzyła w jego oczy.

Odpowiadał jej tym samym.

 

cdn.

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz