Dorota Lisiczko – Zając już go pokochałam…


Data dodania: 21-09-2018 r.
Ilość wejść: 6 212.

 Redaktor/Autor: Małgorzata Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli :

„Fasolka? To już pół kilograma cukru” – odpowiedziałam mi Dorota, gdy zapytałam jak się czuje i jak czuje się „Fasolka”. To już szósty miesiąc,  a termin porodu – w jej przypadku, z powodu ciągłego zagrożenie nowotworem,  będzie to cesarskie ciecie – przewidziany jest na 14 grudnia. „W sumie trzy miesiące i będzie po sprawie” – mówi Dorota.

Sytuacja jest dynamiczna, jak to u Doroty Lisiczko-Zając. Wciąż w ruchu, wciąż coś się dzieje. Właśnie przez kilka tygodni sierpnia gościli w swoim nowym mieszkaniu mamę, teściową Doroty i siostrę Grzegorza  z mężem i dziećmi. W między czasie  Dorota dowiedziała się, że z USA przylatuje jej przyjaciółka Iza, która była dla niej ogromnym wsparciem w chorobie, więc co robi ten „wulkan energii”?

–  …24 czerwca spakowałam się  w pociąg do Rzeszowa – opowiada Dorota. Właśnie z Rzeszowa pochodzi jej  przyjaciółka Izabela Kozłowski. O jej powrocie z USA Dorota dowiedziała się dosłownie kilka dni wcześniej.   To miała być niespodzianka i oczywiście była. „Intrygę uknuła” razem z drugą przyjaciółką.

Iza w ogóle nie spodziewała się, że przyjadę. Była  w szoku jak mnie zobaczyła – Dorota chciała jej osobiście podziękować za to co, dla niej zrobiła.

Iza Kozłowski była tą osobą, która na etapie konsultacji w  CHIPSA Hospital w Meksyku , gdzie Dorota poddała się eksperymentalnej metodzie leczenia raka, pomagała w kontakcie z lekarzami. Tu potrzebna była osoba, która biegle zna język angielski.

Konsultacje robi się jeszcze przed rozpoczęciem zbiórki na portalu siepomaga.pl, (to tu udało się zabrać potrzebą kwotę na terapie w Meksyku). Są to konsultacje online. Bezpłatne. Jeszcze wcześniej tłumaczy się dokumentacje medyczną i wysyła na adres mailowy Kliniki. Lekarze zapoznają się z dokumentacją i wyznaczają termin konsultacji. To również etap, który odbywa się korespondencyjnie i online. Konsultacje przeprowadzane są na skaypie. To była rola pani Izy – tłumaczenie tego, co mówi Dorota personelowi medycznemu i to, co oni mówią – Dorocie.

Na co dzień mieszka w New Jersey. To kobieta, która mi bardzo pomogła i wspierała mnie w najcięższych momentach mojego życia – mówiła mi kilka miesięcy temu Dorota – To moja bratnia dusza, która zawsze ma otwarte serce dla innych – mówiła wtedy i powtarza to dziś.

-Chciałam jej tylko osobiście podziękować za to, co zrobiła dla mnie. Jak mnie wspierała w chorobie,  jak walczyła… – stąd czerwcowy wypad do Rzeszowa.

„Ten blondas to mój anioł, zresztą ta czarna też” – pisze Dorota na FB i przesyła kilka fotografii trzech roześmianych kobiet. Wiadomość opatrzona jest emotikonami – to też roześmiane „buźki”, również trzy, jak „Trzy Gracje”.

Iza Kozłowski walczy nadal, bo wciąż prowadzi Bazarek dla Dorotki ( „dla Dorotki i dzidziusia”). Tym razem zbierane są pieniądze na suplementy diety i rehabilitacje. Potrzebne jest jedno i drugie.

Dzięki odpowiedniej diecie wyniki badań Doroty są… wzorcowe.

Badania kontrolne, z uwagi na to, że jest to ciąża wysokiego ryzyka wykonuje co miesiąc – wyjaśnia Dorota –  i te zalecone przez ginekologa, i te, które wskazał hematolog. Póki co wszystko jest w normie. Dodatkowo przyjmuje mnóstwo witamin, które niestety, nie są tanie, ale dzięki Fundacji „siepomaga” i ludziom o wielkich sercach mam możliwość brania ich regularnie.  Co do suplementów, to mogę powiedzieć, że niby nic takiego,  a działają cuda.

Cuda, bowiem jak Dorota była ostatnio u lekarza prowadzącego ciążę, to usłyszała.. że jestem okazem zdrowia.

Powiem szczerze, że to miód dla ucha,  bo dawno nie słyszałam takich słów –  Dorota na chwilę zawiesza głos – aż miło mi się zrobiło i nie ukrywam, że łezka w oku się zakręciła,  bo strach w takich momentach zawsze jest ze mną…

Wciąż trwa zbiórka na te cudowne suplementy. Brakuje jeszcze około 11 tysięcy złotych. Część pieniędzy przeznaczana jest też na rehabilitacje, bo operowane biodro wciąż nie jest tak sprawne, jakby chciała tego przyszła mama. A właściwie „młoda mama”.

Jest to już 27 tydzień – skrzętnie liczy Dorota  – i „maluch” daje popalić. Śpi i jest spokojny jak chodzę, sprzątam, słowem – jak się ruszam. Ale gdy potrzebuje odpocząć to wewnątrz brzucha zaczyna się gimnastyka oraz jakieś tańce niczym you can dance – śmieje się mama „Fasolki” – daje o sobie znać i wypycha się gdzie tylko może. Ja wiem, że „on”, bo już wiadomo, że to będzie chłopak, dba o mamusię, by jej się przypadkiem nie nudziło.

On, to znaczy „Fasolka”,  ma już wybrane imię. Będzie Grzesiem. Po tatusiu. Grzegorzem  Juniorem.

Dlaczego tak? Hmmm… Nie wiem,  ale pokochałam mężczyznę o tym imieniu – mówi Dorota –  mężczyznę, który jest dla mnie całym moim światem i wiem, że synuś też nim będzie,  a nawet już nim jest. Kocham ich obu najbardziej na świecie… Są tak samo dla mnie ważni.

A przy okazji taki układ jest praktyczny, wyjaśnia ze śmiechem Dorota, bo jak będzie złościć się na Grześka, to nie wiadomo na którego i obaj  zostaną „postawieni do pionu”.

Z innych praktycznych rzeczy – pokój Juniora prawie gotowy, wózek – prawie kupiony, ciuszki – prawie skompletowane. Wszystko „prawie”, bo to przecież jeszcze długie trzy miesiące.

Myślę, że spokojnie się wyrobimy. O remoncie w pozostałych pomieszczenia mogę na razie pomarzyć,  ale też jestem dobrej myśli. Małymi kroczkami uda się zrobić tak, jak sobie to wymarzyliśmy. Mieszka nam się wspaniale – (nowe własne mieszkanie przyp. autor.) –  Sąsiadów mamy bardzo pomocnych i przyjaznych. Dbają o nas i pomagają, jak tylko mogą. Zresztą działa to w obie strony.

Tak jej zdaniem powinno być wszędzie.

– Ogólnie nie mam co narzekać – dodaje Dorota jest tak,  jak to sobie kiedyś na szpitalnym łóżku wymarzyłam…

 

cdn.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz