Dorota Lisiczko – Zając – leczenie raka w Meksyku.


Data dodania: 08-09-2017 r.
Ilość wejść: 8 959.

 Redaktor/Autor: Małgorzata Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli:

Wraca do wspomnień, kiedy to pomyślała sobie, że jak już jest postawiona diagnoza, jak już wiadomo, że  to nowotwór PNET,  to Grzegorz może ją zostawić. Przypomina sobie ten strach, że jak zacznie chemię to Grzegorz będzie musiał to wszystko z nią przejść, a może nie da rady? Może powie „dziewczyno radź sobie sama”?.

Też dla tego zdecydowała się na ślub. Szybki, szalony… tak jak ona.

 

Wydaje się, że to diagnoza zdecydowała o tym ślubie – Dorota dalej wspomina – Więc szok był nawet dla mojej przyjaciółki Uli, która dostała sms-a „zostaniesz moją świadkową?”. Nie spodziewała się tego sms-a.

Miał  być piękny ślub

Miała też być chemioterapia, bo trzeba było rozpocząć leczenie.

– Miało być wesele? – pytam Ule Kruczek, przyjaciółkę Doroty o plany z lata 2016 roku.

– Miało być… ogólnie nie lubię mówić o tym okresie, o tym całym wypadku, bo to jest dla mnie ciężkie tak… – wspomnienia wciąż bolą. Uli nie udaje się powstrzymać łez – … przepraszam.

 Wracają chwile z wieczoru panieńskiego.

To miała być ogólnie impreza niespodzianka – Ula ciągnie opowieść już nieco spokojniejsza – Przyjechałam po Dorotę,  ubrałam ją w samochodzie, w to, co jej zakupiłyśmy z dziewczynami i podjechałyśmy pod miejsce, gdzie miał się odbyć wieczór panieński. Odpaliłyśmy świeczki na torcie i przyjechał pan z foto-budki. Dorota była w wielkim szoku, chyba myślała, że to pan striptizer, bo zaczął rozkładać takie drążki…

Pan z foto-budki się rozkładał ze swoim warsztatem, a dziewczyny powoli  rozkręcały imprezę. Wyszły na dwór, rozmawiały, po chwili chciały wrócić do środka, do budynku i w tym momencie Dorota, która poruszała się o kuli, potknęła się i upadła na biodro.

Znów szpital.

Ślub miał być 4 czerwca.

 

Jechałam na trzecią chemię i w trakcie zadzwoniła do mnie pani profesor z Unii Lubelskiej (Szpital Kliniczny w Szczecinie przyp. red), która jest patomorfologiem i powiedziała, że jest zmiana diagnozy, że nastąpiła zmiana diagnozy z tego nowotworu PNET na chłoniaka limfoblastycznego b-komórkowego, którego stwierdzili na podstawie badania kości udowej, którą mi wycieli i mam, zamiast niej, protezę. 

Z hematologii w Szczecinie Dorota trafiła do Katowic, do Centrum Przeszczepów. Szansa na powodzenie zaproponowanej terapii – przeszczep szpiku kostnego –  to 25 maksymalnie 30 procent. W tym samym czasie pojawia się, dzięki wolontariuszkom  z grupy Polski Pomost Pomocy, możliwość konsultacji medycznej w CHIPSA Hospital w Meksyku. Tu specjalizują się  w nowatorskiej metodzie leczenia raka immunoterapią. W największym uproszczeniu to pobudzanie układu immunologicznego pacjenta do wali z komórkami nowotworu. Dokumenty  medyczne Doroty trafiają do lekarzy z CHIPSA Hospital.

Tuż przed planowaną operacją przeszczepu szpiku w Katowicach Dorota dostaje informację,  że kwalifikuje się na leczenie w Meksyku. Terapia będzie poprzedzona diagnostyką, aby rozwiać wszelkie wątpliwości związane z dotychczasową diagnozą, a właściwie należało by powiedzieć: z dotychczasowymi diagnozami.

– Zadzwoniła do mnie o wpół do drugiej w nocy. Mamuś, co mam robić? –  Mama Doroty bierze głęboki oddech –Ja mówię, powiedz mi prawdę jakie masz szanse, ona mówi tu 20,  25 procent. A w Meksyku? pytam. 70,  85 procent coś takiego – i znów chwila na to, aby nie popłynęły łzy.  –  Ja mówię to nie masz nic do stracenia… Wpierw popłakałyśmy sobie i  ja mówię nie masz dziecko nic do stracenia. Tam masz szanse , tu nie masz. A ja,  mówię – co? będziesz mi leżeć, a ja będą patrzeć jak mi umierasz? Mówię jedziesz, mówię zbieramy i tego… Mówi, dziękuje ci mamuś  – teraz już nie udaje się powstrzymać łez – Nie,  już nie chce wracać , przepraszam…

Meksyk

Zaskoczona była pani jak ona zdecydowała się na tą, mimo wszystko, eksperymentalną metodę w Meksyku? – pytam „szpitalną” przyjaciółkę Doroty.

My razem wtedy w Katowicach byłyśmy. Też, bo ja byłam, ja już byłam w trakcie przeszczepu, a Dorotka właśnie się wycofała po tym drugim razie, jak tam była – pani Marzena odtwarza w pamięci fakty sprzed kilku miesięcy.

Nie. Nie, jakoś intuicyjnie, bo rozmawiałyśmy i miałam poczucie, że ta diagnoza jakby nie do końca…  tyle czytałyśmy to, tyle analizowaliśmy, ja szczerze mówiąc, też na jej miejscu, mówię to szczerze, też bym się zdecydowała na Meksyk, wiedząc o tym, że chce w przyszłości mieć dzieci, bo przeszczep raczej, mówią, od razu, raczej tutaj są małe szanse.

 

Potrzebne były pieniądze. Niemal 200 tysięcy złotych. Apele na FB, zbiórka na portalu siepomaga.pl, aukcje, licytacje. Udało się w krótkim czasie. Dorota w kwietniu 2017 r. jedzie z mamą do Meksyku. Jak mówi lokalnej telewizji:

–  Jadę tam po papier, że jestem zdrowa…

 Na FB relacjonuje cały pobyt w szpitalu. Ogłasza, jakie badanie jej robią,  jakie są wyniki, jaka jest terapia. Kilka litrów soków  – specjalne mieszanki dobierane do pacjenta, wywoływanie gorączki do 40 stopni Celsjusza, aby organizm reagował i wytwarzał przeciwciała.

Nie pobierali mi szpiku,  nie pobierali mi żadnej kości, pobierali mi tylko krew, na podstawie badań krwi i badań obrazowych robili tą terapie –  tłumaczy Dorota czterotygodniowe  leczenie w CHIPSA  Hospital – 5 lewatyw dziennie, do tego witaminy czyli wlewy witaminy „C”, witaminy „K”, witaminy „D 3”, dodatkowo szczepionki na wywołanie gorączki, które pobudzały mój układ immunologiczny do walki z nowotworem, ozon, który był wstrzykiwany do krwi i odbytniczo też, dodatkowo też miałam taką maszynę, tak zwana  maszyna magnetyczna, powodująca drgania, ja sobie ją na przykład przykładałam do pleców i to miało zniwelować moje bole. Tak ta terapia wyglądała.

Do tego też komora hiperbaryczna, w ostatecznej wersji codziennie. Po czterech tygodniach, jeszcze przed powrotem do kraju Dorota ogłasza, również na FB: „Jestem zdrowa”.

Potwierdza to scyntygrafia kości, badanie zrobione już w Polsce po powrocie. Przejaśnienia znikają, choroba się cofa. Morfologia idealna. Dorota jest pod opieką swojego ortopedy onkologa.

Co teraz? – pytam Dorotę o plany związane z jej diagnozowaniem i  leczeniem w Polsce.

Szczerze powiem, że jeszcze nie wiem, co zrobię – widzę, że to pytanie towarzyszy jej od dłuższego czasu – Chciałabym  otrzymać odpowiedz, po co był ten przeszczep,  bo nie ukrywajmy, chemia, którą miałabym dostać przed przeszczepem oraz radioterapia na pewno by nie poprawiły mojego stanu zdrowia. Zabiłby i komórki rakowe i moje komórki zdrowe, podejrzewam, że  nie byłabym dzisiaj w takim stanie, w jakim jestem… Bo patrzę na ludzi, którzy są po przeszczepach… to ciężko. Ciężko. Puchną, są osłabieni, jakieś infekcje im się wdają,  co chwilę do lekarza, jakieś antybiotyki. No, ja tego nie mam i uważam, że to była bardzo dobra decyzja, bardzo. Choć bardzo się bałam, bardzo…

No, to może teraz ślub….

 

cdn.

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 4.

    1. Panie Damianie, podaję numer telefonu do naszej Doroty Lisiczko 697 690 877.
      Pozdrawiam Ewa Juchniewicz

Dodaj komentarz