Dorota zabiegana, szczęśliwa, ZDROWA.


Data dodania: 20-08-2019 r.
Ilość wejść: 1 302.

Redaktor/Autor: Małgorzata  Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli:

 

„Nie teraz”, „za kilka dni”, „ogarnę się to napiszę”, „odezwę się” – pakiet standardowych odpowiedzi Doroty, gdy pytam czy możemy porozmawiać? Co słychać? Może napiszemy kilka zdań na portal? Nie śmiem prosić o coś dłuższego, bo wiem, że u Doroty zawsze czasu brak.

Teraz brakuje go z powodu projektu nr 92/RIO/SPOŁ/2019.

Nie, to nie jest tajna misja na Marsa. To głosowanie na projekty społeczne, które rywalizują w konkursie organizowanym przez Marszałka Województwa na dofinansowanie. Projekt Doroty, na który można głosować do 21 sierpnia to „Zawsze z nadzieją. Radzenie sobie z emocjami i sytuacją kryzysową w obliczu choroby nowotworowej”. Autorki projektu – Dorota i Marzena, przekonują w swoim manifeście i opisie do projektu, że „Rak to nie wyrok. Chorzy nie muszą być skazani na samotność i cierpienie. Nauczymy, jak niwelować skutki stresu i wzmacniać psychikę, by wspomóc proces zdrowienia. Podpowiemy, jak rozmawiać z dzieckiem o chorobie. Porozmawiamy z tymi, którzy pokonali chorobę. W Twoim otoczeniu też jest osoba chora?  Nauczysz się, jak ją wspierać. Wybierz projekt „Zawsze z nadzieją!” Pomóż osobom dotkniętym rakiem odbudować zdrowe myślenie i wzbudzić w sobie chęć do życia

Ze swoimi doświadczeniami choroby, terapii i… ciągłego strachu, Dorota jest właściwą osobą na właściwym miejscu w tym projekcie. ”.  Na razie projekt ma 133 głosy, więc potrzebna pełna mobilizacja. A plan jest ambitny.

Celem Stowarzyszenia jest Dom.

Tak, dom – murowany, z cegły czy bloczków betonowych, drewniany albo innych materiałów ekologicznych. Dom, do którego osoba chora na nowotwór będzie mogła przyjść i skorzystać ze wsparcia i pomocy. Będzie tu psycholog, terapeuta, może lekarz – specjaliści, kompetentne osoby, które będą dzielić się wiedzą na temat tego jak przebiega chemioterapia i na czym tak naprawdę polega, gdzie w Polsce i na świecie są kliniki specjalizujące się w leczeniu nowotworów i jak do nich trafić. W Domu, osoba na początku drogi i walki z nowotworem, będzie mogła porozmawiać z osobą, przeszłą ten cały proces – od diagnozy do rekonwalescencji.

Obie panie – Dorota i jej koleżanka Marzena Piechowska, mają plan, aby dom był oparciem dla osób. To, czego nie chcą na pewno, to nie chcą zostawiać osób z diagnozą ‘”nowotwór” samym sobie, tak jak to stało się w ich przypadku. Owszem są bliscy, znajomi, przyjaciele, ale potrzebna jest też wiedza fachowa i poprowadzenie za rękę i trzymanie mocno tej ręki, tak, aby chory widział, że nie jest sam i nigdy już sam nie będzie w chorobie. Bo diagnoza, to początek. Milion pytań i ani jednej odpowiedzi. Dom, który chce zbudować – dosłownie i w przenośni – Stowarzyszenie ma zmienić tę sytuacje.

Chcemy dla takich osób organizować spotkania czy też wyjazdy integracyjne – wyjaśnia Dorota – chcemy, by takie osoby, choć na chwile zapomniały o chorobie. Choć droga do tego domu będzie długa to zarówno ja jak i Marzenka jesteśmy pełne nadziei i wiary, że ten plan kiedyś się zrealizuje. Póki co – mówi po swojemu Dorota – staramy się się o dofinansowanie do projektu: „Radzenie sobie z emocjami i sytuacją kryzysową w obliczu choroby nowotworowej”.

U niej samej, u Doroty, słowo „junior” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Grześ junior rośnie jak na drożdżach i, co może wydawać się niemożliwe, nie choruje. Nawet jednego przeziębienia.

Wcina dosłownie wszystko. Czego byśmy mu nie dali, to zje bez wybrzydzania. Normalnie dziecko – cud – i jak to Dorota posyła promienny uśmiech – Grzesiu lubi bardzo podróżować autem, więc zabieramy go gdzie się da, choć ostatnio zaczyna mu się to zmieniać, co bardzo mnie niepokoi, bo ja bez samochodu żyć nie mogę.

Słowem mały Grześ, ale i duży, jak uzupełnia Dorota, nie dają pretekstu do narzekań.

Dziękuje Bogu za taka zdrową, pełna optymizmu i uśmiechu rodzinę – pointuje wątek Grzesiów Dorota.

U niej samej… No cóż, dźwiganie Juniora w brzuchu odbiło się bólem biodra. Wciąż jeszcze nie jest najlepiej, choć Dorota stara się dźwigać jak najmniej swojego synka, o którym czule mówi „Kluska”. Wkrótce wizyta u ortopedy. Scyntygrafia kości nie pokazuje nowych zmian. Przed Dorotą też rutynowe już u niej badania krwi.

­ – Jestem dobrej myśli, bo samopoczucie dopisuje – mówi Dorota – z tym, że nadal biorę tony suplementów, które – tak uważam – znacznie poprawiają to moje samopoczucie.

I już kończy rozmowę, musi lecieć. Na pożegnanie dostaję wiadomość: „Pani Małgosiu, prosimy o udostępnianie inf o głosowaniu… niestety mamy tylko 133 głosy”.

P.s. Wiadomość od Doroty z ostatniej chwili …

„HURRA, jestem po wynikach laboratoryjnych z krwi … są mega dobre! Dawno takich wyników nie miałam… jest megaaaaaa dobrze! Podejrzewam, że ogromny wpływ ma na to moja suplementacja”.

cdn.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz