Emil- rodzic zastępczy spokrewniony dla sióstr i kuzynostwa.


Data dodania: 12-07-2019 r.
Ilość wejść: 1 513.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli:

Emil ma 32 lata choć wygląda na 23. Sprawia wrażenie młodego człowieka wchodzącego beztrosko w dorosłe życie, będącego jeszcze „na garnuszku u rodziców”.  Nic bardziej mylnego. Ten chłopak zdążył już wychować i wypuścić w świat swoje 2 młodsze siostry, a teraz matkuje 3 kuzynostwa. Dlaczego, bo dzieci są najważniejsze, bo dzieci nie powinny cierpieć z powodu niepowodzeń rodziców, bo urodził się w rodzinie w której nikt nie zawraca sobie głowy najmłodszymi. Gdyby nie on … Ma tylko nadzieję, że na tyle dobrze tłumaczył świat siostrom, że nie będzie musiał bawić kolejnego pokolenia, póki co siostry są bardzo dobrymi matkami. A przed nim jeszcze ładnych parę lat misji … najmłodszy Karol ma teraz 14 lat.

Z zawodu jest kucharzem po szkole zawodowej i mimo, że świetnie gotuje i parę lat z tego swojego gotowania się utrzymywał, to trochę jest mu wstyd, że szkół nie skończył. Tak się poukładało w życiu, że bardzo szybko musiał dorosnąć i zarabiać, żeby wyrwać się z zaczarowanego kręgu alkoholu. To wódka jest winna temu, że w zasadzie dzieciństwa nie miał, młodości nie miał, szkoły zawalił i stara się ratować najmłodszych ze swojej rodziny.  Wódka zniszczyła jego rodzinę, a on od 6 lat jest barmanem, szefem baru w jednym ze szczecińskich klubów. Dzieci nigdy nie widziały go „po kielichu”.

Ma 2 siostry i brata, jest najstarszy. Wszystkich przygarnia do siebie, pod swój dwupokojowy dach, karmi, opiera, odrabia lekcje, chodzi na wywiadówki i ratuje skórę z najprzeróżniejszych opresji. Najpierw swoje rodzeństwo, a teraz kuzynostwo. Raz jest śmiesznie, raz dramatycznie. Bo ani z niego matka, ani ojciec, po prostu brat, starszy brat, któremu można odpyskować, albo nie posłuchać. Nie ma przygotowania pedagogicznego, nie jest ekspertem od wychowania, a to jak funkcjonuje normalna rodzina widział tylko na filmach. A jednak, niejeden rodzic chciałby mieć taki instynkt, taką empatię, zaangażowanie i mądrość życiową  w stosunku do własnych dzieci. Wielu mogłoby mu pozazdrościć szacunku i zaufania, jakim darzy go ta jego grupa nastolatków i 2 młodziutkie kobiety. Emil, po prostu Emil.

– Jakoś tak zawsze w tej mojej rodzinie pod górę było. Odkąd pamiętam przemoc i alkohol. Mama w wieku 17 lat uciekła z domu rodzinnego przed alkoholizmem dziadków, ale wpadła z deszczu pod rynnę, bo ojciec oprócz tego, że pił, to jeszcze strasznie bił. Na szczęście poszedł do więzienia jak miałem 7 lat, mama była wtedy w ciąży z Emilką. Ojciec dostał 25 lat za zabójstwo. Rozstali się. Mama związała się z mężczyzną z którym się nie dogadywałem. Zabrali mnie do siebie dziadkowie. Babcia, jak nie pije to złota kobieta jest, ale tylko wtedy i rzadko to się zdarza. Po alkoholu demon w nią jakiś wstępuje, jest kompletnie nieodpowiedzialna. Wytrzymałem z nimi 10 lat, uciekłem jak mama w wieku 17 lat, nie dałem rady dłużej. Pracowałem gdzie się da, żeby tylko móc samodzielnie się utrzymać, żeby wyrwać się z tego piekła i wstydu, boże jakim ja w tamtym czasie obdarciuchem byłem. W skrajnej biedzie zawsze żyłem, więc i na swoim niewiele mi trzeba było, ale ludzie jakoś mimo to mnie lubili i ufali mi.

Emil od zawsze kimś się opiekował. Pierwsze mieszkanie, a w zasadzie pokoik z wyżywieniem dostał w zamian za opiekę nad matką kolegi, który musiał wyjechać z miasta. To pierwszy prawdziwy dom w którym mieszkał, pamięta go i chwali do dziś. W tym czasie chodził do liceum wieczorowego, bo w ciągu dnia musiał zarabiać, a zarabiał jak umiał, łącznie ze zbieraniem puszek po piwie. Liceum zawalił, ale zrobił kursy zawodowe z gastronomii. Teraz wygrał konkurs ” Barmana roku, mistrza smaku”. Jak dostał stałą pracę od razu wynajął własne mieszkanie.

A mama, miała wtedy już 3 dzieci. Posypał jej się kolejny związek, mieszkała kątem tam, gdzie ją kto przygarnął . To u babci, to u koleżanki, w końcu wylądowała w schronisku dla samotnych matek. Młodszy brat Krystian zaczął uciekać z domu, to trafił do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego.

– Siostra Emila z kolei zaczęła uciekać do mnie, coraz częściej nocowała u mnie, w końcu zabrałem ją na stałe do siebie. Dobry miałem kontakt z siostrami, bo jak odwiedzałem mamę, to zawsze coś im przynosiłem i bawiłem się z nimi.  Emilka miała wtedy 14 lat, ja miałem 23. Poszliśmy do MOPR-u po jakąś jednorazową zapomogę dla siostry i tam panie powiedziały, żebym złożył wniosek do sądu o ustanowienie mnie rodziną zastępczą dla siostry.

Długo bił się z myślami, jak powie mamie, że chce odebrać jej dziecko. W sumie była dobrą matką, tylko miała odwieczny problem z mieszkaniem, a Dom Samotnej Matki to ostatnie miejsce, gdzie powinny dorastać dziewczynki. Jak,  mógłby potem spojrzeć sobie w oczy wiedząc, że on żyje normalnie a one nie…

– Myślałem, że żeby zostać rodziną zastępczą dla siostry trzeba mieć mieszkanie, jakąś żonę, dobrze płatną pracę, a okazało się, że niekoniecznie. Trzeba przede wszystkim zapewnić odpowiednie warunki lokalowe i dać gwarancję utrzymania siostry i siebie, no i być odpowiedzialnym, myślącym człowiekiem. Bardzo, bardzo nam wtedy pomogła zupełnie bezinteresownie pani Zofia Szulc- najpiękniejszy człowiek jakiego w życiu spotkałem. We wszystkim mi pomogła, przecież ja, młody chłopak nawet wniosku do Sadu nie umiałem napisać. No i Sąd zgodził się, żebym został rodziną zastępczą dla Emilki. Żyliśmy sobie spokojnie do momentu, kiedy nie zadzwonili z Domu Samotnej Matki, że mama gdzieś wyszła, nie wróciła i zostawiła tam dziecko, mówili, że porzuciła,  moją 2 siostrę. Pojechałem tam i zabrałem Paulinę do siebie. Potem dopełniłem wszystkich formalności i już byliśmy we trójkę. Tłumaczyłem mamie, że jak tylko będzie miała warunki, to siostry od razu do niej wrócą.

Luksusów nie było, ale też nigdy nikt nie chodził głodny czy brudny. Dziewczynki realizowały obowiązek szkolny. Emil był na każde wezwanie szkoły, czy MOPRu, który pilnie im się przyglądał i pomagał.

– Emilka dobrze się uczyła, namawiałem ją, żeby skończyła szkołę hotelarską, nawet byłe u Dyrektorki, żeby podpytać na co zwrócić uwagę, żeby się dostała. Paulina z kolei była słabszą uczennicą, ale to nic skończyła szkołę na miarę swoich możliwości, ona trochę taka ciapa była, ale ma świetne poczucie humoru i umie się z siebie śmiać.

Siostry weszły w okres dojrzewania, a Emil pracował od 7.00 do 17.00 jako kucharz, a żeby więcej zarobić zgodził się na barmana w sobotnie wieczoro – noce i dodatkowo uczył się chcąc skończyć liceum. Dziewczyny natychmiast to wykorzystały i z rozmachem zaczęły korzystać z życia.

– Poznały chłopaków, no w sumie jak wszystkie nastolatki i dopiero wtedy zaczęła się jazda! Miały przykazane, że do 22.00 miały być w domu, z Pauliną nie było problemów, ale Emilka dała mi popalić. Ile razy szukałem jej po mieście, prosiłem, tłumaczyłem, straszyłem, groziłem, parę razy omal sam nie oberwałem, nic do niej nie docierało. Nie wiem, wydaje mi się, że chłopaki jakoś lepiej przechodzą ten okres dorastania. No, ale to już za mną mam nadzieję. Teraz obie już usamodzielniły się i mieszkają ze swoimi chłopakami. Emilka ma 3 letnią córeczkę. Paulina poznała chłopaka jak miała 17 lat i do dziś są razem, też już jest mamą i obie świetnie sprawdzają się w tej roli. Jestem dumny z nich, że się ogarnęły i pozakładały rodziny, że nie korzystają z pomocy społecznej, że są normalne.  Z siebie też jestem dumny, że dałem radę, że przeżyłem, że dziewczyny są fajne.

Emil odzyskał wolność i własne życie. Kupił mieszkanie na kredyt. Sytuacja zaczęła się normować, żeby nie powiedzieć zaczynało robić się sielsko. Każdy zaczął inwestować we własne życie, wszyscy, wszystkich odwiedzali, Emil zaczął  ponownie myśleć o dokończeniu szkoły, zrobieniu matury i pójściu na studia.

– Moja mama ma jeszcze 2 siostry, jedną znam tylko z opowieści babci . Była mocno upośledzona umysłowo, bardzo agresywna, niebezpieczna nawet dla siebie samej, dlatego dziadkowie oddali ją do zakładu zamkniętego prowadzonego przez siostry zakonne. Na początku babcia odwiedzała ją, ale siostry zakonne zakazały. Po tych odwiedzinach nie mogły przez dłuższy czas dać sobie z ciocią rady. To babcia przestała jeździć, nie ma kontaktu z ciocią, nie wie nawet, czy żyje. Druga ciocia, też jest upośledzona tyle, że w stopniu lekkim, zdecydowanie lepiej funkcjonuje, ale nie na tyle, żeby samodzielnie wychowywać dzieci, a ma ich 5- cioro. 2 poszło do adopcji , a pozostałe zaraz po porodzie, ze szpitala zabrała babcia.

Kamila z młodszymi braćmi wędrowała , trochę u babci, trochę w placówkach opiekuńczych. Jak babcia miała gorszy czas i piła, dzieci zabierano do placówki, babcia szła na spotkania A.A. przynosiła zaświadczenie o przebytej terapii i zabierała dzieci do domu, przy 3 razie już ich nie odzyskała.

– Zadzwoniły panie z MOPR-u i zapytały, czy wziąłbym dzieci do siebie, bo babcia w kolejnej niedyspozycji. Umówiłem się z moją siostrą Emilką, że ona weźmie chłopaków, bo ma zdecydowanie lepsze warunki lokalowe, no i ze swoim dzieckiem jest cały czas w domu, to przypilnuje towarzystwo, a ja zabiorę Kamilkę. Poza tym świetnie dogadywała się z nimi i dzieci, aż piszczały, żeby z nią zamieszkać. Emilka zrobiła wszystkie papiery i wzięła ich do siebie. Wytrzymała rok, zaczęli jej wchodzić na głowę. 23 latka z własnym 3-letnim dzieckiem i 2 dorastających  chłopaków, działo się. Och jak mnie korciło, żeby jej powiedzieć ” zobacz, karma wraca, nie pamiętasz, że robiłaś mi dokładnie, to samo!”. Dałem spokój, pomogła jak umiała.

Znowu zadzwoniły Panie z MOPR-u, czy chłopcy mogą zamieszkać z Emilem i Kamilką. I jak zawsze Emil się zgodził, ale tym razem ma dużo więcej roboty, żeby dzieci wyprowadzić na prostą.  Kamilka zupełnie bezproblemowa, dużo z nią rozmawia, stara się wysondować zainteresowania, żeby podpowiedzieć dalszy kierunek nauki, dziewczyna słucha, analizuje, nie buntuje się , a lada moment skończy 18 lat. Chłopcy są u Emila od lutego 2019r. Walczy o nich, jak o siostry i Kamilkę. Biega po lekarzach. Starszy musi mieć zabieg rozdzielający skórę na palcach, u młodszego trzeba sprawdzić, czy nie ma Faz-u, wtedy miałby pewne ulgi w szkole, a był zagrożony z matematyki. Oj, ile się Emil nachodził do szkoły, żeby uprosić  lżejsze zaliczanie materiału z matematyki.

– No przecież każdy wiedział, że Karol jest słaby z matematyki, prosiłem, żeby mógł odpowiadać po 1 dziale , a nie cały materiał od razu. Szkoda dzieciaka, wiadomo, że wszystkiego od razu w życiu nie zaliczy. Uczyliśmy się całymi nocami.  Dużo pracy przed nami, chłopcy nie umieją zadbać o siebie, są zupełnie nieprzygotowani do życia. Siostra ich trochę rozpuściła, a przecież mają 11 i 12 lat, nie są to już malutkie dzieci, które nie mogą niczego przy sobie zrobić. Ale to bardzo dobre chłopaki i będą jeszcze z siebie dumni.

Emil dba o dzieci jak mało kto, nie żałuje swojego czasu, swojego życia dla nich, a one odwdzięczają mu się przywiązaniem i szacunkiem.

– Jak to jest, cała swoją młodość wychowywać dzieci po rodzinie?

– Tak trzeba było postąpić. Zresztą nigdy czas spędzony z dziećmi nie był dla mnie czasem straconym. Gdyby to było ponad moje siły zabrano by mi dzieci. Cały czas opiekował się nami MOPR, ze wszystkim tam szedłem i pewnie jeszcze nie raz zapukam w tamte drzwi. To bardzo ważne wiedzieć, że komuś też zależy, tak jak mi. Nieraz miałem wrażenie, ze to ja robiłem grzeczność paniom w MOPR-e, a nie one nam. A jak już wszyscy pójdą z domu na swoje, to ja w końcu skończę swoją szkołę i pójdę na studia.

– Na jakie?

– Na pedagogikę.

15.08.2018                                    Emil rodzic zastępczy dla kuzynostwa.

Dziś Emil sprawuje pieczę nad 2 kuzynów i kuzynką, 14 letnim Karolem i 15 letnim Kamilem oraz  18 letnią już Kamilą. Na razie jest dobrze, na pewno łatwiej niż z siostrami, raz to, że Emil zdobył doświadczenie matkując swoim siostrom, dwa to, że jest starszy, jest większa różnica wieku między nim a kuzynami, a to zawsze dodaje szacunku i pewności siebie. Kamila jest z nim od paru lat, chłopcy przyszli w marcu, ale już wszyscy dotarli się, ustalono zakres praw i obowiązków, bardzo, bardzo elastyczny, modyfikowany na bieżąco. Najważniejsze, że  wszyscy czują się dobrze ze sobą , są bezpieczni, zadbani, zaopiekowani, są w domu, czują się rodziną, mocno paczłorkową, trochę egzotyczną, ale wesołą i sympatyczną.

– Zanim zaczniemy rozmawiać muszę powiedzieć. Po ostatnim artykule o nas, zebraliśmy mnóstwo pozytywnych komentarzy, pochwał i słów uznania. Było mi bardzo miło, moja opowieść znalazła zrozumienie i sympatię, czyli osiągnęła swój cel.  Zdecydowałem się opowiedzieć o naszym życiu,  w końcu nie najfajniejszym, którego długo się wstydziłem, po to, żeby pokazać innym ” że, skoro mi się udało, to każdy ma szansę stworzyć, taką prawdziwą rodzinę zastępczą, a frajda  z dobrze wykonanej pracy jest ogromna”. Ja polecam z całego serca. I jeszcze jedno, bardzo, bardzo ważne. Do bycia rodziną zastępcza po części przygotowują MOPR-y. Robiłem szkolenie w Szczecinie i wielkie ukłony dla obu Pań prowadzących p. Eweliny i p. Małgorzaty. Myślałem  pójdę, odpękam swoje, zaliczę, dopełnię wszystkich formalności i będzie załatwione, a tu taki szok, jaka grupa, jakie treści, praktyki w rodzinnym domu dziecka. Chłonąłem wszystko jak gąbka. Było chyba z 10 spotkań, różne formy od wykładów, po pracę w grupach, wszystko mega ciekawe, gdybym nie był rodziną zastępczą w życiu nie dostałbym się na takie szkolenie. Powiem więcej, jak tylko zrobię maturę, to dalej pójdę w tym kierunku, na studia! Dotarło do mnie, jak dużo dzieciaków potrzebuje domu, nawet takiego jak nasz, niepełnego, nieporadnego,eksperymentującego. Dzieciom potrzebny jest dorosły, jego uwaga, zrozumienie, spokój i poczucie bezpieczeństwa, warunki bytowe są już mniej istotne.

– Mówisz, jakby stworzenie takiego fajnego domu było takie prościutkie.

– Bo to nie ma co filozofować, nie zawsze jest fajnie, kryzysy nas też dotykaj. Moim zdaniem najważniejsze, to być życzliwym i uważnym. Nie zamiatać problemów pod dywan, rozmawiać, słuchać i domagać się odpowiedzi.

– Oj tak, Emil lubi rozmawiać – mówi Kamil 15-latek, który za parę dni rozpoczyna naukę w szkole zawodowej na kierunku mechanik samochodowy. Jak zasiadamy do rozmowy to trzeba zarezerwować sobie dużo czasu  2, 3 godziny tak potrafi.

– No cóż, najczęściej rozmawiamy jak narozrabiają. Wtedy wygłaszam monolog, po 2 godzinach milknę, patrzę na gagatków i wiem, że odpowiedzi nie będzie. Nic na siłę, mówię „za 2 dni wrócimy do tematu i powiecie mi, o czym dziś do was mówiłem i jakieś propozycje rozwiązania sprawy”. Nigdy nie odpuszczam, przynajmniej przez te dwa dni będą chodzili i myśleli co powiedziałem i kombinowali, jak najmniej boleśnie załatwić sprawę. Przy czym za każdym razem im mówię, że błędy mają prawo popełniać, że próbując, eksperymentując najlepiej się człowiek uczy, ale wtedy zawsze trzeba zakładać, że może się nie udać i wyciągać wnioski, nie popełniać tych samych błędów, przestrzegać ustalonych zasad, skoro druga strona ich przestrzega.

– Lubimy z nim rozmawiać. Emil jest normalny, rozumie nas i … szanuje! Głupio wykręcać mu numery- mówi Kamil.

– Tak chłopcy, jak i Kamila wiedzą, że zawsze mogą przyjść do mnie i powiedzieć, jeżeli coś im się nie podoba w moim postępowaniu, gdzieś nawaliłem. Nie jestem nieomylny, ja też nieraz się uniosę i zadziałam emocjonalnie, niech przyjdą i powiedzą mi, to albo wytłumaczę, dlaczego tak zrobiłem, a jak nie będę miał argumentów to przeproszę.

Dom Emila i jego gromadki to nie tylko sielanka, kryzysy dopadają i ich. Nieraz i Emilowi zdarza się podnieść głos, pokrzyczeć, ale wtedy, żeby konflikt nie rozhulał się do nieadekwatnych do sprawy rozmiarów wychodzi z domu. Pospaceruje po ulicach, uśmiechnie się do przypadkowych ludzi, ochłonie i wraca. Siadają do stołu do rozmowy.

15 – letni Kamil i 14- letni Karol chodzą do Placówki Wsparcia Dziennego, żeby jak to Emil mówi, po ulicach się nie włóczyli, jak on jest w pracy.

– To rodzaj świetlicy, chociaż Kamil się już burzy, że za stary jest i nie chce chodzić, ale te placówki to fajna sprawa, fajna pomoc. Dzieciaki lekcje tam odrabiają, do egzaminów ich przygotowują, mają podwieczorki, jeżdżą na wycieczki, chodzą do opery, do teatru, no,  gdzie ja bym tam z nimi poszedł! Są pod opieką, wiem, że tam są, jak gdzieś się zawieruszą od razu dostaję smsa. Są tam skierowani przez sąd. Mam jeszcze jedną pomoc, koordynatora z MOPR-u. Pani Małgosia, młodziutka kobieta, uwielbiam ją, jest taka zaangażowana, pomocna, nic nie jest problemem, jak tylko czegoś potrzebuję idę do niej jak w dym, załatwia sprawy natychmiast.

cdn.

 

 

cdn.

 

 

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 4.

  1. Jesteś wspaniałym kolegą,przyjacielem,ojcem,matką,bratem,siostrą,kuzynem i każdym innym. Szacunek!!! Życzę przede wszystkim spełnienia marzeń i na naukę nigdy nie jest za późno 💪

  2. Bardzo wszystkim Wam dziękuje za przemiłe i życzliwe słowa, które są dla mnie dodatkowym motywatorem i wsparciem . Pozdrawiam i cieszę się ,że jesteście i że przeczytaliście Moją historię.
    Długo się zastanawiałem nad publikacją mojego artykułu. Jak wiecie zapewne z doświadczenia, nie jest łatwo opowiadać o swoim życiu i w dodatku dzielić się z całym światem…
    Bo wszystkich tych przemyśleniach w mojej głowie… Uważam iż podjąłem właściwą decyzję a kierunkiem dla którego została podjęta to…
    Niecałe 2 lata temu odbywałem kursy w MOPR – działu pieczy Zastępczej. Kursy prowadziły przesympatyczne P. Ewelina i P. Małgosia, a nasza grupa była fenomenalna i zgrana. Z tych szkoleń nauczyłem się bardzo dużo i zdobyłem nowe doświadczenia. Panie E i M między spotkaniami dały nam możliwość każdemu z nas opowiedzieć o swoich przykrych doświadczeniach i słuchały nas z sercem i wyrozumiałością. A nam było to uważam, że wszystkim potrzebne ,żeby wygadać się ze swoich problemów, a wszystko o czym opowiadaliśmy, zostało w naszej grupie i nie wychodziło z sali szkoleniowej. Wszyscy sobie zaufaliśmy.
    Odbywałem także praktyki w RODZINNYM DOMU DZIECKA – Małżeństwo, które prowadziło ten Dom , to im należy się Ogromny ukłon… Dla mnie są po prostu niesamowici ! Zaangażowanie, wsparcie, wyrozumiałość ,opanowanie … Z każdym z dzieci ,trzeba było pracować inaczej, bo każde z nich miało inny bagaż doświadczeń. Podziwiam tych wspaniałych ludzi.
    Dlatego po to jest mój wywiad,żeby dotarł do ludzi którzy mają przemyślenia i boją się podjąć właściwą decyzję…Jak widać , po mojej historii – Można ? MOŻNA!
    …A mój poprzedni los , jeszcze bardziej mnie wzmocnił i dał ducha walki.

Dodaj komentarz