Gracjan szuka domu.


Historia została dodana: 09-09-2018 r.
Ilość wejść: 805.

Redaktor/Autor: Halina Pytel – Kapanowska

pomogli Pomogli:

Gracjanowi nie dzieje się krzywda w jego rodzinnym domu dziecka (oficjalna nazwa: placówka opiekuńczo-wychowawcza typu rodzinnego), ale… ma uregulowaną sytuację prawną i mógłby być adoptowany, jeśli znalazłaby się odpowiednia rodzina.

Do wakacji Gracjan  był zdecydowanie najmłodszy pośród ośmiorga wychowanków, ale w czerwcu dołączył Miłosz też 9-latek i trzeba było podzielić na dwa wszelkie przywileje związane z byciem najmłodszym. Rywalizują codziennie o bycie najlepszym.  Na początku lipca całą rodziną byli na wczasach socjoterapeutycznych w  Myśliborzu. Jedną z największym atrakcji stanowiła wizyta w parku linowym. Tu dopiero Gracjan pokazał co potrafi. Wspinał się najwyżej i najszybciej. Udowodnił, że ma nie tylko zdolności sportowe, ale także odwagę i wytrwałość. Zdecydowanie w tych wspinaczkach był najlepszy!

Kiedy widziałam Gracjana podczas wakacji ubrany był w swoją ulubioną niebieską koszulkę  z napisem Mesi. Nic dziwnego, że lubi ją nosić, skoro przypomina słynnego piłkarza. Pojawił się na chwilę, napił się wody i dalej na podwórko z kolegami. „Żywe srebro!”

Nowy rok szkolny chłopcy rozpoczęli w innych szkołach, nie będą się więc spotykać  przez cały dzień, a tylko w domu. Może to i lepiej. Rywalizacji pewnie będzie mniej.

Gracjan jest uczniem drugiej klasy szkoły podstawowej. Będzie kontynuował naukę śpiewu w znanym chórze chłopięcym . Chętnie uczęszcza na te zajęcia. Nie ma tremy, jak poprosiłam go, żeby zaśpiewał piosenkę, bez zastanowienia zaczął śpiewać i naprawdę całkiem niezłe to było. O myszce. Spodobało mi się.

W czasie wakacji miał się zastanowić, czy woli dodatkowe zajęcia z karate czy piłkę nożną. Wybrał piłkę, chociaż na karate, też chętnie by chodził. Co tu dużo mówić, gdyby mógł, uczestniczyłby we wszystkich możliwych zajęciach sportowo- wokalnych, do  takiej aktywności zawsze jest pierwszy.

Gracjan ma uregulowaną sytuację prawną i mógłby być adoptowany, jeśli znalazłaby się odpowiednia dla niego rodzina.

Wierzę, że Gracjan znajdzie kochającą rodzinę, która da mu dom, miłość i bezpieczeństwo. I pomoże w tym opisanie jego historii, bo dzieci starszych szukających  domu nikt nie widzi, w Ośrodkach Adopcyjnych nie proponuje się ich, nie ustawia się po nie kolejka chętnych rodzin, a to właśnie te dzieci, świadome już swojej sytuacji najbardziej pragną własnego miejsca na świecie przy własnej mamie i tacie, już na zawsze. Historię Gracjana  przeczytało wyjątkowo dużo osób. Wśród nich kilka rodzin zainteresowało się i zgłosiło chęć adopcję starszego dziecka.

Jak Anna i Jan z niewielkiego miasteczka na południu Polski. Już dosyć dawno myśleli o adopcji dziecka we wczesnym wieku szkolnym. Kiedy Anna przeczytała o Gracjanie pomyślała, że nie można odkładać tej decyzji. To już czas. Trzeba działać!

Szybko umówili się na rozmowę w Ośrodku Adopcyjnym położonym najbliżej ich miejsca zamieszkania. – Rozmowa trwała prawie dwie godziny – zwierza się Anna. – Bardzo się baliśmy. Czułam jak rośnie mi klucha w gardle, kiedy odpowiadałam na pytania. Widziałam też, że i mąż bardzo się denerwuje.

Wypełnili potrzebne dokumenty, dowiedzieli się, że muszą przejść cały cykl szkoleń, co potrwa kilka miesięcy. Wszystko jest niezbędne, aby adopcja była możliwa. Anna cieszy się, że pierwsze „koty za płoty”, że na razie zostali zaakceptowani jako potencjalna rodzina adopcyjna. Za miesiąc spotkanie z psychologiem. To bardzo ważne. Już na samą myśl Anna jest bardzo podekscytowana, ale jednocześnie cieszy się, że będą mieli szansę porozmawiać o ważnych sprawach, zadać nurtujące ich pytania. W końcu to decyzja, która zmieni nie tylko ich życie, ale i małego dziecka, może Gracjana.

– Koleżanka przesłała mi link z tekstem o Gracjanie – mówi Anna. – Jak przeczytałam, to tak jakoś od razu zaiskrzyło. – Może my? – pomyślałam. I kiedy porozmawiałam z mężem zadecydowaliśmy, że zgłaszamy się do Ośrodka Adopcyjnego. Wiem, że musimy przejść całą procedurę i w efekcie nie wiadomo, które dziecko stanie się członkiem naszej rodziny. Po pierwszej rozmowie wiem, że nie mogę nastawiać się, że to będzie akurat Gracjan. Staram się więc myśleć spokojnie i racjonalnie, czas pokaże, czy to Gracjan będzie naszym dzieckiem. Wyciszam emocje. Zobaczymy. Teraz musimy skupić się na przejściu wszystkich wymaganych procedur. Krok po kroku.

Anna j Jan są małżeństwem od 19 lat. Mają osiemnastoletnia córkę, która obecnie uczy się w liceum w klasie maturalnej. Po maturze pewnie wyjedzie na studia do większego miasta. Akceptuje pomysł rodziców o adopcji. Było to z nią uzgodnione.

– Chcieliśmy mieć więcej dzieci, a kiedy się okazało, że jest tylko Kasia, zaczęliśmy myśleć o adopcji – kontynuuje Anna. – Pochodzimy z mężem z rodzin wielodzietnych i stwierdziliśmy, że warto choć jednemu, samotnemu dziecku dać dom. Nie zrealizowaliśmy do tej pory tego pomysłu, bo przeszkodą było małe mieszkanie i wyjazdy męża do pracy za granicę. Nadal wyjeżdża, ale już na krócej, na 2-3 tygodnie, a później tydzień lub dwa jest w domu. To już nie jest tak źle. Będzie się starał być na wszystkich spotkaniach w ramach naszego szkolenia, może tylko jedno lub dwa opuści. A poza tym kilka miesięcy temu rozpoczęliśmy budowę własnego domu. Będzie nieduży, ale znajdzie się tam miejsce i dla nas, i dla naszej córki i … dla naszego adoptowanego dziecka. Być może właśnie dla Gracjana. Może… Nie od nas wszystko zależy, więc nie chcę zbyt dużo myśleć.

Dom będzie nieduży, ale za to działka wokół bardzo obszerna. Anna lubi pracę w ogrodzie, więc się nie boi, że nie da rady.  – Jesteśmy już po czterdziestce, ale siły jeszcze są – śmieje się. – To i planów nie brakuje.

W tym nowym domu urządzi też pracownię dla siebie. Chce zająć się odnawianiem starych mebli, przerabianiem drewnianych palet na meble. Ma zdolności manualne, więc coś tam jeszcze wymyśli.

A najważniejsze, że w tym nowym wymarzonym domu zamieszkają już w czwórkę.

Anna marzy i wierzy, że marzenia się spełniają.

cdn.

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz