Gracjan 9 lat.


Data dodania: 09-09-2018 r.
Ilość wejść: 1 740.

Redaktor/Autor: Halina Pytel – Kapanowska

      Adoptowany decyzją sądu w grudniu 2019 r.

Gracjanowi nie dzieje się krzywda w jego rodzinnym domu dziecka (oficjalna nazwa: placówka opiekuńczo-wychowawcza typu rodzinnego), ale… ma uregulowaną sytuację prawną i mógłby być adoptowany, jeśli znalazłaby się odpowiednia rodzina.

Do wakacji Gracjan  był zdecydowanie najmłodszy pośród ośmiorga wychowanków, ale w czerwcu dołączył Miłosz też 9-latek i trzeba było podzielić na dwa wszelkie przywileje związane z byciem najmłodszym. Rywalizują codziennie o bycie najlepszym.  Na początku lipca całą rodziną byli na wczasach socjoterapeutycznych w  Myśliborzu. Jedną z największym atrakcji stanowiła wizyta w parku linowym. Tu dopiero Gracjan pokazał co potrafi. Wspinał się najwyżej i najszybciej. Udowodnił, że ma nie tylko zdolności sportowe, ale także odwagę i wytrwałość. Zdecydowanie w tych wspinaczkach był najlepszy!

Kiedy widziałam Gracjana podczas wakacji ubrany był w swoją ulubioną niebieską koszulkę  z napisem Mesi. Nic dziwnego, że lubi ją nosić, skoro przypomina słynnego piłkarza. Pojawił się na chwilę, napił się wody i dalej na podwórko z kolegami. „Żywe srebro!”

Nowy rok szkolny chłopcy rozpoczęli w innych szkołach, nie będą się więc spotykać  przez cały dzień, a tylko w domu. Może to i lepiej. Rywalizacji pewnie będzie mniej.

Gracjan jest uczniem drugiej klasy szkoły podstawowej. Będzie kontynuował naukę śpiewu w znanym chórze chłopięcym . Chętnie uczęszcza na te zajęcia. Nie ma tremy, jak poprosiłam go, żeby zaśpiewał piosenkę, bez zastanowienia zaczął śpiewać i naprawdę całkiem niezłe to było. O myszce. Spodobało mi się.

W czasie wakacji miał się zastanowić, czy woli dodatkowe zajęcia z karate czy piłkę nożną. Wybrał piłkę, chociaż na karate, też chętnie by chodził. Co tu dużo mówić, gdyby mógł, uczestniczyłby we wszystkich możliwych zajęciach sportowo- wokalnych, do  takiej aktywności zawsze jest pierwszy.

Gracjan ma uregulowaną sytuację prawną i mógłby być adoptowany, jeśli znalazłaby się odpowiednia dla niego rodzina.

Wierzę, że Gracjan znajdzie kochającą rodzinę, która da mu dom, miłość i bezpieczeństwo. I pomoże w tym opisanie jego historii, bo dzieci starszych szukających  domu nikt nie widzi, w Ośrodkach Adopcyjnych nie proponuje się ich, nie ustawia się po nie kolejka chętnych rodzin, a to właśnie te dzieci, świadome już swojej sytuacji najbardziej pragną własnego miejsca na świecie przy własnej mamie i tacie, już na zawsze. Historię Gracjana  przeczytało wyjątkowo dużo osób. Wśród nich kilka rodzin zainteresowało się i zgłosiło chęć adopcję starszego dziecka.

Jak Anna i Jan z niewielkiego miasteczka na południu Polski. Już dosyć dawno myśleli o adopcji dziecka we wczesnym wieku szkolnym. Kiedy Anna przeczytała o Gracjanie pomyślała, że nie można odkładać tej decyzji. To już czas. Trzeba działać!

Szybko umówili się na rozmowę w Ośrodku Adopcyjnym położonym najbliżej ich miejsca zamieszkania. – Rozmowa trwała prawie dwie godziny – zwierza się Anna. – Bardzo się baliśmy. Czułam jak rośnie mi klucha w gardle, kiedy odpowiadałam na pytania. Widziałam też, że i mąż bardzo się denerwuje.

Wypełnili potrzebne dokumenty, dowiedzieli się, że muszą przejść cały cykl szkoleń, co potrwa kilka miesięcy. Wszystko jest niezbędne, aby adopcja była możliwa. Anna cieszy się, że pierwsze „koty za płoty”, że na razie zostali zaakceptowani jako potencjalna rodzina adopcyjna. Za miesiąc spotkanie z psychologiem. To bardzo ważne. Już na samą myśl Anna jest bardzo podekscytowana, ale jednocześnie cieszy się, że będą mieli szansę porozmawiać o ważnych sprawach, zadać nurtujące ich pytania. W końcu to decyzja, która zmieni nie tylko ich życie, ale i małego dziecka, może Gracjana.

– Koleżanka przesłała mi link z tekstem o Gracjanie – mówi Anna. – Jak przeczytałam, to tak jakoś od razu zaiskrzyło. – Może my? – pomyślałam. I kiedy porozmawiałam z mężem zadecydowaliśmy, że zgłaszamy się do Ośrodka Adopcyjnego. Wiem, że musimy przejść całą procedurę i w efekcie nie wiadomo, które dziecko stanie się członkiem naszej rodziny. Po pierwszej rozmowie wiem, że nie mogę nastawiać się, że to będzie akurat Gracjan. Staram się więc myśleć spokojnie i racjonalnie, czas pokaże, czy to Gracjan będzie naszym dzieckiem. Wyciszam emocje. Zobaczymy. Teraz musimy skupić się na przejściu wszystkich wymaganych procedur. Krok po kroku.

Anna j Jan są małżeństwem od 19 lat. Mają osiemnastoletnia córkę, która obecnie uczy się w liceum w klasie maturalnej. Po maturze pewnie wyjedzie na studia do większego miasta. Akceptuje pomysł rodziców o adopcji. Było to z nią uzgodnione.

– Chcieliśmy mieć więcej dzieci, a kiedy się okazało, że jest tylko Kasia, zaczęliśmy myśleć o adopcji – kontynuuje Anna. – Pochodzimy z mężem z rodzin wielodzietnych i stwierdziliśmy, że warto choć jednemu, samotnemu dziecku dać dom. Nie zrealizowaliśmy do tej pory tego pomysłu, bo przeszkodą było małe mieszkanie i wyjazdy męża do pracy za granicę. Nadal wyjeżdża, ale już na krócej, na 2-3 tygodnie, a później tydzień lub dwa jest w domu. To już nie jest tak źle. Będzie się starał być na wszystkich spotkaniach w ramach naszego szkolenia, może tylko jedno lub dwa opuści. A poza tym kilka miesięcy temu rozpoczęliśmy budowę własnego domu. Będzie nieduży, ale znajdzie się tam miejsce i dla nas, i dla naszej córki i … dla naszego adoptowanego dziecka. Być może właśnie dla Gracjana. Może… Nie od nas wszystko zależy, więc nie chcę zbyt dużo myśleć.

Dom będzie nieduży, ale za to działka wokół bardzo obszerna. Anna lubi pracę w ogrodzie, więc się nie boi, że nie da rady.  – Jesteśmy już po czterdziestce, ale siły jeszcze są – śmieje się. – To i planów nie brakuje.

W tym nowym domu urządzi też pracownię dla siebie. Chce zająć się odnawianiem starych mebli, przerabianiem drewnianych palet na meble. Ma zdolności manualne, więc coś tam jeszcze wymyśli.

A najważniejsze, że w tym nowym wymarzonym domu zamieszkają już w czwórkę.

Anna marzy i wierzy, że marzenia się spełniają.

 08.12.2019                                      Adoptowany decyzją sądu w grudniu 2019 r.

Gracjan, nasze 5 dziecko z prawomocnym wyrokiem sądu orzekającym adopcję.

Muszę się przyznać, że w tym roku dostałam wyjątkowy prezent mikołajkowy: wiadomość, że dziewięcioletni Gracjan ma swój dom, mamę, tatę i starszą siostrę. To właśnie w przeddzień dnia Św. Mikołaja odbyła się rozprawa sądowa w mieście na południu Polski, na której zapadło postanowienie o adopcji Gracjana przez małżeństwo Anny i Jana. Poinformowała mnie o tym pani Mariola, która wraz z mężem prowadzi rodzinny dom dziecka w Szczecinie. To właśnie wśród ich wychowanków był Gracjan, którego poznałam w czerwcu 2018 roku. Najpierw napisałam o wszystkich dzieciach, o tym specyficznym, ciepłym i gwarnym miejscu.  Miesiąc później już tylko o Gracjanie, ponieważ akurat on miał uregulowaną sytuację prawną i mógł być adoptowany, jeśli znalazłaby się odpowiednia rodzina.

Pani Mariola nie miała nic przeciwko temu – jej zdaniem – rodzina adopcyjna jest lepszym rozwiązaniem, niż nawet najlepszy rodzinny dom dziecka.

– Bo, my musimy dzielić swoją uwagę na  ósemkę dzieci, a w rodzinie adopcyjnej przysposobione dziecko, najczęściej jest oczkiem w głowie stęsknionych rodziców i dalszych członków rodziny. Jest najważniejsze, wytęsknione, wyczekane, czego więcej emocjonalnie dziecku można życzyć. To są nieporównywalne warunki dla rozwoju każdego człowieka, mniejszego i większego, wiek nie ma znaczenia-  mówiła wtedy pani Mariola.

No i 14 lipca 2018 roku na naszym portalu ukazał się tekst „Gracjan szuka domu”, który przeczytała rekordowa, wielotysięczna rzesza ludzi. Wśród nich była też i Anna.

– Koleżanka przesłała mi link z tekstem o Gracjanie – opowiadała Anna, kiedy rozmawiałam z nią po raz pierwszy latem 2018 roku.

– Jak przeczytałam, to tak jakoś od razu zaiskrzyło. – Może my? – pomyślałam. I kiedy porozmawiałam o tym z mężem, zadecydowaliśmy, że zgłaszamy się do Ośrodka Adopcyjnego. Od dłuższego czasu myśleliśmy o adopcji dziecka we wczesnym wieku szkolnym, bo swoje dziecko już odchowaliśmy, a zawsze marzyliśmy o jeszcze jednym. I  kiedy Anna przeczytała o Gracjanie, pomyślała, że nie można odkładać tej decyzji. To już czas. Trzeba działać!

W Ośrodku Adopcyjnym kubeł zimnej wody na rozgrzane serca i głowy: „nie można nastawiać się, że będzie możliwa adopcja, akurat tego konkretnego dziecka” – usłyszeli. Przyjęli to z pokorą nie rezygnując z decyzji o przejściu wszystkich procedur i szkoleń, dających prawo do adopcji dziecka. Zrobią wszystkie szkolenia, przejdą wymagane procedury, jeżeli wszystko pójdzie dobrze dostaną kwalifikacje …

– i zobaczymy, czy Gracjan poczeka na nas.

Rozmawiałam z Anną systematycznie. Bardzo przeżywała spotkania z psychologiem, szkolenia, ale jednocześnie cieszyła się, że wraz z mężem zdobywają wiedzę, która ułatwi im w przyszłości adopcję dziecka. Starała się myśleć, że niekoniecznie będzie to Gracjan, ale jednak… śledziła losy dziecka, sprawdzała, czy jego sytuacja nie zmieniła się, czy nadal jest sam, czy nikt go nie odwiedza.  A kiedy obydwoje z mężem, kończyli zdobywanie uprawnień na rodziców adopcyjnych, bardzo się przeraziła, kiedy usłyszała, że ktoś jeszcze interesuje się adopcją Gracjana.  Głośno i oficjalnie przyznała wtedy, że jednak wciąż myślą o Nim i nie wyobrażają sobie, by go nie poznać.  W kwietniu tego roku (miesiąc przed skończeniem szkoleń) Anna pisała do mnie: „Wiadomość, że jest jeszcze jedna rodzina zainteresowana Gracjanem spędza mi sen z oczu. Mieliśmy się nie  nastawiać, ale jednak nastawiliśmy się na to, że to on będzie  z nami. To dla niego zaczęliśmy to szkolenie, to na niego czeka pokój w naszym domu. Wiemy, wiemy, że żebyśmy mogli być brani pod uwagę, jako kandydaci na Jego rodziców, musimy mieć wszystkie wymagane kwalifikacje, ale już za chwilę będziemy je mieli ”.

Na szczęście dostali szansę poznania Gracjana, co stało się latem 2019 roku. Jako ciocia i wujek pojawili  się w rodzinie Gierczaków. Nie chcieli od razu wkraczać jako potencjalni rodzice, chcieli, żeby może najpierw im się poprzyglądał, polubił, ale  chłopczyk od razu wiedział, że to nie przypadkowi ludzie. To ktoś bardzo ważny w jego życiu.

– Wypytywał, przeglądał się, oceniał  w końcu zdecydował i przy pożegnaniu zapytał ” kiedy znowu przyjdziecie?”.

– Będziemy za tydzień, u Ciebie, przyjedziemy na parę dni – padła odpowiedz. Klamka zapadła, już razem na zawsze.

 Szczęśliwa Anna informowała: „poznaliśmy Gracjana, jesteśmy na tak, bardzo szczęśliwi”.

Przyjazd do Szczecina to prawdziwa wyprawa, bo mieszkają daleko.

– Szybko zdecydowaliśmy się spędzić cały weekend w Szczecinie, żeby dłużej być z Gracjanem – wspomina Anna. To było pod koniec wakacji. Gracjan dostał zadanie pokazania Szczecina cioci i wujkowi.

– Bardzo się cieszył, że może nas oprowadzić po mieście – wspomina Anna. – Najbardziej podobały się nam Wały  Chrobrego. Byliśmy w kawiarni na lodach, w kinie na filmie wybranym przez Gracjana. Pokazał nam swoją szkołę, boisko, na którym trenuje piłkę nożną. To był niezapomniany weekend!

We wrześniu, chłopiec jeszcze w Szczecinie poszedł do szkoły, ale już w październiku pojechał do Anny i Jana i w tamtejszej szkole zaczął naukę. – Dość szybko zaadaptował się w nowym miejscu – mówi Anna. – Jest bardzo kontaktowy, daje się lubić. Szybko został zaakceptowany przez cała rodzinę i szkolną społeczność.

Jan pracuje za granicą i często wyjeżdża, ale w  tym pierwszym okresie pobytu Gracjana w ich domu, starał się być  z nim jak najdłużej, zakochał się w chłopcu, w swoim synu, praktycznie od pierwszego wejrzenia. Anna dużo szybciej.  Chodzili razem na wycieczki, nawet w góry. No i Gracjan został zapisany na zajęcia z piłki nożnej, jak w Szczecinie.

– Na święta jedziemy do mojej mamy – mówi Anna. – Będą to duże, rodzinne święta. Jestem przekonana, że Gracjan odnajdzie się wspaniale wśród nas.

Kiedy rozmawiałam z Anną przez telefon, Gracjan w drugim pokoju, bawił się zdalnie sterowanym samochodem, który dostał „od Mikołaja”. Podobnych prezentów, będzie jeszcze wiele, ale najpiękniejszy to ten jedyny i niepowtarzalny: MAMA, TATA – DOM. Już go dostał, na zawsze, na całe życie.

Na co dzień, z pewnością nie zabraknie problemów. Ale, są na to przygotowani i na pewno sobie z nimi poradzą. Bo przecież „zaiskrzyło” i stali się rodziną. Niech iskrzy!

cdn.

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz