Iwona i Ryszard Buczyńscy chcemy adoptować dziecko, a w zasadzie dzieci.


Data dodania: 12-10-2018 r.
Ilość wejść: 7 771.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli:

W życiu różnie się układa, przegapimy moment, inne sprawy uznamy za ważniejsze, wydaje się nam, że panujemy nad sytuacją, nad emocjami, nad priorytetami. Ale przychodzi taki czas, że przestaje być fajnie, że zaczyna być pusto, że nie wiemy po co tak gonimy, zaczyna brakować… zaczynamy się zastanawiać … trochę smutno nie wiedzieć czemu.

Ona ma 41, on 43 lata i komfortowe życie. Ustabilizowaną sytuację zawodową. Iwona od 11 lat jest przedstawicielem regionalnej, dużej firmy. Ryszard kominiarz przepracował ponad 8 lat w zawodzie, ale też szukał możliwości zarobku w Anglii, Norwegii w Niemczech, teraz już na stałe w Polsce w firmie produkującej meble. Mieszkanie duże 100 metrowe, piętro niżej brat Ryszarda z żoną, córkami i ojcem, którym się opiekuje. Parenaście kilometrów dalej w dużym domu siostra Iwony ze swoją rodziną, mężem i dziećmi. Żyją bardzo rodzinnie, przyjaźnie, blisko. Często spotykają się wszyscy u rodziców w pięknym domu nad jeziorem.  Małżeństwem są od 10 lat, znają się od 18. Takie „stare, dobre małżeństwo” rozumieją się bez słów, lubią być razem, mają dużo przyjaciół, aktywnie spęczają czas wolny, podróżują, ale…

– dzieci zawsze gdzieś koło nas się kręciły, a to córki brata mieszkające pod nami często zaglądają tutaj, a to dzieci mojej szwagierki. Pamiętam ten czas, kiedy siostra żony ze szwagrem wykańczali swój nowy dom. Musieli sprzedać stary i na czas jakiś przenieśli się do nas. Istny kołchoz się zrobił, bieganina, krzyki, wieczny bałagan, myśleliśmy, że do końca zrujnują nasze mieszkanie, ale dopiero jak się wyprowadzili powiało grozą. Cicho, pusto, nieswojo, dziwnie.

 

– na początku nie staraliśmy się o dziecko. Ja kończyłam studia, Ryszard wiecznie w rozjazdach, ale już długo przed ślubem przestałam się zabezpieczać. Chyba trochę chcieliśmy, żeby los za nas zdecydował, ale mijały lata i nic. Inne dzieci rosły na naszych oczach, a my mogliśmy tylko tęsknie je obserwować. Zdecydowaliśmy się nawet na in vitro. Przeszliśmy 2 próby, 3 już się nie podjęliśmy. Nie daliśmy rady psychicznie przechodzić po raz kolejny tego napięcia, oczekiwania, nadziei i w końcu rozczarowania i rozpaczy.

Zdecydowali się na adopcję. Poszli do Ośrodka Adopcyjnego, niepewni, wystraszeni, trochę zawstydzeni, chcieli się dowiedzieć jakie mają szansę, jakie warunki muszą spełnić, no poszli się rozejrzeć, zrobić rekonesans, ale potraktowano ich bardzo służbowo, wystraszono i w zasadzie zniechęcono do dalszych działań. Dziwnie się poczuli, trafili do instytucji i urzędników, a nie do miejsca, gdzie ważą się ludzkie losy, gdzie człowiek przychodzi z najintymniejszymi życiowymi dylematami. Porzucili myśl o przysposobieniu dziecka na długie 4 lata, ale natury nie da się oszukać, marzyli o dziecku cały czas.

– gdzieś, coś się przelało, siedliśmy którejś nocy  i długo rozmawialiśmy. Wracamy do adopcji, tym razem musimy zabrać się za to bardzo zdecydowanie i konsekwentnie, nie damy się wystawić za drzwi. Zmieniliśmy Ośrodek Adopcyjny na ten Stowarzyszenia Rodzin Katolickich w Szczecinie. Nawet się wcześniej nie umawialiśmy, wchodzimy pewni swojej decyzji, gotowi do walki i zdeterminowani, że tym razem nikt nas nie wygoni. Pytamy o procedury, o dokumenty. Wszystko nam wyjaśniono, dodając, że cały proces adopcyjny może potrwać 1,5 roku, a nawet dłużej w zależności od tego, kiedy będzie dla nas dziecko.  Ze 2 godziny trwała rozmowa, po czym pani pyta – no to jak, zakładamy teczkę?

– gorąco nam się zrobiło, patrzę na męża, myślę sobie ” przecież podjęliśmy decyzje, przecież po to tu przyszliśmy, czy to się teraz stanie? „. I słyszę, jak mój mąż spokojnie  mówi ” tak zakładamy”.

–  a jak zakładamy teczkę, to jak w każdej przyzwoitej instytucji najważniejsze jest wypełnienie formularza. Doszliśmy do punktu o oczekiwaniach wobec dziecka,  piszemy uczciwie – rodzeństwo do 11 roku życia. I w tym momencie nastąpiło poruszenie, pani która nas obsługiwała stwierdziła, że już nas kocha, że złota para im się trafiła i że w tym przypadku proces adopcyjny z całą pewnością nie będzie trwał tak długo!  Dzieci starsze zaproponują nam zaraz jak tylko przejdziemy całą procedurę adopcyjną i dostaniemy kwalifikacje na rodzinę adopcyjną. No i machina ruszyła!

Jak to najczęściej w takiej sytuacji bywa mimo, że do adopcji jeszcze długa droga na dzieci czeka cała rodzina, przyjaciele, znajomi i sąsiedzi. Po miasteczku niesie wiadomość, wszyscy kibicują, dopytują, życzą powodzenia i trzymają kciuki. I nieodmiennie powtarzane, już dawno powinni to zrobić, fajni z nich będą rodzice, warunki mają, czas dla dzieci mają, cierpliwości nauczyli się przy siostrzenicach i bratankach, a miłości starczyłoby dla całej grupy przedszkolnej, a nie tylko dla dwójki.

 

– ja nie wiem skąd wszyscy się dowiedzieli. Owszem nie ukrywamy tego, że zdecydowaliśmy się na adopcję, ale przecież nie chodzimy i nie krzyczymy, że rozpoczynamy procedury adopcyjne. Nagle odzywają się ludzie, którzy też mają adoptowane dzieci i służą w razie czego radą i pomocą, do mojej siostry dzwonią koleżanki i pytają, czy to prawda.

 

Iwona i Ryszard w czerwcu zgłosili się do Ośrodka Adopcyjnego, po wstępnej rozmowie z  pracownikiem ośrodka, po dopełnieniu podstawowych formalności pojechali na wakacje. Wrócili i ze zdwojoną siłą rozpoczęli procedury adopcyjne.

– najpierw rozmawialiśmy z psychologiem zupełnie ogólnie, o wszystkim  Po 3 tygodniach poproszono nas na testy psychologiczne . Siedzieliśmy nad nimi przeszło 2 godziny, w jednym zestawie było 280 pytań w kolejnym około 170. Odpowiadaliśmy na nie osobno, nie było można podejrzeć co mąż pisze. Pytania się powtarzały, tylko były inaczej sformułowane, nie mam pojęcia jak wypadłam. Po testach były rozmowy indywidualne z psychologiem. Najbardziej  interesowało go, dlaczego chcemy rodzeństwo. A my chcemy parkę, bo wydaje nam się, że jeżeli przyjdzie do nas dwójka dzieci, która razem przeszła najtrudniejszy czas w ich życiu, to będą się czuły bezpieczniej, będą się wspierały, bo to przecież będą już starsze dzieci, świadome. Potem był wywiad adopcyjny czyli wizyta pani z Ośrodka Adopcyjnego u nas w domu, trzeba było donieść pit za ubiegły rok, zaświadczenie od lekarza rodzinnego, że jesteśmy zdrowi, akty notarialne świadczące o naszej sytuacji mieszkaniowej, a Ośrodek  sam ściągnął z sądu zaświadczenie o niekaralności. Wszystkich formalności dopełniliśmy i teraz czekamy na szkolenie zaczyna się 13 października kończy 15 grudnia. Jak wszystko pójdzie dobrze, jak dostaniemy kwalifikacje na rodzinę adopcyjną rozpoczniemy chyba najtrudniejszy etap naszej drogi do dzieci … czekanie na nasze maluchy.

cdn.

 

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 12.

  1. Życzę powodzenia. Mam rodzinę która dawno temu adoptowało dziecko. Później chcieli jeszcze jedno lecz byli za starzy, bardzo żałowali że od razu nie wzięli dwójki lub trójki dzieci. Mieli super warunki i dobrzy wspaniali ludzie.Teraz cały proces adopcyjny jest bardzo długi. Życzę wytrwałości . Pozdrawiam
    🤗

  2. Trzymam za Was kciuki i czekam na dalszy ciąg.
    Coś czuję, że będziecie rodzicami trójeczki✊🏻
    My od roku jesteśmy rodzicami przecudownej czterolatki.

  3. Od 1.5 roku tworzymy szczęśliwą rodzinę 🙂 adoptowaliśmy z mężem dwie córeczki. Teraz mają 10 i 6 lat. Więc doskonale Was rozumiem… przechodziliśmy tą samą drogą… jestem taka szczęśliwa. Dziś kończę 39 lat i nie żałuje tej decyzji chociaż nie jest łatwo wychowywać dzieci z przeszłością po przejściach 🙂

Dodaj komentarz