Julka 9 lat i Daria … już jej mama.


Data dodania: 18-10-2019 r.
Ilość wejść: 2 646.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

       Adoptowana decyzją sądu z września 2019.

Julka prawomocnym wyrokiem sądu, jest prawowitą córką swojej adopcyjnej mamy.

A jak było…

Julka jest moja, boję się, że może jest gdzieś ktoś, kto też tak może o niej myśleć – mówi Daria – bardzo chciałabym być jej mamą.

Darii nie dało się wytłumaczyć, że nie mając szkoleń, kwalifikacji na rodzinę adopcyjną, nie ma najmniejszych szans na dziecko. Konsekwentnie powtarzała, że zrobi wszystko, co jest prawnie wymagane, aby móc adoptować Julkę.

– W życiu mam dużo szczęścia, ciężko na nie zapracowałam i teraz, też nie zamierzam czekać z założonymi rękoma. Może jeszcze tym jednym, jedynym razem mnie nie opuści. Z zapartym tchem śledziłam losy Pauliny, jak trafiła na swoich rodziców, jak ona czekała, a oni działali. I nagle pojawiła się  Julka. Spojrzałam na zdjęcie i wiedziałam, teraz moja kolej. Przez kilka minut przyglądałam się jej i dopiero wtedy pomału, uważnie przeszłam do tekstu. Każda informacja była ważna, wszystkie treści ukryte między wierszami, pamiętam moment, kiedy to czytałam. Był środek nocy,  a ja nawet nie w komputerze,  w telefonie czytałam o być może,  najważniejszym człowieku w moim życiu.

Daria, elegancka 42 latka z Kielc. Z wykształcenia specjalista do spraw zarządzania i marketingu, z zawodu dyrektor działu Go HoReCa i konferencje w jednej ze stołecznych dużych firm. Spokojna, uważna, zorganizowana i konsekwentna. Nie nie ma kwalifikacji na rodzica adopcyjnego.

– jeszcze nie mam, ale zrobię i to szybko. Rozpoczęłam już procedurę adopcyjną w szczecińskim Ośrodku Adopcyjnym „Mam Dom”.

– Bliżej Pani miejsca zamieszkania nie byłoby prościej, gdzie Kielce, a gdzie Szczecin?

– Obdzwoniłam pół Polski, dzwoniłam po Ośrodkach Adopcyjnych, po MOPR – ach, wszędzie tam, gdzie można zrobić szkolenie na rodziców adopcyjnych. Jedni proponowali kursy za 2 lata, inni prosili o zaświadczenie od ginekologa, że nie mogę mieć dzieci z powodów zdrowotnych i na nic zdawały się moje tłumaczenia, że jestem osobą samotną i  źle było by widziane, gdybym stanęła na ulicy i zaczepiała mężczyzn, prosząc o pomoc w zajściu w ciążę. Kolejne Panie tłumaczyły mi, że to fanaberia rozpoczynać procedurę adopcyjną dla dziecka, o którym przeczytało się w internecie, a już szczytem nietaktu jest pytanie o możliwość indywidualnego szkolenia pod potrzeby konkretnego dziecka i jego deficytów. Z mojej listy skreślałam po kolei te wszystkie miejsca, aż trafiłam na szczeciński Ośrodek Adopcyjny ” Mam Dom”. Swoją opowieść o sobie po tych kilkunastu prezentacjach zmodyfikowałam do godzinnego wywodu, skończyłam i słyszę ” sprawa nietypowa, zapytam panią dyrektor, czy możemy pomóc i oddzwonię”. Myślę, nawet się pani nie wysilała, żeby mnie zniechęcić, czy upokorzyć, po prostu niezawodne i jednoznaczne ” oddzwonimy”.  Po godzinie dzwoni  telefon ” Szczecin… zapraszamy…  każdego, kto chce przysposobić dziecko wysłuchamy i pomożemy”. Kuję żelazo póki gorące, kiedy mogę przyjechać? Słyszę, w przyszłym tygodniu. No proszę powiedzieć, czy ja nie mam szczęścia!

– I będzie Pani jeździła grubo ponad 600 kilometrów w jedną stronę, po to, żeby zrobić kurs na rodzica adopcyjnego.

– Oczywiście, a cóż to za wyrzeczenie. Kobiety potrafią leżeć miesiącami w szpitalu na podtrzymaniu ciąży, to ja nie mogę trochę sobie pojeździć.  Za to będę mogła jej kiedyś powiedzieć, że dzielnie o nią walczyłam, że musiałam bardzo się starać, żeby zostać jej mamą.

– Pani Dyrektor ( Joanna Kawałko, dyr Ośrodka Adopcyjnego Fundacji ” MAM DOM” w Szczecinie), powiem, wielki szacunek za tak życzliwe podejście do potencjalnego rodzica adopcyjnego.

– Jeżeli Pani Daria, przejdzie pomyślnie całą procedurę adopcyjną, to kolejne dziecko będzie miało dom. I nie ważne czy zaproponowane przez nas, czy „przeczytane” w pani artykule w internecie. Jeżeli jest to dziecko oficjalnie zgłoszone do adopcji i figuruje w Centralnym Rejestrze ze wszystkimi wymaganymi aktualnymi badaniami, to jeżeli jest tylko okazja, żeby mu pomóc, to od tego jesteśmy. Nie ma co zasłaniać się rejonizacją, terminami szkoleń grupowych, niestandardową prezentacją dziecka. Cel jest jeden, znaleźć dom dla dziecka.

– Czy taka procedura, szkolenia indywidualnego, to odstępstwo od normy?

– Absolutnie nie, na naszej stronie oficjalnie zapraszamy na szkolenia grupowe i indywidualne. I oczywiście nie tylko nasz Ośrodek może się tym pochwalić, w kraju inni, też tak szkolą.  Oczywiście wszystkich indywidualnie przeszkolić nie możemy, choć bardzo szkoda, wiadomo, ograniczenia kadrowo- finansowe, ale są przypadki, kiedy takie szkolenie jest zasadne i pożądane. Jeżeli mamy już konkretne dziecko i ludzi chcących go przysposobić, to oprócz całego materiału przewidzianego programem, staramy się też skupić na  tej indywidualnej relacji, na potrzebach dziecka, na jego deficytach, na jego możliwościach, na jego talentach. Staramy się przekazać potencjalnym rodzicom, jakie mogą napotkać trudności w wychowaniu tego konkretnego dziecka, gdzie mogą być blokady, jakie mogą być kryzysy i nauczyć ich, jak sobie z nimi radzić.  I najważniejsze, jest bezpłatne.

A Daria, precyzyjnie przygotowała się do wizyty w Szczecinie, przywiozła ze sobą listy poręczające od osób zaufania publicznego, z zakładu pracy. Jeśli tylko dostanie zielone światło na szkolenie, to dowiezie jeszcze listy poświadczające gotowość pomocy od swoich rodziców i siostry ze szwagrem. Jeśli tylko wszystko pomyślnie przebiegnie, Julka trafi do rodziny z tęsknotą jej wyczekującej.

– moja mama byłaby zachwycona, ma tylko jednego wnuka, 11 letniego syna mojej siostry, którego niemożliwie rozpieszcza. Julka młodsza, dziewczynka, łobuz… tak, łobuz będzie się mojej mamie dobrze kojarzył, bo ja jako dziecko, aniołem też nie byłam. W końcu będzie mogła powiedzieć… a widzisz jak to jest! … Julka jest nasza.

Daria przeszła wymagane szkolenia, uzyskała kwalifikacje. Trwało to dłużej niż zakładała, ale najważniejsze że je ma. Tego samego dnia poprosiła o możliwość poznania dziewczynki, w zasadzie prawie bez zaglądania do dokumentów dziecka.

– Po prawie 10 miesiącach, co mogłabym tam zobaczyć, co mogłoby mnie zniechęcić do dziecka. Ja drżałam tylko o to, żeby jakaś rodzina z pełnymi kwalifikacjami nie ubiegła mnie. Cały czas mnie na to przygotowywali, miałam tą świadomość, ale wierzyłam, że jak Julka jest moja, to opatrzność sprawi, że poczeka na mnie. Poczekała.

Od razu zgłosiła gotowość pojechania do dziecka i przedstawienia się.

– Moment, w którym zobaczyłam swoje dziecko, był chwilą w której uwierzyłam, że cuda się zdarzają, marzenia się spełniają, dobre anioły nade mną czuwają , ale … zostało najważniejsze, czy Julka zobaczy we mnie mamę. Tyle miesięcy marzeń, tyle planów z nią związanych, ja już nawet szkołę jej wybrałam, popytałam o ewentualnych korepetytorów, cała rodzina na nią czekała, a co będzie jak dziecko powie nie.  Była ostrożna, chyba nie dowierzała, że przyjechałam do niej, po nią. Pod koniec tej pierwszej wizyty spojrzałyśmy sobie w oczy i wiedziałam … jest moja. Jest moja!!! Dziękuję wszystkim, za tą drogę, którą przeszłam do Julki,  za euforię i przepłakane z niepokoju noce. Mam moje dziecko, warto było.

A jak skomentowali sprawę pracownicy Ośrodka Adopcyjnego … to jest jak bajka, takie rzeczy nie zdarzają się na co dzień …

cdn.

 

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 5.

  1. Bardzo się cieszę, że jest taki piękny finał. Wspaniała akcja, która daje szanse i dziecku i rodzicom ado, którzy jak widać czasem dopiero patrząc na konkretne dziecko biorą się do działania! Całym sercem popieram i jestem z Wami! Powodzenia!
    Oby więcej i częściej tych ogłoszeń! Dajecie ogromna szanse tym dzieciom na dom, rodzine i szczęście!

  2. Wspaniale że Julka ma mamę. Robicie kawał dobrej roboty pisząc artykuły o dzieciach. To wszystko napawa wiarą, że są cudowni ludzie na tym świecie.

Dodaj komentarz