Julka 9 lat.


Data dodania: 16-11-2018 r.
Ilość wejść: 7 203.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli: procedury adopcyjne w toku.

 

Julka ma 9 lat i przypomina powieściową  Pippi Langstrump, obdarte kolana, głowa pełna pomysłów i bardzo samotne, wrażliwe serce. Potrzebuje domu i rodziców tylko dla siebie, tam gdzie chodzi o uwagę, o uczucia jest zaborcza i waleczna. Wypchnie młodszych z kolejki do cioci kolan i tulenia, przyjmie każdą ilość tych przyjemności, choć wcześniej było to nie do pomyślenia, sztywniała jak tylko ktoś ją dotknął.  Dziś już się nie wstydzi, jej priorytety to bliskość, czyjaś uwaga skupiona na niej i potrzeba bycia ważną dla chociaż jednej, jedynej osoby. Zawsze była niewidoczna, pomijana, odtrącana, w najlepszym wypadku jedna z wielu.  Zrobi wszystko, zgodzi się na wszystko, przyrzeknie wszystko jeśli będzie choć cień szansy na mamę. Cały czas  krąży wokół mnie, kiedy ponownie przyjechałam do nich,  do Rodzinnego Domu Dziecka, dopytuje czy nie zapomniałam, czy napiszę o niej, jest przygotowana z rysunkami, z dzienniczkiem szkolnych ocen, może poszczęści się jej tak samo jak Paulinie?  Już widziała, jak po inne dzieci przyjeżdżają ludzie i zabierają je do swoich domów. Nie krzyczą, całują i tulą, zawsze wtedy przyglądała  się zafascynowana tym rytuałom.  Mama i tata szczyt jej marzeń.

Dziewczynka ma swoją trudną historię. W Rodzinnym Domu Dziecka jest od roku, choć powinna być tu przynajmniej od 3 lat, bo to wtedy Sąd Rodzinny zastanawiał się nad zabraniem jej z domu.  Szkoda, wielka szkoda, że tak się nie stało, zawsze to lepiej zostać zabraną, niż być oddaną. Gdyby przyszła szybciej wszystkie zaniedbania byłyby już  zapomnianą historią. Ma rodzinę biologiczną, która dostawała setki szans na opiekę nad nią, z żadnej nie skorzystali. Są domy nie do końca dobre, są rodziny, które są rodzinami tylko z nazwy. Są miejsca z których należy jak najszybciej uciec, jeśli nie chce się powielić losu poprzedników. Są postawy, których nie wolno naśladować, nie należy ich podpatrywać, nie powinno się wiedzieć, że istnieją.

– Kiedyś, jeszcze na początku jej pobytu w Domu Dziecka, przyszła odwiedzić ją matka. Tak, ma odebrane prawa rodzicielskie i mimo, że nigdy nie występowała do sądu o możliwość widywania się z córką, pozwoliłam na to spotkanie. Siadła na przeciwko Julki i powiedziała jej, że przyszła się pożegnać i żeby Julka nie zmarnowała szansy, jaką teraz ma u nas. Żeby przenigdy nie wracała tam skąd przyszła, że gdyby ona miała kiedyś taką możliwość, gdyby ktoś zainteresował się nią, jak była mała i chciał pomóc, to może teraz jej życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Dla niej jest już za późno, ale Julka ma szansę. Wyszła i nigdy więcej nie wróciła. Powiem, mocne to było, pięciu groszy bym za nią nie dała, ale ten jeden raz stanęła na wysokości zadania.

Ojciec Julki to porządny człowiek szybko zorientował się jaki los czekałoby go w tej rodzinie. Spakował się i wyjechał za granicę. Ma nową rodzinę, dzieci, pracę, od razu sam zrzekł się praw rodzicielskich do Julki, żeby jej nie blokować, żeby miała szansę na lepsze życie. Regularnie płaci alimenty, ale nigdy nie chciał zabrać do siebie, czy choćby zobaczyć się z dzieckiem, a ona nie tęskni za nim, nie zna go.

Julka, kocha zwierzęta zwłaszcza konie, za alimenty które dostaje od ojca ciocia zapisała ją na jazdy  konne do pobliskiej stadniny. Jest szczęśliwa mogąc obcować z tymi dużymi zwierzętami, sprząta stajnie, oporządza konie, a jazda to już czysta przyjemność. Tam się wycisza, znajduje spokój i ukojenie, ufa zwierzętom.

– Do Domu Dziecka przyszła ładna „dzika” dziewczynka,  pogubiona, zraniona, walcząca, krzyczała, przeklinała, była agresywna, śliczne, szare oczy ciskały błyskawice, nie umiała czytać i pisać, mimo swoich 8 lat. Stanęła w drzwiach z torbą pełną lekarstw. Pytam ” a na co te lekarstwa”, mała była mi w stanie powiedzieć tylko tyle, że babcia dawała jej te czerwone tableteczki, takie same, jakie jadła mama.

Ile i czego zjadała po innych, tego nie wiadomo. Ciocia zakasała rękawy i ruszyła do boju o dziecko. Zaczęła od przebadana Julki, wyniki były, aż nader zadawalające, dziecko zdrowe, wrażliwe, z dużym potencjałem, ale pracy, żeby wyprowadzić dziewczynkę na prostą sporo. Szkoła,  pierwszy rok uczyła się w systemie nauczania indywidualnego, żeby w spokoju i maksymalnie szybko nadrobić zaległości, przychodzili nauczyciele z placówki, opiekunowie zatrudnili dodatkowo korepetytorów, prywatnie. Udało się. W tym roku Julka uczy się już normalnie z innymi dziećmi w klasie integracyjnej, ciężko to było załatwić, bo przecież nie ma orzeczonej  niepełnosprawności, ale tylko taka klasa daje gwarancję spokojnej pracy. Julka wcześniej  bardziej nie chodziła niż chodziła do szkoły, ciężko jej było przystosować się do ograniczeń, do dyscypliny, do narzuconego rytmu szkoły, a  świadomość, że nie radzi sobie, że znowu jest najgorsza tylko potęgowały frustrację dziecka.

– Rok, jeden rok i mamy przed sobą, no może jeszcze nie aniołka, ale na pewno, wyciszoną, mającą swoje pasje i marzenia dziewczynkę. Bardzo stara się nie tylko w domu, ze szkoły też słychać pochwały i uznanie, są pierwsze piątki i nawet szóstka się trafiła. Pojawiają się ukryte wcześniej talenty, Julka pięknie maluje dawniej jej prace były ciemne, ostre, dziś to paleta jasnych barw. Nie sposób się nie uśmiechnąć, porównując rysunki tego samego dziecka, które powstały na przestrzeni paru, no parunastu miesięcy. Tu nie trzeba badań, czy konsultacji lekarskich, żeby wiedzieć, że do środka zaczęło docierać ciepełko, a dziewczynka łagodnieje i dostrzega, że świat bywa też dobrym miejscem i co najważniejsze ona umie w nim funkcjonować.

Jest bardzo wrażliwa, przeżyła odejście do adopcji Pauliny i małej 2-letniej Oli. Czekała na wizyty przyszłych rodziców Oli, jakby co najmniej do niej przyjeżdżali, zahipnotyzowana przyglądała się jak ludzie tulili i całowali małą, z nią nikt, nigdy tak nie postępował, nie mogła się nadziwić, że tak mocno i oficjalnie można okazywać miłość. Ona zawsze była straszona, że oddadzą, że zostawią, że nie zasługuje na nic, a już na pewno nie na bliskość, chociaż  zaraz sama usprawiedliwia starszych, tłumacząc, że pewnie oni, tak samo jak ona, nie wiedzieli, że dziecko można całować. Dawniej by się buntowała, że też tak chce, dziś tęsknie czeka wierząc, że i ona doczeka się kogoś, kto stanie w drzwiach i powie „czy tu mieszka nasza córeczka?”. Rozpływa się w atmosferze spokoju i akceptacji. Jest plastyczna jak mało kto, a klucz do niej to bliskość i akceptacja.

– Zanim zamknęły się drzwi za Pauliną, jej jedyną przyjaciółką w Rodzinnym Domu Dziecka, bo reszta to maluchy, chwilę pochlipała po czym wzięła sprawy w swoje ręce. Natychmiast zajęła łóżko należące dotąd  do koleżanki, tak na wszelki wypadek, bo nigdy nie wiadomo co sprawiło, że Paulina znalazła swoich rodziców. Zdecydowała, że będzie postępowała i zachowywała się tak jak starsza koleżanka, wiele wcześniej rozmawiały, wie, że musi bardziej się postarać, pokazać jaka naprawdę jest, bo Paulina mówiła, że dobra z niej dziewczynka i ciocia też tak mówi.  Tak będzie grzeczna i sama będzie siadała do lekcji, musi pomóc cioci, żeby ta mogła znaleźć i dla niej mamę.

Julka czeka i wierzy…

cdn.

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 21.

  1. Proszę przekazać Julce że jest cudna i niech wierzy bo marzenia się spełniają 😍
    nie mogę adoptować ale mogę być ciocia i zapraszam na odwiedziny do nas do Szwecji 😍
    może mogłaby z ciocia przyjechać .mam też Julke córke
    i mogłyby zostać koleżankami .
    pozdrawiam serdecznie 🌹🌺❤

  2. Cóż, staramy się z mężem o adopcję, jeszcze długa droga przed nami, ale taka istota jak Julka byłaby dla nas idealna… Może kiedyś…
    Powodzenia, Julka, uda się Tobie… musi…

  3. My z mężem zaczynsmy drugie podejście do Adopcji. Jesteśmy małżeństwem które może dać wielką miłość i wyrozumiałość… Naszym powołaniem jest zrobic wszystko aby na naszej drodze znalazło się dziecko, które pokochamy i ono nas pokocha. Wracając do Julii to ciesze się, że ma takie zainteresowania i hobby…. Jeśli szczęście teraz bedzie łaskawe dla nas przejdziemy kwalifikacje adopcyjna to wszystko zrobimy aby może poznać ta niezwykła dziewczynkę …
    Pozdrawiam Julię

  4. Drodzy opiekunowie Julki i ty Juleczko!!!Odkad przeczytalam Twoja historie moje serce zwariowalo,nie ma dnia zebym nie myślala o Tobie😍Pragnelabym dac Tobie najpiekniejszy dom pełen milosci ciepla .Chcialabym byc Twoja mamusia kochana i jedyna.Zamieszkalabys z nami w kraju tulipanow w duzym domu z dwoma pieknymi psami.Mialabys starszego brata.Wiem ze proces adopcji jest dlugotrwaly ale jesli bede miala jakakolwiek szanse zebys zostala moja coreczka to poczekam.Pozdrawiam goraco i przesylam milion buziakow.😍😍😍Monika

  5. Julcia tak mocno jak Ty marzysz o swoich rodzicach to, ja tak zawsze marzyłam o takiej własnie córeczce jaką Ty jesteś. I chociaż niestety moje marzenia nie zostaną już nigdy spełnione to, Ty Jula napewno znajdziesz swój wymarzony domek, mamę i tatę. Jesteś wspaniałą, śliczna i dzielną dziewczynką.Nie da się Ciebie nie kochać. Trzymam mocno kciuki za Ciebie. I chociaż nie znam Cię osobiście, to pozostaniesz na zawsze w moim sercu. Bądź zawsze tak radosna i uśmiechnięta jak na tym zdjęciu.😀😍😘

  6. Prawdziwy koszmar dla dziecka ze strony rodziców i ze strony prawnej ponieważ aby przejść tzw. kwalifikacje adopcyjne to chyba prędzej syzyf wtoczy kamień pod górę.
    Oczywistą sprawą jest że rodzina adopcyjna musi zostać prześwietlona dogłębnie lecz cały proces to całe mnóstwo opóźnień a także niepotrzebnych formalności .
    I w tym całym procesie cierpi najbardziej tak cudowne dziecko jak Julinka !!!
    Serce mi pęka kiedy widzę jak cudowna dziewczynka cierpi i bardzo chciałbym jej w moim domu,lecz nawet
    nie wiem jak zacząć taką procedurę,mamy już starszego syna i zawsze pragnąłem mieć jeszcze córeczkę i
    miała się nazywać właśnie Julia lecz niestety nie udało się.
    Kochana Julinko nie wiem czy mogę tylko powzdychać aby mieć tak cudowną córeczkę jak ty czy to możliwe abyś na zawsze zamieszkała w moim domu i w moim sercu z kochającą ciebie nad wszystko rodziną ? Sam już nie wiem co jest możliwe !
    Tak bardzo marzę o takiej córeczce jak ty ! czy to możliwe abyś ty stała się częścią naszego życia ?
    Nie wiem co zrobić i gdzie znaleźć odpowiedź.
    Bóg jeden raczy wiedzieć .
    Przypuszczam że już jesteś w rodzinie o której tak bardzo marzysz,ponieważ tak wielki skarb każdy pragnie
    mieć u swego boku.
    Z miłością w sercu cudowna Juleczko pragnę aby stał się cud i aby Dobry Bóg sprawił abyś stała się naszą częścią !!!💖

    1. Panie Kazimierzu, żeby spełnić marzenie trzeba trochę pomóc losowi. W Pana przypadku tym pierwszym krokiem powinno być zgłoszenie się do najbliższego Ośrodka Adopcyjnego i dowiedzenie się, czy macie szanse na adopcję dziecka, dalej pracownicy Ośrodka pokierują. Julcia, jest jeszcze w Rodzinnym Domu Dziecka …

      1. Dziękuję Pani Ewo za wskazówki .
        Mamy umówione spotkanie w placówce w Białymstoku na ustalenie naszych predyspozycji .Proszę trzymać za nas kciuki,bardziej za mnie ponieważ jestem
        inicjatorem tego cudownego przedsięwzięcia 👍

  7. Pani Ewo napotkałem pierwszą przeszkodę aby zaadoptować cudowną Juleczkę to jest moja żona =)
    Mnoży w sobie obawy typu ; czy da sobie radę,czy Julinka zaakceptuje nas,czy zapewnimy jej wszystkie warunki,tłumaczę jej że już mamy syna i jemu zapewniliśmy wszystko czego potrzebował i jeszcze więcej,ponieważ był i jest tak kochany przez nas że trudno to opisać i tak bardzo zadbany.
    Ja bez wahania mam tyle miłości w sercu że jestem pewien że Julinka była by przy nas bardzo szczęśliwa i
    myślę że żona gdyby ją tylko zobaczyła to serce by się uwolniło od obaw i zwyczajnie by zniewoliło by ją
    pragnienie miłości przez Julinkę bo tego najwięcej jej potrzeba a jeśli jest miłość to nie ma mowy o smutku czy przykrości lub zaniedbaniu w miłości człowiek czyni tyle dobra ile jest w stanie.
    Myślę że warunki mamy przyzwoite,mamy własne mieszkanie,dom w zaawansowanej budowie i
    możliwość rozwoju w sporcie tak szkole jak kluby sportowe jakie są w naszym mieście.
    Mam prośbę aby pani napisała kilka słów od siebie w kierunku mojej żony aby zneutralizować jej obawy.
    Ja jestem w stanie pokonać trudności które napotkam po drodze a nawet dobrze jeśli się napotyka trudności to człowiek ma okazję wykorzystać pokłady swojej inteligencji aby pokonać napotkane problemy.
    A ja wierzę że Julinka jeszcze pomnoży naszą miłość wielokrotnie i uczyni cudowną przygodę życia dla nas wszystkich.Jestem świadomy że czas ucieka i Cudowne dziecko Julinka tak ogromne szczęście nas ominie
    i będzie mi szkoda że nie mam udziału w tym szczęściu.
    Serdecznie pozdrawiam
    Kazimierz

    1. Julii nie można odwiedzić w Domu Dziecka. Osoby zainteresowane adopcją dziecka muszą się zgłosić do najbliższego, albo po prostu wybranego Ośrodka Adopcyjnego w Polsce i tam rozpocząć normalną procedurę adopcyjną.

  8. Mamy z mężem ukończony kurs adopcyjny od prawie pięciu lat jesteśmy rodzicami cudownej Marysi, więc formalnie jesteśmy gotowi… Rozumiem że w takim wypadku będzie możliwe spotkanie i ewentualne pokierowanie nas w kierunku dalszego postępowania

  9. W związku z brakiem odpowiedzi, zadaję kolejne pytanie, czy każdy ośrodek adopcyjny w Polsce ma szczegółowe informacje na temat Juli??

Dodaj komentarz