Justyna 12 lat, Darek 11 lat i Adam 9 lat.


Data dodania: 05-03-2019 r.
Ilość wejść: 6 522.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

         Adoptowani decyzją sądu pod koniec sierpnia 2019 r. 

3 dzieci i to nie najmłodszych, czy mają szansę ? Mają, wierzę, że mają.                       Dla Justyny, Darka i Adama nie trzeba rodziców gotowych na wyzwania, poświęcenie i ciężką pracę, nie trzeba będzie chodzić po lekarzach, czy „świecić oczyma” na wywiadówkach. Te dzieci wystarczy kochać, a one będą już wiedziały jak wypełnić dom radością. Justyna marzy o mamie, takiej która zawsze będzie po jej stronie, dla której będzie ważna, dla której będzie dzieckiem i która choć w części zdejmie  z niej obowiązek troski o braci.  Darek marzy o ojcu, którego nigdy nie miał, a który będzie autorytetem dla tego bardzo bystrego chłopca, któremu będzie można uwierzyć, że nie zostawi, że będzie zawsze, nawet jak chłopak już samodzielnie będzie zdobywał świat. A Adam chce być tam gdzie siostra i brat, jego dom zawsze będzie tam gdzie będą oni, obiecuje kochać tych , których pokocha rodzeństwo. Te dzieci nie mają problemu z więzią, od nich można się uczyć relacji w rodzinie, a przykładu nie mieli żadnego.

Mają mamę, której nie widzieli już bardzo dawno. Adam, najmłodszy ma jeszcze ojca, który mimo, że pracuje  w tej samej wsi w której obecnie mieszkają dzieci, mimo, że codziennie przejeżdżał pod oknami Domu Dziecka, nigdy nie wstąpił przywitać się z synkiem, nawet nie pomachał z okna samochodu .. . ale, wtedy zawsze była Justyna, przytuliła, pogłaskała, zajęła zabawą i mały już nie czeka, już nie stoi w oknie, już go nie chce, najbardziej martwi go to, że  zapomina, jak wygląda mama, bo przecież mama powinna być ważna. Świat jest dziwny i niesprawiedliwy, przecież nie sprawiają kłopotów, dobrze się uczą, starają się, są chwaleni, lubiani, uczynni, a mimo to tak niepewna czeka ich przyszłość. Martwią się, bo dopóki są w Domu Dziecka jest dobrze, ale za parę lat będą musieli stąd odejść, a wszędzie dookoła dopadają je zmory przeszłości. Tak bardzo chcieliby stad uciec, najdalej jak się da.

– To bardzo dobre dzieci, takie nie placówkowe. Przyszły do nas 3 lata temu. Tu u nas na wsi wszyscy się znają,dzieci do szkoły jednym autobusem jeżdżą, nieraz im dokuczają, że z biudla są. Nieraz przez okna zaglądają i potem nasze dzieci pytają jakie u nas święto było , że wszyscy przy stole siedzą, a my po prostu posiłki razem jemy, tak na co dzień. Ale wie pani, najśmieszniejsze jest to, że dokuczają te z rodzin u których radiowóz policyjny często bywa, gdzie dzieci ledwo z klasy do klasy przechodzą, bo tam gdzie dom normalny, gdzie z dzieckiem się rozmawia, gdzie normalny system wartości, to tam wrogości, czy niechęci nie ma. I tak to dzieciom tłumaczę, dokucza, znaczy, że to u niego w domu coś nie gra, trzeba współczuć, a nie odpowiadać tym samym. Chociaż Darek czasem wyrywał się bronić dobrego imienia rodzeństwa.

– na początku było najgorzej, ale teraz już jest spokój, bo nas znają,byli u nas tu w domu, wiedzą, że jest dobrze i fajnie.

Justyna jest w 6 klasie szkoły podstawowej. Matkuje chłopakom, a oni słuchają jej. Jeszcze długo po przyjściu do Domu Dziecka, a miała wtedy niespełna 9 lat, dyskretnie sprawdzała, czy chłopcy dobrze do szkoły ubrani, czy śniadanie zjedli, czy plecaki spakowane należycie. W szkole jako 9 letnie dziecko potrafiła chodzić do nauczycieli i dopytywać, jakie mają oceny, czy coś muszą nadrobić, czy są grzeczni. Jak coś w jej mniemaniu nie grało,  obiecywała nauczycielom, że się tym zajmie i więcej złe zachowania się nie powtórzą i konsekwentnie pilnowała braci. Sporo czasu minęło zanim pozwoliła sobie stać się z powrotem dzieckiem i teraz jest wchodzącą w nastoletni wiek, odpowiedzialną, dobrze uczącą się dziewczynką ze średnią na poziomie 4, dużo poniżej jej możliwości i bardzo dobrym zachowaniem. Jest nastolatką z całym bagażem, przynależnym do tego wieku, ze swoimi marzeniami, koleżankami, sekretami, pierwszymi zauroczeniami. Bardzo ciepła, pomocna w domu, sama garnie się do prac kuchennych, oferuje swoją pomoc mimo , że w domu są też starsze dziewczyny. Lubi czytać, dużo czyta, jest stałym klientem miejscowej biblioteki, bo lubi te papierowe wydania książek. Bardzo otwarta.  Potrzebuje bliskiego kontaktu, jak ma go za mało sama przyjdzie przytuli się, poprosi o rozmowę, o czas tylko dla niej. Umie rozmawiać, otwarcie mówi co jej w duszy gra, nie wstydzi się mówić o sobie, o swoich problemach. Słucha i analizuje. Pięknie się uśmiecha i wszystkie dzieciaki w szkole do niej lgną.

Darek uczeń 5 klasy szkoły podstawowej. W zeszłym roku średnia na czerwony pasek, ale zachowanie tylko dobre i świadectwo z wyróżnieniem przeszło obok nosa. Chłopak bardzo to przeżył i założył sobie, że ten rok zakończy jak należy z pochwałą na środku auli, gratulacjami od dyrektora itd. Bardzo, bardzo mądry i zdolny dzieciak, wielu pasji, interesuje go cały świat, wszystkiego chciałby dotknąć, poczuć, spróbować. Bardzo twórczy, w tym dobrym tego słowa znaczeniu. Manualnie niezwykle sprawny, wymyśla rzeczy, które nam do głowy nawet nie przychodzą. Nic w domu się nie marnuje, Darkowi wszystko się przydaje, rolka po zużytym papierze toaletowym, karton po mleku.

– kiedyś chciałam wyrzucić stary sweter, zapytał czy może i wziął go. Uszył z niego kosmetyczkę dla Justyny, ale jaką… sama mogłabym taką mieć, Justyna nie rozstaje się z nią. W zeszłym roku był etap gitary, bo muzyka to miłość Darka, w tym magia pochłonęła go całkowicie.  Za pieniądze, które uzbierał chodząc z księdzem po kolędzie kupił sobie zestaw magika, na You tube wiecznie ogląda sztuczki karciane, ze znikaniem przedmiotów, ze sznurkami. No mógłby tym już na życie zarabiać, naprawdę nieźle mu to wychodzi.  Tak jak Justyna, lubi czytać, założył sobie nawet zeszyt, streszcza w nim przeczytane książki i do tego opatruje je własnoręcznie wykonanymi ilustracjami. Powstają kolejne małe dzieła.

Darek jest też ministrantem w kościele, służy do mszy, chodzi po kolędzie i… jeździ na parafialne wycieczki. Ostatnio był w Licheniu parę dni.

– I wcale mu nie przeszkadzało, że był to wyjazd dla starszych kobiet z wioski, bardzo dobrze się wśród nich czuł. Panie miały spore zapasy smakołyków domowej roboty i oczywiście częstowały go, więc  naprawdę znakomicie się znalazł wśród nich. Do tej pory zagadują mnie „jak się ma ten mały, grzeczny, wiecznie uśmiechnięty chłopiec co do mszy w niedziele służy”, dobrze, że nie widziały go na przerwie z chłopakami.

Darek kocha towarzystwo i z wzajemnością , rówieśnicy bardzo go lubią, godzinami gania z przyjaciółmi po okolicy na rowerze, wracają zziajani i szczęśliwi.

Gdyby ktoś docenił potencjał tkwiący w tym chłopcu i mądrze nim pokierował, to Darek ma wszelkie predyspozycje do tego, żeby zajść w życiu naprawdę wysoko.

Adaś 3 klasista. To on jest najbardziej pokrzywdzony, najdotkliwiej odczuwa porzucenie, odrzucenie… w rodzinnym domu jako najmłodszy i jako biologiczne dziecko partnera matki był hołubiony. To jemu wolno było być w tym samym pokoju co rodzice, to on dostawał cukierki i nie wolno mu było dzielić się nimi z rodzeństwem, on nigdy nie dostał od ojca, czego nie można powiedzieć o mamie , Justynie i Adamie. Aż dziw, że rodzeństwo go nie znienawidziło, a zawsze wręcz chroniło, tłumaczyło i wybaczało. Jak zostali zabrani z domu to on najbardziej płakał i tylko Justyna mogła go uspokoić. Do tej pory jak siostra wyjeżdża na zieloną szkołę, musi brata długo zapewniać i obiecywać, że na pewno wróci, a mały i tak płacze i jest niespokojny.

– Tylko Adam ma drobne kłopoty zdrowotne, nosi okulary, chociaż lekarz mówi, że wszystko wraca do normy i już niedługo je zdejmie. No i ma minimalną wadę wymowy,  takie śmieszne, słodkie, francuskie „R” chodzi na zajęcia z logopedą, ale nie jestem przekonana, czy to się powinno korygować, jest charakterystyczne i ładne.

W szkole Adaś jest średniakiem i leniuszkiem, lekcje zrobi, jak mu się każe i przypilnuje, sam z siebie zapomni i z zawstydzeniem spuści głowę. Jest wyjątkowo empatyczny, zawsze pomoże słabszemu i pokrzywdzonemu. W klasie jest dziewczynka, która ma indywidualne nauczanie, wszystkie dzieci od niej stronią, niektóre nawet dokuczają, a nasz Adaś zawsze stoi obok niej, koleguje się z nią i broni, zawsze może na niego liczyć. Lubi szaleć na podwórku, lubi jeździć na rowerze i chodzić na basen.

Stary dom dzieci był smutny, brudny, na co dzień alkohol i przemoc, fizyczna i psychiczna. Od zawsze pod nadzorem  kuratora, od pojawienia się pierwszego dziecka wszelkie służby odpowiedzialne na rodzinę przyglądały się bacznie, kontrolowały w końcu powiedziały dość. Dzieci umieszczono w Państwowym Domu Dziecka, mieszkały tam 1,5 roku. Już wtedy rodzice mieli odebrane prawa rodzicielskie, ale babcia, ciocia i mama odwiedziły parę razy  więc więzi nie zostały jeszcze zerwane i dzieci nie otrzymały gotowości do adopcji. Po przeniesieniu do Rodzinnego Domu Dziecka, kontakty z rodziną biologiczną urwały się… mama przez te 3 lata była raz i o ten jeden raz za dużo. Dzieci już wiedzą, już nie chcą… nie ma na co czekać, nic się nie zmieniło i nic się już nie zmieni.

– najlepsze dla nich byłoby gdyby mogły stąd wyjechać , jak najdalej i na zawsze. Nieraz jak jedziemy po zakupy czy do lekarza, albo zwyczajnie na wycieczkę, przejeżdżając obok swojego starego domu odwracają głowy, wstydzą się , chcą zapomnieć. Wtedy były małe, teraz zdają sobie sprawę w jakich warunkach i z jakimi ludźmi żyły. Nie wyobrażam sobie, jakby miały tutaj chodzić do szkół średnich, albo wrócić tu w momencie, kiedy będą musiały się usamodzielnić.

Dzieci powolutku zapominają, odcinają się od przeszłości.

– byłam jedyną dziewczyną w domu to starałam się trzymać z mamą, taty naszego nie znaliśmy,  ale mama nigdy nie stanęła w mojej obronie, tyle razy mnie okłamała, nie dotrzymała słowa, nie starała się o nas, żebyśmy do niej wrócili nie wiem czy mnie lubiła. Za nikim nie będę tęskniła, zapomnieli o nas wszyscy.

– nie chcę myśleć, że to był nasz dom. Tam są teraz okna powybijane, jakimiś kartonami zasłonięte, a i tak mama ma nakaz eksmisji, będzie musiała się wyprowadzić, ale dokąd nikt nie wie. Jak jeszcze tam mieszkaliśmy, marzyłem tylko o jednym, żeby mama rozstała się z ojcem Adasia, chciałem , żeby ten pan się wyprowadził.

Za każdym razem, każdego roku, dzieci które u nas mieszkają jeżdżą do swoich domów na święta, a my zawsze zostajemy z naszą kochaną 3, a przecież w okolicy ich rodziny nie brakuje. Tak bardzo bym chciała, żeby zmieniły otoczenie, żeby nie musiały codziennie przerabiać tego bólu, za każdym razem jak wychodzą z domu, chodzą tymi samymi ulicami, mijają znajome domy których drzwi dla nich są zamknięte, stary by tego nie zniósł, a co dopiero wrażliwe dzieciaczki. Ostatnie badania potwierdziły dzieci w 100% są gotowe do adopcji, tylko czy dla nich nie jest za późno, czy znajdą się ludzie… to ich jedyna szansa,szansa, że nie pogrążą się w przeszłości, bo same nie zdołają stąd uciec.

20.09.2019    Adoptowani decyzją sądu z sierpnia 2019.

Justyna, Darek i Adaś już pełnoprawni członkowie, zakochanej w nich rodziny z południa Polski. To nasze pierwsze dzieci z zakończoną procedurą adopcyjną, które znalazły kochający dom. Wiem, że wszyscy patrzyli z niedowierzaniem, kiedy jechałam do rodzinnego domu dziecka, żeby poznać i przedstawić 3 nastoletniego rodzeństwa.  A potem był telefon.

– Pani redaktor, czy ktoś stara się o To rodzeństwo? Za parę dni kolejny telefon.

– Pani redaktor, cały czas myślimy o Tych dzieciach…,

– Pani redaktor, już jesteśmy zdecydowani, ale musimy się z tym jeszcze przespać. Jak za tydzień nie zmienimy decyzji, to wtedy proszę przesłać naszego maila do Ośrodka Adopcyjnego dzieci. Dopóki w 1000 % nie będziemy pewni, tak na całe życie, nieodwracalnie,  na zawsze, to nie chcemy robić zamieszania.

Zgoda, oczywiście zgoda. Choć tak bardzo, chciałam już przekazać sprawę Ośrodkowi Adopcyjnemu…

Po kolejnym  tygodniu.

– Pani redaktor, chcemy się starać o To rodzeństwo, mamy wrażenie, że to nasze dzieci, Justynka do mnie podobna, a Darek to skóra z męża ściągnięta. Chcieliśmy młodsze dziecko, ale na to, może przyjdzie czas później, dziś chcemy powalczyć o Justynkę, Darka i Adasia, co musimy teraz zrobić, żeby rozpocząć procedurę, my oczywiście mamy wszystkie wymagane szkolenia i kwalifikacje na rodziców adopcyjnych.

– Musicie Państwo zgłosić się do Waszego Ośrodka Adopcyjnego, który w Waszym imieniu będzie rozmawiał z Ośrodkiem Adopcyjnym, który opiekuje się dziećmi. Ja ze swojej strony przesyłam naszą korespondencję do Ośrodka Adopcyjnego dzieci i dalej, już Ośrodek będzie się z Państwem kontaktował. Machina ruszyła. Rozpoczęła się mozolna praca Ośrodków Adopcyjnych. Jedni przypatrują się, sprawdzają jeszcze raz potencjalnych rodziców, mimo, że ci mają wszystkie wymagane kwalifikacje,  drudzy z  detektywistyczną dokładnością analizują dokumenty dzieci i dobrze, i tak powinno być, ważą się losy wielu, bardzo wielu ludzi, nie tylko 3 stęsknionych dzieci i ich potencjalnych rodziców. Szczególne podziękowania należą się Ośrodkowi Adopcyjnemu „Mam Dom ” w Szczecinie, ogrom pracy wykonali, żeby się nie pomylić, żeby być pewnym, że to właśnie ten dom, ci ludzie są rodzicami ich dzieci. Krok po kroku, etap po etapie rodzice zbliżali się do dzieci, dzieci czuły, że coś się dzieje, choć oczywiście do ostatniej chwili nie wiedziały, że chyba będą miały dom , swój dom, a Adaś będzie miał w końcu takie samo nazwisko jak brat i siostra.

A jak to wyglądało z perspektywy dzisiejszych już rodziców rodzeństwa?

– Przeczytałam artykuł, pomyślałam fajne dzieciaki, szkoda, że takie duże. Następnego dnia wróciłam do niego, przemknęło mi, że pasowałyby do nas. Potem poprosiłam, żeby mąż przeczytał, powiedział fajne, ciekawe, czy ktoś się po nie zgłosi? Tak chodziliśmy przez parę dni. Dojrzewaliśmy, napiszemy, zapytamy, przecież to jeszcze nie ostateczna decyzja.

– Byliśmy świeżo po szkoleniu, po kwalifikacjach, po wszelkich wymaganych procedurach. Jak my teraz powiemy w swoim Ośrodku Adopcyjnym, że zgłaszaliśmy gotowość przyjęcia 2 małych dzieci, a rozważamy adopcję 3 nastolatków, wygonią nas, zabiorą kwalifikacje.

– Napisaliśmy, że może, że jeszcze nie wiemy, że się zastanawiamy. Jedyne co wiedzieliśmy na 100% to to, że ostateczną decyzję musimy podjąć przed ewentualnym spotkaniem z dziećmi. Jak już pojedziemy, to po dzieci, a nie poznać dzieci i dopiero potem decydować. Są za duże, żeby pokazać się, porozmawiać i wyjechać mówiąc „nie, jednak nie”. Nie wyobrażaliśmy sobie takiej sytuacji, musiał nam wystarczyć opis i zdjęcia dzieci z artykułu, no i oczywiście dokumentacja i to co mogli nam powiedzieć w Ośrodku Adopcyjnym dzieci. Reasumując dojrzewaliśmy do decyzji, dyskutowaliśmy, nie spaliśmy. W końcu tak się dopasowywaliśmy do dzieci, że doszliśmy do wniosku, że przecież są nawet do nas podobne. No i machina ruszyła.

Paulina 33 lata, parę dni temu obroniła pracę doktorską z technologii żywności. Z wykształcenia technolog żywienia, ale i pedagog. Pracuje w dużej międzynarodowej firmie chemicznej.

Kamil 34 lata też technolog żywienia. Kierownik w firmie produkującej żywność.

–  Pierwszego spotkania, to nawet dokładnie nie pamiętam, tak byliśmy zdenerwowani. My dzieci znaliśmy, no chociaż tyle co ze zdjęć, z artykułu, z dokumentów z Ośrodka Adopcyjnego, wiedzieliśmy do kogo jedziemy, wiedzieliśmy kogo się spodziewać, w zasadzie już zakochani, już zdecydowani, już z podjętymi decyzjami, a one zobaczą 2 obcych ludzi, co będzie jak nas nie zechcą.

– Jesteśmy otwartymi ludźmi, wesołymi, może aż za bardzo, ale wtedy na pewno nie było nam do śmiechu.

– Szczęśliwie dzieci nas zaakceptowały. Też były zdenerwowane, nie wiedziały, że my już podjęliśmy decyzję, były przekonane, że dopiero im się przyglądamy i od tej wizyty będzie zależała ich przyszłość. Są takie chwile w życiu, kiedy człowiek wie, że od teraz wszystko już będzie inaczej.

– Po tej pierwszej wizycie, co tydzień, przez 3 miesiące( bo wszyscy zdecydowali, żeby dzieci skończyły dotychczasową szkołę, żeby nie zmieniać  im szkoły miesiąc czy dwa przed wakacjami, normalnie ten pierwszy okres trwa dużo krócej)  jeździliśmy więc do nich ponad 400 kilometrów w jedną stronę i odwoziliśmy je po 2 dniach. Potem po decyzji sądu, zabraliśmy je już na stałe do domu. Po 2 miesiącach wspólnego mieszkania, odbyła się pod koniec sierpnia ostatnia, końcowa rozprawa adopcyjna. Jesteśmy rodziną.

– Dodam, że przez te 3 miesiące, kiedy odwoziliśmy dzieci do rodzinnego domu dziecka, codziennie dzwoniliśmy do nich i rozmawialiśmy z każdym po kilkadziesiąt minut. Myślę, że nikomu tak nie zależało na jak najszybszym przekazaniu nam dzieci, jak ich dotychczasowym opiekunom. Nie dość, że już wiadomo, że dzieci oddają, to jeszcze mieli nas co tydzień na karku, a potem permanentnie zablokowany telefon.

– Bardzo się cieszyłam, że mają taki dobry kontakt. Widziałam, jak dzieci czekały na te telefony, no, ale żeby godzinami, przed snem, każdemu z osobna, takim dużym koniom, bajki na dobranoc przez telefon czytać – mówi pani Renata, były już opiekun prawny rodzeństwa. Na początku obawialiśmy się, że tacy młodzi, czy dadzą sobie radę z 3 nastolatków, ale bardzo szybko okazało się, że ten ich wiek okazał się wielkim atutem. Nam już nie starczyłoby siły, żeby ciągać się z nimi po parkach linowych, trampolinach, czy innych takich, a oni nie dość, że dali radę, to widać było, że sprawia im to nie mniejszą radość niż dzieciakom. Bardzo, ale to bardzo spodobało nami się, że przyjechali z już gotowym pomysłem na tą swoją nową rodzinę. Okazali się mądrymi, odpowiedzialnymi ludźmi z ogromnym dystansem do siebie i świata. Po pierwszej wizycie wiedzieliśmy, że to idealni kandydaci dla naszej trójeczki. Na wstępie powiedzieli nam, że od momentu, kiedy przedstawią się dzieciom, to już ich nigdy nie zostawią.

Jestem przeszczęśliwa, 3 rodzeństwa i to w sumie nastolatków, w ciągu miesiąca od ukazania się artykułu znalazła rodzinę. Miałam kiedyś pod opieką też 3 rodzeństwa, młodszego, udało się znaleźć rodzinę, ale oczywiście za granicą, wyjechali do Stanów Zjednoczonych. W Polsce, wyzwanie praktycznie nie do zrealizowania mimo, najszczerszych działań Ośrodków Adopcyjnych. Trzeba było widzieć dzieciaki po pierwsze w momencie, kiedy mówiłam im, że przyjeżdżają do nich ludzie, którzy zakochali się w opowieści o nich. Ja chyba wtedy, po raz pierwszy widziałam tak naprawdę, szczerze, pełną buzią i oczyma uśmiechniętego Adasia. Wszyscy staliśmy zafascynowani tym, że chłopczyk umie się śmiać. Darek był kompletnie spakowany do przeprowadzki, gdzieś po miesiącu wizyt rodziców u nich. Justyna dopinała sprawy na miejscu, wszystkim opowiadała o swoim nowym życiu, takim już na zawsze.

Pod konie sierpnia odbyła się końcowa sprawa adopcyjna Justyny, Darka i Adasia.

Rodzeństwo już z nowym nazwiskiem od 1 września poszło do nowej szkoły. Chciałoby się napisać ” i żyli długo i szczęśliwie”, ale wrócimy jeszcze do nich, za jakiś czas.

cdn.

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 15.

    1. Żebyśmy mogły porozmawiać, proszę wejść na historię dzieci, na końcu tekstu wejść w zakładkę „Chcę Pomóc” i tam pisać, odpowiem natychmiast.

  1. Wierzę, że szybko znajdą rodziców i dom oraz że są gdzieś pary, które czekają na rodzeństwo.
    My czekaliśmy z mężem długo na młodsze rodzeństwo. Jednak po przeczytaniu kilku artykułów tutaj o starszych dzieciach, które szukają rodziców, przemyśleliśmy swoją decyzję i teraz wiemy, że nie trzeba się bać, że dzieci są starsze, że nas nie pokochają, bo pamiętają biologiczne rodziny.
    Dzięki swej decyzji, pojawił się chłopak 11lat, uśmiechnięty, z mnóstwem pomysłów w głowie, na początku był tylko na święta i nikt nie przypuszczał, że skradnie nasze serca na zawsze, a my jego. Teraz wiemy, że zmiana decyzji była rozsądna i słuszna.
    Wiem, jak wiele par czeka na dzieci, proszę zauważcie i dajcie szanse tym starszym…

    1. Pani Kasiu bardzo dziękuję za ten komentarz, serce boli jak widzi się ile super dzieciaczków, nigdy nie będzie miało szansy na normalne życie, na spokojny dom i kochających rodziców tylko dlatego, że są starsze i nie ma ich komu przedstawić.

  2. Zakochalam sie w tej trojce od pierwszego wejrzenia ❤️, juz ich widze w naszym domu ❤️ Niestety obawiam sie ze mimo tak ogromnych pokladow milosci nie mam szans na ich adopcje 😒 mam dwoje doroslych dzieci i mnostwo miesjca w sercu dla tej trojki, nie mam pewnie szans na adopcje 😢 czy w jakis sposob moglabym im pomoc? Sama jestem osoba adoptowana i czuje potrzebe odwdzieczenia sie losowi za wszystko co mnie w zyciu spotkalo ze strony wielu osob, ktore uczestniczyly w procesie adopcji, poczawszy od rodzicow dzieki ktorym jestem kim jestem, ale tez wszystkich ktorzy pomogli mi w zyciu. Gdzie te dzieciaki sa, a jakiej czesci Polski?

    1. Pani Moniko, jeśli Pani nie zapyta to nie będzie wiedziała czy ma szanse czy nie na adopcję. Dzieci w Rodzinnym Domu Dziecka mają zapewnione wszystko i inna pomoc poza WŁASNYM DOMEM nie jest im potrzebna. Szukamy kochającej rodziny.

      1. Rozumiem, bardzo dziękuję za odpowiedź, która nie przesądziła jeszcze moich szans na adopcję tych cudnych dzieci. Proszę o informację gdzie i kogo mam pytać o szczegóły. W konkretnym Ośrodku Adopcyjnym czy w najbliższym w miejscu zamieszkania? Bardzo dziękuję za pomoc, pozdrawiam serdecznie Monika

        1. Pani Moniko, proszę pod historią dzieci wejść w zakładkę „Chcę pomóc” i tam napisać , a ja natychmiast Pani odpowiem.

Dodaj komentarz