Karolina Sawka 25.02.2017


Data dodania: 25-02-2017 r.
Ilość wejść: 455.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

Gdy dwoje młodych ludzi, zakochanych, wykształconych, zawodowo spełnionych czeka na dziecko, cały świat się do nich uśmiecha. A i oni z głowami pełnymi marzeń śmiało patrzą w przyszłość. Żadnemu z nich nie przychodzi do głowy, żeby się przebadać, po co, przecież są zdrowi, a zresztą, gdyby były wątpliwości,  może nie zdecydowaliby się na dziecko, gdyby jakieś wcześniejsze badania, jakieś usg wskazywało, że coś jest nie tak, może szukaliby pomocy wcześniej …  tymczasem Karolina to cały ich  świat, szczęście, duma i wszystko to co czują kochający rodzice. A ona, piękna, niezwykle bystra, empatyczna młoda kobieta, czy wolałaby …. nie być, nie istnieć, mimo wszystko kocha życie, mimo wszystko jest szczęśliwa z małymi przerwami na smuteczki, łzy, ból i poczucie niesprawiedliwości, też ma głowę pełną marzeń, planów… jeśli tylko zdrowie pozwoli…  

Dziecko rodzi się o terminie, z normalna wagą,  mama w „przelocie” widzi malucha,  głowa, ręce, nogi są, tradycyjnych paluszków nie zdążyła przeliczyć,  ale gdy pyta czy wszystko w porządku, lekarz tylko macha ręką i dziecko zabierają. Następnego dnia zamiast córeczki przyszła pani doktor, nie miała dobrych wieści . 

–  Achondroplazja, choroba kryjąca 50 odmian, naszemu dziecku przypadła w udziale ta najgorsza, dysplazja kręgosłupowo – nasadowa, wersja postępująca, z definicji nie rosną kości długie, a cała reszta rozwija się normalnie, wszystkie organy wewnętrzne. Nie umiano nam powiedzieć jak dziecko będzie się rozwijało, ani fizycznie, ani intelektualnie, zresztą nie miało to specjalnie znaczenia, ponieważ nikt nie przewidywał długiego życia. I w tej kwestii lekarze też nie byli zgodni od paru dni do kliku miesięcy, tyle miała żyć nasza córeczka. Jak wszyscy rodzice dzieci niepełnosprawnych rozpoczęliśmy bój najpierw o życie, potem o zdrowie Karolinki. Kliniki, szpitale, lekarze w Polsce i całej Europie. Byliśmy młodymi, normalnymi ludźmi na starcie, 20 parę lat temu, przy zamkniętych granicach, szukać pomocy dla tak ciężko chorego dziecka naprawdę nie było łatwo. Do Paryża, do Kliniki która kompleksowo zajęła się Karoliną i podjęła się jej zoperowania jeździliśmy pożyczonym od obcych ludzi samochodem. Zdarzyło się, że transportowaliśmy dziecko  helikopterem pogotowia lotniczego, bo transport tradycyjny był zbyt niebezpieczny,  a każde kolejne urodziny świętowaliśmy jak zwycięstwo w wielkiej bitwie. Malutka Karolina rosła nieświadoma swojej inności.

 

 

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz