Karolina Sawka kończy studia.


Data dodania: 29-09-2017 r.
Ilość wejść: 804.

 Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

–  Wszystko zaczęło się od praktyk studenckich, 120 godzin. Nie wchodziło w grę wybranie przypadkowego miejsca, teoria teorią, ale na praktykach musiałam sprawdzić, czy to co gra mi w duszy w rzeczywistości nie przerośnie mnie. Mimo, że bólu, cierpienia, łez sama doświadczyłam w nadmiarze, to też naoglądałam się sporo ich na szpitalnych korytarzach, na których spędziłam połowę mojego życia. Ale ze śmiercią nie obcowałam. Zgłosiłam się do hospicjum dla dorosłych.

Wiele osób odradzało mi to miejsce twierdząc, że sobie nie poradzę, że to przecież taka ciężka i dołująca praca, że niepotrzebnie sobie życie utrudniam. Nie lubię takiego gadania.  Zazwyczaj mówili tak ludzie, którzy słowo „hospicjum” znają jedynie ze słownika i z relacji innych. Tak jak postanowiłam, tak zrobiłam. I była to najlepsza decyzja, jaką ostatnio podjęłam.

Nie było łatwo. Widziałam wiele różnych chorób, związanych z nimi deformacji ciała, widziałam łzy cierpienia, grymas bólu, ulgę chwilę przed śmiercią. Siedziałam ponad pół godziny w ciasnym pomieszczeniu, gdzie leżał pan, który zmarł kilkanaście minut wcześniej, a ja byłam przy jego rodzinie, trzymając ich za rękce i starając się pocieszyć.

I właśnie ta praca z rodzinami pacjentów była najtrudniejsza. Jak wesprzeć kobietę, której mąż jest w agonii? Co powiedzieć?  Jak pocieszyć córkę, której mama jest w coraz gorszym stanie, z dnia na dzień gaśnie w oczach? To trudne pytania, na które do dziś nie znam odpowiedzi. Siedząc przy tych ludziach, rozmawiając z nimi, czasem zwyczajnie milcząc, nie zastanawiałam się nad tym wszystkim reagowałam tak jak podpowiadał mi instynkt. Każda chwila była dla mnie inna, nowa, wyjątkowa. Każdą musiałam zrozumieć, wczuć się w sytuacje zarówno rodziny, jak i pacjenta. Często intuicyjnie wiedziałam, co należy powiedzieć, czego dana osoba ode mnie oczekuje. W takich momentach bardzo pomagała mi książka Elizabeth Kubler-Ross, której fragmenty zagnieździły mi się w głowie już chyba na zawsze. Forma dialogu autorki ze studentami/pielęgniarkami/pracownikami społecznymi, tak bardzo przypadła mi do gustu, że czerpałam z tej pozycji tyle, ile byłam w stanie.

Mimo różnych trudności, wielokrotnie powstrzymywanych łez, czy potrzeby późniejszego rozładowania emocji i napięcia, to były jedne z najważniejszych tygodni w moim życiu.

Kiedy starsza pani nie zmienia mimiki twarzy w kontakcie z innymi osobami, a uśmiecha się tylko na mój widok, spojrzenie pełne wdzięczności umierającej kobiety, którą trzymam za rękę, żeby czuła się bezpiecznie, słowa podziękowania od rodziny, która twierdzi, że byłam dla nich wielkim wsparciem i bardzo pomogłam im przejść przez ten trudny okres – to są momenty bezcenne, których nie da się opisać w kilku słowach, to chwile, których nigdy nie zapomnę.

Satysfakcja z takiej pracy jest zdecydowanie tym, czego będę szukała w życiu zawodowym.

Za parę dni Karolina broni pracy magisterskiej z psychologii na wydziale Humanistycznym  Uniwersytetu Szczecińskiego. ” Poziom samooceny, a satysfakcja z życia u wolontariuszy”. Miała się bronić w lipcu, ale wyniki i sama tematyka wypadły na tyle interesująco, że promotorzy poprosili o pogłębienie tematu i może będzie  z tego coś więcej niż tylko praca magisterska. Wielce to prawdopodobne, bo Karolina wszystko robi na najwyższym poziomie.

Sama jest od 2 lat wolontariuszką udzielającą się w Hospicjum św. Jana Ewangelisty na szczecińskim Golęcinie i w Schronisku dla Bezdomnych.

 

–  Do Schroniska poszliśmy w ramach zaliczenia przedmiotu na studiach, wyjście było nieobowiązkowe, poszła połowa roku, zostałam tylko ja. Uwielbiam być w obu tych miejscach. Zawsze dobrze czułam się wśród ludzi chorych, samotnych, zagubionych lubię kręcić się koło nich, rozmawiać, słuchać, rozumiem ich i nie nie wywołują u mnie smutku. W końcu duża część mojego życie to ciąg szpitali, bólu, ograniczeń, wiem jak to jest, wiem co czują, wiem jak się boją, znam to w związku z tym, kto jeżeli nie ja. No i o ironio, moja niepełnosprawność na coś się przydaje, jestem bardziej wiarygodna, jestem prawdziwa, jestem namacalnym przykładem, że należy walczyć, wierzyć, nie poddawać się. Dzięki swojej historii mogę być dobrym motywatorem dla ludzi, którzy tu i teraz nie widzą dla siebie nadziei, nie widzą ratunku.

cdn.

 

Cała historia Karoliny Sawki w zakładce HISTORIE.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz