Karolina Sawka magister psychologii.


Data dodania: 07-04-2018 r.
Ilość wejść: 1 522.

Redaktor/Autor:  Ewa Juchniewicz

Karolina Sawka magister psychologii. „Poziom samooceny, a satysfakcja z życia u wolontariuszy” praca magisterska pisana trochę na bazie własnych doświadczeń, obroniona na 5, a to dopiero początek. Dziewczyna, która miała nie dożyć swoich pierwszych urodzin właśnie rozpoczyna karierę zawodową, a znając intelekt i pracowitość Karoliny, można być pewnym, że zajdzie daleko.  Karolina nie zna słów nie można, nie dasz rady, nie dla ciebie. Mimo swoich 98 cm wzrostu, kości strawionych osteoporozą jak u 80 – latki, właśnie teraz mówi o sobie

– jestem osobą spełnioną, gdyby tak zostało, gdyby choroba nie postępowała, to nie byłoby źle. Co ja mówię, byłoby bardzo dobrze.

Tyle energii może mieć tylko zachłanny życia, młody człowiek. Pytając Karolinę, co dalej, to tak jakby otworzyć worek pełen marzeń, które w jej wydaniu, są po prostu skonkretyzowanymi planami z datą realizacji.

– Od września zaczynam kolejne 5-letnie studia w Poznaniu. Chcę zrobić specjalizację w Wielkopolskiej Szkole Psychoterapii w nurcie integracyjnym. W zasadzie chciałam specjalizować się w nurcie egzystencjalnym, bo bardziej łączy się z moją wymarzoną psychoonkologią, ale jednak nurt integracyjny jest zdecydowanie pojemniejszy, więc niech tak zostanie. Będę studiowała zaocznie, zajęcia raz w miesiącu, bardzo mi to odpowiada, bo przecież ja pracuję!!!

– Sama będziesz jeździła do Poznania na uczelnię ?

– Nie, z koleżanką z roku, ona też planuje robić tam specjalizację. Będzie raźniej i bezpieczniej zwłaszcza, że to nie 2 czy 3 wyjazdy, a całe 5 lat. Trochą się najeździmy, ale kiedy jak nie teraz ! Na razie jestem psychologiem, a za parę lat, jak wszystko pójdzie zgodnie z planem będę psychoterapeutą. 

Za planami Karoliny trudno nadążyć, choć mówi ” lubię spokój życiowy”, to działania i jej aktywność absolutnie temu przeczą.

– Większość ludzi kończąc studia idzie do pracy i to najchętniej do pracy w wyuczonym zawodzie. Bo, po co inaczej te wszystkie lata nad książkami, sesje, egzaminy. Ja chciałam tak samo. Pracę dostałam jeszcze zanim się obroniłam . Zgłosiłam się do Urzędu Miejskiego w Szczecinie, do biura informacji dla osób niepełnosprawnych z pytaniem , czy nie wiedzą czegoś o jakiś programach, grantach, o instytucjach chcących zatrudniać niepełnosprawnych i poszczęściło mi się.  Skierowali mnie do Towarzystwa Walki z Kalectwem. Tak swoją drogą nie znoszę tej nazwy. Od razu poszliśmy tam z tatą i okazało się , że „spadłam im z nieba” nie mieli u siebie psychologa i zatrudnili mnie praktycznie z marszu. Do domu wróciłam niemalże z angażem. Oczywiście, na początku byłam na stażu, teraz jestem już zatrudniona na umowę o pracę, na stałe.

Karolina jest w swoim żywiole, prowadzi warsztaty psychologiczne dla Klubu Seniora i osób niepełnosprawnych. Ma swój gabinet, w którym przyjmuje ludzi na indywidualne konsultacje, proszących o pomoc, o rozmowę. W soboty biegnie jako wolontariuszka do Hospicjum dla Dorosłych im św. Jana Ewangelisty w Szczecinie, a wracając stamtąd zawsze zahacza o Schronisko dla Bezdomnych.

– Chodzę tam od pokoju do pokoju, przysiadam na korytarzu, pytam, rozmawiam, jestem, nie spieszę się .

Tylko do Schroniska dla Zwierząt  nie może wejść.

– To by mnie zupełnie rozwaliło psychicznie. Wiem, że trzeba, wiem, że powinnam… ale nie mogę, na to miejsce, jestem za słaba psychicznie i chylę czoła przed tymi wolontariuszami, którzy regularnie są przy tych psiakach, wychodzą z nimi na spacery, bawią się, głaszczą, przytulają, wielki szacunek.

W tym cudownym pędzie życia wydawać by się mogło, że Karolinie brakuje czasu tylko na chorowanie. Nie użala się nad sobą, nie doszukuje, czy gdzieś, coś nie strzyka, choć nie należy do najzdrowszych.

– No nie, zdrowa to ja na pewno nie jestem. Ostatnio musiałam nawet wezwać karetkę pogotowia, bo byłam sama w domu i nikt nie mógł mi pomóc. Niby banalne sprawy urologiczne, a mimo to przetrzymali mnie prawie 2 tygodnie. Nikt nie pomyślał, że przy moim wzroście, przy mojej budowie ciała powinnam dostać cewnik dziecięcy, poszli po metryce i dostałam ten dla dorosłych i wtedy dopiero zaczęłam poważnie chorować. Ale to już było, to już historia. Teraz jest fajnie, teraz jest dobrze i oby nic się nie zmieniło.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz