Laura jestem uparta i konsekwentna.


Data dodania: 12-11-2019 r.
Ilość wejść: 805.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

Zaliczyłam 4 rok i jestem studentką 5 roku dietetyki na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie. W tym roku bronię tytułu magisterskiego i koniec, koniec studiów. Wcześniej wydawało mi się, że te 5 lat, to pół życia,  że nie wiem, czy skończę, bo po drodze, tyle może się wydarzyć, a tu proszę jak zleciało. Owszem dużo się działo, w końcu musiałam się sama utrzymać, uczyłam się, a w weekendy pracowałam po 14 godzin. Nie  było do kogo pójść się poskarżyć, że ciężko, że się nie chce. Usamodzielniłam się z pieczy zastępczej instytucjonalnej,  … ale to mnie tylko zahartowało, zmobilizowało. Wiedziałam, że mogę liczyć tylko na siebie i jak się potknę, to nikogo to specjalnie nie obejdzie.  Największym i w zasadzie jedynym wsparciem,  okazał się mój facet i moja siostra. Cały czas mi kibicowali, cały czas wspierali i zachęcali, w chwilach zwątpienia, czy zmęczenia mówili, jeszcze trochę, dasz radę, no i dałam radę.  Kończę normalne dzienne studia, dostałam , urządziłam i sama utrzymuję moje 33 metrowe mieszkanko, nie mam problemu z rachunkami, czy bieżącymi potrzebami. Stać mnie na wakacje i jedzenie od czasu do czasu na mieście. Jestem z siebie dumna, wszystko osiągnęłam sama. Jeden krok bliżej do zrealizowania marzeń. Szczęściu, dobremu losowi, trzeba trochę pomóc, nie lubię czekać, że coś stanie się jakimś zrządzeniem losu. Ja swój los mam we własnych rękach i nikomu go nie oddam.

Część wakacji przeznaczyłam na badania potrzebne mi do napisania pracy magisterskiej. Chciałam to zrobić podczas wakacji, żeby teraz w trakcie roku nie musieć tak gonić ze wszystkim. Przebadałam 60 osób,  z każdą z nich musiałam omówić wyniki badań. Trochę czasu mi to zajęło, ale gdybym tego nie zrobiła w czasie wolnym, teraz musiałabym z czegoś rezygnować. W wakacje dużo też pracowałam, musiałam zmienić samochód, bo jest mi niezbędnie potrzebny. Bez samochodu, z przynajmniej połowy rzeczy musiałabym zrezygnować. Mówią , że czasu nie można kupić, ale można kupić  samochód. Moim rokiem rządzi 4 , 4 razy w tygodniu mam zajęcia na uczelni, 4 razy chodzę do pracy i staram się być 4 razy w tygodniu na siłowni. Plan napięty.

Całe życie wiedziałam, że pójdę na studia, tylko długo nie wiedziałam na jakie. W moim biologicznym domu nikt nie miał wyższego wykształcenia, jedynie mama miała maturę, nauka nigdy nie była priorytetem. Dla mnie z kolei studia były naturalnym elementem edukacji. Kończyłam technikum hotelarskie i nie wyobrażałam sobie, że moja kariera zawodowa może zatrzymać się na recepcji w jakimś hotelu.  Zawsze chciałam więcej, dalej. Teraz pracuję w Pizza Hut jestem już instruktorem, ale cały czas traktuję tą pracę jako tymczasową, dorywczą, mimo, że ją lubię. Swoją prawdziwą ścieżkę zawodową zacznę dopiero, po skończeniu nauki, po studiach. W zawodzie będę startowała od zera, będę musiała praktykować, robić dodatkowe kursy, na bieżąco szkolić się, zdobywać certyfikaty, cały czas być na bieżąco ze wszystkimi nowościami. Dietetyka tak szybko się teraz rozwija, że jak człowiek się zatrzyma, to nie ma co już potem szukać na rynku.

Lubię planować, lubię mieć wszystko poukładane wiedzieć dokąd idę, ile czasu mi to zajmie i mieć jasno określony cel. Tak jest łatwiej. Zawsze w Domu Dziecka pod tym względem stawiali mnie za wzór. Nigdy nie zostawiam niczego na później, na ostatnią chwilę. Bronię się za pół roku, a ja w zasadzie, gdybym przysiadła to ze wszystkim mogłabym być gotowa za miesiąc. Większość dziewczyn z którymi usamodzielniałam się z Domu Dziecka, ma już swoje dzieci, przynajmniej połowa jest już sama z tymi dziećmi. Nie mówię, że to źle, ale jak dla mnie trochę pozamieniały kolejność, ja wolę inaczej.

Jak wyszłam z Domu Dziecka i przeniosłam się do mieszkania chronionego, to wręcz dusiłam się wolnością. Mogłam iść na imprezę kiedy chcę, wracać kiedy chcę, w jakim stanie chcę i nikt nie mógł mi nic zrobić. W takiej euforii byłam może z pół roku. Potem okazało się, że  500 złotych, które dostawałam na kontynuację nauki, na niewiele mi starcza, postanowiłam pójść do pracy, dorobić trochę. Kiedy poszłam do pracy, automatycznie skończyłam z  ostrym imprezowaniem. Ale mnóstwo młodzieży wychodzącej z pieczy zastępczej zachłystuje się tą swobodą i traci kontrole nad swoim życiem. Alkohol, imprezy, nieumiejętność gospodarowania pieniędzmi, zapożyczanie się , a potem kłopoty z oddaniem zmuszają do kombinowania i tak dalej. Szkoła wtedy oczywiście staje się niepotrzebnym balastem, żyje się z dnia na dzień, bez żadnych planów.  Z nikim z Domu Dziecka nie utrzymuję kontaktu, bo to z jednej strony już nie moja bajka, a z drugiej, mimo wszystko źle się czuję jak na pytanie ” co u ciebie?” słyszę narzekanie, że wstaje o 4 rano, żeby do roboty zdążyć, że to niesprawiedliwe, że dlaczego tak jest, że nam zawsze wiatr w oczy. No co ja mam wtedy powiedzieć, sam sobie to zrobiłeś, masz takie życie na własne życzenie. Mieliśmy takie same szanse, identyczne, mi też nikt, niczego nie dał, startowaliśmy z tego samego pułapu, ale ja jestem  już w trochę innym miejscu. Co mam mu powiedzieć, nie zakaszesz rękawów, to za 10 lat, jak się spotykamy, będziesz nadal stał w tym samym miejscu, ludzie nie mają w sobie motywacji do walki o siebie.  Kiedyś na studiach, gdzieś na korytarzu spotkałam chłopaka, który wiedział, że pochodzę z  patologii, że piłam, paliłam trawkę i generalnie nie byłam wzorem grzecznej dziewczynki. I ktoś zatrzymuje mnie i mówi ” Laura, pamiętam cię z dzielnicy, jestem z ciebie dumny, że tak się ogarnęłaś, że jesteś tu”. Tak , kawał drogi przeszłam i na pewno nie zatrzymam się.

 

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 3.

  1. Przeszłość ją zbudowała, innych by zrujnowała. Znam tę kobitę, wielozadaniowość to jej drugie imię. To chyba ona wymyśliła te powiedzenie -„co masz zrobić jutro, zrób natychmiast”. Czapki z głów 💪

Dodaj komentarz