Laura jestem z domu dziecka.


Data dodania: 19-04-2019 r.
Ilość wejść: 962.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli: 

Alkohol mam w genach, od pokoleń i z każdej ze stron. Przepuściłam przez siebie, hektolitry najtańszych trunków, 2 lata paliłam marihuanę, zabarykadowałam się w sobie, wyłączyłam emocje i bałam się, bardzo się bałam co będzie dalej. Gdybym została w domu, dziś byłabym na dnie. Dom Dziecka, ten dawny z kilkudziesięcioma wychowankami okazał się naszym ratunkiem.

Laura, przepiękna młoda kobieta, nigdy  nie powiedziałabym, że tak krętymi drogami szła do miejsca w którym jest dziś. Wydawać by się mogło, że taki życiorys musi odcisnąć piętno na młodym człowieku, tymczasem spotkałam się z wykształconą, mądrą, uśmiechniętą, poukładaną dziewczyną, pogodzoną ze sobą i światem. Warto walczyć o siebie nawet, jeśli nie wiadomo co czeka nas za rogiem.

Pochodzę z rodziny, gdzie wszyscy od zawsze pili alkohol. Jedni i  drudzy dziadkowie, rodzice. Chyba nigdy nie widziałam ojca trzeźwego, mama na początku nie piła, ale też zawsze była osobą uległą, która nigdy o nic nie walczyła, nawet o nas, o dzieci. Wyszła za mąż za mojego ojca jako młoda dziewczyna po to, żeby uciec z rodzinnego domu, żeby uciec od alkoholu i wpadła „z deszczu pod rynnę”.

Do czasu kiedy żył dziadek, ojciec mojego ojca to jeszcze jakoś ta moja rodzina funkcjonowała. Dziadek mimo, że sam też pił potrafił trzymać w ryzach mojego ojca, pilnował, żeby nie awanturował się, żeby w domu było co jeść. Byłam ulubienicą dziadków, to byli eleganccy ludzie, pracujący, dbający o siebie, ludzie pijący tylko za zamkniętymi drzwiami własnego domu, nigdy na zewnątrz, żadnego wstydu, spania na ławkach, niechlujnego ubrania. Kiedy dziadek umarł, ojciec i babcia zupełnie popłynęli, już nie był żadnych hamulców, mama nie wytrzymała, zaczęła uciekać z domu, zostawiała nas na parę dni, byłyśmy głodne, mała Marysia miała parę miesięcy, Daria 11 lat , ja 14. W domu coraz częściej pojawiała się policja, założyli nam niebieską kartę, my dzieci wiedziałyśmy, że jak zadzwonimy na policję to szybko przyjadą. Było mi źle, zaczęłam i ja urywać się z domu, zaczęłam pić, teraz jest mi wstyd, że zostawiałam tam moje siostry, ale wtedy było mi wszystko jedno, chciałam tylko nie pamiętać , nie widzieć, nie uczestniczyć w tym. Miałam 14 lat, zaczęłam wchodzić w okres dorastania, buntu młodzieńczego, ojciec wygonił mnie z domu jak mu w końcu się postawiłam. Spałam po znajomych, zaczęłam pić, wtedy tak na umór, zaczęłam palić trawkę. Ten rok 14 – 15 lat wszystko się na siebie nałożyło,czarna dziura, piłam codziennie, ale szkoły zawsze pilnowałam. Któregoś razu Daria do mnie zadzwoniła zapłakana mówiąc, że przyjechała policja, panie z MOPR-u, pogotowie i zabierają je do Domu Dziecka, że ja też mam tam pójść. Normalnie bym nie poszła, ale zadzwonili do mojej mamy i zagrozili, że jak mnie nie przyprowadzi, to oskarżą ją o przetrzymywanie dziecka. Nie chciałam robić kłopotu, grzecznie poszłyśmy do Domu Dziecka we dwie. Było to 26 maja, w  Dzień Matki moja mama zostawiła mnie w Domu Dziecka, niefajnie.

Cały czas , jak mantrę Laura powtarza, że nie ma żalu do mamy, że nie rozumie, że ona by tak nie mogła, ale mimo wszystko to mama. Teraz są przyjaciółkami, wie o dziewczynie wszystko, mimo, że nie mówi kocham, na które Laura tak bardzo czeka, ale za to 2 razy powiedziała, że jest z niej dumna.  Historia mamy to smutna historia, ale tylko dlatego, że mama nigdy nie była silna, nigdy o nic dla siebie nie walczyła, zawsze przyjmowała i godziła się na to co życie dawało jej po drodze, nigdy nie chciała czegoś więcej. Laura ma na to wytłumaczenie, mama zawsze była niewidoczna, nieważna, nie liczyło się dla innych to czego ona chciała, o czym marzyła, dopiero teraz przy nowym partnerze zaczęła oddychać, zaczęła się uśmiechać, zaczęła żyć.  Lubi tego człowieka, bo zrobił z mamy fajną kobietę, mają synka, 7 letniego Janka, normalny, ładny dom, no i Laura ma w końcu mamę, codziennie rozmawiają, odwiedzają się. Jest tak jak zawsze powinno być.

– Może dlatego ja jestem taka zdeterminowana, obsesyjnie ambitna i nie daję się zepchnąć, gdzieś na bok. Tak mi się wydawało, że jak będę zupełnie inna niż mama, to i życie będę miała inne. Wiedziałam też, że przepustką do lepszego życia może być nauka, cuda mogłam robić, ale szkoły zawsze pilnowałam. Wiedzy i wykształcenia nikt nie mógłby mi w przyszłości zabrać, to była jedyna rzecz, która zależała tylko ode mnie i świadczyła o mnie. Nie miałam wpływu na to z jakiej rodziny, z jakiego środowiska pochodzę. To, że rodzina nie mogła mi pomóc na starcie, nic na to nie poradzę, nawet gdybym złościła się, że to niesprawiedliwe. To że nie było kółek zainteresowań, zajęć pozalekcyjnych i wakacji za granicą, no nie było. Musiałam sama o siebie zadbać, to co mogłam to się uczyć, a że przy okazji uwielbiam poznawać nowe, doskonalić się, lubię czytać nawet podręczniki, to ta praca sprawiała mi radość i dawała zadowolenie z siebie. Dawała mi pewność, że panuję jeśli nie nad światem dookoła, to przynajmniej nad sobą i moim losem.

Laura mimo niepokornego charakteru,  braku domu, braku wzorców, braku oparcia, przez całą szkołę podstawową miała świadectwa z czerwonym paskiem. W gimnazjum pierwsza klasa czerwony pasek, druga klasa 4 zagrożenia, 3 klasa do czerwonego paska zabrakło wzorowej oceny z zachowania. Będąc w Technikum Hotelarskim za wzorową naukę, za średnią 5, 31 i wzorowe zachowanie była stypendystką Prezesa Rady Ministrów, świadectwa oczywiście z czerwonym paskiem.  Technikum skończyła z wyróżnieniem będąc już poza placówką, samodzielnie wynajmując mieszkanie i utrzymując się . Bez problemu zdała mature i dostała się na studia, w zeszłym roku obroniła tytuł inżynierski , dziś jest studentką Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego na Kierunku Dietetyki. Cały czas mimo, że studiuje dziennie, pracuje zawodowo, żeby móc się utrzymać. Na razie, jako kelnerka od 4 lat w Pizza Hut.

– Wielką szansą dla mnie było skorzystanie z programu skierowanego do usamodzielniających się wychowanków placówek opiekuńczo – wychowawczych  „Dom na start”. Przeszłam całą ścieżkę usamodzielnienia, pokazałam, że jestem w stanie utrzymać lokal o podwyższonym standardzie i dostałam na preferencyjnych warunkach, prześliczne 33 metrowe mieszkanie, czyściutkie ze wszystkimi wygodami. Generalnie wychowankom wychodzącym z pieczy zastępczej , którzy przeszli przez tzw. mieszkania chronione, wcześniej czy później miasto Szczecin proponuje jakieś lokale mieszkalne, ale często są albo do remontu, albo gotowe do zamieszkania, ale bez łazienki i toalety. Mnie też taki lokal wcześniej proponowali, ale nie chciałam tak żyć. Poczekałam, pokazałam, że można mi zaufać, dać szansę i mam, mam swój dom, którego już nigdy nikt mi nie zabierze, nie wyrzuci mnie stąd, oczywiście jeżeli będę regulowała na czas wszystkie należności.  14 września 2018 wprowadziłam się do już swojego domu. Pracuję tak na poważnie od 18 roku życia, od 5 lat mieszkam sama i sama się utrzymuję, dostaję tylko 520 zł na kontynuację nauki i nigdy nie było problemu, żeby na coś nie starczyło. Czekałam na to mieszkanie od 6 lat i w końcu mam. Ważne jest, żeby ludzie którzy są, czy będą kiedyś w takiej sytuacji, w jakiej ja byłam te parę lat wcześniej, współpracowali z MOPR – em, żeby realizowali plany usamodzielnienia, pokazywali, że pomimo opuszczenia placówek, funkcjonują tak jak zaplanowali, żeby nie ginęli z pola widzenia MOPR-u, wtedy zawsze można liczyć na pomoc, o mnie walczyli, nawet sam Pan Dyrektor się za mną wstawił. Muszę ich wszystkich zaprosić do siebie, pokazać, pochwalić się.

Laura co jakiś czas powtarza, że jej sukces, jej dzisiejsze życie to nie tylko jej praca, jej priorytety, to przede wszystkim wielkie szczęście do ludzi, których spotkała na swojej drodze. To wychowawcy w Domu Dziecka, pani Jola, która motywowała, wspierała w momentach najtrudniejszych, ale to też pani Jagódka, pani Maja , pani Lucynka, pani Halinka to kobiety, które ją wychowały.

–  Chylę przed nimi wszystkimi czoła, to one pomogły mi uwierzyć, że może się udać. Panie z Domu Dziecka, bardzo ważne kobiety w moim życiu, one postawiły mnie na nogi, pokazały cel, powiedziały jak do niego dotrzeć. Kiedyś spłacę ten dług, wiem już jak. I ja pomogę komuś i ja stanę obok i nie pozwolę zwątpić. Dom Dziecka z boku wydaje się straszny, być z bidula … dla mnie i moich sióstr to był Wersal… Nieraz odwiedzałam koleżanki w ich rodzinnych domach i w niejednym było dużo, bardzo dużo gorzej niż w moim bidulu. Żyłyśmy godnie, stabilnie, bezpiecznie. Byłam tam 3 lata, to była moja szansa, którą wykorzystałam w 100%.

cdn.

Szczecińska oferta mieszkaniowa dla młodzieży w procesie usamodzielnienia.

 

 

Beata Połomska – kierownik sekcji instytucjonalnej pieczy zastępczej i sprawozdawczości MOPR Szczecin Dział Pieczy Zastępczej.

 

 

 

 

 

Młodzież o niezaspokojonych potrzebach mieszkaniowych opuszczająca pieczę zastępczą  może liczyć na pomoc Gminy Miasto Szczecin w tym zakresie tj.

– ma możliwość zamieszkania w mieszkaniach chronionych – treningowych, prowadzonych przez Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Szczecinie. Pobyt w takim lokalu jest tymczasowy, wychowanek ma prawo pobytu w nim nie dłużej niż do 25 roku życia przy czym pierwszeństwo mają osoby kontynuujące naukę w systemie dziennym. Takich mieszkań  w Szczecinie obecnie jest 6 a w nich miejsce dla 31 osób. Cztery mieszkania posiadają wyłącznie pokoje jednoosobowe, pozostałe 2 mieszkania mają 8 miejsc w pokojach jednoosobowych i 4 miejsca w pokojach dwuosobowych. Lokale są wyposażone w niezbędne sprzęty i meble.  Pobyt w mieszkaniu chronionym jest odpłatny, przy czym kwota odpłatności jest uzależniona od dochodów wychowanka i wynosi ona nie więcej niż 380 zł miesięcznie, w szczególnych okolicznościach można być całkowicie zwolnionym z opłaty. Młodzież pod okiem wykwalifikowanej kadry nabywa umiejętności niezbędnych do samodzielnego życia i zamieszkania w lokalu docelowym.

– ma możliwość ubiegania się o lokal docelowy tj.  socjalny, mieszkanie do remontu, lub mieszkanie z zasobów Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Usamodzielniane osoby  z uwagi na pobyt w pieczy zastępczej,  realizowanie Indywidualnego Programu Usamodzielnienia i pobyt w mieszkaniu chronionym maja naliczane dodatkowe punkty, które znacząco zwiększają szansę na otrzymanie mieszkania.

– Gmina Miasto Szczecin korzystając z zasobów mieszkaniowych Szczecińskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego  realizuje program „ Dom na Start”. Jest on skierowany do pełnoletnich wychowanków opuszczających pieczę zastępczą oraz inne placówki tj. młodzieżowe ośrodki wychowawcze, domy dla samotnych matek i kobiet w ciąży, i inne placówki całodobowe. Do programu są rekomendowane osoby które z powodzeniem realizują program usamodzielnienia i wyróżniają się samodzielnością, odpowiedzialnością oraz posiadają dochód pozwalający na samodzielne utrzymanie się.

26.04.2019                                                       Laura i jej rodzeństwo.

Wszystkie 3 trafiłyśmy do domu dziecka. Razem byłyśmy parę miesięcy, potem Daria i Marysia poszły do rodziny zastępczej, ja zostałam w placówce. Dlaczego…  byłam zbuntowaną 15 – latką, trochę sama chciałam, trochę nie było miejsca dla całej naszej trójki.  Tak czy inaczej, dobrze się stało, korona mi z głowy nie spadła, a siostry miały cudne dzieciństwo. Rodzice zastępczy moich sióstr do tej pory przepraszają mnie za to, że nie byli w stanie zabrać i mnie, ale ja nie mam żalu, zresztą często u nich bywałam odwiedzając siostry, nieraz nawet na noc zostawałam i tak było dobrze. Jestem im dozgonnie wdzięczna, że wychowali moje siostry na pewne swojej wartości, beztroskie dziewczyny.  To wspaniali ludzie, którzy już na zawsze będą naszą rodziną, naszym wsparciem.

Rodzice zastępczy moich sióstr, dla Marysi są tak naprawdę jedynymi i najprawdziwszymi rodzicami. Mała miała 2 latka jak do nich trafiła, naszych rodziców nie pamięta, nie utrzymuje z nimi kontaktu, nie spotyka się z mamą, myślę, że teraz nie poznałaby jej na ulicy. Mama ma odebrane prawa rodzicielskie do Marysi, zrezygnowała z niej już dawno. Zresztą Daria też nie chce widywać się z mamą, nawet jak przyjeżdża na święta to zatrzymuje się w domu rodziców zastępczych, albo nocuje u mnie. Bardzo przeżywa mamę, nie może patrzeć na to, że mama jeszcze od czasu do czasu ma gorsze dni, nie może zaakceptować tego, że wybrała takie niefajne życie.

Myślę, że gdyby dziewczyny zostały ze mną w domu dziecka, byłyby zupełnie inne, zwłaszcza mała Marysia. Widziałam, przez te 3 lata jak funkcjonują maluchy w placówce. Teraz już nie można umieszczać dzieci do 10 roku życia w instytucjonalnych  placówkach, muszą być w pieczy zastępczej typu rodzinnego , dawniej tak nie było. Takie maluchy żyły jak w całodobowym przedszkolu, nie jestem ekspertem, ale widziałam jakie były  smutne, niepewne, wycofane, grzeczne …. to już nawet nie chodzi o odebrane dzieciństwo, to były okaleczone dzieci, pozbawione poczucia własnej wartości, wyjątkowości, niekochane, niczyje,  które tak, jak moja mama niewiele chciały od życia. A potem się mówiło,  dzieci z domu dziecka tylko roszczeniowe, same o nic nie zawalczą, po najmniejszej linii oporu, a dlaczego miałyby być inne, brały to co dostawały i na tym koniec. Poczucia bezpieczeństwa, wiary we własne możliwości człowiek uczy się w domu, w mniejszej grupie ludzi, gdzie jedno drugiego zauważa i żyje jego życiem.

Laura ma świetny kontakt z obiema siostrami. Daria wyjechała do Gdańska , tam studiuje na Uniwersytecie Gdańskim, pracuje i wynajmuje mieszkanie, jest całkowicie samodzielna.

– Jest bardzo odpowiedzialna, konsekwentna i ciągle się śmieje, uwielbiam czas spędzany z nią.

Dziewczyny praktycznie codziennie rozmawiają ze sobą przez telefon, nie mają przed sobą tajemnic, zwierzają się sobie, doradzają. Mała Marysia to dziś 13 latka, uczennica 5 klasy  z zamiłowaniem do książek, ciekawa wszystkiego co dzieje się naokoło niej. Ma najnormalniejsze na świecie, szczęśliwe dzieciństwo, bez dylematów, bez obciążeń, z corocznymi wakacjami  z rodzicami zastępczymi, z domem pachnącym ciastem i przygotowaniami do świąt. Dom jej sióstr zawsze stał i dla niej otworem,  mogła je odwiedzać, kiedy chciała, mogła zostawać na noc, była zapraszana na wszystkie rodzinne uroczystości. Laura często zabiera Marysię do siebie. Mają wtedy 100% czasu tylko dla siebie.

– Czy nie myślałam, żeby zabrać Marysię do siebie na stałe? Nie, absolutnie nie, ona ma kochających rodziców, prawdziwy dom z mamą i tatą , nigdy w życiu bym ją tego nie pozbawiła,  a siostrą będę zawsze i tylko ode mnie zależy czy będę dla niej autorytetem i będzie chciała spędzać ze mną czas. Dla jednej i drugiej zrobiłabym wszystko. Dbam o nasze kontakty, o nasz wspólny czas. Rozmawiamy o wszystkim, obie wiedzą, że dla mnie są najważniejsze na świecie.

Laura ma też chłopaka, od 6 lat tego samego, trochę od niej starszego, pracującego za granicą. Uwielbiają podróże, góry, narty. Dużo razem przeszli, a w zasadzie to on z nią przeszedł, pilnował jak za bardzo szalała, motywował jak miała dość i zawsze jest obok, jest wsparciem.

– Jesteśmy jak ogień i woda. On spokojny, stonowany, myślący, ja impulsywna wariatka, która najpierw zrobi, a potem pomyśli. Dobrze, że jesteśmy razem on się nie nudzi, a ja wiem, że jestem bezpieczna.

 

 

cdn.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz