Laura moje rodzeństwo.


Data dodania: 26-04-2019 r.
Ilość wejść: 447.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli:

Wszystkie 3 trafiłyśmy do domu dziecka. Razem byłyśmy parę miesięcy, potem Daria i Marysia poszły do rodziny zastępczej, ja zostałam w placówce. Dlaczego…  byłam zbuntowaną 15 – latką, trochę sama chciałam, trochę nie było miejsca dla całej naszej trójki.  Tak czy inaczej, dobrze się stało, korona mi z głowy nie spadła, a siostry miały cudne dzieciństwo. Rodzice zastępczy moich sióstr do tej pory przepraszają mnie za to, że nie byli w stanie zabrać i mnie, ale ja nie mam żalu, zresztą często u nich bywałam odwiedzając siostry, nieraz nawet na noc zostawałam i tak było dobrze. Jestem im dozgonnie wdzięczna, że wychowali moje siostry na pewne swojej wartości, beztroskie dziewczyny.  To wspaniali ludzie, którzy już na zawsze będą naszą rodziną, naszym wsparciem.

Rodzice zastępczy moich sióstr, dla Marysi są tak naprawdę jedynymi i najprawdziwszymi rodzicami. Mała miała 2 latka jak do nich trafiła, naszych rodziców nie pamięta, nie utrzymuje z nimi kontaktu, nie spotyka się z mamą, myślę, że teraz nie poznałaby jej na ulicy. Mama ma odebrane prawa rodzicielskie do Marysi, zrezygnowała z niej już dawno. Zresztą Daria też nie chce widywać się z mamą, nawet jak przyjeżdża na święta to zatrzymuje się w domu rodziców zastępczych, albo nocuje u mnie. Bardzo przeżywa mamę, nie może patrzeć na to, że mama jeszcze od czasu do czasu ma gorsze dni, nie może zaakceptować tego, że wybrała takie niefajne życie.

Myślę, że gdyby dziewczyny zostały ze mną w domu dziecka, byłyby zupełnie inne, zwłaszcza mała Marysia. Widziałam, przez te 3 lata jak funkcjonują maluchy w placówce. Teraz już nie można umieszczać dzieci do 10 roku życia w instytucjonalnych  placówkach, muszą być w pieczy zastępczej typu rodzinnego , dawniej tak nie było. Takie maluchy żyły jak w całodobowym przedszkolu, nie jestem ekspertem, ale widziałam jakie były  smutne, niepewne, wycofane, grzeczne …. to już nawet nie chodzi o odebrane dzieciństwo, to były okaleczone dzieci, pozbawione poczucia własnej wartości, wyjątkowości, niekochane, niczyje,  które tak, jak moja mama niewiele chciały od życia. A potem się mówiło,  dzieci z domu dziecka tylko roszczeniowe, same o nic nie zawalczą, po najmniejszej linii oporu, a dlaczego miałyby być inne, brały to co dostawały i na tym koniec. Poczucia bezpieczeństwa, wiary we własne możliwości człowiek uczy się w domu, w mniejszej grupie ludzi, gdzie jedno drugiego zauważa i żyje jego życiem.

Laura ma świetny kontakt z obiema siostrami. Daria wyjechała do Gdańska , tam studiuje na Uniwersytecie Gdańskim, pracuje i wynajmuje mieszkanie, jest całkowicie samodzielna.

– Jest bardzo odpowiedzialna, konsekwentna i ciągle się śmieje, uwielbiam czas spędzany z nią.

Dziewczyny praktycznie codziennie rozmawiają ze sobą przez telefon, nie mają przed sobą tajemnic, zwierzają się sobie, doradzają. Mała Marysia to dziś 13 latka, uczennica 5 klasy  z zamiłowaniem do książek, ciekawa wszystkiego co dzieje się naokoło niej. Ma najnormalniejsze na świecie, szczęśliwe dzieciństwo, bez dylematów, bez obciążeń, z corocznymi wakacjami  z rodzicami zastępczymi, z domem pachnącym ciastem i przygotowaniami do świąt. Dom jej sióstr zawsze stał i dla niej otworem,  mogła je odwiedzać, kiedy chciała, mogła zostawać na noc, była zapraszana na wszystkie rodzinne uroczystości. Laura często zabiera Marysię do siebie. Mają wtedy 100% czasu tylko dla siebie.

– Czy nie myślałam, żeby zabrać Marysię do siebie na stałe? Nie, absolutnie nie, ona ma kochających rodziców, prawdziwy dom z mamą i tatą , nigdy w życiu bym ją tego nie pozbawiła,  a siostrą będę zawsze i tylko ode mnie zależy czy będę dla niej autorytetem i będzie chciała spędzać ze mną czas. Dla jednej i drugiej zrobiłabym wszystko. Dbam o nasze kontakty, o nasz wspólny czas. Rozmawiamy o wszystkim, obie wiedzą, że dla mnie są najważniejsze na świecie.

Laura ma też chłopaka, od 6 lat tego samego, trochę od niej starszego, pracującego za granicą. Uwielbiają podróże, góry, narty. Dużo razem przeszli, a w zasadzie to on z nią przeszedł, pilnował jak za bardzo szalała, motywował jak miała dość i zawsze jest obok, jest wsparciem.

– Jesteśmy jak ogień i woda. On spokojny, stonowany, myślący, ja impulsywna wariatka, która najpierw zrobi, a potem pomyśli. Dobrze, że jesteśmy razem on się nie nudzi, a ja wiem, że jestem bezpieczna.

 

 

cdn.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz