Małgorzata Bażant dlaczego zrezygnowała z chemioterapii.


Historia została dodana: 22-01-2018 r.
Ilość wejść: 5 099.

 Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli:

Na chemioterapii jestem już prawie nieprzerwanie 3 i pół roku. Ostatnio, co 3 miesiące zmieniają mi chemię, bo żadna nie działa i cały czas jest progres choroby. Mam przerzuty do otrzewnej, płuc, kości, drugiej piersi, jajników, obu płatów wątroby, a przy tym wszystkim czuję się świetnie, normalnie funkcjonuję i gdyby nie to wodobrzusze nie pamiętałabym , że jestem tak ciężko chora. Tak naprawdę na razie to jedyna dolegliwość, która utrudnia  mi życie i zmusza do konfrontacji z naszą służbą zdrowia.

Małgosia płyny z brzucha musi mieć usuwane średnio co 3 – 4 tygodnie. Wystarczy, że parę dni przeciągnie z zabiegiem i od razu wymiotuje, targają nią biegunki i odwadnia się w błyskawicznym tempie. Taka punkcja  niby nie filozofia, każdy lekarz posiadający dyplom powinien umieć  ją zrobić. Wkłuwa się w brzuch trochę grubszą i dłuższą igłę wprowadza dren, stawia obok miskę i już. Grubszy dren 20 minut, cieniutki nawet do 3 godzin, „plasterek” na brzuch i do domu. Nawet niewiele boli, najwyżej samo wkłucia, potem książkę można czytać.

– No więc, starałam się ostatnio pomóc sobie. Brzuch okrąglutki. Przyjechałam na SOR ( szpitalny oddział ratunkowy). Zszedł lekarz. Stwierdził, że on ortopeda, a nie chirurg, więc punkcji zrobić nie może. Zaproponował przyjęcie na oddział chirurgiczny. Powiedziałam, że po co na oddział, nic mi nie jest, potrzebuję 20 minutowego zabiegu w systemie ambulatoryjnym, bez konieczności tych wszystkich procedur związanych z przyjęciem do szpitala, pomijając już fakt, że ktoś naprawdę potrzebujący nie dostanie wtedy łóżka. Więc skierował mnie do poradni chirurgicznej. Zarejestrowałam się, ale w dalszym ciągu nie wiem, czy lekarz zrobi mi tą punkcję czy nie. Nie udało się i tu. Pan doktor stwierdził, że jego nie interesuje skierowanie z SOR-u, że muszę mieć skierowanie z Onkologii. A mnie boli,mam biegunkę, jestem zmęczona wędrówką po oddziałach i gabinetach, można nawet powiedzieć, że jestem chora . Czy w takiej sytuacji można być spokojnym? Skwitowałam to jednym zdaniem, że „dla lekarza lepiej jak pacjent umrze, bo wtedy ma święty spokój”. Byłam u dyrektora szpitala złożyć skargę, ale biedny na zwolnieniu lekarskim. I co teraz? No, mam zaprzyjaźnionego chirurga. On mi to zrobi.  Ale, jak chorować, żeby nie dać się zabić?

– Rozumiem, że mimo to brzuch masz znowu płaściutki.

– Tak, znajomy lekarz przyjechał do domu i zrobił mi tą punkcję w domowych warunkach, chociaż nie powinno tak być. Ostatnio coraz częściej korzystam z jego uprzejmości, bo umęczona jestem tą ciągłą walką o najdrobniejszy zabieg. Z tym że, jak w domu, to bez znieczulenia oczywiście, bo to byłoby zbyt ryzykowne. Bez znieczulenia to automatycznie cieńsza igła, a cieńsza igła to powolniejsze schodzenie płynu z brzucha i dłuższy zabieg. No, ale coś, za coś. Wtedy, zawsze ktoś jest ze mną w domu, a po  wszystkim przychodzi zaprzyjaźniona pielęgniarka i usuwa mi dren.

– To rzeczywiście nie wygląda na operację na otwarty sercu, ale wróćmy do przerwanej chemioterapii.

– Tak, zrezygnowałam na 3 miesiące z chemioterapii, ale od razu mówię po konsultacji z panią doktor, która mnie prowadzi w ramach NFZ i pana profesora medycyny, chirurga onkologicznego  Stanisława Czudka, który prowadzi mnie już od roku prywatnie. Obaj lekarze mają moje karty leczenia i każdy wie o poczynaniach drugiego. Teraz, przez te 3 miesiące przyjmuję szczepionkę immunologiczną zalecaną przez profesora Stanisława Czudka. Jak ją skończę, będę miała robione badania z krwi, na ile zwiększyła się moja odporność i czy mój organizm  ma szansę sam podjąć walkę z komórkami nowotworowymi. Ta moja krew będzie wysyłana do Pragi, to najbliższy i jeden z 3 ośrodków medycznych w Europie, gdzie wykonują takie badania. Szczepię się już 2 miesiące, jeszcze 4 razy i badania, a na 5 lutego i tak mam zaplanowany tomograf komputerowy, wtedy będę wiedziała więcej.

Małgosia sama robi sobie zastrzyki ze szczepionką , raz w tygodniu w brzuch. W jej przypadku koszt takiej szczepionki to 2600 złotych. Czuje się po nich świetnie.

– Mam tendencje do zapalenia zatok, zawsze jesienią czy zimą mnie to dopada, zwykle choruję 7 – 10 dni i zawsze byłam na antybiotyku. W tym roku też zachorowałam, ale po 2 dniach otrzepałam się i po chorobie, bez żadnych dodatkowych leków. Może to przypadek nie wiem, wiem ile chorowałam.

– Nie wydaje Ci się, że byłoby za prosto, gdybyś sama wyleczyła się z raka za pomocą szczepionki?

– Oczywiście nie mam złudzeń, na pewno nie. To powinno być robione bardziej kompleksowo, dlatego zaczynam marzyć o klinice w Meksyku. Ich leczenie polega właśnie na pobudzaniu własnego systemu odpornościowego do walki z chorobą. Oni nie leczą raka, tylko mobilizują organizm pacjenta do tej walki. Bardzo odpowiada mi taka filozofia.

–  Powiedz mi, dlaczego mówi się, że leczenie raka w Polsce drogo kosztuje, ludzie organizują zbiórki pieniędzy na ratowanie życia bliskim, skoro u nas leczenie chorób nowotworowych jest w całości refundowane przez NFZ.

cdn.

 

 

 

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz