Małgorzata Bażant idzie ku lepszemu.


Data dodania: 19-04-2018 r.
Ilość wejść: 3 058.

 Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli:

Idzie ku lepszemu, zaczynam nieśmiało tak myśleć. Waga zmieniła kierunek, teraz pnie się w górę. Przytyłam, nawet chyba stałam się okrąglejsza na buzi i już mogę zerknąć na siebie w lustrze. 42 kilogramy, jak niewiele trzeba człowiekowi do szczęścia. 2 kilo więcej w ciągu ostatnich 2 tygodni. Zwycięstwo. Co prawda jeszcze sama nie chodzę, ale wiem, że teraz to kwestia dni, w najgorszym wypadku tygodni. Złamał mnie ostatni pobyt w szpitalu. Gdybym się nie wypisała na własne życzenie, myślę, że już by mnie nie było. Opuszczając szpital ważyłam niewiele ponad 30 kilogramów, to nie za dużo jak na 50 letnią kobietę. Coś poszło nie tak, gdybym mogła cofnąć czas nie zgodziłabym się ponownie na tą operacją, starałabym się, szukałabym innych możliwości udrożnienia jelit.

–  Zapłaciłam za tą operację słono, oj ledwo się wybroniłam.

Małgosia w styczniu miała problemy z drożnością jelit. Podjęto decyzję o resekcji jelita i założeniu stomii. Pooperacyjna rana nie goiła się tygodniami, woda zbierająca się w brzuchu non stop sączyła się tą raną, automatycznie wypłukując białko. Małgosia chudła, sukcesywnie, dramatycznie nie mogła zatrzymać spadającej wagi.  Słabła, nie była już w stanie sama się poruszać. 10 tygodni leżenia, zaczęły się obrzęki kończyn, mniejsze czucie w stopie, ale dzięki determinacji  i pomocy rodziny zatrzymała złą passę.

– Już nawet ćwiczyć zaczęłam, na siedząco w łóżku i na krześle. Ręce wzmacniam, żeby pomóc najbliższym, bo niby niewiele ważę, ale jednak cały czas muszą mnie podnosić z łóżka. Powolutku zaczynam chodzić, na razie tylko po pokoju, troszeczkę, z pomocą innych, ale to zawsze do przodu. Jak nie wydarzy się znowu coś niespodziewanego, to w sobotę, albo w niedzielę wyjdę na taras. Tak już na to czekam, wiosna za oknem, w ogrodzie prawdopodobnie pięknie, a ja w tej wiośnie nie uczestniczę. Żeby tylko było ciepło, to wyjdę na świeże powietrze.

Zaczęło być dobrze, wróciła nadzieja. Małgosia na miarę swoich sił stara się uczestniczyć w życiu firmy, pomaga sortować faktury, uczy dzieci jak wysyłać przelewy, trochę czyta. Wydawało się, że życie wraca do normy, gdy tymczasem nad zabliźniającą się raną rosła gulka. Z początku malutka, potem powiększała się, aż wreszcie przy gwałtowniejszym ruchu pękła, chlusnęło…nie nadążali z synem zbierać wypływających skrzeplin i innego świństwa. Ile tego było!  Dostała gorączki, przyjechał lekarz, zaraz za nim mąż.

– Aż dziw, że nie dostałam sepsy, przecież jestem tak osłabiona, wymęczona, a tu taka ilość brudnych płynów. Popłakałam się, już tak dobrze szło i znowu coś.  Naprawdę trzeba mieć końskie zdrowie, żeby tak chorować. Cały czas robię sobie zastrzyki pobudzające system odpornościowy i jakoś się trzymam. Z tego wszystkiego zapomniałam, że choruję na raka. Aż strach myśleć, co tam w środku może się dziać.

Na pytanie, czy już przyjmuje gości, Małgosia z wdziękiem odpowiada.

– Nie, jeszcze nie wyglądam dobrze, żeby ludziom się pokazywać. W zasadzie, to chyba nawet zabawnie wyglądam, jak komandos, albo zabiedzone dziecko- żołnierz samobójca, wszędzie przeraźliwie chuda tylko brzuch oblepiony workami stomijnymi, opatrunkami, drenami. Tak, wyglądam nietypowo… ale to nic, w weekend posiedzę na tarasie, a w przyszłym tygodniu planuję sama wstać. To najbliższe plany.

cdn.

Chcę pomóc

Komentarz do “Małgorzata Bażant idzie ku lepszemu.”.

Dodaj komentarz