Małgorzata Bażant życie wraca na utarty szlak.


Data dodania: 15-06-2018 r.
Ilość wejść: 4 656.

 Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli:

Zdrowa to ja nie jestem , powiem więcej zdrowa już nigdy nie będę, wiem i nie specjalnie zajmuję sobie tym myśli.

Na pewno czuję się dużo lepiej niż jeszcze miesiąc czy dwa miesiące temu, wtedy szczerze mówiąc byłam przygotowana na najgorsze, trochę żegnałam się z życiem. Dziś jest dobrze, na tyle dobrze, że byłam na  procesji z okazji Bożego Ciała. 4 godziny w upale, z czego 2 godziny na samej procesji, a potem na obiedzie w plenerze. Oczywiście mąż zawiózł mnie na wózku inwalidzkim, ale też trochę sama pospacerowałam, córka wzięła samochód, żeby w razie czego od razu zabrać mnie do domu, ale nie było takiej potrzeby. Cała impreza, jak od lat mamy w zwyczaju skończyła się w naszym ogródku, przy grillu. Ja, estetka mimo upału byłam w długiej spódnicy i bluzce z długimi rękawami, żeby nie wystawiać na widok publiczny moich mega kościstych kończyn, ale za to ładnie się umalowałam i mimo upału nic nie spłynęło. W takich momentach chce się żyć  i dla takich chwil warto walczyć. No bo co z tego, że jestem chora, fajnie, że mimo wszystko czynnie uczestniczę w życiu, nic mnie nie boli i do tego zbieram mnóstwo komplementów i odbieram ogrom życzliwości od ludzi. Niejeden zdrowy nie czuje się tak komfortowo jak ja teraz.– A kiedy byłaś ostatni raz u lekarza ?

– U onkologa byłam ostatni raz  w listopadzie ubiegłego roku, czyli ponad pół roku temu. Ale co on może mi zaproponować? Od 4 lat zmieniali mi chemię praktycznie co 3 miesiące, bo żadna nie działała, a wręcz po każdej takiej serii miałam kolejne nowe przerzuty nowotworu. W moim przypadku mam wrażenie, że chemia tylko rozjuszała i uaktywniała tego mojego raka. Z tym, że trzeba jasno zaznaczyć, nikomu absolutnie nie sugeruję przerywania leczenia tradycyjnymi metodami, ja po prostu wszystko co było dostępne przerobiłam i doszłam do    tzw ” ściany”. Jak już nic nie mogą mi zaproponować lekarze … to co mam do stracenia.  Dlatego zdecydowałam się na wzięcie sprawy w swoje ręce i szukanie alternatyw, stąd te moje wlewy z witaminy C i szczepionki autoimmunologiczne wypreparowane specjalnie pod typ mojego nowotworu przez  prof. Czudka z Katowic. Czy działają nie wiem, ale żyję i mam się coraz lepiej. Jak tylko się trochę odbuduję po tym moim zimowym załamaniu pojadę do Katowic i przebadam się, wtedy będziemy wiedzieli jak jest.

Małgosia jest jeszcze słabiutka, rzeczywiście podróż 250 km na konsultacje do Katowic to na razie zbyt forsowne przedsięwzięcie, jeszcze chwila. Z cała pewnością jednak czuje się dużo lepiej niż ostatnio. Powolutku wraca do pracy.  Małgorzata prowadzi pod Sandomierzem ” Zajazd Gastronomiczny PAKAM”  zajmujący się organizacją imprez okolicznościowych i kateringiem. Od 15 lat ma stała klientelę, którą żywi czyli między innymi 4 szkoły i firmy, którym dowozi codziennie obiady.

– Ostatnio, jak mieliśmy komunie włączyłam się do przygotowywania potraw. Praktycznie sama zrobiłam mięsa i sałatki. Gdy za długo stoję, to mam w kuchni takie krzesełko na kółkach, siadam i dalej pracuję przy niższym blacie. Mam nieraz dni, kiedy jestem dużo słabsza, kiedy nie chcę, czy nie mam siły podnieść się z łóżka, ale od czego mamy głowę i naszą wszechwładną psychikę. W takich momentach tłumaczę sobie, że muszę się zmobilizować , żeby przynajmniej nie obciążać swoimi potrzebami najbliższych. Kiedy trzeba było, to nosili mnie na rękach do łazienki czy karmili mnie, ale jak już trochę się wylizałam, to muszę wstać i sama się przynajmniej obsłużyć. Wczoraj na przykład byłam cały dzień sama w domu, zrobiłam sobie jedzenie, umyłam się, trochę posprzątałam i przede wszystkim zrobiłam listę potraw, listę produktów na zbliżającą się w naszym zajeździe imprezę. Sama już zrobię przekąski i sałatki, resztę cięższych potraw zrobią nasze niezastąpione kucharki. Jak mam zajęcie, jak mam plany, to od razu inny duch we mnie wstępuje, mam wrażenie, że wtedy nie mam czasu na chorowanie i  moje raczysko to wie.

– Jak jesteśmy przy jedzeniu, to przytyłaś trochę?

– No, nie przytyłam. Dalej ważę, myślę ze 45 kilo, nie wchodzę na wagę dla własnego komfortu psychicznego, tylko w lustrze widzę, że w bikini to jeszcze ludziom nie powinnam się pokazywać. Jak tak dramatycznie chudłam zimą, przez te moje problemy z jelitami, to znowu zaczęły wypadać mi włosy, od razu ogoliłam głowę, bo nic bardziej nie wpędza mnie w zły nastrój jak walające się wszędzie moje włosy. Zresztą, ja lubię siebie w chusteczkach, tak wiele razy byłam już łysa, że na nikim nie robi to już wrażenia.

– Skoro jesz, to dlaczego nie tyjesz, musisz przestrzegać jakiejś diety?

– Nie,  jak zawsze działam intuicyjnie, na zasadzie prób i błędów. Jem głównie nabiał, bo niezbędnie potrzebne jest mi białko do budowania masy ciała. Codzienni jajecznica z dwóch świeżutkich, sprawdzonych, swojskich jajek na maśle, bez żadnych dodatków i przypraw. Serki , twarogi, jogurty, budynie, Activia dobrze mi służy. Dużo zup zwłaszcza buraczanych. Nie mogę jeść mięsa, zastępuje go szpinakiem, wędliny szerokim łukiem obchodzę, ale nieraz mam ochotę na gotowaną golonkę i wtedy ją zjadam, bez „cofki”.  O dziwo mogę jeść czereśnie mimo, że owoc pestkowy powinien wzdymać , a ja jem po 5-6 sztuk  parę razy dziennie i wszystko jest w porządku. Nie mogę z kolei pieczywa z ziarnami, ostatnio sąsiadka przyniosła mi taki chlebek własnoręcznie wypieczony z siemieniem lnianym, wydawać by się  mogło, idealny na ten mój brzuch, boże jak mi się odbijało tym siemieniem lnianych, długo nie wezmę tego do ust. Jem, dogadzam sobie, ale nie tyję.

– Nie tyjesz, nie przybierasz na wadze, a jak sama mówisz wracasz z zaświatów i masz się coraz lepiej , to skąd ta energia?

– U mnie z głowy, nastawienie psychiczne. Przede wszystkim zwlokłam się z łóżka i zaczęłam się ruszać. Potem zaczęłam stawiać sobie kolejne cele, sama do ubikacji, sama posiedzieć na tarasie, sama zrobić sobie jedzenie. I tak z każdym dniem, mimo zmęczenia włączam się w życie coraz aktywniej i coraz łatwiej mi to przychodzi.

Małgosia wulkan pozytywnej energii, jak każdy miewa gorsze okresy, jej gorszy czas zazwyczaj przypada na momenty punkcji, którym musi się poddawać, żeby co 3- 4 tygodnie ściągać płyny gromadzące się  jej w brzuchu. W zasadzie wodobrzusze to od kilkunastu miesięcy jej najpoważniejszy problem. Teraz po lutowej operacji jelit i wyłonieniu stomii jest jeszcze bardziej uciążliwy. Już nie można robić punkcji w dowolnym miejscu na brzuchu raz, że już niewiele jest miejsc bez zrostów przez które można przejść, a po drugie, po operacji zmieniło się położenie jelit, jedno błędne wkłucie i można przebić te jelita!

– Byłam ostatnio w szpitalu i pod głowicą USG starali się nakłuć mi brzuch . Po 6 próbach udało się, płyn spływał z wenflona na podłogę, na kozetkę, na mnie, jak tylko podłączyli rurki odprowadzające od razu wszystko zapychało się. Kazano mi iść do domu i tam w komfortowych warunkach dokończyć zabieg. Szłam do samochodu i tak ciekło ze mnie po nogach, po ubraniu, na siedzenie samochodu. Tylko dotarłam do domu i mimo przyjmowania najbardziej wymyślnych pozycji , rurki zaczopowały się i ani kropli więcej. W przyszłym tygodniu już na własną rękę, prywatnie poszukam chirurga, który pomoże mi od początku do końca. Więc, tak sobie żyję, jestem pokłuta i obolała, ale to od zabiegów medycznych, nie z choroby. Bo mimo, że mam zaatakowane przez nowotwór praktycznie wszystkie kości, wątrobę, jelita, jajniki, płuca to mnie, nic nie boli. Może nie bardzo komfortowo, ale gdyby nic się nie pogorszyło, to mogę sobie tak dalej żyć. Nie będę narzekała. Idzie lato, za moment jak dzieci pozdają egzaminy na uczelniach, będę i je miała przy sobie. Fajnie. Przecież nie można mieć wszystkiego.

Małgosia ma unikalny dar, dzielenia się z otoczeniem pozytywną energią. Każdy kontakt z Nią powoduje, że człowiek inaczej na siebie patrzy i bezwiednie się uśmiecha. Mimo, że rozmawiamy nieregularnie, naszą stronę codziennie odwiedzają internauci czekający na kolejne wieści od Małgosi.

– Bardzo mi to schlebia, a jednocześnie czuje, że nawet z tego nieszczęścia, jakim jest moje choróbsko, może wynikać coś dobrego. Rzeczywiście ostatnio odnalazła mnie Pani przez FB, bo długo nie było na naszej stronie wiadomości ode mnie. Ma chorego ojca, ta sama przypadłość co u mnie, złe rokowania … no więc poopowiadałam jej o mojej drodze, o tym, że ze złymi rokowaniami można fajnie żyć długie lata, oczywiście musimy pamiętać, ze każde z nas kiedyś odejdzie, jedni szybciej , drudzy później, ale nikt się nie wywinie. Ważne żeby czas który jest nam dany był jak najlepszy, a o to, już sami możemy zadbać.

 

cdn.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz