Marcin Suszko 15.09.2017 teraz wyczekana operacja


Historia została dodana: 15-09-2017 r.
Ilość wejść: 503.

Redaktor/Autor: Małgorzata Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli:

Nie, tylko tego proszę nie pisać –  rozchichotany Marcin patrzy w moją stronę, a iskierki w oczach błyszczą. To ten moment kiedy rozmawiamy o miłości. O potrzebie znalezienia kogoś na zawsze i podarowaniu mu siebie z „całym dobrodziejstwem inwentarza”. A Marcin trochę tego „inwentarza” ma. Przede wszystkim wózek, a jeszcze bardziej swoją chorobę – dziecięce porażenie mózgowe czterokończynowe.

Marcin Suszko właśnie kończy rehabilitację w Szpitalu w Stargardzie. Nic skomplikowanego. Głównie masaże, ale trzeba rozluźnić mięśnie, poprawić formę, tak aby planowana operacja przebiegła bez komplikacji.

To ostatnie dni przed nią. Termin wyznaczony jest na 27 września.  Operację w prywatnej klinice Grunwaldzkiej w Poznaniu przeprowadzi profesor Marek Jóźwiak. Operowana będzie lewa, całkowicie niesprawna, ręka Marcina . Zabieg będzie dwufazowy – najpierw dłoń, a później łokieć. To będzie podcinanie ścięgien, tak, aby – mówiąc w największym uproszczeniu – uwolnić rękę od przykurczy.

Oczywiście, że się boje, bo zawsze może pójść coś nie tak – Marcin doskonale zdaje sobie sprawę z ryzyka i z bólu, jaki będzie towarzyszył późniejszej rehabilitacji. Wciąż jednak mówi, że warto i wciąż dziękuje wszystkim, który złożyli się na tę operacje. Na początek to 8 tysięcy złotych z wciąż potrzebnych 50-ciu. Te 8 tysięcy zebrane zostało między innymi podczas dyskoteki zorganizowanej specjalnie dla Marcina w złocienieckim Ośrodku Kultury. Grał DJ Maciej.

Wziął mnie za konsole, szok normalnie, a potem sobie usiadł i mówi „młody mixuj i bajeruj te laski” – Marcin wspomina, nie może być inaczej, z iskrami w oczach. Sporo tych dobrych „błysków” szczęścia widzę w jego oczach podczas tego spotkania – zestrachany byłem mega, ale coś tam Belmondo zadziałał. A on sobie piwko popijał.

Belmondo to ksywka nadana przez przyjaciół, że niby z niego taki Jean-Paul Charles Belmondo, amant filmowy. I coś w tym jest.

Rehabilitantka, Ania, już mam jej prywatny numer –  zwierza mi się Marcin, ale dodaje, że spokojnie, Ania jest zaręczona i nic mam sobie nie myśleć, bo on już widzi, co tam pani redaktor po głowie chodzi.

Polubiliśmy się i tyle. Powiedziała, że mam bardzo pozytywną energię –  bo rzeczywiście Marcin tak ma, że kto go pozna, to zostaje przy nim na dłużej lub zostaje przy nim „bardziej”.

To dla mnie bardzo ważne. To co powiedziała Ola, że jestem jej jedynym przyjacielem – Ola to piękna blondynka z grona jego bliskich znajomych i o to właśnie pytam, bo wszyscy trzymają się razem, więc dla mnie oczywiste było, że i Ola jest jego przyjaciółką, tak jak on jej przyjacielem.

-Tak. Jednak to co Ola powiedziała… Poczułem się kimś wyjątkowym. To dla mnie ważne.

Może dlatego, że z grona pięknych młodych,  sprawnych fizycznie osób wybrała właśnie jego na przyjaciela? To,  jak taka relacja, przyjaźń,  jest dla Marcina ważna  słychać nie tylko w jego głosie, widać nie tylko w jego poważnym spojrzeniu, ale i takich drobiazgach jak wpisy na FB: „Nie jestem człowiekiem idealnym. Popełniam błędy. Dlatego tak bardzo doceniam tych, którzy pozostają przy mnie, wiedząc kim jestem”…

Ale się rozgadał dziś –  pani pielęgniarka, jedna z wielu,  wychodzi z pokoju pielęgniarek i nie może oprzeć się,  aby nie skomentować naszej ponad godzinnej gadaniny przy ich otwartych drzwiach.   Muszą być otwarte, bo muszą wiedzieć, co dzieje się na korytarzy i czy któryś z niesprawnych pacjentów nie będzie potrzebował ich pomocy. A to możliwe, bo choć tu mają poprawiać swoją sprawność ruchową, to wciąż są niesprawni. Na wózku, o kulach lub trzymają się ściany robiąc pierwsze samodzielne kroki, po latach wspierania się na czymś lub na kimś.

Ja wiem, że jak znajdę już kogoś, jak ktoś będzie chciał być ze mną, to dla niej nie będzie to bułka z masłem…

Wiesz, ja myślę, że to nie ma znaczenia… – przerywam mu by wygłosić teorię o tym, że miłość to potrzeba każdego bez względu na stan zdrowia, umysłu, wiek, rasę, religię, przynależność społeczną, posiadanego psa lub kota, ale zanim się rozwinę, Marcin przerywa:

Ja potrzebuję opieki, oczywiście potrzebuję tej drugiej osoby, bo chcę być z kimś, ale to bycie wciąż, 24 na 365 dni – zawiesza na chwilę głos i sprawdza, czy dociera do mnie to co mówi – to pewnie będzie pielęgniarka, rehabilitantka, albo pracująca w pomocy społecznej, one to zrozumieją…

A… – zanim dokończę, Marcin już wie o co chcę spytać

Ma przyjechać do mnie i myślę, że jeśli by nic nie było, jeśli by nic nie czuła,  nie przyjeżdżała by do mnie.

– Heloł, ja przyjechałam… –  próbuję rozładować atmosferę. Udaje się. Marcin uśmiecha się, a ja nabieram powietrza na kolejne pytanie. Marcin odpowiada zanim padnie:

– … tego słowa nie powiem…

– Którego?

– No tego…

– Taaaaak…

– Kocham – zerka znów z iskierkami w oczach i szelmowskim uśmiechem.

Wiem, że zostawi to słowo dla kogoś ważnego. Nawet bardziej ważnego niż Ola.

Może byś powiedział, kto to taki cię odwiedził – pani z potężnym wózkiem, pełnym akcesoriów do sprzątania przeciska się między wózkami inwalidzkimi na korytarzu – może byś przedstawił…

Marcin błyskawicznie wchodzi w rolę Belmonda,  co to bajeruje laski.

To jest moja pani – poprawia się – nasza pani sprzątaczka  – prezentuje mi sympatyczną kobietę

A to jest moja pani dziennikarka…

 

cdn.

 

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz