Marcin Suszko 17.02.2018


Data dodania: 17-02-2018 r.
Ilość wejść: 2 689.

Redaktor/Autor: Małgorzata Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli:

 „Przyjaciele wpadli w odwiedziny” – podpis pod zdjęciem na którym Marcin – szeroko, szczerze uśmiechnięty  – jest w towarzystwie dwójki swoich przyjaciół . Bo przyjaciele to jedna z najlepszych „rzeczy” jaka przydarzyła mu się w życiu – Mama, Rodzina i Przyjaciele. Tak właśnie, pisani dużą literą, a i tak za małą, aby pokazać, jak niezwykle ważni są dla Marcina Suszko. Dzięki nim nie siedzi w domu, a jak siedzi, to nie sam, a jak jest sam, to wie, że zawsze może do nich zadzwonić, porozmawiać.

Przecież nie musieli, a zabrali mnie do Monachium, zabrali do Poznania na Sylwestra – wspomina Marcin. A w Poznaniu było „grubo”,  do dziś entuzjazm w jego głosie nie gaśnie, gdy opowiada o tym co się tam działo.  Na początku, gdy wyszli na rynek, jak wspomina Marcin,  ludzie obserwowali go z duuużym dystansem.  Totalnie nie wiedzieli jak się zachować. Zresztą jeden mężczyzna, który później przyłączył się do paczki Marcina,  przyznał, że nie wiedział jak zagadać, podejść, porozmawiać. Marcin nawet poczuł  się skrępowany, gdy zauważył jego zainteresowanie, a dokładnie gapienie się na Marcina, na jego wózek, na ludzi  wokół. Ale jak on i inni zobaczyli, że ten facet na wózku, to normalny facet, bariery pękły i… było „sylwestrowo” , w pełnym tego słowa znaczeniu.

Bo przecież, to zawsze pani powtarzam, jesteśmy tacy sami jak inni, tylko inaczej się poruszamy – Marcin rzeczywiście po raz kolejny powtarza to hasło. Taką mam misję, przekonać tak zwanych normalnych, sprawnych, że ci niesprawni mają takie same potrzeby, plany, ambicje, cele, marzenia. Chcą żyć pełnią życia, niezależnie od tego czym dla nich jest „pełnia życia”. Niepełnosprawni nie są jakimiś dziwolągami z kosmosu, które trzeba omijać. Nie. Trzeba ich szanować jak każdego człowiek, lubić, kochać – można sobie wybrać.

Przyjaciele Marcina wybrali. Nawet, jak w swoim życiu pędzą między kolejnymi zadaniami, planami, celami, zawsze znajdzie się chwila na to, by zajrzeć do Marcina. Zapytać: „co słychać”. Pobyć trochę, często trochę dłużej.

Niedawno Marcin na swojego FB wrzucił hasło: „mamy wielu przyjaciół, gdy ich liczymy, ale tylko niewielu, gdy ich potrzebujemy”.  To kolejny dowód na to, jak bardzo przyjaźń jest ważna w jego życiu. Bierze,  ale też daje.

Może się to kiedyś zmieni – mówi – ale dziś, docierają gdzieś tam do mnie informacje, że jestem podziwiany za to, że się nie poddaję i nie chodzi o ten podziw, ale o to, że ja rzeczywiście się nie poddaję. Jednak, do normalnego funkcjonowania potrzebuję ludzi, muszę należeć do jakiejś grupy znajomych , przyjaciół, bo zamknięcie się w sobie, separacja do niczego nie prowadzi. Do niczego dobrego, a przecież nie można użalać się nad sobą cale życie. 

O takich rzeczach Marcin chce mówić w swoich filmach na kanale YouTube. Chce stać się,  choć tego tak nie nazywa, mówcą motywacyjnym dla niepełnosprawnych. Za chwilę będę miał „30 lat na karku” – jak mówi – więc, jest też sporo doświadczenia w byciu niepełnosprawnym w świecie sprawnych. Filmy to jeszcze plany, choć kanał już jest. Najważniejsze nie siedzieć bezczynnie.

Teraz inny cel.  Zbiórka pieniędzy na rehabilitacje.

Wstępne plany na kolejną imprezę charytatywną już są – mówi Marcin – burmistrz zatwierdził prośbę o udostępnienie sali Złocienieckiego Ośrodka Kultury,  więc teraz pozostaje ustalić termin i można zacząć przygotowania.

– Będziesz grał?

-No, nie wiem czy DJ mnie dopuści – mówi Marcin ze śmiechem, ale wiele wskazuje na to, że kilka utworów zagra. Praktykę powoli zdobywa na konsoli, którą dostał od wuja, a testował na rodzinnej imprezie. Nie było źle.

Impreza w ZOK-u może jeszcze w marcu, a może już w kwietniu, bo to święta lada moment,  a  Marcin jedzie też na rehabilitację refundowaną przez NFZ w Kańsku koło Złocieńca. To oczywiście za mało, by zoperowana ręka stała się ręką asekuracyjną tak, jak zakłada prowadzący Marcina profesor  Marek Jóźwiak  z prywatnej Kliniki Grunwaldzkiej w Poznaniu. Operacja była 27 września, wszystko poszło idealnie, teraz w rękach rehabilitantów i samego Marcina usprawnianie tego, co usprawnić można.  Na operację i rehabilitacje, według szacunków, potrzebne było 50 tysięcy złotych, na poprzedniej imprezie w Złocieńcu zebrano dla Marcina nieco ponad 8 tysięcy złotych. Więc cały czas pieniądze są zbierane. Stąd też apele przyjaciół o jeden  procent dla Marcina i pomysł na kolejną  imprezę.

Dzięki usprawnieniu ręki Marcin będzie mógł zrobić sobie kanapkę, przytrzymać kubek z herbatą, telefon – dla niego to będzie rewolucja, dla tak zwanych sprawnych i normalnych,  jest to trudne do wyobrażenia, że przytrzymanie czegoś drugą ręką jest  tak wyczekiwanym  „cywilizacyjnym skokiem”. Wejściem w nowy etap życia. Większą samodzielnością.

Dwa tygodnie rehabilitacji to 6 tysięcy złotych. Taka kwota jest wciąż poza zasięgiem rodziny, podobnie jak specjalistyczne łóżko czy podnośnik. To dwie rzeczy, ale dla nich, cała epoka w ich funkcjonowaniu.

Także impreza w planach, powoli się dzieje – mówi Marcin pełen optymizmu. Bo on unika negatywnych emocji. Nie, nie zaprzecza im, bo i takie istnieją, ale jak się uda, to ich unika. Woli te pozytywne: radość, szczęście, miłość…

Dla nich jestem w stanie pokonać  wszelkie trudności – mówi bardzo spokojnie i powoli Marcin. Taki ma styl,  że jak chce coś podkreślić, pokazać mi, jak bardzo  jest to dla niego ważne, mówi to spokojne i powoli.

…i ja powoli słucham jego słów o ważnych emocjach: radości, szczęściu, miłości…

 

cdn.

 

 

 

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz