Marcin Suszko 31.07.2017


Data dodania: 31-07-2017 r.
Ilość wejść: 1 164.

Redaktor/Autor: Małgorzata Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli:


O Marcinie mówią „psycholog”. Choć dopiero w tym roku skończył liceum (po gimnazjum stracił wiarę w sens kształcenia się, dopiero mama przekonała go, że warto) i nie przystąpił na razie do matury, to gdzieś tam, z tyłu głowy ma plan by doradzać ludziom. Potrafi słuchać. To absolutna zaleta. Ma świadomość, że zrobienie studiów magisterskich z psychologii może być poza jego zasięgiem, choćby z tego powodu, że nie robi notatek, więc cała wiedza musiałaby być zapamiętana na zajęciach i wykładach. Dla wielu „normalnych” to rzecz niewyobrażalna i niemożliwa, a dla Marcina?

Marcin tej opcji nie wyklucza, choć określa ją: „z  pogranicza science fiction”.

Ostatnio byłem w szkole – rozwija Marcin myśl z pogranicza psychologii – w gimnazjum i tam głosiłem świadectwo na temat niepełnosprawności i po tym świadectwie wpadłem na pomysł, że chciałbym jeździć po różnych ośrodkach, szpitalach, po ośrodkach dla złej młodzieży, po więzieniach i tak dalej, i chciałbym mówić o niepełnosprawności, chciałbym założyć swój kanał, dlatego, że ja się nie wstydzę.

A to, co Marcin ma do powiedzenia na temat niepełnosprawności to jego 29 lat doświadczeń.

My nie jesteśmy gorsi, my jesteśmy tacy sami, mamy takie same potrzeby, takie same możliwości, tylko, że może one są trochę ograniczone, a tak to my jesteśmy takimi samymi ludźmi. Chcemy być tak samo traktowani, bo mamy takie same pragnienia, a ludzie czasami nie wiedzą jak się zachować, albo po prosty grają. A najgorsze jest to, jak się nad tobą litują…

 Marcin wspomina sytuację ze szpitala, gdy był na rehabilitacji i pojechał do szpitalnego sklepu kupić sobie coś.

Stoję w kolejce i pani taka starsza najpierw się przyglądała, a potem  mówi do mnie czy ma mi coś kupić – widzę jak wspomnienie znów nakręcają emocje – a ja w pewnym momencie nie wytrzymałem i zacząłem się drzeć na cały sklepik, że jak mi coś kupi, to tego nie zmieni, nie wstanę z wózka.

Kolejny przykład to kobieta, która wcisnęła mu w dłoń „stówę”.  Tak po prostu, z litości, bo pomyślała, jak tłumaczy Marcin, że jak mu da te pieniądze, to mu to zdrowie „nawróci”/

– A tak nie jest – dodaje już spokojnym głosem Marcin – ja sobie pozwolę nazwać rzeczy po imieniu, czasami nas po prostu traktują jak potwory, jak śmieci… Jakby mogli, to by do tego wózka weszli ze zdziwienia, zszokowania, zaskoczenia, że istnieje takie coś…

Dopiero będą się dziwić, jak Marcin zrealizuje kolejne ze swoich marzeń. Chce zostać DJ i chce grać na imprezach. Głównie muzykę disco polo. Osobiście słucha też hip hopu, docenia wartość tekstów w tym gatunku, ale disco polo to, jego zdaniem, muzyka zabawy. Wie, że ludzie na ogół wstydzą się tego, że słuchają disco polo, ale wie też, że słuchają i doskonale bawią się przy tej muzyce.

Muzyką zarazili go wujkowie, którzy w gminie Złocieniec grali na imprezach i grali też, razem z jego tatą,  na imprezach dla niepełnosprawnych i wtedy Marcin brał tamburyno i razem z nimi ”pogrywał”.

Mam nadzieję, że ta operacja mi w tym pomoże – to nie są łatwe tematy, bo wiążą się z ogromnym bólem. Każdy dzień dla Marcina to ciężka praca, bo każdy z tak zwanych normalnych idzie na osiem godzin do swojego zakładu pracy i pracuje, ale potem wraca do domu i odpoczywa, a dla Marcina ta praca się nie kończy. To 24 godziny na dobę , 365 lub 366 dni w roku.

Trzeba być czymś zarażonym, by to zrozumieć – Marcin rozwija myśl – a też druga rzecz, w naszym przypadku, mówię naszym, bo nie jestem egoistą, w przypadku osób niepełnosprawnych, podstawowa rzecz to mieć pasję. Mieć cel, bo jak nie ma celu, to życie jest puste.

Operacja 

Kiedy Marcin był na rehabilitacji w Kańsku (Złocieniec), w szpitalu doktor Marcin Szustak , który zainteresowała się przypadkiem Marcina, dał jego mamie telefon do prywatnej klinki Grunwaldzkiej w Poznaniu. Tam odbyły się konsultacje z profesorem Markiem Jóźwiakiem i zapadła decyzja o operacji.

Operowana będzie lewa, całkowicie niesprawna, ręka Marcina. Operacja będzie dwufazowa – najpierw dłoń, a później łokieć.

– Dziś Marcin obsługuje telefon, komputer i weźmie sobie kanapkę i kubek – wylicza mama Marcina – a mając zdrową, no prawie zdrową, bo wiadomo, że ona nie będzie na sto procent funkcjonalna ta lewa dłoń, to będzie mógł zrobić sobie kanapki… no wiele rzeczy będzie mógł zrobić sam, bo wiadomo, że jedną rękę niewiele się zrobi.

Na operację w Poznaniu, oba etapy i rehabilitację w ośrodku rehabilitacyjnym w Bydgoszczy,  potrzebują w sumie 50 tysięcy złotych. Pierwszy etap 27 września.

Na dziś zebranych jest 8 tysięcy złotych. Wierzą, że do września pieniędzy będzie więcej.

Jest jeszcze trochę czasu – mówi Bogumiła Suszko – tym bardziej, że dopiero dwa miesiące od operacji można rozpocząć rehabilitację, więc to będzie gdzieś w styczniu. Kolejne miesiące na „dozbieranie” pieniędzy – w głosie pani Bogumiły słyszę dużo nadziei.

Operacja to teraz priorytet, dlatego na bok idą wszelkie inne wydatki i potrzeby. Ta odsunięta, a też pilna, to podnośnik. Choć Marcin nie jest definiowany w kategoriach „mężczyzna słusznej wagi”, to 29 lat podnoszenia go, a zwłaszcza teraz, choćby z łóżka na wózek i z powrotem, znacznie nadwyrężyło kręgosłup jego mamy. Daje radę, bo musi, ale determinacja to może być już za mało.

Odłożyć w czasie muszą też kupno specjalistycznego łóżka dla Marcina i materaca. A przydałoby się i jedno i drugie, bo Marcin wciąż śpi na wypożyczonym łóżku.

Cóż… Operacja to numer 1 na liście potrzeb.

Mimo tego, że wiem, że będzie czekał mnie ból zaraz po operacji, ciężka praca – teraz Marcin patrzy prosto w moje oczy – to jestem w stanie to znieść. Bo tak, jak powiedziałem, jak się coś kocha to człowiek jest w stanie przezwyciężyć wszystko…

A Marcin kocha…  muzykę, pomaganie innym, przyjaciół…

Kocha życie.

 

 

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz