Marcin Suszko po operacji obolały, ale szczęśliwy.


Historia została dodana: 05-10-2017 r.
Ilość wejść: 652.

Redaktor/Autor: Małgorzata Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli:

Wciąż nie mogę uwierzyć, że to się stało! Hurrrrrra! 

Szybkiego powrotu do pełni sił!”. „Marcinku pozdroo ode mnie i Agi. Dajesz stary! Jakby nie było będzie bardzo miło”. „Dasz radę pozdrawiam”. „Zdrowia Byku”. „Zdrowiej Suchy” „Marcin, cieszymy się razem z Tobą!!! Brawo za odwagę!!! I szybko wracaj do pełni sił!!” – kilka wybranych, z trzydziestu komentarzy, które pojawiły się na FB pod zdjęciem Marcina i jego wpisem: „Już po operacji. Obolały, ale szczęśliwy”. Wpis opatrzony stosownym emotikonem uśmiechniętej buźki.

– Jak zapowiedział, tak się stało.  27 września, w Klinice w Poznaniu, Marcin miał operacje. To kolejny krok do większej samodzielności, niezależności , wolności.

 

-To dwie operacje za jednym razem  –  głos mamy Marcina w słuchawce telefonu rozemocjonowany, radosny.

-To znaczy, że cięta i dłoń i łokieć? – upewniam się, bo plany były na dwie operacje. Na początek dłoń. Potem łokieć.

Tak. Profesor zdecydował się od razu na oba cięcia

A pieniądze? – czuję się niezręcznie zadając to pytanie, w chwili, gdy mama Marcina jest pełna dobrych emocji, tak wnioskuje przynajmniej z jej głosu. Nie mogę jednak nie zapytać, bo na operację zebranych było około 8 tysięcy złotych. Absolutne minimum. A przecież jeszcze rehabilitacja. Też potrzebne pieniądze.

Na operację w Poznaniu, na oba etapy i rehabilitację w ośrodku rehabilitacyjnym w Bydgoszczy,  potrzebnych było w sumie 50 tysięcy złotych.  Operacja to był priorytet, dlatego na dalszy plan odsunięte zostały inne wydatki i potrzeby. Na przykład  kupno podnośnika, bo przecież przenoszenie 29-letniego Marcina, choć  nie jest potężnych rozmiarów mężczyzną, choćby z łóżka na wózek i z powrotem, znacznie nadwyrężyło kręgosłup jego mamy. Daje radę, bo musi, ale determinacja, to za chwilę może być za mało.  Odłożyć też  w czasie musieli  kupno specjalistycznego łóżka dla Marcina i materaca. A przydałoby się i jedno i drugie, bo Marcin wciąż śpi na wypożyczonym łóżku.

– W jednej cenie. Tak zdecydował profesor – kontynuuje odpowiedź na moje pytanie mama Marcina. Lekarze bywają jednak ludźmi. Pomyślałam trochę cynicznie. A później przypomniałam sobie przeczytaną w necie „wizytówkę”  lekarza Marcina – profesora  Marka Jóźwiaka: Wyznaje zasadę, że medycyna to sztuka – nie można oddawać się jej jedynie w godzinach pracy. Jest to pasja, którą trzeba wyznawać, a nie tylko realizować zawodowo”.

W przypadku Marcina ta „sztuka” to coś w rodzaju performance, bo operacja to początek. Teraz naciąganie mięśni poprzez odpowiednie zakładanie gipsu na rękę, a później rehabilitacja.

Marcin cały czas ogląda tą swoją rękę – mama Marcina, Bogumiła Suszko wciąż tym samym rozemocjonowanym głosem „sprzedaje” mi informacje ze szpitala. Dzwonię dzień po operacji, więc sporo nowości – on przecież miał cały czas zasłonięty kciuk, a teraz go widać.

– A jak się czuje Marcin – zadaje w końcu to najważniejsze pytanie i słyszę szelest przekładanej słuchawki, a za chwilę mocny, tak jak zwykle, głos Marcina.

Dobrze. Wiadomo, że boli, ale jestem facet, a chłopaki wiadomo… – co ma oznaczać, że nawet jak boli i nawet jak bardzo,  to wytrzyma.

Ale jak będzie bolała bardzo, to wiesz… –wcielam się w rolę cioci „dobra rada”  – co dalej? Jak długo w szpitalu?

–  A to już mama – odpowiada Marcin. Wyczuwam, że mimo  roli „twardego faceta”, nie jest jeszcze w najlepszej formie.

– Czekamy na rozmowę z profesorem… – zaczyna, jednak coś wydaje się jej  bardziej ważnego – jak Marcin był w Stargardzie na rehabilitacji przygotowaliśmy mu niespodziankę. Nic nie wiedział, jego wujek, dał mu mikser … –  zawiesza głos, słyszę, że ktoś wszedł do pokoju Marcina w poznańskiej klinice. Nie słyszę dokładnie rozmowy – Przepraszam, jest pielęgniarka – mama Marcina daje do zrozumienie, że to koniec rozmowy na tę chwilę.

– Oczywiście – rozłączamy się.

– Wciąż jestem w wielkim szoku – mówi Marcin – nie wierzyłem, że to się dzieje. Wciąż nie wierzę.  Rozmawiamy trzy dni po operacji. Marcin jest już w domu.

Nawet jak jechałem na operację, to nie wierzyłem, że to się dzieje naprawdę. Wiadomo leki, „głupi Jaś”, ale ja jeszcze do tej pory nie wierzę.

Marcin przyznaje, że trochę boli. Są lepsze i gorsze chwile, ale daje radę. Teraz już nawet ćwiczy rękę. Zadania na każdy dzień – 5 minut ruszania palcami, 5 łokciem.

Na tyle, na ile mogę. Jak więcej dam radę, to więcej, jak nie daję rady to mniej – i znów słyszę od Marcina, że nie wierzy w to, co się dzieje, że to jest możliwe, że była operacja, że widać kciuk – mam kłopoty ze spastyką, ale to wiadomo, po operacji – dodaje Marcin, a ja słyszę głos jego mamy,  z naszej rozmowy w szpitalu, jak mówi,  że teraz są mniejsze problemy z ubraniem Marcina.

Co dalej? We wtorek  kolejne wizyta u profesora i zmiana gipsu czyli naciąganie mięśni.  Jak długo? Ile takich zabiegów? Tego na razie nie wiadomo, bo tu wszystko od siebie zależy – gojenie, naciąganie mięśni, ćwiczenia. Potem rehabilitacja. To wszystko jeszcze w tym roku. I jest też solidny motywator…

Dostałem mikser, kable, całe wyposażenie, już profesjonalne – Marcin mówi o niespodziance, którą przygotowała dla niego rodzina, gdy był na rehabilitacji w Stargardzie jeszcze przed operacją – to od przyjaciela rodziny, przyjaciela brata taty, on kiedyś grał – przypominam sobie rodzinną historię opowiedzianą mi przez Marcina, jak to muzyką zarazili go wujkowie, którzy w gminie Złocieniec grali na imprezach. Grali też, razem z jego tatą,  na imprezach dla niepełnosprawnych i wtedy Marcin brał tamburyno i razem z nimi ”pogrywał”.

Kiedy będziesz miksował? – pytam, by sprawdzić jak bardzo chce przesuwać „heble”. Marcin jednak, mimo, że „bajerant” do kobiet, to wobec siebie jest realistą.

Nie wiem. Jak najszybciej, ale nie wiem kiedy to będzie możliwe. Wszystko zależy od tego jak będzie się goiło, jak rehabilitacja… – Jego głos się zmienia, a ja nawet nie muszą patrzeć by zobaczyć iskierki w oczach Marcina – ale obiecuję pani, że jak zrobię taką maleńką imprezkę dla moich przyjaciół, taką niewielką, bo już widzę, jak pakuję ten sprzęt i jadę, to na pewno pani prześlę film.

Kiedy to będzie? Jeszcze ten rok?

Ten rok to może jeszcze nie, ale na początku przyszłego… – Marcin zawiesza głos jak klasyczny facet rozbudzając nadzieje w kobiecie.

Wiem, że to jest możliwe.  Zagra.

cdn.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz