Marcin Suszko, operacja lada moment.


Historia została dodana: 30-05-2018 r.
Ilość wejść: 889.

 Redaktor/Autor: Małgorzata Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli:

Na przyciemnionym korytarzu, z dyskretnymi światłami, by pacjenci mogli zachować niezbędną dla siebie intymność, raz po raz słuchać krzyk bólu. Nie jęk, ale głośny krzyk, który nie pozostawia wątpliwości, że osoba która krzyczy doświadcza bólu i to dużego. Krzyczy Marcin. Jest na kolejnym zabiegu rehabilitacyjnym, który ma go przygotować do operacji kciuka. Ta zaplanowana jest na czerwiec.

– Wytrzymaj, jeszcze chwilę, wytrzymaj – rehabilitantka ciepłym głosem, cierpliwie wspiera wysiłki Marcina, ale doskonale widać, jak ukryty przez lata w zaciśniętej dłoni Marcina kciuk, zaczyna powoli spełniać swoją funkcję. Prawdopodobnie nigdy nie będzie pełnił roli chwytnego palca, ale bez wątpienia będzie palcem asekuracyjnym, co dla Marcina jest skokiem cywilizacyjnym.

Dla nas, dla człowieka zdrowego, kwestia nawet takiego globalnego chwytu, nieprecyzyjnego nawet, nie odgrywa takiej roli, ale dla pacjenta, który tej ręki nie miał przez 20 parę lat, no to jest to duży krok na przód powiedział mi Marcin Szustak, lekarz Marcina ze szpitala w Kańsku, gdzie  przechodzi on rehabilitacje.

A Marcin lewej ręki i  kciuka przy niej nie używał przez więcej niż 20 lat. Dlatego teraz tak boli i dlatego teraz potrzebna jest rehabilitacja, by  w czasie i po operacji, mięśnie dłoni zaczęły uczyć się tego, czego nigdy nie umiały. W przypadku osób niepełnosprawnych ruchowo od urodzenia – tak jak Marcin z porażeniem czterokończynowym – trudniej jest pewne funkcje mięśni, czy w ogóle ciała, pobudzić, nauczyć od zera, niż przywrócić je u osób po wypadkach, gdy ciało i mięśnie pewne działania pamiętają, chociażby w efekcie tak zwanej pamięci mięśniowej, które nabywają  w trakcie chodzenie, chwytania itd.

Praca nad kciukiem przygotowuje pacjenta do operacji uwolnienie kciuka – mówi spokojnym głosem Justyna Grzyb, rehabilitantka Marcina –  do poprawienia chwytności, więc my teraz pracujemy nad rozluźnieniem mięśni, rozluźnieniem powięzi, uelastycznieniem tych tkanek, które są etapem wstępnym do operacji .

 Operacja w czerwcu. Potem długa i kosztowna rehabilitacja.

– Na operacje pieniądze mamy – mówi mama Marcina Bogumiła Suszko – młodzież je zabrała, na dyskotece.

„Młodzież” to przyjaciele Marcina, którzy wpadają też do niego z wizytą, do szpitala w Kańsku koło Złocieńca.

Ta dyskoteka, jak sami przyznają, była zdecydowanie lepiej dopracowaną i atrakcyjniejszą artystycznie imprezą, to zebrane na niej fundusze były mniejsze niż te, zgromadzone w ubiegłym roku, na pierwszą operację.  Wówczas było to nieco ponad 8 tysięcy złotych, teraz  zebrano blisko 4 tysiące, a z licytacji prowadzonej przez Fundacje Magia Serc ze Złocieńca – założyła ją przyjaciółka Marcina – zebrano 4 tysiące, więc ta kwota na operacje wystarczy.

A rehabilitacja? – pytam mamę Marcina

Potem będziemy się martwieć  – mówi pan Bogumiła – na razie operacja.

Po pierwszej efekty zaskoczyły nawet lekarzy:

Nie spodziewałem się, że po tej operacji efekt będzie funkcjonalny – mówi doktor Szustak –  ja się bardziej spodziewałem efektu strukturalnego, czyli poprawy ustawienie tej ręki, rozluźnienia jej troszeczkę – doktor pokazuje ustawienie ręki od przykurczonej jak miał Marcin, do zdecydowanie bardzie wysuniętej do przody i „wyprostowanej” –  także, o tyle to było zaskakujące dla mnie, że ta ręka odzyskała pewne funkcje.

Najważniejsze co zauważyłam to jest to, że nie rozrywam ubrań – mówi mama Marcina – bo ubierając Marcina, z tym jego silnym przykurczem  tej ręki trzeba było kupować mu ubrania rozmiar albo dwa rozmiary większe, albo po prostu się rozrywało. Nie była w stanie mu ubrać kurtki. Marcin bardzo się denerwował przy ubieraniu więc  jak sie denerwował, jeszcze większą spastykę miał, a teraz mamy taki komfort, że ubieramy sie spokojnie.

Swoje robi też rehabilitacja. Ręka, która do tej pory była niemal przyłożona do  klatki piersiowej Marcina, teraz imponuje zakresem ruchu. Powiększanym za każdym słowem rehabilitantki: „jeszcze, dasz redę, jeszcze trochę”. I Marcin robi jeszcze trochę. By było jeszcze więcej potrzebnych jest 20 tysięcy złotych na rehabilitacje po czerwcowej operacji. Fundusze zbiera Fundacja Magia Serc ze Złocieńca (https://www.facebook.com/MAGIA-SERCA-1905293492877696/)

Przed Marcinem więc kolejny intensywny rok. I kolejny rok „odhaczania” zrealizowanych celów. Była operacja, były pierwsze występy w charakterze DJ i… Marcin został ojcem chrzestnym. Jego chrześnica Lena właśnie skończyła roczek.

Traktuję ją jak swoja córeczkę – mówi Marcin z „bananem” na ustach –   bo stawiam się w sytuacjach, jakby to było, gdybym miał swoją córkę i rodzinę, ale niestety nie można mieć wszystkiego.

Córka nie mogła zrobić mu większej przyjemności – mówi mama Marcina – bo Marcin ma jeszcze brata, ale ona wybrała Marcina na chrzestnego.

– Miłość to jest to, co mnie motywuje – Marcin wraca do swojego najważniejszego marzeniataką podstawową moją motywacją  jest kobieta. Kobieta. I będę dążył do tego, choćby nie wiem co, jestem w stanie przejść góry, lasy i doliny jak mówią, a przyjaciele na pewno mi w tym pomogą  i ludzie, którzy będą stawać na moje drodze i którzy stają każdego dnia.

Przyjaciele pomogą. Jak powiedział mi Rafał Wrzos: „pracujemy nad tym”. Pracują jeszcze nad jedną rzeczą:

-Chcielibyśmy pojechać do Japonii i zainwestować w egzoszkielet, taki który by jeszcze postawił Marcina na nogi – mówi

– Przecież to niemożliwe – mówię i myślę głównie o kosztach, które sami oszacowali na około 200 tysięcy.

Nie ma rzeczy niemożliwych – mówi Grzegorz Kośka z „paczki Marcina” – ja uważam, że niemożliwe nie istnieje, też jakby wiele rzeczy sobie robie w ciszy  i zbieram odpowiednie fundusze na tego typu rzeczy, więc ja tutaj przeszkód nie widzę. Nie wiem, ile nam to zajmie, rok, dwa może trzy lata,  ale jak najbardziej od tego celu nie odejdziemy i zrobimy tak, żeby było to, co pani uważa za niemożliwe, bo uwielbiam udowadniać, że nie ma takich rzeczy.

A ja po tych słowach oczami wyobraźni widzę już, jak panowie przybijają sobie piąteczkę po pierwszym kroku Marcina w egzoszkielecie.

Wierzy pani, że jest gdzieś na świeckie kobieta, która pokocha Marcina ? – pytam jego mamęno skoro ja jestem, ja wiem, że to są inne relacje, ja jestem matką i kocham go ponad życie i jeżeli Marcin spotka wartościową kobietę i będzie patrzyła na Marcina, nie na wózek, nie przez pryzmat wózka, tylko na Marcina na jego osobowość, to na pewno się  w nim zakocha.

Bo Marcin, jak mówi jego mama, to  facet z charakterem  i dlatego jemu się uda.

– Rzeczywiście Marcin  motywowany przez  swoich przyjaciół, motywowany przeze mnie, motywowany też przez rodzinę, jak sobie coś założy, to ten cel osiągamówi Pani Bogumiła i nie ukrywa –  Marcin też płacze.

Marcin płacze przede mną. Czasami jest tak, że płaczemy razem i Marcin powiedział, że nie będzie sie użalał przed kamerami,  czy  przed ludźmi nad swoim  losem, on chce pokazać, że osoba niepełnosprawna też może być szczęśliwa.

To kolejny cel Marcina  – a wiadomo, że cel to marzenie z terminem wykonalności.

cdn.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz