Marika 13 lat i Damian 4 lat


Data dodania: 21-11-2019 r.
Ilość wejść: 1 237.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

        Procedury adopcyjne w toku.

Rodzeństwo już w domu, w swoim domu. Ewa i Rafał  od początku wiedzieli, że znaleźli swoje dzieci. Byliśmy zdecydowani, tak zresztą deklarowaliśmy w trakcie szkoleń, że chcemy komuś pomóc, że przyjmiemy starsze rodzeństwo, nastolatka i drugie dziecko, do 6 roku życia.

– W pierwszym momencie, po przeczytaniu artykułu nawet sobie pomyślałam, „są idealne, na pewno szybciutko znajdą rodziców, może powinniśmy poczekać na takie … które mają większe problemy”. Ale wie Pani, jak coś zakiełkuje, to człowiek nie może odpędzić myśli. Napisaliśmy, zgłosiliśmy gotowość, od razu, jeszcze w lipcu,  ale nie było odzewu. Pomyślałam „tak jak się spodziewaliśmy, już kogoś wybrali … nie nas”.

Pojechaliśmy na urlop, ale cały czas zaglądałam na stronę Fundacji. W październiku, ktoś w komentarzach zapytał, czy dzieci znalazły dom. Odpowiedz autora tekstu nas zelektryzowała             „proszę napisać przez zakładkę…”. Mąż mówi dzwoń. Od razu skontaktowałam się z naszym Ośrodkiem Adopcyjnym w którym robiliśmy kursy na rodziców adopcyjnych. Poprosiłam panią Kasię, naszą panią psycholog, żeby w naszym imieniu skontaktowała się z Ośrodkiem Adopcyjnym dzieci. Po godzinie miałam telefon, mamy nazwisko dzieci, możemy przyjechać i zapoznać się z dokumentacją. Zwolniliśmy się z mężem z pracy i pognaliśmy do naszego Ośrodka.

– Już jak jechaliśmy, to wiedzieliśmy, że te dokumenty to czysta formalność. Nie wiem, co tam musiałoby być, żebyśmy się wystraszyli, że nie podołamy. Jeżeli jakimś szczęśliwym trafem, jesteśmy brani pod uwagę, jako kandydaci na rodziców, to już ich nie oddamy, są nasze. W zasadzie jechaliśmy do Ośrodka , żeby powiedzieć, że jesteśmy zdecydowani i chcemy spotkać się  z dziećmi. Termin spotkania Ośrodki wyznaczyły na za 2 dni.

Pani Kasia, nasza psycholog, pojechała z nami. Na spotkaniu były jeszcze 2 panie z Ośrodka Adopcyjnego dzieci, przedstawiciele placówki, w której mieszkały dzieci, w tym opiekun prawny dzieci. Łącznie z nami i dziećmi było 9 osób, więc trochę krępująco, jak na pierwsze spotkanie z własnymi dziećmi, ale takie są procedury i tak musiało być. Wszyscy zresztą starali się być bardzo dyskretni i taktowni.

Wróciliśmy do domu przeszczęśliwi, od razu zabraliśmy się za wykańczanie dziecięcych pokoi, już wiedzieliśmy, dla kogo je szykujemy. Jeździliśmy do dzieci 2 razy w tygodniu, w sumie byliśmy u nich 8 razy. Po miesiącu sąd wydał zgodę na zabranie dzieci do domu, na tzw. styczność. I od tygodnia mieszkamy już razem. Marika poszła do nowej szkoły, ja na urlopie macierzyńskim zostałam w domu z Damianem. Czekamy na końcową, ostateczną sprawę adopcyjną.

Ogromne słowa podziękowania dla naszego Publicznego Ośrodka Adopcyjnego, dla pani Kasi i pani Martyny za nieocenioną pomoc oraz wsparcie.  Oczywiście również ukłony dla Ośrodka Adopcyjnego Fundacji „Mam Dom” w Szczecinie za pomoc, życzliwość i danie naszym dzieciom szansy na to, żebyśmy mogli ich znaleźć. Dziękujemy również autorce artykułu, pani Ewie za opisanie historii naszych dzieci, bo gdyby nie ten artykuł pewnie nie udałoby nam się ich odnaleźć. Jesteśmy już pełną rodziną, już wszyscy są w domu i nie mówię tylko o naszej czwórce. Rodzina jest większa, zdecydowanie większa, są dziadkowie, ciocie, wujkowie, kuzynostwo.

 

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 3.

  1. Tak. Pani Ewa to nasz cichy anioł, to dzięki niej wielu z nas ma już swoją rodzinę…inni czekają na ten cud. Państwu gratulujemy wspaniałej rodziny. Kochajcie się mocno.

  2. Prawda Pani Ewa to Anioł Stróż. Cudowna ciepła kobieta, która indywidualnie podchodzi do każdej sprawy. Szkoda że niektóre Ośrodki Adopcyjne nie potrafią tego docenić.

Dodaj komentarz