Mariola i Jan Gierczakowie i ich gromadka dzieci.


Historia została dodana: 25-05-2018 r.
Ilość wejść: 621.

Redaktor/Autor: Halina Pytel – Kapanowska

pomogli Pomogli:

Nie wybierali dzieci. Zaczynali z sześcioosobową gromadką w wieku od 3 do 12 lat. Wszystkie z trudnymi życiorysami, wielkimi zranieniami. Najstarsza Olimpia miała 11 lat, była uczennicą V klasy. Dwóch braci: 10-letni Damian oraz 8-letni Darek. I rodzeństwo: 16-letnia Magda oraz 6-letni Łukasz i 4-letni Daniel.

–  Był jeszcze z nami nasz najmłodszy syn Artur, wtedy piętnastoletni, starsze nasze dzieci zostały w naszym prywatnym mieszkaniu w Dąbiu – wspomina Mariola Gierczak.

Najkrócej była razem z nimi Magda, która szybko się usamodzielniła, zdobyła zawód fryzjerki, wyszła za mąż i wyjechała ze Szczecina. Jej młodsi bracia też nie byli długo u Gierczaków. Przez jakiś czas przebywali u swojej mamy, a później trafili do innych placówek. Jednak Daniel – już czternastoletni – w ubiegłym roku wrócił do rodziny Gierczaków, bo swoją działalność zakończył rodzinny dom dziecka Peplińskich, w którym chłopiec przebywał przez kilka lat.

Olimpia dopiero niedawno usamodzielniła się. Wyprowadziła się, choć pozostała w stałym kontakcie z rodziną Gierczaków. Przez lata była wielką podporą w opiece nad młodszymi dziećmi. Skończyła studium kosmetyczne, pracuje, daje sobie radę. Damian z pierwszej szóstki też się usamodzielnił, on równierz nie zaprzestał kontaktów. Mieszka w mieszkaniu chronionym. W domu Gierczaków jest stałym gościem, skończył szkołę cukierniczą, ale nie pracuje w zawodzie, zmienia pracę, ostatnio zatrudnił się w hurtowni „Biedronki”.

Darek zdobył kwalifikacje hydraulika. Pracuje i uczy się  zaocznie w liceum. Zdobył prawo jazdy i za pierwsze zarobione pieniądze  kupił samochód, starego Fiata za 1000 zł, ale jeździ.

„Brzozowy zakątek” dzisiaj, to Mariola i Jan Gierczakowie oraz sześcioro dzieci, dwa psy i dwa koty. Bez problemu wszyscy się mieszczą w dużym salonie połączonym z kuchnią, w którym jest  stół z krzesłami, wersalka, fotele. Do tego stare pianino, które Jan Gierczak dostał ze szkoły i wyreperował. Na razie jednak stanowi tylko ozdobę, bo nikt na nim nie gra. Na ścianie zdjęcia  w ramkach. Są na nich wszystkie dzieci i wnuki – zarówno rodzone jak i te, które stały się wychowankami ich domu rodzinnego.

Tuż za kuchnią pokoje dzieci i sypialnia Marioli i Jana Gierczaków. W pierwszym pokoju mieszkają  dziewięcioletnia Nikola i dziesięcioletnia Oliwia,  w kolejnym dwunastoletni  Adrian i siedmioletni Gracjan, w kolejnym najstarsi –  Michał i  Daniel.

W przedpokoju stoi komputer, który służy chętnym do gry (ale nie za długo). Najczęściej korzysta z niego siedmioletni Gracjan.

Psy wielorasowe – Juki  z lasu i Lesio ze schroniska. Kotka Chiquita z ulicy i jej synek Blacky.

W tak licznym towarzystwie nie ma czasu na nudę, ani na samotność. Mariola Gierczak lubi takie życie,  choć czasami marzy o chwili relaksu w ciszy. Chętnie zajęłaby się na przykład malowaniem, na co nie ma czasu. Tylko jeden obraz jej autorstwa wisi na ścianie. Kilka lat temu udało się go namalować. Ale tak zazwyczaj, to ciągle coś dzieje, zakupy, przygotowanie obiadu, pomoc w lekcjach, różne czynności domowe, które trzeba wykonać. Na brak zajęcia nie można narzekać, choć dzieci  chętnie pomagają we wszystkich pracach domowych.

– One doskonale wiedzą, że nie jesteśmy ich biologicznymi rodzicami – mówi Mariola Gierczak – mówią do nas: „wujku”, „ciociu”. Nasze zadanie polega na tym, by stworzyć im bezpieczny dom, nauczyć samodzielności i wiary w siebie. Najważniejsze, by później w życiu potrafiły dać sobie radę, zdobyć zawód, pracować, założyć rodzinę. Żeby miały wzorce, przykład, żeby wiedziały jak funkcjonuje rodzina. Nasze dzieci potrafią dbać o siebie, o porządek, uczą się gotować, prać , prasować.  Uczą się samodzielności. Nie boję się puszczać ich w świat, wiem, że sobie poradzą.

– Dzieci, które do nas trafiają zazwyczaj mają bardzo traumatyczne wspomnienia i doświadczenia z rodzinnych domów. Niektóre pochodzą z bardzo trudnych środowisk. Przed laty nawet zdarzyło się rodzeństwo z objawami zagłodzenia, wychudzone z dużymi brzuchami. Przez dość długi czas trudno było im uwierzyć, że tu jedzenia nie brakuje, chowali chleb pod poduszkę przed pójściem spać. A jak kiedyś poszli na mecz, to okazało się, że jeden z tych chłopców ma kieszenie pełne naleśników.

Trudnych sytuacji jest zresztą sporo. To normalne. I nie jest to wina dzieci.

– Staramy się być cierpliwi i wyrozumiali – opowiadają Gierczakowie.

– Bardzo często dzieci przychodzą do nas z lekami  uspokajającymi  Staramy się tak z nimi postępować, by nie musiały ich brać. Zazwyczaj się to udaje.

Są w stałym kontakcie z nauczycielami. Zdarza się jednak dość często, że dzieci niesłusznie posądzane są o przewinienia, których nie dokonały.

– W takich sytuacjach konfliktowych staramy się dokładnie wyjaśnić i jak trzeba bronimy naszych dzieci. One muszą wiedzieć, że jest ktoś, kto stanie w ich obronie, że kogoś obchodzą, że ktoś jest z nich dumny i zauważa postępy jakie robią – mówi zdecydowanie Jan Gierczak.

Dorosłe już, własne dzieci  Gierczaków są gośćmi w domu rodziców. Mariola Gierczak żałuje, że nie może poświęcić im tyle czasu, ile by chciała. Na szczęście nie obrażają się i zawsze są w komplecie na przykład, na święta. Najstarsza córka Elżbieta, ma 33 lata i jest mamą trzyletniego Edwarda i dwuletniego Witolda. Ich portrety wiszą w centralnym miejscu w pokoju gościnnym Gierczaków.

Młodszy syn Bartosz ma 31 lat i prowadzi firmę budowlaną. O 2 lata młodsza Kornelia  też jest mężatką, pracuje w sklepie z butami, a jej mąż Tomasz, to bokser zawodowy. Wychowankowie Gierczaków często bywają więc na zawodach bokserskich rozgrywanych na hali. Niektórzy trenują. Na przykład Ola dostała nawet stypendium UM za osiągnięcia  w boksie, miała też sukcesy na Mistrzostwach Polski. Usportowiona dziewczyna nie tylko boks trenuje, ale też biegi, chód sportowy. Obecnie swoich sił w boksie próbują też Oliwia i Adrian.

Najmłodszy syn Artur, (26 lat) na razie pracuje ze starszym bratem. Marzy jednak o tym, by zostać żołnierzem zawodowym. I pewnie uda mu się  mu spełnić to marzenie.

Gierczakowie są szczęśliwi, kiedy któreś z ich wychowanków znajduje dom adopcyjny. Zdarza się to rzadko, bo rzadko przebywające u nich dzieci mają uregulowany stan prawny, by było to możliwe. Do tej pory zdarzyły się tylko dwa przypadki adopcji ich wychowanków – Alexa i Oliwii. Adopcyjna mama Oliwii nawet z nią przyszła do nas w odwiedziny, choć dziewczynka nie bardzo pamiętała nasz dom, bo była tu krótko.

 

Obecnie na adopcję czeka siedmioletni Gracjan.  Jest uczniem I klasy, ma wiele zainteresowań.  Ma dobry głos, uczęszcza na zajęcia Chóru Chłopięcego „Słowiki”. Marzy o karate, choć boksem też się interesuje. Lubi gry komputerowe. Jest jak „żywe srebro”. Bardzo potrzebuje uwagi i miłości. Czeka na swój dom.

 

 

 

cdn.

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 2.

Dodaj komentarz