Mariola i Jan Gierczakowie i ich Rodzinny Dom Dziecka.


Historia została dodana: 01-09-2018 r.
Ilość wejść: 1 118.

Redaktor/Autor: Halina Pytel – Kapanowska

pomogli Pomogli:

 

Kiedy  odwiedziłam dużą rodzinę Gierczaków,  czyli Placówkę Opiekuńczo-Wychowawczą Typu Rodzinnego wakacje już były po półmetku, a może i nawet bliżej końca. Udało mi się jednak poznać jeszcze Marię i Tadeusza Trzaskosiów, którzy na tydzień przyjechali do Gierczaków z siódemką swoich dzieci. Oni prowadzą podobną placówkę we wsi Strzeszyn koło Biecza na Podkarpaciu. Obie rodziny poznały się 12 lat temu na szkoleniu dotyczącym prowadzenia placówek opiekuńczo-wychowawczych typu rodzinnego. I od tamtego czasu zazwyczaj dwa razy do roku odwiedzają się. Gierczakowie przeważnie jadą do Trzaskosiów w czasie ferii zimowych. To szansa, by dzieci popróbowały jazdy na nartach. A latem Trzaskosiowie przyjeżdżają na działkę Gierczaków, która znajduje się w okolicach Przybiernowa i wszyscy razem jeżdżą stamtąd nad morze, do Międzyzdrojów przeważnie.

Tym sposobem obie rodziny wraz z gromadką swoich dzieci mają wczasy i latem i zimą. Działka Gierczaków jest dosyć duża, w pobliżu rzeka i las. Jest niewielki dom letni i miejsce na namioty, gdy więcej osób, gdy trzeba.

Na działce, zwłaszcza dla mieszczuchów jest sporo atrakcji, od łowienia ryb w rzece, po codzienne rozpalanie ogniska i pieczenie kiełbasek, co wszyscy bardzo lubią. Jest też trampolina, z której najchętniej korzystają najmłodsi. A  poza tym spacery po lesie, gra w piłkę, badmingtona. Jak to na wakacjach.

Maria i Tadeusz Trzaskoś mają dwoje własnych dzieci, a  rodzinny dom dziecka prowadzą od 2000 roku. Wszystko zaczęło się 9 lat wcześniej, kiedy to stali się rodziną zastępczą dla siedmiorga dzieci siostry pani Marii. Zostały nagle sierotami, bo ich rodzice zatruli się czadem. Straszne! Najmłodsze dzieciątko zaledwie 9-miesięczne, najstarsze w VI klasie. Trzaskosiowie zrobili wszystko, by dzieci nie trafiły do domu dziecka,  stali się dla nich rodziną zastępczą. I dalej wszystko potoczyło się tak, że do dzisiaj są wielką rodziną dla wielu dzieci. Podobnie jak Gierczakowie.

Oprócz pobytu na działce, wypadów nad morze, powrotów na kilka dni do Szczecina, dobrym wspomnieniem tegorocznych wakacji był tygodniowy obóz w Myśliborzu na początku lipca. Zwłaszcza najmłodsi  mile wspominają wycieczki do Parku Dinozaura i do Przelewic. Gracjanowi bardzo podobał się park linowy i dzielnie się wspinał, nawet dosyć wysoko. Z kolei dziewczynki prosiły o zdjęcia na ławeczkach ze słynnymi aktorami i piosenkarzami, które są w Międzyzdrojach. Nikoli podobała się postać Ireny Jarockiej, tym bardziej, że zna jej piosenki, a i sama lubi śpiewać.

Wrócili z wakacji prawie dwa tygodnie przed nowym rokiem szkolnym. W domu w Szczecinie jak zwykle gwarno, wiele się dzieje. Do gromady ośmiorga dzieci, dwóch psów i kota, dołączyła jeszcze jedna rasowa kotka, która stała się chyba pupilką pana Jana…

Mariola Gierczak spokojnie wszystko planuje i organizuje. Bez paniki, po kolei i systematycznie. Z wyprawkami szkolnymi właściwie żadnych problemów, wszystko jest: od tornistrów, strojów sportowych, po potrzebne przybory szkolne. Są to tańsze rzeczy, więc Mariola Gierczak mówi, że być może już za miesiąc będzie trzeba zrobić dodatkowe zakupy, kredek, ołówków, farb. Ale nie jest to żaden problem, bo pieniądze na ten cel są. I pewnie lepiej będzie kupić coś nieco lepszej jakości, bo te tańsze rzeczy szybko się zużywają.

 

Przed rozpoczęciem roku szkolnego ważna jest decyzja o zajęciach dodatkowych. – Nikola i Oliwia na zajęcia wokalne i taneczne w Pałacu Młodzieży – planuje pani Mariola. – Gracjan na pewno dalej chór i piłka nożna, bo tak wybrał. Miłosz chce tak jak Gracjan, ale jeszcze zobaczymy. Zależy wszystko od przesłuchania w chórze i decyzji trenera. Adrian też piłka nożna. Daniel pozostaje przy boksie. Najstarsi, Ania i Michał, to już praktycznie chodzą własnymi drogami. Ania zaczyna naukę w Technikum Hotelarskim, a Michał w zawodówce budowlanej.

Miłosza nie udało się zapisać do tej samej klasy, do której uczęszcza Gracjan. Trafił do innej szkoły – rejonowej. Obie szkoły znajdują się niedaleko domu, ale w przeciwnych kierunkach. W zależności więc od planu lekcji trzeba będzie ich odprowadzać albo razem, albo osobno. Mariola Gierczak nie widzi jednak problemu. Jak sama nie da rady, to mąż albo najstarsze dzieci.

Mariola Gierczak emanuje spokojem i ciepłem, jest dobrą organizatorką i wykazuje bardzo dużo cierpliwości. Śmieje się, gdy o tym mówię i komentuje: huknąć też czasami potrafię jak trzeba, bo to nie zawsze można być miłym, spokojnym i cierpliwym. Ale staram się przede wszystkim być konsekwentna i stanowcza. Stawiam dzieciom wymagania i granice, ale próbuję także pomóc im odnaleźć swoje zdolności i zainteresowania i zachęcam je do ich rozwijania.

U Gierczaków wszystkie dzieci wiedzą jaki jest plan dnia. Oprócz szkoły, odrabiania lekcji, mają też dyżury w domu, podczas których wykonują podstawowe prace; odkurzanie, sprzątanie po posiłkach i w swoich pokojach, wynoszenie śmieci.

Gierczakowie nie narzekają, radzą sobie ze wszystkim. Ale nie zawsze mają możliwości, by dostatecznie dużo czasu poświęcić dzieciom (zwłaszcza najmłodszym) przy odrabianiu lekcji. Bardzo chętnie przyjęliby więc pomoc wolontariusza chcącego pomagać w przyswajaniu wiedzy zwłaszcza z matematyki, języka angielskiego. – Nie chodzi o zawodowego korepetytora – mówi Mariola Gierczak. – Bardziej o kogoś kto chciałby pomóc w lekcjach i jednocześnie być starszą siostra, bratem. Może znajdzie się ktoś taki?

 

cdn.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz