Mariola i Jan Gierczakowie – Nikola i Adrian zawsze razem.


Data dodania: 21-08-2018 r.
Ilość wejść: 1 648.

Redaktor/Autor: Halina Pytel – Kapanowska

pomogli Pomogli:


Po raz pierwszy do dużej rodziny Marioli i Jana Gierczaków czyli Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej Typu Rodzinnego trafiłam  ponad rok temu. Kończyły się właśnie wakacje i trudno było znaleźć termin na wizytę, bo spraw do załatwienia sporo. A jak już umówiłam się, to trzeba było zmieniać termin, bo Adrian złamał rękę i konieczna była akurat wizyta u lekarza. Przyszłam następnego dnia, gdy już miał rękę w gipsie. Z tego też powodu od razu zwróciłam na niego uwagę. „Sympatyczny blondynek” – pomyślałam.  Nie skarżył się, ale wiadomo – do zadowolenia wielkich powodów też nie miał.  Tak się jakoś pechowo skończyły tamte wakacje. Za to te, już bez takich sensacji…

Adrian wygląda na spokojnego, cichego chłopca. Ma 13 lat i od września zacznie naukę w V klasie. Do rodziny Gierczaków przybył zaledwie półtora roku temu, razem z  siostrą Nikolą. Dziewczynka jest o 3 lata młodsza od brata, a od września będzie uczennicą IV klasie w pobliskiej podstawówce. Nikola uczy się całkiem dobrze, ale Adrian miewał kłopoty z nauką, stąd dopiero ta V klasa… W ostatnim roku było jednak nie najgorzej. Poprawił nie tylko oceny, ale i zachowanie. Mariola Gierczak twierdzi zdecydowanie, że można go za to pochwalić, bardzo się starał.

Adrian dba o siostrę, są bardzo solidarni, niemal nierozłączni. W swoim krótkim życiu obydwoje sporo przeszli, wiele trudnych sytuacji od najmłodszych lat. O szczegółach to lepiej nie mówić, nie wspominać.  Najważniejsze, że od kilku lat mają uregulowaną sytuację prawną i mogliby być adoptowani jako rodzeństwo, jeśli znalazłaby się odpowiednia rodzina.

Mariola i Jan Gierczakowie są przekonani, że adopcja jest najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, niezależnie od wieku. Bo to szansa na miłość i zainteresowanie, tylko tym lub tymi konkretnymi dziećmi. Szansa na taki prawdziwy, kochający dom na całe życie. Na  mamę i tatę tylko dla siebie i na zawsze.

A w takiej placówce, jaką Gierczakowie prowadzą, jest inaczej, ciągle się coś dzieje, trzeba dzielić uwagę na ośmioro dzieci. Są w stanie ich wychowywać, zapewnić bezpieczeństwo, posiłki, ubranie, szkolną wyprawkę, wozić na zajęcia pozalekcyjne, chodzić na wywiadówki itp. Ale już nie ma czasu, by każdemu dziecko  poświęcić  więcej uwagi, skupić się tylko na nim,  tylko dla niego być mamą i tatą. Jedne dzieci przychodzą, inne odchodzą, nie wiadomo, kto zostanie na dłużej, jest duża rotacja…

Mariola Gierczak ubolewa nad tym, że osoby zdecydowane na adopcję,  nie są odpowiednio zachęcane do zainteresowania się starszymi dziećmi, które przecież też mają prawo do znalezienia szczęśliwego domu. – Nie należy się bać takiej decyzji – mówi z przekonaniem. – Trzeba jednak pamiętać o tym, że musimy zrozumieć i pokochać dziecko z jego własną, trudną historią, jego charakterem, jego zdolnościami i możliwościami. Błędem jest narzucanie swoich wyobrażeń i marzeń  konkretnemu dziecku, które ma prawo być po prostu  sobą, zdać sobie sprawę, że gdzie indziej się wychowało, kto inny wpoił mu swój system wartości, że tego młodego człowieka nie my kształtowaliśmy.  Ale potrzeba miłości, akceptacji, poczucia bezpieczeństwa jest niezmienna, niezależna od wieku.

Mariola Gierczak w każdym dziecku widzi dobro. I jest przekonana, że cierpliwością, wytrwałością, miłością, to dobro można rozwijać i kształtować. Chętnie opowiada o pozytywnych cechach wszystkich dzieci z ich dużej rodziny. O Adrianie i Nikoli również. Czy bałaby się adopcji rodzeństwa? – Nie – mówi zdecydowanie. – Ale na pewno starałabym się oczekiwać tyle, ile można, a nie ponad ich miarę. Bo, każde dziecko jest indywidualnością, a nie naszym marzeniem i oczekiwaniem.

Adrian i Nikola wydają się trochę nieśmiali. Nikola ma zdolności aktorskie i lubi śpiewać, tańczyć, przebiera w różne stroje i improwizuje  jakieś scenki. Czasami razem z Oliwią dają w rodzinie całkiem ciekawe przedstawienia. Trudno jednak namówić Nikolę, by ot tak z marszu zaśpiewała przy obcych.  Nie ma odwagi…

Jest miła, lubiana w szkole, z nauką radzi sobie nie najgorzej. Kim chciałaby zostać? Jeszcze nie wie. Ale na zajęcia taneczne chce chodzić. Za to Adrian wie doskonale, w jakim zawodzie chciałby pracować. Interesuje się samochodami, wie o nich bardzo wiele, potrafi niemal każdą markę rozpoznać, często już z daleka. Marzy o tym, by zostać mechanikiem samochodowym. A skoro już teraz marzy, to pewnie zdobędzie ten dobry i dający utrzymanie zawód. I to, że uczy się nie najlepiej nie przeszkodzi, bo obiecuje, że będzie bardzo się starać, choć czytanie czy pamięciowe przyswajanie materiału, nie są jego najmocniejszymi stronami.

– Żona mówi tylko pozytywnie, to i ja najpierw dodam trochę słodyczy – dopowiada Jan Gierczak.  – Na przykład to, że  Adrian chętnie mi pomaga we wszelkich czynnościach związanych z samochodem. Chętnie idzie ze mną do garażu i tam razem stajemy do pracy, a zimą bez szemrania nawet i do odśnieżania się zgłasza. Żeby jednak nie było tak słodko, to dodam, że nie ma chęci włączyć się do takich wspólnych prac jak przygotowanie kolacji czy ogniska. Ale i tak widać, że zmienia zachowanie na lepsze, staje się spokojniejszy.

– Dzieci trafiły do nas po ciężkich przejściach, więc nie ma  c się dziwić, że na początku były nieufne i nieco nerwowe – mówi Mariola Gierczak. – Były wcześniej w kilku różnych placówkach, a w jednej  z nich musiało być coś bardzo nie tak, skoro na samo wspomnienie, trudno było im ukryć zdenerwowanie.  Adrian wcześniej  często reagował złością. Z tego powodu miał kłopoty  w szkole. Ja też bywałam wzywana, ale udało mi się na spokojnie porozmawiać i z nauczycielami i  z nim, co przyniosło efekty, chłopiec bardzo się uspokoił, poprawił zachowanie i wyniki w nauce. Oboje jesteśmy z tego bardzo dumni.

– To są dzieci z potencjałem – mówi o Nikoli i Adrianie. – Trzeba tylko mieć do nich dużo życzliwości, spokojne podejście. Być konsekwentnym, cierpliwym, wytrwałym, stawiać jasne granice i wymagania. A przede wszystkim rozumieć i kochać.

Adrian dostał od psychologa zadanie, by narysować swoje opiekunki. Jedną z poprzednich  narysował jako czarownicę. A kiedy otrzymał pytanie, do kogo by zadzwonił z bezludnej wyspy, bez wahania odpowiedział, że do obecnej cioci: Marioli Gierczak. I do Nikoli oczywiście, bo rodzeństwo zawsze jest razem i bardzo się wspiera. Najważniejsze, że od kilku lat mają uregulowaną sytuację prawną i mogliby być adoptowani jako rodzeństwo, jeśli znalazłaby się odpowiednia rodzina.

 

cdn.

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz