Marta Barańska dramatycznie walczy z chorobą Cushinga.


Data dodania: 15-04-2019 r.
Ilość wejść: 854.

Redaktor/Autor: Małgorzata  Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli:

 

Marta… jedna z trzech na milion

Szeroki uśmiech, włosy potargane przez wiatr.  Kolejna fotografia: szeroki uśmiech, elegancka sukienka w kolorze ecru , włosy spięte w kok.  Następna – szeroki uśmiech, blond włosy rozpuszczone opadają na mundur Akademii Morskiej. Kolejna fotografia: poważna, elegancka, swobodnie siedząca w fotelu, ubrana w złotą marynarkę, nogi ułożone w tak zwaną amerykańską czwórkę. Pełen luz. I jeszcze jedna fotografia – szeroki uśmiech, włosy spięte w kucyk niesfornie wymykają się i opadają na białą, szpitalną poduszkę. Na pierwszym planie zabandażowana ręka z wenflonem…

Na każdej z tych fotografii jest Marta. Marta Barańska.

Trudno nie znać Marty Barańskiej jeśli jest się mieszkańcem Szczecina.  Owszem można jej nie znać, jeśli nie ma się do czynienia z żeglarstwem lub z klubem piłkarskim Pogoń Szczecin.  Ale takich osób w Szczecinie jest niewiele – takich które nie maja do czynienie z jedną lub z drugą dziedziną sportu i rekreacji. A Marta i tu i tu maczała swoje palce. W tym przypadku „maczanie palców” ma pozytywny wydźwięk. Przez pewien czas „Blond Zjawisko” ( tak mówią o niej ci, którzy związani są z klubem emocjonalnie) zajmowała się  marketingiem szczecińskiej Pogoni. Wcześniej, w 2007 roku opanowała całą logistykę  związaną z wolontariuszami pracującymi przy pierwszym zlocie żaglowców w Szczecinie.  Tak więc  sukces Regat The Tall Ships’ Races 2007 to też jej zasługa.  Na swoim koncie ma również, to o czym w ukryciu marzy każdy nauczyciel akademicki – tytuł wykładowcy roku.

Na stronach Akademii Morskiej można przeczytać:  „mgr inż. Marta Barańska – Najlepszy Nauczyciel Akademicki roku 2012/2013 Akademii Morskiej w Szczecinie – Nagroda Studentów w kategorii Nauczyciel Wydziału Inżynieryjno – Ekonomicznego Transportu” – tytuł tak ważny i znaczący, że wywołana do mikrofonu zrozumiałam co czuje student proszony do odpowiedzi – wie wszystko, chce przekazać jeszcze więcej w wyniku czego miejsce standardu zastępuje twórczość.

Nie znalazłam książki w bibliotece Drodzy Studenci, ani też nie miałam dobrych notatek, a wykłady z wypowiedzi na wypadek nominacji i wygranych były w poniedziałki rano – rozumiecie, że wiele z nich opuściłam. Pozostało mi zatem jedno podstawowe, ale jakże istotne DZIĘKUJĘ! (…)

Jest jeszcze Marta pełnomocnik Rektora Akademii Morskiej ds. Promocji, Marta pracująca na rzecz Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Marta ekspert delegacji Rzeczypospolitej Polskiej w Komitecie decyzyjnym IMO w Londynie i Marta od wielu lat zakochana w żaglowcu Fryderyk Chopin i działająca na jego rzecz. Jak mówią przyjaciele –  zakręcona na punkcie morza Pani Kapitan, zawsze chętna by pomóc innym, rzadko myśląca o sobie…

Choroba, jak zwykle, była podstępna

Dzień dobry, chciałabym się spotkać i porozmawiać przed Pani wyjazdem?

Niestety, nie najlepiej się czuje, a do załatwienia jeszcze tyle rzeczy… Może później? – cichy głos w słuchawce telefonu mówi mi, żeby nie nalegać. „Później” jest dobrą propozycją.  Na teraz – najlepszą.

11 kwietnia Marta Barańska wyjechała ze Szczecina, cel – Stany Zjednoczonych. Tu przez kilka tygodnie będzie diagnozowana i ustalana będzie dla niej terapia. Niezwykle kosztowna terapia. Potrzebnych jest na tę chwilę około 100 tysięcy złotych. To jednak szacunki, bo terapia może okazać się droższa. Kosztuje też sam pobyt w szpitalu. Wszystko co można było zrobić dla Mart w kwestii leczenie w Polsce już zostało zrobione.

Szczęśliwą, spełnioną w najlepszym momencie swojego życia Martę Barańską choroba dopadła w 2010 roku. Diagnoza: choroba nowotworowa – Chorobę Cushinga pochodzenia przysadkowego.

To niezwykle rzadka choroba, statystyki wskazują, że roczna zapadalność to 2-3 osoby na milion, głównie kobiety w wieku 20-30 lat. Chorobę wywołuje gruczolak (guz) przysadki wydzielający w nadmiarze ACTH (hormon adrenokortykotropowy ) i pobudzający korę nadnerczy do wydzielania koryzolu, jego nadmiar w organizmie jest zabójczy w skutkach. Hiperkortyzolemia doprowadza do złożonych objawów związanych z wieloma układami w organizmie.  Do objawów charakterystycznych dla zespołu Cushinga zalicza się: łatwe tworzenie się siniaków, zaczerwienienie skóry twarzy, żywoczerwone rozstępy o szerokości powyżej jednego centymetra, zanik bliższych mięśni kończyn, do tego łatwe męczenie się, podwyższone ciśnienie, bóle kości, nawracające infekcje, depresja, zaburzenia funkcji poznawczych – lista jest długa.

Już w 2005 roku Marta, choć wtedy jeszcze tego nie wiedziała, leczyła się z powodu nowotworu. Objawy i skutki wywołane przez hiperkortyzolemię i chorobę Cushinga – wtedy jeszcze nie zdiagnozowane – jakie zauważyła u siebie Marta to między innymi  zmęczenie, problemy ze snem, problemy płucne, zaburzenia hormonalne, zadyszka, problemy skórne. Jak zwykle bywa, wszystko to tłumaczyła sobie intensywną pracą, zmęczeniem, aktywnym życiem i… że wszystko minie, jak tylko znajdzie czas by odpocząć.

Leczenie i nadzieja

Marta trafia jeszcze w 2010 roku na stół operacyjny, Usunięcie gruczolaka daje dobre rokowania. Można odetchnąć z ulgą. Marta wraca do pracy, pod żagle, do bycia Martą Barańską, jaką znają wszyscy i wszyscy lubią.

Niestety.

Historia choroby nie kończy się . Kwiecień 2016 – podejrzenie wznowy, 19 stycznia 2018 r. – reoperacja – Wojskowy Instytut Medyczny w  Warszawie, nieskuteczna.

Brak remisji choroby, guz okazał się inwazyjny, neurochirurg, który mnie operował prof. Zieliński nie podejmuje się kolejnej operacji. Zakłada,  że nacieki komórek nowotworowych są na poziomie tkanek i kości – pisze do mnie Marta Barańska  w mailu. Potem w korespondencji są kolejne daty i kolejne informacje w jednej z nich „brak remisji” w kolejnej „lek niedostępny w Polsce”.

Nadziei coraz mniej.

Jestem po konsultacjach telefonicznych z specjalistą od Choroby Cushinga, to z Dr James Findling, Medical College Of Wisconsin – pisze Marta – Profesor przeanalizował moją dotychczasową dokumentację medyczną i zgodził się na podjęcie próby doprowadzenia stanu do remisji choroby. Przyznał, że choroba jest nieuleczalna, jednak podejmie próbę przywrócenia remisji. 

Mara Barańska w  USA mam być 14 dni na szczegółowej diagnostyce i odbyć konsultacje endokrynologiczną, chirurga onkologa i neurochirurgiczną. Tam są dostępne leki, które nie są dostępne w Polsce, ale ścieżka leczenia uzależniona jest od wyników badań.

Marta Barańska po swoją szansę w Medical College Of Wisconsin, wyleciała 13 kwietnia.

Ani przez chwilę swoje choroby nie była sama. Zawsze, na każdym etapie towarzyszyli jej znajomi i przyjaciele. To oni uruchomili zbiórkę pieniędzy na leczenia Marty. Są kreatywni bo to nie tylko portale:

https://zrzutka.pl/z/razemdlamarty

www.razemdlamarty.pl

FB/RazemDlaMartyBaranskiej

https://fundacja.podrozebezgranic.pl/info/1983/pomoz-w-leczeniu-marty-baranskiej/

ale też koncerty w Szczecinie, Warszawie, Wiedniu, biegi charytatywne, teledysk w który zaangażowali się studenci i pracownicy Akademii Morskiej.

Jak piszą jej przyjaciela na stronie Fundacji Podróże bez granic: „Dzięki otrzymywanej w ten sposób pomocy, przez ostatni rok Marta była w stanie opłacać konieczne badania, terapie alternatywne, pojechała na rehabilitację, kupuje niezbędne do codziennego funkcjonowania leki. Dotąd korzystała jednak ze środków bardzo oszczędnie, wiedząc, iż może potrzebować ich kiedyś bardziej”.

I właśnie nastał ten czas „bardziej”

Prosimy o pomoc – choć nie znamy nawet szacunkowych kosztów, wiemy, że planowane leczenie będzie niezwykle kosztowe, a zgromadzone dotychczas środki niewystarczające”– apelują przyjaciele Marty.

Przeglądam zdjęcia, które przysłała mi Marta Barańska do wykorzystania do artykułu. Na jednym piękna, zmysłowa kobieta z muskanymi przez wiatr włosami. Na innych subtelna blondynka – dodająca uroku mundurowi Akademii Morskiej, na kolejnych – szeroko uśmiechnięta, idealna do ilustracji opowieści o szczęśliwych ludziach i kolejne zdjęcia – brązowe obwódka wokół oczu, zmęczona twarz mocno kontrastująca z bielą poduszki szpitalnego łóżka, kolejna fotografia – wbity w delikatną skórę ręki wenflon.

Widać jak sporych rozmiarów igła unosi cieniutką skórę ręki Marty…

cdn.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz