Marta i jej anioły na pielgrzymce w Portugalii.


Historia została dodana: 29-11-2017 r.
Ilość wejść: 615.

Redaktor/Autor: Halina Pytel – Kapanowska

pomogli Pomogli: Anna Frankowska

 

Marta Murawska to trzydziestopięcioletnia kobieta, która od 17 lat jest chora na stwardnienie rozsiane,  a od 9  – porusza się na wózku.

Zawsze uśmiechnięta, ale odkąd spełniła swoje wielkie i – jak sama określa – szalone marzenie, uśmiecha się jeszcze piękniej, cała sobą.

– Udało się ! Pofrunęłam! – mówi. – Udało się, dzięki moim Aniołom, którzy frunęli wraz ze mną i byli zawsze tam, gdzie i kiedy trzeba.

Szalone marzenie Marty, to pielgrzymka do Fatimy, którą zorganizowała s. Kasia ze Wspólnoty Sióstr Uczennic Krzyża.

Grupa liczyła 47 osób, wśród nich byli niepełnosprawni i wolontariusze, którzy  im pomagali. Z wózka korzystało 5 osób, ale tak naprawdę tylko Marta nie chodziła, gdyż jej nogi są bezwładne. Bała się trochę, ale nie aż tak bardzo, bo jeszcze przed wyjazdem poznała Dominika i Tomka, którzy zobowiązali się do pomocy w trakcie pielgrzymki. To oni pchali wózek, wnosili go i przenosili, kiedy było trzeba, pomagali Marcie na nim siadać i jeździć.

To o nich Marta mówi Anioły. Ale nie tylko o nich, bo Aniołów było na pielgrzymce więcej. Tak  nazywa także Martynę i Anię, z którymi dzieliła pokój.  I właściwie innych uczestników pielgrzymki, też można by tak nazwać, bo każdy bez pytania służył pomocą jak było trzeba.

7 października 2017 roku. Tę datę Marta zapamięta na zawsze. Jej  pierwszy lot samolotem i to jeszcze tak daleko: aż do Portugalii. Anioły pomogły zająć miejsce, ale wózek był schowany. Marta ma bezwładne nogi i nie usadowiła się dobrze w fotelu, więc…

– Miałam wrażenie, jakbym wypadała, bałam się, że uderzę twarzą w siedzenie przede mną, gdy samolot będzie lądował – wspomina. – Z pewnością coś by się stało, gdyby nie Martyna, która była obok, przytrzymała i zapobiegła przykremu zdarzeniu.

Z powrotem Marta już pamiętała, żeby dobrze przypiąć się pasami i przyjąć taką postawę, która nie pozwoli na ewentualne zderzenie.

Poza tym lot samolotem bardzo się Marcie podobał. Miło było obserwować wciąż zmieniające się pierzaste chmury. Super widok!

– Nie musiałam się bać, bo przecież frunęłam z moimi Aniołami – komentuje Marta wspominając wymarzony wyjazd do Fatimy.

Mieszkali w samej Fatimie. Jednak wielokrotnie wsiadali do autokaru i wysiadali z niego, żeby zwiedzać okolice. To wtedy Marta doświadczała niesamowitego uczucia, okazało się, że nikomu nie przeszkadza jej wózek, traktują go jak rzecz najnormalniejszą na świecie, tak bardzo wszyscy byli życzliwi i pomocni. Dzięki swoim Aniołom zapominała nawet, jak bardzo  nie lubi tego swojego wózka.

Tydzień w Portugalii był tak pełny wrażeń, że Marta nie musiała śnić i marzyć. Na jawie działo się to, co wymarzyła. Niezwykłe były przeżycia w samej Fatimie, kiedy pielgrzymi z różnych stron świata w różnych językach odmawiali wspólnie różaniec. To była jakaś niesamowita jedność, coś czego nie umie nazwać, ale czuła ten stan całą sobą, magia.
Niezwykła też była wyprawa do miejsca,  w którym Matka Boża objawiła się pastuszkom. Niezapomniane  były wycieczki nad ocean. I znowu sny stawały się rzeczywistością, była w miejscu wymarzonym,  mogła poczuć powiew wiatru znad oceanu, nasycić się słońcem, przepięknym widokiem. Na takie chwile warto czekać, warto dla nich żyć, nawet na wózku, nawet z ograniczeniami. Teraz wie, marzenia się spełniają nawet te najbardziej wydawałoby się nierealne.

Oczywiście nie byłoby to możliwe bez Aniołów. Znad oceanu wózek z Martą nieśli: ks. Zbigniew Rzeszutko, ks. Marcin Szczodry oraz kleryk Maciej Czaczyk (fotografia tytułowa).

Martynę Marta  poznała dopiero na pielgrzymce. Od początku jednak poczuła, że to „bratnia dusza”, że rozumieją się bez słów. Martyna miała tak dużo empatii, że Marta była zadziwiona, skąd ona to się bierze.

– Ona zawsze wiedziała, czego mi potrzeba – wspomina. – Może dlatego, że wcześniej pracowała już z ludźmi chorymi?

Martyna studiuje medycynę. Marta jest przekonana, że  będzie dobrym lekarzem. Bo właśnie tacy, z tak wielką empatią, są najbardziej potrzebni.

Równie dobrze rozmawiało się z Anią. Obie były doskonałymi „współspaczkami” w pokoju. I oczywiście pomagały w codziennych zabiegach higienicznych  i czynnościach, z którymi Marta sobie sama nie radzi. Anioły. Po prostu Anioły.

Po przyjeździe do Szczecina Marta nie miała zbyt dużo czasu na odpoczynek, bo 23 października  została przyjęta do pracy w ZUS-ie, o którą się starała. To było drugie spełnione marzenie. Praca jest bowiem dla Marty bardzo ważna. To szansa nie tylko na zarobienie pieniędzy, ale także, a może przede wszystkim na kontakt z ludźmi, którego nade wszystko potrzebuje.

Dwa spełnione marzenia, choć wszystko mogło się nie udać… bo, być może z powodu podwyższonego stresu pod koniec września Marta przeżyła kilka bardzo trudnych dni. Dokładnie pamięta datę, kiedy wszystko się zaczęło: 25 września. To wtedy poczuła się bardzo źle. Mocno wymiotowała. Myślała, że to od żołądka. Nie od razu rozpoznała, że to może być kolejny rzut choroby. Dopiero jak przestała czuć prawą stronę twarzy, to stwierdziła, że to jest to. I jeszcze do tego doszło pogorszenie wzroku – litery w  komputerze zmazywały się…. szybko skontaktowała się ze swoim   doktorem, który zlecił pięciodniową kurację silnymi lekami w kroplówkach. Marta poczuła przede wszystkim ogromny żal i niepokój, że wymarzony wyjazd do Fatimy się nie uda, że wszystko przepadło…

Ale…  bardzo chciała wyjść z tego kryzysu i pojechać na pielgrzymkę. I udało się. Do tego praca, przecież gdyby teraz zaczęła chorować straciłaby szansę na zatrudnienie. Siłą woli, zaklinaniem losu przełamała kryzys, podniosła się. Marzenia się spełniły, pielgrzymka do Fatimy i praca, czego chcieć więcej.

Marta jeszcze długo będzie się delektować  wspomnieniami i przypominać sobie, jak to ze swoimi Aniołami pofrunęła do Portugalii.

cdn.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz