Marta Murawska 24.07.2017


Historia została dodana: 24-07-2017 r.
Ilość wejść: 589.

Redaktor/Autor: Halina Pytel – Kapanowska

pomogli Pomogli:

Odkąd  Marta zachorowała cały czas walczy. Musi, żeby żyć w miarę normalnie.  Każdego dnia musi pokonywać wiele barier.

– Z perspektywy wózka wszystko wygląda inaczej – mówi Marta. – Jest wiele ograniczeń. Za wysokie krawężniki, nie do pokonania „kocie łby”, brak podjazdów w wielu miejscach użyteczności publicznej.

Nawiązała  kontakt z Fundacją Aktywnej Rehabilitacji, której celem jest aktywizacja ludzi na wózkach. Raz w miesiącu Marta bywa tu na spotkaniach.  Ze wzruszeniem i radością wspomina na przykład pobyt na obozie dla osób pracujących. Było tam dużo jazdy na wózkach, nauka pokonywania różnych przeszkód, zajęcia sportowe.

 

– Bardzo podobało mi się na przykład granie kulami boci, czerwone i niebieskie kule wrzucaliśmy do głównej białej – wspomina Marta. – To jest już nawet sport. W Klubie „Start” utworzona została nawet sekcja gry w boci. Może i bym się zapisała, ale teraz nie mogę, bo mam pracę, która jest dla mnie ważniejsze.

– Ja nie jestem po wypadku, z uszkodzeniem rdzenia kręgowego – kontynuuje Marta. – Osoby z tym schorzeniem są co prawda sparaliżowane od pasa w dół, ale zazwyczaj (choć nie zawsze) mają silne i sprawne ręce, dlatego mogą myśleć nawet o jeździe sportowej na wózku. Ja mam  słabe ręce. Moja choroba powoduje, że i one słabną. Muszę wkładać dużo wysiłku w to, by je regularnie wzmocnić , a i tak po jakimś czasie okazuje się, że trzeba od nowa, znów od nowa. Dlatego tak bardzo ważna jest rehabilitacja, zarówno na miejscu jak i na turnusach wyjazdowych.

Rehabilitacja kosztuje, Marta postarała się więc o swoje konto, na które można przekazywać 1 proc. podatku przy corocznych rozliczeniach. Dzięki temu już kilka razy udało się dodatkowo pojechać na turnus do Ośrodka dla Chorych na Stwardnienie Rozsiane w Bornym Sulinowie. Marta lubi tam przyjeżdżać. Nie tylko z powodu rehabilitacji, ale także dlatego, że spotyka ludzi, z którymi się dobrze rozumie. Poza tym, nie tylko na terenie Ośrodka, ale w ogóle w miasteczku można łatwo jeździć na wózku. A miejscowi są bardzo życzliwi i przyjaźni.

Kiedy Marta wraca z pracy do domu, zazwyczaj czeka już na nią obiad  przygotowany przez mamę.

– Marzę o tym, by chociaż w weekendy ją wyręczyć – zwierza się Marta. – Nie mogę jednak zająć się gotowaniem, bo nasza kuchnia jest bardzo malutka i ledwo mieszczę się wózkiem pomiędzy kuchenką a szafkami. Zarówno zlewozmywak jak i szafki są zbyt wysoko, nie dosięgnę. Nie jestem w stanie włączyć nawet czajnika, bo grozi to poparzeniem wrzątkiem. Konieczna byłaby przebudowa kuchni i dostosowanie jej do moich możliwości. To znów duże koszty. Nie mamy na to pieniędzy, więc złożyłam wniosek do MOPR-u o dofinansowanie. Na razie dostałam odpowiedź odmowną. Szkoda.

Marta pracuje 7 godzin, ale kiedy jest już w domu, musi odpocząć. Posiedzieć lub poleżeć na własnym łóżku. Wyciszyć się, posłuchać muzyki, odpowiedzieć na maile. Zajrzeć na Facebooka, by zobaczyć co tam słychać u bliższych lub dalszych znajomych, poczytać książkę, najczęściej  fantasy.

– Chciałabym jeszcze zająć się rękodziełem – zwierza się Marta. – Chętnie nauczyłabym się tworzyć biżuterię, kolczyki, bransoletki. Chyba musiałabym się zapisać na jakiś kurs, ale na razie nie wiem jeszcze gdzie, kiedy.

W październiku wyrusza na pielgrzymkę do Fatimy. Siostra Kasia organizuje, a to gwarancja, że wszystko będzie jak trzeba. Oprócz „wózkowiczów” będą też sprawne wolontariuszki. Marta więc  nie boi się dalekiej podróży. Już dzisiaj cieszy się na ten wyjazd. I kiedy o tym mówi uśmiecha się szerzej i radośniej niż zazwyczaj…

 

 

 

 

 

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz