Mikołaj Lamparski z pozycji wózka inwalidzkiego.


Data dodania: 10-04-2019 r.
Ilość wejść: 559.

Redaktor/Autor: Halina Pytel – Kapanowska

pomogli Pomogli:

Popularne przysłowie mówi, że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Mikołaj Lamparski uważa to twierdzenie za wyjątkowo trafne. Dla Mikołaja „punkt siedzenia”, to wózek inwalidzki. I jest tak odkąd pamięta, przez całe życie. Od urodzenia ma porażenie mózgowe, nie potrafi chodzić, ale lewa ręka jest sprawna, co pozwala na samoobsługę. Potrafi się sam umyć, ubrać, usiąść na wózku. To dużo. Bardzo dużo.

Chcesz mnie poznać?  Zrozumieć? Usiądź na wózku. Zobacz jak wygląda świat z tej pozycji. Inaczej?

Właśnie. Inaczej.

Mikołaj postanowił przybliżyć ten świat innym ludziom, zwłaszcza tym pełnosprawnym,  którzy w ogóle nie doceniają i nie zastanawiają się nad tym jak dużo mają: chodzą, biegają, chwytają, mówią wyraźnie itp. Na Facebooku założył więc stronę „Ludzie na wózku inwalidzkim”. Jest to jego blog, jego przemyślenia, kontakt ze światem. Niektóre wpisy cieszą się dużym powodzeniem, co Mikołaja bardzo cieszy. Zamieszcza teksty w języku polskim i angielskim. Próbuje je łączyć z muzyką znalezioną w internecie. To bardzo ciekawe eksperymenty. Można posłuchać logując się na jego stronę. Mnie się podobało!

Ma 23 lata. Pochodzi z Gdyni. Obecnie uczy się w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w  Policach na kierunku technik administracji. Wcześniej skończył liceum o profilu humanistycznym, także tutaj.

Interesuje się muzyką i sportem.  Próbuje grać na bębnach afrykańskich i na perkusji, eksperymentuje wykorzystując muzykę z internetu. Do szkoły podstawowej i gimnazjum uczęszczał w Gdyni, do klas integracyjnych. Miał też nauczanie indywidualne. Zawsze był chętny do nauki.

Ma młodszą siostrę, mama jest fryzjerką, a tata konserwatorem instrumentów i miłośnikiem muzyki. Gra na gitarze klasycznej i fortepianie.

Jedno z najmilszych wspomnień Mikołaja z okresu dzieciństwa, to wspólne muzykowanie z tatą. Kiedy to brał go na kolana, siadał do pianina i grał. No i zachęcał Mikołaja o uderzania w klawisze w miarę możliwości. Mikołaj mówi, że dzięki temu trochę nauczył się brzdąkać na instrumencie, ale o normalnym graniu nie ma mowy, bo do tego trzeba mieć dwie sprawne ręce.

Kilka lat temu zafascynował się muzyką i kulturą afrykańską. Ma to związek z przyjaźniami internetowymi, najpierw z koleżanką z Węgier, a później z rodowitymi Kenijczykami.

Mikołaj ma także problemy  z mową. Bardzo cierpliwie uczy się opanować tę słabość, dużo pracuje z logopedami i samodzielnie.  Kiedyś śpiewał na lekcjach, bo zacinał się bardzo, gdy mówił. Obecnie też stosuje tę metodę, ale coraz rzadziej, coraz częściej za to udaje mu się mówić płynnie przez dłuższy czas.

Mikołaj nie ukrywa, że w jego życiu bywały różne momenty, także depresyjne, kiedy to nie widział sensu swojego życia i nie chciało mu się nic robić, o nic starać. Na szczęście po gimnazjum zdecydował się na terapię, która przyniosła pozytywne efekty: jest bardzo zmotywowany  do życia. „Chce mu się chcieć”, czym zaraża innych.

– To, że poruszam się na wózku inwalidzkim, nie przeszkadza mi, a nawet pomaga, być pełnowartościowym człowiekiem – mówi.  – Bo znam wartość życia, nauczyłem się doceniać to, co mam.  Obserwuję ludzi i widzę, że większości brakuje radości z życia, w ogóle nie potrafią docenić tego, czym dysponują. A mają tak dużo… Tymczasem nie korzystają z tych swoich możliwości, wolą leżeć na kanapie i narzekać, zamiast robić coś ciekawego i wartościowego.

Mikołaj nie narzeka, choć nie czuje nóg i nawet z samodzielnym staniem ma problem, podobnie jak z chodzeniem. Ale jak już siada na swój wózek, to wyjeżdża z domu, jedzie do miasta, korzysta z komunikacji miejskiej, choć zawsze wiąże się to z możliwością jakiegoś nieprzyjemnego zdarzenia jak na przykład przewrócenie się wózka, co zdarzyło się wielokrotnie. Mikołaj jednak się nie zraża. Ma plany i marzenia.

Takie największe marzenie ma związek z małą Zosią z Gdańska, chorą na porażenie mózgowe w podobnym zakresie jak Mikołaj. – Są potrzebne pieniądze na rehabilitację, bo ona nie chodzi i nie mówi – informuje Mikołaj. – Postanowiłem jej pomóc. Planuję wyprawę wózkiem inwalidzkim z Gdyni do Rzeszowa, by zebrać pieniądze na jej leczenie.

O tym śmiałym planie napisał na swoim blogu w styczniu:

„Już od jakiegoś czasu marzę o tym, by przejechać wózkiem z Gdyni do Rzeszowa. Mam już trasę (miejscowości, przez które będę musiał przejechać) i liczbę kilometrów od miasta do miasta. Łącznie do przejechania w jedną stronę 778,3 km.

Wiem już kogo i ile osób będę potrzebował do pomocy. Pomału zaczynam jeździć i szykować formę.

Nie będzie to proste do zrobienia, ale wiem, że dam radę. Chciałem jechać dla samego siebie, ale pomyślałem: „dlaczego by komuś nie pomóc?” I postanowiłem wspomóc małą Zosię Marcinowską z Gdańska.

Nie wiem jeszcze, kiedy będę jechał, bo przede mną bardzo dużo przygotowań logistycznych i fizycznych, ale wiem jedno: postawiłem sobie cel i chcę go zrealizować.

Będę na pewno potrzebował:

  1. Rowerzysty
  2. Motocyklisty
  3. Fizjoterapeuty
  4. Samochodu jadącego za mną
  5. Dobrych rękawiczek
  6. Sponsorów
  7. Noclegów.

No i oczywiście jeszcze pewnie parę innych rzeczy, a przede wszystkim fizycznego przygotowania.

Nie będzie to za rok lub półtora, ale uda się. Na pewno. Wierzę w to.”

A my życzymy Mikołajowi zrealizowania pięknego marzenia. Kto zechce pomóc? Czekamy na zgłoszenia.

cdn.

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz