… na nowy wózek inwalidzki, dla prawdziwego faceta.


Data dodania: 30-10-2020 r.
Ilość wejść: 176.

Redaktor/Autor: Małgorzata  Gwiazda – Elmerych

pomogli Pomogli:

 

„ (…) jestem dużym mężczyzną i muszę mieć godne warunki do poruszania się. Dla osoby niepełnosprawnej, to wózek jest najpotrzebniejszym sprzętem w poruszaniu się, na co dzień”. To apel, to oświadczenie Marcina, który potrzebuje nowego wózka. W podtekście prośba, … sam nie mam dam rady, nie mam takich pieniędzy, żeby kupić sobie ten wózek! 

I w rozmowie ze mną – nie tylko na temat wózka – Marcin kilka razy powtarzał, że jest dużym facetem, dorosłym mężczyzną, który ma swoje potrzeby i tak dalej. No cóż, chciałoby się powiedzieć, że 32 lata robią swoje, ale „Belmondo” raczej się nie zmienił od czasu swojego przebudzenia, o którym mówi jego koleżanka ze szkoły Karolina. Dziś też jego rehabilitantka.

Marcin jest w Kańsku. Jak co roku ma tu, w Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej Szpitala Specjalistycznego MSWiA w Złocieńcu, sześciotygodniowy turnus rehabilitacyjny, gdzie jak mówi Karolina Mosek – rehabilitantka i koleżanka ze szkoły Marcina – nikt z nim się nie szczypie.

Jak Marcin przychodzi na rehabilitacje, to wszyscy wychodzą.

Tak krzyczy? – upewniam się.

Tak krzyczy – potwierdza rehabilitantka –  jednak cały  zespół rehabilitacji dobrze wie, że ten krzyk, jest tak naprawdę krzykiem w walce o zdrowie, którą Marcin codziennie toczy. Te ćwiczenia są naprawdę bolesne, a Marcin już nie pieści się ze sobą. I są efekty.

Oczywiście, jak podkreśla pani Karolina, cud się nie stanie. Marcin to poważny przypadek dziecięcego porażenia mózgowego czterokończynowego. Przykurcze są ogromne – wyjaśnia  –  dlatego, jednym z ważniejszych celów rehabilitacji jest uzyskanie poprawy ruchomości dłoni tak, aby zwiększyły się możliwości samoobsługowe Marcina. W jego przypadku trzeba utrzymać  tę sprawność, która jest i walczyć o każdy milimetr. Ale taki milimetr, w tak ciężkim przypadku jak Marcina, to prawdziwa rewolucja. Epoka. Kosmos.

Na zdjęciach na portalu społecznościowym Marcin z dumą prezentuje, jakie to teraz sztuki wyczynia ze swoją ręką, która przez lata leżała na brzuchu, jakby nieobecna.

Łatwiej mi się ubrać, mogę podsunąć sobie kubek czy telefon, no jest to, co zaplanował profesor.

Słowem: operacja się udała, pacjent nie tylko przeżył, ale i częściowo odzyskał swoją rękę, jest ona ręką asekuracyjną. Co jeszcze będzie ona mogła robić, a dokładnie, co jeszcze Marcin będzie mógł nią robić, zależy od rehabilitacji. Tej w Kańsku i tej w domu, już prywatnej, trzy razy w tygodniu – 650 złotych miesięcznie.

Stać was? – pytam wprost mamy Marcina.

Nie – odpowiada jak zwykle spokojnie pani Bogumiła Suszko – ale efekty są i to jest najważniejsze.

Finansowo było ciut lepiej, gdy Marcin w ramach projektu, pracował w Straży Miejskiej w Złocieńcu. Projekt współfinansowany przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, skończył się 30 września. Może i udałby się, aby Marcin dalej pracował, ale koordynator stanowiska, powiedziała, że nie ma transportu i Marcin musi sam sobie taki transport zorganizować. Rozmawialiśmy na ten temat – ja i Marcin – we wrześniu. Marcin pytał, gdzie ma szukać pomocy, kto taki transport może zorganizować. Wydarzyło się sporo w między czasie na poziomie urzędu i organizacji i dziś Marcin… no cóż. Szuka pracy.

Nie do końca się tam realizowałem – mówi Marcin – wie pani, ja potrzebuję kontaktu z ludźmi, a tam byłem tylko ja, kolega i komputer.

Do tego jeszcze, przy tym poziomie sprawności rąk Marcina, obsługa komputera nie należała do najłatwiejszych. Ale nie tym zraził się Marcin do tej pracy. Czym? Belmondo zmienia temat…

To dla niego było bardzo ważne – mówi mama Marcina – on miał jakieś obowiązki,  musiał wstać rano do pracy. Pojechać. To dla niego ważne, by być z ludźmi. Nawet sobie ten transport załatwił… Jakoś tak niezręcznie wyszło.

– Nie traktuję Marcina ulgowo– mówi pani Karolina. Jej zdaniem, źle się stało, że Marcin tej pracy nie ma – mówię mu, jakim jest szczęściarzem, że miał pracę, że mógł wychodzić do ludzi, zarabiać, a nie siedzieć w domu, jak większość niepełnosprawnych. A on wybrzydza. Podobnie z zakochaniem. On chce się zakochać, chce, aby była to piękna kobieta, zdrowa, sprawna, by kochała go, najlepiej na zawsze. Marcin ma dość wysokie wymagania jeśli chodzi o kobiety – mówi ze śmiechem przyjaciółka Marcina i równocześnie  jego rehabilitantka. Życzę mu oczywiście szczęścia w miłości, lecz jestem realistką i na jego miejscu obniżyła bym trochę poprzeczkę i doceniała to,  co Bóg dał – niemal jednym tchem mówi Karolina Mosek, która życie Marcina dzieli na to do „obudzenia się” i po „obudzeniu”. Obudzenie wydarzyło się jakieś osiem, może dziesięć lat temu.

Marcin nabrał wtedy apetytu na życie. Chciał żyć, chciał cieszyć się życiem, tak jak każdy – mówi pani Karolina – nie chciał być traktowy jak niepełnosprawny, jak człowiek na wózku. Być może – śmieje się pani Karolina – dlatego tak długo się trzymamy razem, bo ja go traktuje normalnie. Mówię mu „przesuń się, bo nie mogę wejść” i on na tym wózku przesuwa się i śmieje.

Karolina jest w gronie ważnych dla Marcina ludzi– tak jak Rafał czy Grzegorz czy „Kondzio”. Różnią ich poglądy na temat zakochania się. Panowie wierzą, że Marcin trafi na miłość swojego życia – piękną, mądrą, w pełni sprawną kobietę, która pokocha Marcina takim, jakim jest – z wózkiem, ze spastycznością, ciągłą rehabilitacją i ogromnym apetytem na życie. Natomiast Pani Karolina, jak mówi,  nie stawia warunków dla prawdziwej miłości.

Bo, przecież kobieta niepełnosprawna ruchowo czy też intelektualnie potrafi kochać, a przede wszystkim pragnie być kochana tak samo, jak chce tego Marcin – wyjaśnia.

A Marcin? Marcin uroczo opisuje  swoją ostatnią fascynację, (choć nie będzie z tego określenia zadowolony) „wjechałem na rehabilitacje i od razu zrobiła na mnie wrażenie”, potem wyjechał na papierosa i modlił się do Boga, że jeśli jest, to, żeby sprawił, żeby ta kobieta wyszła z budynku… i wyszła.

Jeden z przyjaciół po męsku podsumowała to zauroczenie (z tego określenia też Marcin nie będzie zadowolony). Tak po męsku, że nie będę cytowała.

Marcin, choć podkreśla, że coś się w nim zmieniło, że podchodzi do uczuć z większym dystansem, bo nie chce, żeby znów go to spotkało – to, czyli rozczarowanie, zawód – to wciąż czeka na miłość swojego życia…

Teraz najpilniejsza sprawa to zebrać 15 tysięcy złotych na wózek. Nowy wózek, który da Marcinowi większą mobilność. Stary jest naprawdę stary. Nie tylko dla tego, że Marcin jeździ nim 5 lat, ale widać jak bardzo jest eksploatowany i widać to nie tylko po przetartej tapicerce.

Nowy, który wybrał razem z mamą kosztuje 25 tysięcy złotych (10 tysięcy na zakup wózka przeznaczy PFRON zgodnie z obowiązującymi przepisami). Nie jest to towar luksusowy, bo ten kosztuje 70 tysięcy złotych i więcej, ale jest to sprzęt na przyzwoitym poziomie, na którym Marcin sam będzie mógł się podciągnąć, poprawić, podnieść.

Wniosek do PFRON już został złożony i jeśli zostanie zatwierdzony, będzie bardzo mało czasu – 30 dni – by zebrać potrzebą kwotę 15 tysięcy złotych. Na tę chwilę na pomagam.pl, na zbiórce Marcina jest 10 procent potrzebnej kwoty.

Powolutku, ale jest nadzieje, że potrzebna kwota zostanie zebrana, by Marcin, z tym swoim ogromnym apetytem na normalne życie i miłość – mógł wjechać w nowy etap swojego życia. Życia, jak mówi, prawdziwego faceta.

cdn.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz