Paulina 13 lat … pierwsza rozprawa w sądzie.


Data dodania: 07-11-2018 r.
Ilość wejść: 1 418.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli:

Wczoraj Sąd Rejonowy wydał decyzję na mocy której Paulina razem ze swoimi już prawie rodzicami wyjechała do domu, do swojego domu. Dzień był wyjątkowo piękny, słonko świeciło, tak jakby wiedziało, że to jeden z tych momentów, który będzie  się wspominało do końca życia. Wszyscy płakali, jedni ze szczęścia, inni ze szczęścia i  żalu, w końcu byli i tacy, którzy płakali tylko z żalu. Na ten moment dziewczynka czekała od 3 lat i w końcu –  nadszedł.

– Poszło szybko, bardzo szybko, bo byliśmy zdeterminowani i przygotowani, byliśmy już po kursie na rodziców adopcyjnych, mieliśmy kwalifikacje, skompletowaliśmy i przywieźliśmy ze sobą wszystkie potrzebne dokumenty, zaświadczenia. Nasz Ośrodek w Jaksicach bardzo nas wspierał, a i Ośrodek Adopcyjny Stowarzyszenia Rodzin Katolickich w Szczecinie, też nie zwlekał i przesłał do Sądu wniosek popierający i dodatkowo notatkę ze spotkania Paulinki z psychologiem sprawdzającą jej gotowości wstąpienia do nowej rodziny.

Przyszli rodzice Pauliny co weekend pokonywali kilkaset kilometrów, żeby jak najdłużej być z dziewczynką, wynajęli mieszkanie, żeby te spotkania nie były takie turystyczno – hotelowe, chcieli poczuć się jak w domu, razem gotować, oglądać jakieś filmy, pograć w gry planszowe i rozmawiać, rozmawiać, snuć plany, odgadywać marzenia i oczekiwania.

– Ten czas tak szybko minął, praca, dom, samochód i do Pauliny. 2 cudowne dni i z powrotem .  Teraz jesteśmy dłużej, bo czekaliśmy na rozprawę w Sądzie, w końcu możemy już wyjechać stąd z Paulinką. Wzięliśmy urlopy w pracy i czekaliśmy nie spuszczając telefonów z oczu.

– A w pracy wiedzą, że rodzina się wam powiększa?

– Czy wiedzą? No patrząc na mnie trudno nie zauważyć, że roznosi mnie szczęście. Wszyscy mi kibicują, jak dyrektorka pytała koleżanki, która weźmie za mnie zastępstwo, jak ja pojadę po dziecko, żadna nie odmówiła, wszystkie miały czas.

– A ja, to najchętniej zasnęłabym i obudziła się w momencie, kiedy będę siedziała w samochodzie i razem z rodzicami w końcu pojadę do domu. Nie mogę się doczekać, żeby już było normalnie, ale w domu.

– Denerwowałaś się wizytą w sądzie?

–  Nie, bo przecież tam chcieli mojego dobra. Pani sędzina zapytała mnie, jak zwracam się do rodziców, powiedziałam, że mama i tata, bo od pierwszej chwili jak ich zobaczyłam wiedziałam, że to oni, że to moi rodzice. Od samego początku mam wrażenie, że znamy się od bardzo dawna, tylko tak późno się znaleźliśmy.

– Rzeczywiście i my mamy takie wrażenie. Nie ma między nami skrępowania, nie ma niezręcznej ciszy, jest bardzo, bardzo normalnie, radośnie. Znaleźliśmy brakujący do naszej rodziny puzzel, ten jeden, najważniejszy element, który zdecydował, że nareszcie jesteśmy w komplecie. Teraz jeszcze tzw.  okres  osobistej styczności, czyli nawiązania więzi i ostatnia, końcowa rozprawa w Sądzie, która mamy nadzieję usankcjonuje nas jako pełnoprawną rodzinę na dobre i na złe.

– 1,5 miesiąca,  nasze życie wywróciło się do góry nogami, a my nie pamiętamy już jak wyglądało bez Pauliny. Mało tego, nie wiem, jak by wyglądało, gdybyśmy jej nie znaleźli, jak moglibyśmy bez niej funkcjonować. Wiem, że to zabrzmi mega banalnie, jesteśmy zakochani, straciliśmy głowy dla naszej córeczki… jak to brzmi, nasza córeczka, czy my już możemy głośno krzyczeć MAMY CÓRKĘ.

 

cdn.

Chcę pomóc

Dodaj komentarz