Paulina 13 lat.


Historia została dodana: 27-09-2018 r.
Ilość wejść: 28 980.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli:

 

Paulina, piękna nastolatka marzy o rodzinie, która pokochałaby ją,  dała dom i szansę, na to, że już nigdy nie będzie samotna. Wie, że ma 13 lat, a w związku z tym coraz mniejsze szanse na ludzi, dla których mogłaby być dzieckiem do końca życia. Bo przecież w rodzinie miłość nie kończy się  z pełnoletnością, bardzo chciałaby być czyimś dzieckiem mając 20, 30 , 40 lat. Chciałaby należeć do kogoś na dobre i na złe.

Wracając ze spotkania z wychowankami Rodzinnego Domu Dziecka miałam do pokonania ponad 100 kilometrów. To dużo czasu na rozmyślania. Głowę miałam całkowicie zaprzątniętą Pauliną. Jak to możliwe, że takie dziecko, że dla takiego dziecka nie znaleźli się rodzice adopcyjni. Przecież ta dziewczynka to spełnienie marzeń każdej matki, każdego rodzica. Po 80 kilometrach zaczęłam się  nawet zastanawiać czy w moim własnym domu nie znalazłoby się dla niej miejsce. Szybko jednak zganiłam się za zbyt emocjonalne podejście do zadań, których się podjęłam. Szukamy kochającego domu dla Pauliny i nie jestem pewna, gdyby tacy ludzie się odezwali, która ze stron byłaby bardziej szczęśliwa.

W małej, nadmorskiej miejscowości mocno rzuca się w oczy, jest egzotyczną, śliczną mulatką. Czy jej to przeszkadza? Nie, dzięki wspierającym opiekunom rośnie z poczuciem wyjątkowości i niepowtarzalności.

– Ja mam ciemną skórę, mój kolega ma długie włosy, inny ubiera się na różowo, co też nie jest normą. Nie ma 2 takich samych osób, ludzie są różni i to dobrze. Ja jestem mocno różna, ciocia mówi, że to atut, ale zobaczymy.

Ojca nie zna, prawdopodobnie nawet nie wie o jej istnieniu. Mama Pauliny była kiedyś bardzo ładną i zdolną dziewczyną, dobrze się uczyła a, że była ładna to szybko złe towarzystwo upomniało się o nią. Najpierw trochę bawiła się w miasteczku, potem wyjechała do pracy w Niemczech, wróciła w ciąży, urodziła córeczkę i zawinęła się z powrotem. Dziewczynkę wychowywał przez 10 lat dziadek z którym dziecko było bardzo zżyte. Dziadek zmarł 3 lata temu, to wtedy świat Pauliny zawalił się całkowicie. Trafiła najpierw do Pogotowia Opiekuńczego, a po 3 miesiącach do Rodzinnego Domu Dziecka. Przez rok funkcjonowała między psychologiem, a cmentarzem. Potem zrozumiała, że  sama musi zawalczyć o siebie, po kolei szkoła, pasje, przyjaciółki … no właśnie, normalnie byłaby zupełnie inna kolejność, kto inny byłby na pierwszym miejscu, ktoś kto najczęściej jest i najważniejsze, kto zawsze będzie obok, mama. To nie jej wina, że inaczej się poukładało. Jedyne co teraz może zrobić to przystosować się, a rolą jej tymczasowych opiekunów jest to, żeby nie zgubiła dziecięcej radości, żeby wierzyła i marzyła. Ma to szczęście, że trafiła pod troskliwe skrzydła ludzi, którzy nigdy nie dają za wygraną i walczą o przyszłość każdego dziecka na nic się nie oglądając.

Po śmierci dziadka, dość szybko miała uregulowaną sytuację prawną, przeszła testy psychologiczne z których jednoznacznie wynika, że ma dużą potrzebę adopcji, przynależności do rodziny na zawsze. 

– Paulina była zgłoszona do adopcji zagranicznej, parę tygodni temu przyszła decyzja, że nie zakwalifikowała się. Jest za dobra na zagranicę, ale dla niej to znaczy samotność. Wie, że to była jej ostatnia szansa, w Polsce po starsze dzieci nie ustawia się kolejka chętnych. Przepłakała parę nocy, długo rozmawiałyśmy… i znowu się podniosła. Jesteśmy Domem Dziecka, tu dzieci są teoretycznie przejściowo, albo wracają do rodzin biologicznych albo do adopcji, tak w teorii to wygląda. Paulina przeżyła odejście z Domu 2 wychowanków, psychicznie bardzo się to na niej odbiło.

Jaka jest Paulina? Śliczna to widać, ale ważniejsze jest to czego nie widać. Dziewczynka świetnie się uczy, cały czas „ociera” się o czerwony pasek na świadectwie, ma nadzieję, że w końcu w tym roku dopnie swego. Pełna pasji, wszystkiego chciałaby spróbować, a jak Paulina za coś się zabiera to robi to z oddaniem i konsekwentnie. Teraz trenuje akrobatykę sportową i rolkarstwo, jest dobra w jednym i drugim, lubi biegać, w ogóle jest bardzo sportowa, bardzo sprawna fizycznie. Z książką kucharską się nie rozstaje, lubi eksperymentować w kuchni, jest „poukładana”, trzyma wokół siebie porządek, konsekwentna, pracowita, grzeczna i nie stwarza najmniejszych kłopotów wychowawczych. Bardzo łatwo nawiązuje relacje koleżeńskie, jest lubiana w szkole. To takie słodkie dziecko, trochę nieśmiałe, ale z iskierkami w oczach.

– No, to wyszła laurka, jakieś wady ? -pytam opiekunów w Rodzinnym Domu Dziecka.

– W przypadku Pauliny to trzeba będzie dłużej pomyśleć, co tu można by uznać za wadę… jak dopada ją smuteczek, albo nie może sobie z czymś poradzić, zamyka się w sobie. Jak pytam „Paulinko co u ciebie” i słyszę ” a nic”, to wiem, że musimy porozmawiać, że coś ją trapi. No i tyle, koniec wad.

19. 10. 2018                                  Pierwsze spotkanie z przyszłymi rodzicami.

Paulina dziś spotkała się ze swoimi przyszłymi rodzicami. To dzięki Wam, dzięki łańcuszkowi ludzi dobrej woli i wrażliwych serc, dziewczynka będzie miała swój dom, swoją rodzinę. 27 tysięcy odsłon artykułu sprawiło, że post dotarł do tych, którzy czekali na Paulinkę i konsekwentnie dopełnili formalności, niezbędnych do adopcji dziecka. Ukłony należą się też Ośrodkom Adopcyjnym, czyli Kujawsko – pomorskiemu Ośrodkowi Adopcyjnemu w Toruniu oddziałowi w Jaksicach  i  Ośrodkowi Adopcyjnemu Stowarzyszenia Rodzin Katolickich w Szczecinie, które musiały połączyć siły, wykazać się dużą otwartością na potrzeby swoich „klientów” i wykonać mozolną pracę, żeby ta 3-ka osób mogła stać się rodziną. Ale największe uznanie należy się jej opiekunowi prawnemu, cioci , która walczyła o szansę dla dziecka do końca.  3 tygodnie, tyle czasu minęło od publikacji artykułu do oficjalnego spotkania dziecka z potencjalnymi rodzicami pod nadzorem pracownika  Ośrodka  Adopcyjnego w Szczecinie. A przecież jeszcze niedawno, nikt poza najbliższymi nie wiedział o tym, że Paulina o niczym tak nie marzy, jak o własnej rodzinie, o mamie i tacie, że straciła nadzieję, no bo co mogła sama zrobić? Tylko ciocia, tylko ona wierzyła, walczyła „z całym światem” o przyszłość  powierzonego jej  dziecka. Wielki, wielki szacunek dla ludzi pracujących w Rodzinnych Domach Dziecka, które wyciągają dzieci z największych traum, a potem starają się o to, żeby zapewnić im szczęśliwą przyszłość czyli rodzinę i własny dom.

Wracając do Paulinki i jej nowych, przyszłych rodziców to oczywiście do czasu, kiedy będą mogli zamieszkać razem, muszą jeszcze trochę poczekać. Teraz etap  odwiedzin, wspólnie spędzanego czasu, rozmów, poznawania siebie, snucia planów. Potem sprawa trafi do Sądu Rodzinnego, który zdecyduje, czy dziecko może zamieszkać u przyszłych rodziców, to czas potrzebny na nawiązanie więzi, monitorowany przez Ośrodek Adopcyjny właściwy miejscu zamieszkania przyszłych rodziców.  Finał to końcowa rozprawa podczas której Sąd Rodzinny zdecyduje czy może dojść do adopcji.

Jak wyglądało to spotkanie?  Rodzinnie, radośnie, spokojnie, miało się wrażenie, jakby ta trójka nigdy się nie rozstawała, a nie dopiero poznała. Od czasu do czasu płynęły łzy, łzy radości. I nic dziwnego, nie codziennie przyjmuje się wytęsknione dziecko do domu,  nie codziennie człowiek poznaje przyszłych rodziców, poznaje ludzi z którymi będzie do końca życia. Paulina, Karolina i Tomek, uczennica 7 klasy, nauczycielka i lekarz , 13 latka i dwójka 42 latków, córka, mama i tata.

– jesteśmy na tak, tak, tak … nie spodziewaliśmy się takiego szczęścia, jest piękniejsza niż na zdjęciach, jest słodsza niż w pani opisie.

 

– w sumie wcale się nie denerwowałam, długo rozmawiałam wcześniej z ciocią i w zasadzie już ich znałam. Jak siedliśmy przy stole, czy potem w moim pokoju to dużo o sobie nawzajem wiedzieliśmy. Najtrudniejsze było czekanie. Teraz już ich mam, mam rodziców, bo chyba już nic nie może się stać, prawda?

– No, takiego powitania się nie spodziewałam, a parę dzieci już oddawałam przyszłym rodzicom. Kiedy podjechał samochód, wyszłyśmy z Pauliną przed dom,  przyjezdni podeszli do nas bez słowa „dzień dobry”, bez przedstawienia się  tylko wpadli sobie z Pauliną w ramiona i  stali tak ze 2 minuty, a ja tkwiłam w progu i łzy płynęły mi po twarzy. Tak to oni mówi pani Weronika opiekun prawny Paulinki.

Rodzice mieli trochę więcej czasu na przyzwyczajenie się do myśli, że ich rodzina właśnie się powiększa. A mieli o czym myśleć, owszem mieli kwalifikacje na rodzinę adopcyjną, ale zadeklarowali wcześniej i czekali na  młodsze dziecko. Kiedy dowiedzieli się o istnieniu 13 letniej, uroczej dziewczynki, która czeka na swój dom, dotarło do nich , że właśnie znaleźli swoje dziecko. Błyskawicznie  podjęli decyzję , zmienili preferencje  i z determinacją rozpoczęli starania o nastolatkę. Z każdym mijającym dniem utwierdzali się w przekonaniu, że dopełnia się ich życie.  Słuchałam jak snuli plany, jak  mówili o niecierpliwości całej rodziny, rzeszy cioć, wujków, kuzynów, kuzynek, babć, jak niepokoili się, czy spodobają się dziewczynce. Z uważnością starają się przygotować na przeniesienie Pauliny do siebie – pokój już czeka, chociaż meble dziewczynka wybierze sobie już sama, do nowej szkoły – z poszerzonym angielskim.  Nie zapomnieli o pasjach dziecka, sprawdzili czy w pobliskim klubie sportowym jest sekcja akrobatyki sportowej i sekcja lekkoatletyki – są. Słuchałam wszystkiego ze wzruszeniem i wdzięcznością, ale tama pękła, kiedy usłyszałam – pani Ewo, mam nadzieję, że nie uzna mnie pani za jakąś nienormalną, ale powiem pani, że mam zdjęcie Paulinki na wygaszaczu telefonu, co chwilę na nią patrzę, cały czas mam ją przy sobie.

Paulina dowiedziała się o tym, że właśnie zmienia się jej życie, parę dni przed spotkaniem.  Miała mnóstwo pytań, chociaż nie bardzo słuchała odpowiedzi, zalewała ją fala radości. Coś co wydawało się niedoścignionym marzeniem, zmaterializowało się, będzie miała mamę i tatę. Jak to będzie, wszystko takie nowe, na razie obce, ale jej już do końca życia. Miejsca, ludzie, dom, szkoła, rodzina, koleżanki na razie nie jest w stanie sobie tego wyobrazić, przecież nawet po śmierci dziadka, kiedy zamieszkała w Rodzinnym Domu Dziecka chodziła do tej szkoły, do tej samej klasy, a teraz takie zmiany.   Przyszli rodzice zadbali o te rozterki, przygotowali Paulinie album ze zdjęciami, swoimi i pozostałej rodziny, miejsc, które już za chwilę będą jej miejscami, tak żeby po ich wyjeździe nastolatka przyzwyczajała się do nowego otoczenia. Paulinka dostała też od swojej przyszłej mamy bransoletkę z zawieszką na której jest wygrawerowana data ich pierwszego spotkania, data początku ich wspólnego życia , dzisiejsza data.

 

 

 

 

 

07. 11. 2018                            Pierwsza rozprawa w sądzie.

Wczoraj Sąd Rejonowy wydał decyzję na mocy której Paulina razem ze swoimi już prawie rodzicami wyjechała do domu, do swojego domu. Dzień był wyjątkowo piękny, słonko świeciło, tak jakby wiedziało, że to jeden z tych momentów, który będzie  się wspominało do końca życia. Wszyscy płakali, jedni ze szczęścia, inni ze szczęścia i  żalu, w końcu byli i tacy, którzy płakali tylko z żalu. Na ten moment dziewczynka czekała od 3 lat i w końcu –  nadszedł.

– Poszło szybko, bardzo szybko, bo byliśmy zdeterminowani i przygotowani, byliśmy już po kursie na rodziców adopcyjnych, mieliśmy kwalifikacje, skompletowaliśmy i przywieźliśmy ze sobą wszystkie potrzebne dokumenty, zaświadczenia. Nasz Ośrodek w Jaksicach bardzo nas wspierał, a i Ośrodek Adopcyjny Stowarzyszenia Rodzin Katolickich w Szczecinie, też nie zwlekał i przesłał do Sądu wniosek popierający i dodatkowo notatkę ze spotkania Paulinki z psychologiem sprawdzającą jej gotowości wstąpienia do nowej rodziny.

Przyszli rodzice Pauliny co weekend pokonywali kilkaset kilometrów, żeby jak najdłużej być z dziewczynką, wynajęli mieszkanie, żeby te spotkania nie były takie turystyczno – hotelowe, chcieli poczuć się jak w domu, razem gotować, oglądać jakieś filmy, pograć w gry planszowe i rozmawiać, rozmawiać, snuć plany, odgadywać marzenia i oczekiwania.

– Ten czas tak szybko minął, praca, dom, samochód i do Pauliny. 2 cudowne dni i z powrotem .  Teraz jesteśmy dłużej, bo czekaliśmy na rozprawę w Sądzie, w końcu możemy już wyjechać stąd z Paulinką. Wzięliśmy urlopy w pracy i czekaliśmy nie spuszczając telefonów z oczu.

– A w pracy wiedzą, że rodzina się wam powiększa?

– Czy wiedzą? No patrząc na mnie trudno nie zauważyć, że roznosi mnie szczęście. Wszyscy mi kibicują, jak dyrektorka pytała koleżanki, która weźmie za mnie zastępstwo, jak ja pojadę po dziecko, żadna nie odmówiła, wszystkie miały czas.

– A ja, to najchętniej zasnęłabym i obudziła się w momencie, kiedy będę siedziała w samochodzie i razem z rodzicami w końcu pojadę do domu. Nie mogę się doczekać, żeby już było normalnie, ale w domu.

– Denerwowałaś się wizytą w sądzie?

–  Nie, bo przecież tam chcieli mojego dobra. Pani sędzina zapytała mnie, jak zwracam się do rodziców, powiedziałam, że mama i tata, bo od pierwszej chwili jak ich zobaczyłam wiedziałam, że to oni, że to moi rodzice. Od samego początku mam wrażenie, że znamy się od bardzo dawna, tylko tak późno się znaleźliśmy.

– Rzeczywiście i my mamy takie wrażenie. Nie ma między nami skrępowania, nie ma niezręcznej ciszy, jest bardzo, bardzo normalnie, radośnie. Znaleźliśmy brakujący do naszej rodziny puzzel, ten jeden, najważniejszy element, który zdecydował, że nareszcie jesteśmy w komplecie. Teraz jeszcze tzw.  okres  osobistej styczności, czyli nawiązania więzi i ostatnia, końcowa rozprawa w Sądzie, która mamy nadzieję usankcjonuje nas jako pełnoprawną rodzinę na dobre i na złe.

– 1,5 miesiąca,  nasze życie wywróciło się do góry nogami, a my nie pamiętamy już jak wyglądało bez Pauliny. Mało tego, nie wiem, jak by wyglądało, gdybyśmy jej nie znaleźli, jak moglibyśmy bez niej funkcjonować. Wiem, że to zabrzmi mega banalnie, jesteśmy zakochani, straciliśmy głowy dla naszej córeczki… jak to brzmi, nasza córeczka, czy my już możemy głośno krzyczeć MAMY CÓRKĘ.

 

cdn.

 

 

 

 

cdn.

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 26.

      1. Niestety nie jest tak. Chciałam kiedyś adoptować dziecko, a byłam jeszcze samodzielna i pracowałam, i odrzucono mnie tylko dlatego, że byłam niepełnosprawna. Nikt nie patrzył na dobro dziecka, a to dziecko dziś już byłoby dorosłe, wykształcone, samodzielne i układałoby sobie życie.

        1. samotna osoba tez nie ma szans. i małżeństwo które nie ma 5 lat stażu.. bardzo duzo jest „ale”. moją znajoma i jej męża odrzucił psycholog bo uznał, że nie są partnerami w związku.

          1. Osoba samotna ma bardzo duże szanse, znam wiele samotnych kobiet, które mają adoptowane dzieci. Na adopcję nie mają szans osoby żyjące w nieformalnych związkach tzw. konkubinatach.

          2. I właśnie to, że „związki partnerskie” nie mogą adoptować dziecka jest w moim przekonaniu niesprawiedliwe, Żyję w takim związku 14 lat, mam dwoje dzieci i nie uważam, że w jakiejkolwiek sprawie jestem „gorsza”. A adoptować dziecko bardzo bym chciała…

  1. Piękna dziewczynka, a zarazem bardzo zdolna. Chcemy z mężem adoptować dziecko ale czy jest szansa w naszym wieku na Paulinke?

    1. Pani Klaudio, jak nie zapytacie nie będziecie wiedzieli. Proszę napisać w zakładce ” jak pomóc” a udzielę Państwu wszelkich informacji.

  2. Witam jakie warunki trzeba spelniac aby zaadoptowac Paulinke ? Mieszkam w Londynie z synem . Sadze ze byloby jej tu dobrze i odnalalzla by sie w tym miescie .

  3. Gdyby cale te procedury nie trwały tak długo,i nie były tak skomplikowane wiele dzieciaczków miało by kochający dom…czy mozna coś zmienić,coś zaradzić…
    Straciłam 4 ciąże,udał mi się jeden cud-synek…mam duże serduszko…które pokocha…wychowa i zaopiekuję się…ale to wszystko takie trudne…😢

  4. Witam czy trzeba być już po kursie adopcyjnym?wiem ze on bardzo długo trwa.Jezeli się chce konkretne dziecko to jest to adopcja ze wskazaniem?

    1. Tak, żeby móc starać się o adopcję dziecka trzeba przejść kursy na rodzinę adopcyjną, które organizowane są praktycznie w każdym Ośrodku Adopcyjnym w Polsce. Adopcja ze wskazaniem występuje wtedy, kiedy rodzice biologiczni sami wskazują osobę na rzecz której zrzekają się praw rodzicielskich, odbywa się to z pominięciem weryfikacji Ośrodka Adopcyjnego – tylko zainteresowane rodziny i sąd rodzinny. Ta ustawa została zaostrzona i obejmuje tylko członków rodziny, krewnych dziecka. Wszystkie inne osoby muszą przejść weryfikację Ośrodka Adopcyjnego i przejść kursy szkoleniowe. Po skończonym kursie dostaje się kwalifikacje na rodzinę adopcyjną, wtedy zostanie im zaproponowane dziecko, czy sami poproszą o konkretne dziecko. Ale i wtedy Ośrodek Adopcyjny sprawdzi czy dana rodzina zapewni temu konkretnemu dziecku optymalne warunki np. jeśli w domu są dzieci biologiczne to przysposobione dziecko musi być najmłodsze, żeby np. nie było nianią dla dzieci biologicznych, jedno dziecko po swoich przejściach potrzebuje mamę i tatę tylko dla siebie, inne będzie bezpieczniej czuło się w większej rodzinie itp. ZAWSZE rodzinę dobiera się do potrzeb dziecka, a nie odwrotnie. My pokazując i opisując dziecko, pokazujemy jakie są jego potrzeby, deficyty i potencjał tak, żeby potencjalni rodzice adopcyjni mogli „przymierzyć” się do dziecka.

      1. Moja żona napisała do Pani w sprawie Pauliny i w poniedziałek chcemy nawiązać kontakt z ośrodkiem wychowawczym, w którym jest Paulina. Niestety z tego co przeczytałem wnioskuję, że mimo naszego szczerego zaangażowania może się to nie udać… Mamy dwoje młodszych dzieci… Absolutnie nie chcemy aby Paulina była ich niania… Mamy ogromne poczucie woli podzielenia się naszym potencjałem empatii… Ja już dziś nawet rozmawiałem o tym z synami (Janek i Wiktor maja po 10 lat) i oni fantastycznie pozytywnie zareagowali na to, że mogliby mieć starszą siostrę… To jest kompletnie pozbawione sensu, że a’priori prawo zakłada iż adoptowane dziecko będzie wykorzystywane jako „pomoc domowa”. Mamy wyśmienite warunki życiowe i chcemy podzielić się naszym pozytywnym potencjałem… Niestety okazało się że to może być niemożliwe ponieważ Paulina mogłaby mieć nieco młodszych braci… To jest kompletnie pozbawione sensu…

        1. Panie Sebastianie, to jest moja interpretacja, widzę, że niezręcznie wypadła. Prawdą jest natomiast, że dziecko przysposobione powinno być młodsze od dzieci biologicznych, ale absolutnie proszę nie rezygnować, każdy przypadek, każda sytuacja, każde dziecko jest inne. Proszę powalczyć o Paulinę. Jestem pełna podziwu, szacunku i pokory dla ludzi, którzy potrafią pochylić się nad losem dziecka i podjąć decyzję, która przecież jest huraganem w życiu nie tylko dziecka, ale i całej rodziny która je przyjmuje. Wiem od internautów, którzy tak jak Państwo zareagowali na artykuł o Paulinie, że w wielu domach była to nieprzespana noc i prawdziwe, głębokie rozmowy o rzeczach i wartościach najważniejszych w życiu. Nie o pieniądzach, nie o sukcesach, a o miejscu obok nas małego człowieka. Kiedy rozmawiałam z Pauliną o tym jak wyobraża sobie tą swoją wymarzoną rodzinę usłyszałam ” obojętne gdzie byśmy mieszkali, czy w domu czy w mieszkaniu, czy będą inne dzieci czy nie, nie muszę mieć swojego pokoju, chciałabym tylko, żeby lubili ze mną być, a ja bardzo bym się starała, żebyśmy byli szczęśliwi”. Dziękuję Panu za rozmowę z synami, dziękuję Panu z ten komentarz, dziękuję Państwu za decyzję którą podjęliście.

  5. Ja już dzwoniłam do Szczecina, i nic z tego, pękło mi serce….nie mamy z mężem kursu adopcyjnego, a gdy zobaczyliśmy Paulinkę i poznaliśmy jej historię, nasze serca oszalały i w tym momencie podjęliśmy decyzję, wiemy , że bylibyśmy z Nią szczęśliwi a Ona z nami, mamy niedaleko domu Ośrodek Sportowy, mogłaby dalej trenować akrobatykę , jeździć na rolkach itd. Szkoda , że dziecko nie ma nic do powiedzenia, do której rodziny po poznaniu się chciałaby należeć, pozdrawiam Wszystkich !

    1. Pani Anito, w przypadku adopcji dziecka w żaden sposób nie można pominąć całego procesu adopcyjnego i to nie tylko ze względu na dobro i bezpieczeństwo dziecka przyspasabianego ale też rodziny, która to dziecko chce przyjąć. Takie są procedury, które w sumie nie są specjalnie uciążliwe, długotrwałe czy nie do przejścia, Co do Pauliny, wyobrażam sobie co Pani czuje, mimo to proszę trzymać kciuki, żeby trafiła do dobrej, kochającej rodziny.

  6. Paulina już dawno znalazłby dom, gdyby nie to, że adopcja to zbyt skomplikowany proces. I raczej jest na niekorzyść dzieci Czytając komentarze serce pęka. Może być dom od zaraz.. Ale abo dzieci za małe albo inne wymysly.Dlatego domy dziecka wypełnione są dziećmi, które nigdy nie znajdą domu, przez głupie prawo. Wierzę, że Paulinka znajdzie szybko dom.

    1. Musi znaleźć swój dom. Tak wiele osób odpowiedziało na nasz apel, że mam nadzieję, że jeśli żadna z rodzin, które mają już kwalifikacje na rodzinę adopcyjną nie spełni wszystkich wymaganych warunków, to wtedy Ośrodek Adopcyjny poczeka na te rodziny, które dla Paulinki przejdą całą procedurę. Będziemy przyglądali się na jakim etapie jest sprawa znalezienia domu dla dziewczynki. Będziemy pisać o Paulinie do momentu , aż nie stanie na progu własnego domu!

Dodaj komentarz