Paulina i Adam – Wiktoria jest już z nami.


Data dodania: 15-05-2019 r.
Ilość wejść: 1 580.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli:

Jesteśmy już we trójkę. Czekaliśmy na Wiktorię 3 miesiące od skończenia kursu na rodzinę zastępczą, choć oczywiście poznaliśmy ją wcześniej. Byliśmy przygotowani na huragan, na zupełne przemeblowanie naszego życia, na dziecko z problemami, na więcej obowiązków, tymczasem jesteśmy bardziej zorganizowani i o ironio nareszcie mieścimy się w czasie. Przyjście Wiktorii do domu było tak naturalne, bezproblemowe, radosne, chociaż z drugiej strony, zastanawiamy się, jak ona się czuje. Jak czuje się 5 letnia dziewczynka, która w ciągu ostatnich 2 latach zmieniała 4 razy domy. Była zabierana, oddawana, przenoszona, to na pewno zostawiło w niej ślad, czy zdołamy przekonać ją, że już jest u siebie?

Pierwszy tydzień to była wielka gonitwa, musieli przepisać Wiki do ich lekarza rodzinnego, nowego przedszkola, załatwić dziesiątki innych bardzo ważnych urzędowych spraw związanych z przyjęciem dziecka do domu. Potem Paulina rozchorowała się na całe 2 tygodnie , a Wiktoria musiała zostać z nią w domu,  bo pracownicy przedszkola strajkowali.

– Mimo mojej kiepskiej formy fizycznej, był to czas bardzo nam obu potrzebny, poznałyśmy się lepiej, oswoiłyśmy, polubiłyśmy. Pierwsze dni z Wiktorią to nasze z Adamem wieczne, zobacz, zobacz … , wszystko nas zachwycało, każda jej reakcja, każde jej zdziwienie. Powolutku poznawała otoczenie, rodzinę, naszych znajomych, a że jest dzieckiem bardzo otwartym, ciekawym ludzi i świata, szybko znalazła sobie miejsce wśród nas. Zresztą wszyscy weszli płynnie w swoje role, nasze mamy stały się z dnia na dzień babciami, zaangażowanymi, pomocnymi, rozumiejącymi. Bardzo szybko wszyscy przyzwyczailiśmy się do siebie, mamy wrażenia, że jest z nami od zawsze, jest pełnoprawnym członkiem naszej rodziny.

– Poznała się praktycznie z większością naszych sąsiadów, a okoliczne dzieci często są jej gośćmi. Padła nawet propozycja zaproszenia na noc kilkorga z nich, ale chyba na to jeszcze za wcześnie.

– Miałam na początku problem z przedstawianiem Wiktorii, tak jak znajomi wiedzieli, że zostaliśmy rodziną zastępczą, tak sąsiedzi nie wszyscy. Od lat mieszkaliśmy sami, w ciąży nie chodziłam, a tu nagle dziecko, mieszka z nami, a nie nasze, mówi do nas „ciociu” , „wujku”,   od czasu do czasu zabierają je jakieś obce kobiety, czyli biologiczna mama i babcia. Tak miałam kłopot, więc mówię po prostu ” nasza Wiktoria”.

Okazało się, że Paulina niepotrzebnie  się martwiła, wszystko przebiegło bardzo naturalnie, nikt nie dopytywał, nie komentował, każdy podszedł do nich ze zrozumieniem, życzliwością i sympatią. Wiele się słyszy o wrogości sąsiadów w momencie, kiedy dowiadują się, że gdzieś za ścianą zaczyna funkcjonować rodzina zastępcza czy, nie daj boże rodzinny dom dziecka, spodziewają się patologii i kłopotów. A Paulina powtarza, że przyjęcie dziecka do siebie nie było z ich strony żadnym poświęceniem, to bardziej oni dostali prezent od losu. Mało tego, oboje uważają, że trafiło im się dziecko prawie bezproblemowe, wiedzą, że gdzieś tam mieli farta, że to właśnie Wiktoria do nich przyszła i zastrzegają, że za jakiś czas poproszą o dzieci, może rodzeństwo, które będzie wymagała większej ich pomocy. Wiktoria to radość, to spełnienie ich marzeń, ją trzeba po prostu kochać, zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, a oni chcieliby jeszcze komuś pomóc, bo przecież jest dużo dzieci tak pokiereszowanych, które bez miłości i oddania dorosłych nie poradzą sobie.

– Przeżyliśmy pierwsze wspólne święta wielkanocne, było malowanie pisanek, wizyta w kościele z koszyczkiem, zajączek i szukanie prezentów w ogrodzie, nie zapomnieliśmy o poniedziałkowym śminguise – dyngusie. Wszyscy świetnie się bawili, Wiktoria cieszyła się z prezentów i atrakcji, my dorośli z jej radości. Jest jedynym małym dzieckiem w naszej rodzinie , więc cała uwaga jest skupiona na niej i bardzo jej to odpowiada.

– Był moment, te pierwsze 3 tygodnie, że dosłownie byliśmy tylko opiekunami Wiktorii i nikim poza tym. Tak byliśmy oboje  skoncentrowani na dziecku, że przestaliśmy zauważać siebie.  Zaczęłam się nawet bać, że to co było między nami skończyło się i już nie wróci. Brakowało mi dawnych wspólnych wygłupów, żartów, zwykłych codziennych

gestów czułości, była tylko Wiktoria.

– Zauważyłem to, zacząłem nawet przynosić Paulinie kwiaty i zapewniałem, że nic się nie zmieniło, musimy tylko nacieszyć się dzieckiem, zaraz wszystko wróci do normy. Teraz już trochę ochłonęliśmy i jest tak jak było dawniej tylko w poszerzonym składzie.

–   Mamy też już za sobą pierwsze spotkania Wiki z jej  biologiczną mamą i babcią. Kobiety mają u nas czyste karty i zobaczymy jak je zapiszą. Jedno jest pewne, dziecko nie reaguje na nie radośnie, wbrew pozorom dużo pamięta z domu rodzinnego. Wieczorem jak ją usypiamy, jak jest już wyciszona zaczyna się otwierać i opowiada. Dużo przeszła, dużo widziała, boi się, czy nie będzie musiała wrócić do mamy, przecież nie wie, co szykują dla niej dorośli. My możemy jej tłumaczyć, zapewniać, ale już to przeżyła parę razy, pakowała się i odchodziła w inne miejsce. Na początku zasypiała w swoim pokoju, teraz zasypia u nas w sypialni i śpiącą przenosimy do jej łóżka. Miała koszmary, budziła się, wędrowała po domu.

Wiktoria została przekazana Paulinie i Adamowi w pieczę zastępczą. Za miesiąc odbędzie się ostateczna rozprawa ustanawiająca ich rodziną zastępczą docelową. Co się stanie, kiedy sytuacja dziewczynki na tyle się unormuje, że będzie mogła pójść do adopcji. Jeśli tak się stanie będą pierwsi, którzy ustawią się po nią w kolejkę.

cdn.

 

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 2.

  1. Sens rodziny zastępczej polega na przywróceniu dziecka rodzinie biologicznej, a nie adoptowaniu dzieci, inaczej ta instytucja nie byłaby potrzebna. Jednak często reguły tej gry i życie pokazuje inaczej…

Dodaj komentarz