Pułapki okresu usamodzielniania.


Data dodania: 15-10-2019 r.
Ilość wejść: 458.

Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

Renata Zygmunt

– terapeuta Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodziny w Szczecinie.

 

Pułapki wieku dorastania w przypadku młodzieży wychowującej się w pieczy zastępczej.

Jeżeli mamy rozmawiać o wieku dorastania, to musimy zacząć od wczesnego dzieciństwa, bo to ono nas determinuje i kształtuje nasze zachowania w przyszłości, a zwłaszcza w wieku dorastania. Mamy dzieci, które trafiają do pieczy zastępczej w wieku 1, 2 lat i pozostają w niej do usamodzielnienia.

Bardzo, bardzo mocno uogólniając to, po pierwsze dzieci zostają zbyt późno zabierane ze środowisk dysfunkcyjnych, patologicznych. Trafiają do pieczy zastępczej, jeżeli jest taka możliwość spokrewnionej, ale wtedy, są blisko środowiska, z którego zostały zabrane, środowiska, które mu zagrażało. Często wychowują się w tym samym domu, tylko odpowiedzialność przechodzi z córki np. na matkę, czyli babcię dziecka. Jeśli jest małe i nie trafia do rodziny spokrewnionej, zostaje umieszczone w pogotowiu rodzinnym, na ściśle określony czas. Na pewno, nie jest to jego miejsce docelowe czyli, będzie wędrowało dalej mimo, że najprawdopodobniej przy tych opiekunach poczuje się pewnie i bezpiecznie. Jeśli jest starsze, pójdzie do instytucjonalnej pieczy zastępczej. Instytucjonalna piecza to system zmieniających się wychowawców, którzy mimo ogromnego zaangażowania są tylko  pracownikami instytucji, zmieniają pracę, idą na urlopy macierzyńskie, dla podratowania zdrowia, mają swoje domy, swoje dzieci do których wracają, zostawiając dzieci placówkowe.

– Czym to skutkuje ?

– Dziecko nie identyfikuje się ze swoimi opiekunami, jest to syndrom zerwanych więzi, ale też wyniesione postawy manipulacyjne, roszczeniowość, życiowa niezaradność, brak wiary w siebie. Wszystko to nasila się w okresie  adolescencji czyli w okresie dojrzewania. Nie można mieć do młodego człowieka pretensji o to, że nie radzi sobie z rzeczywistością, z którą się nie zgadza, innej nie zna, a nie ma jeszcze wyuczonych  mechanizmów obronnych. Zmienia się cała gospodarka hormonalna, młodzież zaczyna coraz więcej rozumieć, analizować, widzieć, zaczyna zdawać sobie sprawę, w jakiej sytuacji się znajduje. Jest to bardzo trudny okres. Czas, ogromnego bólu wewnętrznego, poczucia bezsensu, braku nadziei na lepsze jutro. Nasila się w sposób nieproporcjonalny złość na świat dorosłych, brak zaufania do dorosłych, którzy zmieniali się, zostawiali, nierozumienie, nie akceptacja reguł, którymi  ten świat się rządzi, poczucie niesprawiedliwości. Można by tak długo wymieniać. Przy czym, młody człowiek nie zna mechanizmów obronnych, nie umie poradzić sobie z narastającą frustracją, złością, byciem nie zrozumianym,  z brakiem poczucia przynależności do małej społeczności, jaką jest rodzina i schowaniem się w niej. To wtedy zaczynają się depresje, samookaleczenia, w skrajnych przypadkach próby samobójcze, pierwsze kradzieże, eksperymenty z używkami, czy pierwsze, najczęściej przypadkowe kontakty seksualne. To najtrudniejszy etap w życiu młodego człowieka i jego opiekunów.

– Rozumiem, że nie wolno wtedy, zostawiać takiego młodego człowieka, ale jak się z nim dogadać w takim stanie?

– Bezwzględnie trzeba mu towarzyszyć, stać z boku, twardo i niewzruszenie. Często opiekunowie mają poczucie porażki, zrobili wszystko, a młody człowiek funkcjonuje poza wpojonymi mu zasadami i normami. Mimo to, trzeba być cały czas obok, nie zostawiać , nie obrażać się, nie krzyczeć i nie wymuszać określonych postaw. Trzeba być, po prostu być, bez względu na to, jak jest ciężko. Trzeba wsłuchiwać się w ich głos, ustalać  nowe zasady, które uwzględniają ich nowe spojrzenie na rzeczywistość, ale równocześnie egzekwować ustalone reguły. Nie pozwalać na wszystko, ale radykalnie poszerzać obszar samostanowienia młodego człowieka. To czas, kiedy opiekun przyjmuje rolę obserwatora, który jest stabilnym oparciem na ten moment, ale i konsekwentnym egzekutorem ustalonych reguł i zasad, które zostają wypracowywane wielokrotnie na nowo z młodym człowiekiem.

–  To trudny czas.

– To czas, kiedy opiekun głęboko chowa serce, a bezwzględnie włącza rozum.  Za 5, 6 lat będzie można zobaczyć efekty tej nierównej walki, będzie można zobaczy,  w kogo przepoczwarzył się nasz wychowanek, jakim stał się człowiekiem. Usamodzielnienie to proces, tu nic nie dzieje się z dnia na dzień.  To czas, kiedy mamy nadzieję, że gdzieś w otchłaniach podświadomości jednak zakorzeniło się to, co przez okres opieki nad dzieckiem wkładaliśmy w nie. Przygotowanie do roli dorosłego, wymaga wykształcenia w sobie też umiejętności radzenia sobie z porażkami. Ta umiejętność jest o wiele ważniejsza, niż umiejętność zdobywania, odnoszenia sukcesów w życiu. Radzenie sobie z porażkami, to gwarancja bezpieczeństwa człowieka, a nie jakości jego  życia. Dlatego młody człowiek powinien znać swoje mocne i słabsze strony. Powinien wiedzieć, w których obszarach ma trudności i umieć poprosić o pomoc. Powinien mieć w pobliżu zaufaną osobę, nie koniecznie najbliższego opiekuna. Często, łatwiej powiedzieć obcemu, z czym sobie nie radzi, bo nie ma poczucia, że kogoś zawodzi, że bliski będzie rozczarowany, że już parę razy sugerował problem i było bez odzewu. To może być wychowawca w szkole, jakiś psycholog, terapeuta, opiekun usamodzielnienia, tych osób gotowych do wsparcia młodego człowieka funkcjonującego w ramach pieczy zastępczej jest bardzo dużo. Ale, ale młody człowiek musi umieć poprosić o tą pomoc, musi przyjść sam, musi umieć mówić o swoich potrzebach i kłopotach. Usamodzielnienie, to też czas, kiedy nie krytykujemy młodego człowieka, nawet jego najbardziej nieprzemyślanych, ryzykownych decyzji, z którymi się absolutnie nie zgadzamy. Trzeba stworzyć spokojną przestrzeń do rozmowy, tak żeby była szansa na wypracowanie jakiegokolwiek , choćby najmniejszego kompromisu, łagodzącego ewentualne, negatywne skutki podjętych przez niego decyzji. Tam, gdzie opiekun zamknie się na nieodpowiednie jego zdaniem decyzje wychowanka, tam nie będzie żadnej szansy, żeby mu pomóc, wytłumaczyć czy choćby czekać w pogotowiu na rozwój wypadków. Musi upłynąć trochę czasu i w sumie, każdy człowiek sam powinien podoświadczać dorosłości, sam  powinien się sparzyć, upaść i podnieść się, żeby umieć samodzielnie iść dalej, o własnych siłach. Opiekun jest obok, nie wyręcza, wkracza wtedy, kiedy jest o to poproszony, albo kiedy robi się niebezpiecznie.

Dział pieczy zastępczej ma naprawdę wielu specjalistów, którzy tylko czekają na młodych ludzi. Żeby pomóc, żeby pokazać, żeby pokierować. Na terenie miasta oprócz tego jest mnóstwo fundacji, stowarzyszeń w których można znaleźć pomoc i rozwiązać praktycznie każdy problem.

– No właśnie, czy w trakcie usamodzielniania się takiego młodego człowieka, wychodzącego z pieczy zastępczej, może zaistnieć sytuacja bez wyjścia.

– Jeśli tylko nie zniknie z pola widzenia pracowników MOPR-u, opiekuna usamodzielnienia, byłych opiekunów prawnych, to nie. Nie ma takiej możliwości, żeby nie znaleźć wyjścia z każdej sytuacji w jaką młody człowiek może wpaść. No, bo jakie to są sytuacje standardowo traktowane, jako sytuacje bez wyjścia, ciążą, brak dachu nad głową, brak pracy, złe towarzystwo, używki, poczucie braku celu w życiu,  braku motywacji. Od tego jest cały sztab ludzi w MOPRach, który czuwa i jest praktycznie na każde zawołanie i od ręki dostępny dla wychowanka. Trzeba tylko przyjść i poprosić o pomoc, nikt nie zostanie sam. Problem jest wtedy, kiedy wychowanek zrywa kontakty, kiedy chce uciec, odciąć się od dotychczasowego życia. Nie odbiera telefonów, nie znamy miejsca pobytu, nie chce korzystać ze wsparcia, wtedy jest problem. Jako pełnoletniego, nie możemy go szukać, jak sobie nie życzy, nie możemy go nachodzić , czy przekonywać do własnych racji. Trzeba też jasno powiedzieć, usamodzielniający się ma zaoferowaną ogromną pomoc na starcie, niejeden młody człowiek wychodzący z biologicznej rodziny nie ma takich szans, ale otrzymuje tą pomoc tylko w momencie współpracy z instytucjami usamodzielniającymi go. Nie ma współpracy, nie ma profitów. Ginie z oczu, nie dostaje nic.

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz