Tobiasz Carewicz wspomnienia z festiwalu 10. 08.2017


Data dodania: 10-08-2017 r.
Ilość wejść: 3 198.

 Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli: Veronika Duda i Krystian Kamil Rohde

 

-To było najważniejsze wydarzenie w moim życiu.  I trudno w to nie wierzyć. Tobiasz, kochający ponad wszystko muzykę od zawsze marzył o Woodstocku.

– Tam są zupełnie inni ludzie, dobrzy ludzie, nie wiem czy stają się tacy właśnie na ” Przystanku” pod wpływem charyzmatycznego Jurka Owsiaka, czy po prostu taki wyjątkowy gatunek  tam co roku zjeżdża. Nie wyobraża Pani sobie, co to znaczy być jednym z nich, ja człowiek bardzo niepełnosprawny, wymagający całodobowej opieki i pomocy praktycznie we wszystkim nagle  byłem z nimi na równych prawach, bawiłem się z nimi, spałem obok w namiocie jak wszyscy, słuchaliśmy tej samej muzyki, słuchaliśmy tych samych słów Jurka Owsiaka. Jaka to radość, czułem się wolny, byłem szczęśliwy, bardzo, bardzo szczęśliwy. Wie Pani , że były momenty kiedy płakałem, normalnie jak dziecko, że zostało mi to dane.

W zeszłym roku Tobiasz spędził na Woodstocku parę godzin z mamą, w tym był przez całe 3 dni. Nie byłoby to możliwe gdyby nie młodzi ludzie, Veronika i Krystian, którzy odpowiedzieli na nasz apel i zgodzili się zaopiekować młodym, niepełnosprawnym mężczyzną podczas trwania festiwalu. Zgodzili się praktycznie od razu, bez żadnych pytań, bez stawiania warunków, widząc Tobiasza jedynie na zdjęciach umieszczonych na portalu. Chłopak i dziewczyna, 23 latkowie, narzeczeni z Gdyni postanowili zrezygnować z własnej wygody i zabawy, po to, żeby nieznajomy mężczyzna mógł spełnić swoje marzenie.

– Po raz pierwszy zobaczyliśmy się, kiedy mama przywiozła mnie do Kostrzynia nad Odrą, już tam na mnie czekali. Czy się bałem, przez moment, przecież jestem w sytuacji wyjątkowo niekomfortowej, przecież ja nawet siedząc na wózku inwalidzkim nie jestem w stanie przejechać choćby metra, nie mówiąc o tym , że jakoś na ten wózek muszę się dostać!  Gdyby coś nie zagrało, nie mógłbym spakować się i wynieść, nie mógłbym nawet się poskarżyć, byłem całkowicie zależny od ich życzliwości, dobrej woli i odpowiedzialności. Niby wyjazd na festiwal, a tak naprawdę powierzyłem im swoje życie, nic o nich nie wiedziałem, nie znaliśmy się, ale byli tak pewni , że sobie poradzą ze mną, że zaufałem. Wspaniali ludzie, miałem wielkie szczęście, że znaleźli mnie, że zechcieli mnie, że byli tacy normalni, jakby nic wielkiego nie zrobili. To nie tylko to, że zabrali mnie na Woodstock, pozwolili mi uwierzyć, że może nie zginę, gdyby zabrakło mamy, że może od czasu do czasu, będę mógł pobyć wśród innych młodych ludzi sam, że możliwe jest być samodzielnym. Właśnie tą wiarę dostałem od Krystiana i Veroniki.

Krystian i Veronika byli z Tobiaszem praktycznie non stop, od momentu kiedy się budził rano do czasu, kiedy wieczorem, a w zasadzie w nocy zasypiał. Ubierali go, myli, karmili, przenosili na wózek inwalidzki i znosili z niego, przenosząc do namiotu, zabierali na koncerty i bardzo uważali, żeby w tym tłumie bezpiecznie go przewozić, ale przede wszystkim dużo, bardzo dużo rozmawiali.

– Byli wspaniali, to ja byłem bardziej zażenowany tym, że muszą mi zmienić pampersa. Krystian zachowywał się tak , jakby codziennie przewijał i mył 25 letniego faceta, za każdym razem mówił tylko ” jak coś cię będzie bolało to od razu mów, bo nie mam doświadczenia”. Wyjątkowo taktowni i dyskretni. Zawsze któreś było przy mnie nawet na sekundę nie zostawałem sam. Przez cały festiwal nie mieli ani minuty dla siebie, no może wtedy kiedy spałem, ale tak byłem zaaferowany wszystkim tym co działo się naokoło mnie, że niewiele tego spania było.

Tak, drugiej nocy emocje sięgnęły zenitu i po koncercie Tobiasz potrzebował oddalić się na trochę od hałaśliwego, rozbawionego tłumu. Potrzebował wyciszenia, spokoju, swoistego resetu, głowa zaczęła dokuczać. Ubrali go, przenieśli na wózek i w środku nocy, pojechali daleko poza teren festiwalu, włóczyli się po lesie.

– Krystian mówił , że pierwszy raz w życiu je kolację w środku lasu o 3 nad ranem. Miałem wyrzuty sumienia, że tak ich absorbuję swoimi potrzebami, że ciągam po nocy chociaż widziałem, że są bardzo zmęczeni, a oni ani okiem nie mrugnęli, że może byśmy wrócili.

W miasteczku festiwalowym wszyscy przyjmowali go z otwartymi ramionami, pozdrawiali, przychodzili przywitać się czy pogadać. Pierwszego dnia sam Jurek Owsiak przyszedł poprozmawiać z nim, dał im identyfikatory, żeby mogli podjeżdżać jak najbliżej sceny.

– Ucieszył się, jak mnie zobaczył. Uściskał jak prawdziwy ojciec. Jestem mu za to bardzo wdzięczny, bo Jurek Owsiak to dla mnie Guru, prawdziwy duchowy przewodnik, mentor, osoba bardzo ważna. Chłonąłem każde słowo, które wypowiadał ze sceny, wszystko to co powiedział do mnie prywatnie zapamiętam na zawsze. Ten festiwal. ludzie, atmosfera… to już jest moje, przeżyłem na własnej skórze, widziałem, oświadczyłem. Marzenia się spełniają!

– Czy będę utrzymywał kontakt z Veroniką i Krystianem?  Już zostałem zaproszony na ich ślub. To moi przyjaciele!

 

 

 

 

Za parę dni relacja Veroniki i Krystiana .

 

 

 

 

 

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 2.

  1. O i jest i ten uśmiechnięty człowiek z tabliczką „Free Hugs” , nie dane nam było porozmawiać ale mam nadzieję że w przyszłym roku też będziesz na Woodstocku i będzie okazja.

Dodaj komentarz