Tobiasz Carewicz 26.08.2017


Data dodania: 26-08-2017 r.
Ilość wejść: 1 000.

 Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli: Veronika Duda i Krystian Kamil Rohde

 

 

To dzięki dwójce młodych ludzi, 21 letniej Veronice i 23 letniemu Krystianowi z Gdyni,  Tobiasz mógł spełnić swoje marzenie, uczestniczyć w kultowym ” Przystanku Woodstock”. Zupełnie obcy ludzie postanowili zaopiekować się młodym, niepełnosprawnym mężczyzną przez 3 dni trwania festiwalu , a zaopiekować  się to znaczy nakarmić, dać pić, umyć, łącznie z umyciem mu  zębów, zmieniać pampersy, ubrać, rozebrać, przetransportować na wózek i z powrotem do namiotu, nie mówiąc już o zapewnieniu mu towarzystwa , dobrej zabawy i komfortu psychicznego jakiego wymagał wyjątkowo bystry i wrażliwy Tobiasz. To niemałe wyzwanie dla przeszkolonego personelu, a co dopiero dla dwójki młodziutkich narzeczonych nie mających nigdy kontaktu z osobami niepełnosprawnymi. Jak sobie poradzili ? Tobiasz był zachwycony, przeżył przygodę życia, nigdy nie zapomni i już ofiarował swoje serce i przyjaźń tej dwójce pozytywnych szaleńców.

Krystian mechanik samochodowy i Veronika pracownica salonu jubilerskiego. Od prawie roku razem, od ostatniej Wigilii narzeczeni , niby zwykli, radośni młodzi ludzie, myślący o sobie, o rozrywkach, o codziennej bieganinie … a jednak to oni wykazali się tak szlachetną postawą na którą tak niewielu się zdecydowało.

– Veronika podsunęła mi artykuł o Tobiaszu ze strony ” Pomożesz? Pomogę!”.  Przeczytałem, ujęła mnie historia tego faceta … zastanawiałem się, gdybym to ja był na jego miejscu… Długo rozmawialiśmy z narzeczoną o tym , że moglibyśmy spróbować spełnić jego marzenie. Veronika już wcześniej była na Woodstocku ze znajomymi, ja nigdy, nie ciągnęło mnie, różne opinie krążyły o tym festiwalu, ale w sumie możemy jechać i zabrać ze sobą Tobiasza. Tak do końca nie wierzyliśmy, że to jednak my z nim pojedziemy,  było ponad 5.500 tys. odsłon artykułu, byliśmy pewni, że zgłoszą się bardziej kompetentni. Zrobiło się nam gorąco, kiedy otrzymaliśmy telefon, że to my możemy być opiekunami zupełnie nam nieznanego, starszego od nas mężczyzny na wózku inwalidzkim.

– Kiedy Krystian zadzwonił do Tobiasza i usłyszeliśmy jak on się cieszył, jak nie wierzył, że chcemy go zabrać na festiwal, jak usłyszeliśmy jakie to nieprawdopodobne, jak dobrzy jesteśmy, jak urzeczywistniają się zupełnie nierealne marzenia to wtedy dotarło do nas, że postąpiliśmy absolutnie słusznie, cieszyliśmy się, że dane nam będzie to doświadczenie. Rzuciliśmy się jeszcze raz na artykuł, żeby jak najwięcej wyczytać, żeby przygotować się psychicznie na czekające na nas obowiązki, żeby pooglądać na filmikach jak Tobiasz się zachowuje, co trzeba będzie przy nim robić, czy nas polubi. Mimo, że decyzję podjęliśmy od razu, oczywiście mieliśmy mnóstwo wątpliwości, czy sobie poradzimy, czy nie zrobimy mu krzywdy w końcu nigdy nie mieliśmy do czynienia z osobami niepełnosprawnymi i to tak bardzo.

Młodzi wolontariusze o swojej decyzji natychmiast powiadomili rodziców i znajomych. Reakcje najbliższego otoczenia były jednoznaczne, na początku szok,  niedowierzanie i standardowe pytanie czy dobrze się zastanowili, to nie zabawa, to poważne zobowiązanie, to czyjeś życie, złożonej obietnicy nie można odwołać, bo gdzieś jakiś człowiek żyje nadzieją i oczywiście czy sobie poradzą? Ale nikt, absolutnie nikt nie odradzał, wszyscy byli z nich dumni i otwarcie o tym mówili.

–  W sumie nie wiem, dlaczego się zdecydowaliśmy, nawet trudno powiedzieć, że była to spontaniczna decyzja, bo przecież rozmawialiśmy z Veroniką długo, zastanawialiśmy się, czytaliśmy ten tekst parę razy. Tak wyszło i jesteśmy szczęśliwi, że udało się, że dzięki nam ktoś dostał to o czym marzył.

Weronika i Krystian pojechali do Kostrzynia nad Odrą 2 dni wcześniej, żeby wybrać jak najlepsze miejsce pod namioty swój i Tobiasza, żeby było jak najbliżej wszystkich strategicznych miejsc na polu namiotowym czyli sklepiku, stołówki, toalet, sceny, żeby nie było górek , ani piasku po którym trudno prowadzić wózek inwalidzki. Załatwili wjazdówkę dla Tobiasza i jego mamy, która przywiozła syna na festiwal, zorientowali się gdzie jest punkt medyczny i ewentualnie na jaką pomoc mogą liczyć.

– No i w końcu Tobiasz przyjechał.  Zdjęcie to jedno, a rzeczywistość drugie. Ogromne z niego chłopisko, no trochę nogi się pod nami ugięły. Chwilę porozmawialiśmy z mamą Tobiasza i pani pojechała, a my zostaliśmy we trójkę. Od razu lunął deszcz, wszyscy przemokliśmy, wózek Tobiasza grzązł w błocie, a on sam był bardzo głodny i prosił żebyśmy pojechali coś zjeść. I zaczęła się nasza wspólna przygoda. Jasne, że było ciężko, ale jednocześnie bardzo radośnie. Bo to nieprawda, że pojechaliśmy tam tylko jako opiekunowie Tobiasza, my też tam się bawiliśmy, słuchaliśmy koncertów, rozmawialiśmy z ludźmi. My nie zrezygnowaliśmy z zabawy, my się nią podzieliliśmy z Tobiaszem, bawiliśmy się we trójkę. Wspaniałe doświadczenie. Wielu ludzi, jak tylko prosiliśmy, pomagało nam, wielu chwaliło, że zabraliśmy Tobiasza na festiwal, w taki tłum, ale wszyscy myśleli, że jesteśmy spokrewnieni albo od lat mocno zaprzyjaźnieni. Nikt nie przypuszczał, że poznaliśmy się parę godzin wcześniej, nic o sobie na wzajem nie wiedząc, a my nikogo nie wyprowadzaliśmy z błędu.

– Tobiasz ma wielką wiedzę na temat muzyki, jest pasjonatem, wrażliwcem z fajnym poczuciem humoru, dużo rozmawia i jest zupełnie niewymagający. Z przyjemnością się go słucha.

– Pamiętasz, jak cały czas chciał pić?

–  Tak, nawet zażartowałem, że chyba nieźle wcześniej popił i teraz ma kaca ! A on z rozbrajająca minką stwierdził, że nigdy nie próbował alkoholu i byłby bardzo wdzięczny, gdybyśmy go poczęstowali piwem. Jak prosił, to nalałem mu do butelki tego piwa i dałem. Cieszył się jak dziecko. Smakowało mu bardzo i oczywiście jego mama o tym wie! Widziałem, że Tobiasz opowiadał już o naszej nocnej eskapadzie. Położyliśmy go spać, a sami siedliśmy przed jego namiotem i rozmawialiśmy ze znajomymi. W pewnym momencie Tobiasz mnie zawołał i poprosił, żebym zabrał go gdzieś poza teren festiwalu, z dala od muzyki, ludzi, głosów, bo ten nadmiar emocji już go rozsadza i musi się wyciszyć. Ubraliśmy go i pojechaliśmy daleko od tego zgiełku. Spacerowaliśmy  długo, na pole namiotowe wróciliśmy przed 5 rano, było bardzo sympatycznie i magicznie i wesoło i romantycznie.

– A ja zapamiętałam koncert zespołu Wilki. Tobiasz tak czekał na ten koncert, tak przeżywał, tak się cieszył, że sama miałam łzy w oczach widząc jego radość. Niech to będzie motto naszej wyprawy.  Warto było ! 

 

Chcę pomóc

Dodaj komentarz